Dzięki sile swoich mięśni, w poszukiwaniu szczęścia Ola Mae (Orlikowska) w ciągu 13 miesięcy dotarła do 12 krajów, pokonując blisko 15.000 km. Jej środkiem lokomocji był rower, a przewodnikiem potrzeba odnalezienia własnej siebie. Na swojej drodze chłonęła nie tylko zapierające dech w piersiach widoki, poznała wielu dobrych ludzi, prawdziwych przyjaciół i kota, który stał się jej towarzyszem, ale doświadczyła również strachu, zwątpienia i niemocy. Z wyprawy wróciła silna i pewna siebie, jak nigdy dotąd. O kulisach europejskich wojaży i prywatnej wewnętrznej przemianie opowiedziała podczas spotkania w Janowcu Wlkp. Pozostawiała słuchaczy z głową pełną przemyśleń.
Wizyta Oli Mae zapoczątkowała cykl spotkań z podróżnikami, które odbywać się będą w Wieży Ciśnień w Janowcu Wlkp. w ramach współpracy Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Stowarzyszenia Twórcze Horyzonty.
Pomimo młodego wieku podróżniczka podzieliła się z przybyłymi sporym bagażem doświadczeń. Jej opowieść okazała się nie być typową historią żądnej przygód kobiety, która postanowiła na własną rękę zwiedzić świat, zachwycać się jego pięknem i przywieść ze sobą, jak najwięcej wspomnień. Była przede wszystkim autoteriapią i ekstremalną podróżą w głąb siebie.
![]() |
| Publiczność słuchała opowieści podróżniczki z widocznym zaciekawieniem. Zadawała też wiele pytań. fot. Justyna Kulpińska |
Olą Mae ukończyła studia fotograficzne na uczelni Columbia College Chicago w Stanach Zjednoczonych. Z USA wiązała dalszą przyszłość, jednak nie spodziewała się, że jej plany pokrzyżuje biurokracja. Odmówiono jej wydania wizy, która stanowiła jedyną przepustkę do kontynuowania amerykańskiego snu.
Wyjechała więc do Londynu, gdzie pracowała jako asystentka doskonałej fotografki, mając na co dzień styczność z profesjonalnymi modelkami i znanymi osobistościami show bussinessu. W 2020 r., kiedy na świecie rozszalała się pandemia, nieoczekiwanie straciła zatrudnienie, a w jej głowie natychmiast zrodziła się odważna myśl. Zdecydowała się rozpocząć największą wyprawę swojego życia, do której nie była tak naprawdę przygotowana. Kupiła rower, spakowała najważniejsze rzeczy i wyruszyła przed siebie, popełniając na trasie chyba wszystkie z możliwych błędów.
![]() |
| Ola Mae jest autorką książki pt. "Cebula czarownic". Jej premierę zaplanowano na początek czerwca tego roku. fot. Justyna Kulpińska |
Dotarła do 12 krajów, zobaczyła to, czego nie są w stanie oddać nawet najlepiej wykonane zdjęcia, odbudowała swój kontakt z naturą, trafiała na wspaniałych ludzi, przewartościowała swoje wszystkie dotychczasowe schematy i priorytety, nauczyła się doceniać samotność. - Nikt nie wyjeżdża w 13-miesięczną wyprawę samotnie, bo jest w pełni szczęśliwy. Mój wyjazd nie był spowodowany ciekawością i chęcią poznania obcych kultur, tylko tym, że chciałam być jak najdalej od swojego własnego domu. Była to próba pogodzenia się z alkoholizmem mojego taty, biedą, w której się wychowałam i dążenie do znalezienia oraz zaakceptowania swojej własnej wartości - zdradziła niespodziewanie.
W czasie wyprawy wydarzyło się coś, co kompletnie ją zmieniło. Pokonując na rowerze kolejne kilometry, Ola przypadkowo dostrzegła w przydrożnym rowie czarny obiekt. Okazało się, że był nim kilkutygodniowy, wychudzony, bezdomny kot, który wywrócił jej podróż do góry nogami, zostając jej przyjacielem. Zabrała malucha ze sobą do Polski. Zanim to jednak nastąpiło przemierzył w rowerowym koszyku ponad 3.000 km.
![]() |
| Po prawej kot Fryderyk fot. Justyna Kulpińska |
- Jestem tutaj po to, żeby swoim przykładem pokazać wam, że granice, które napotykamy w swoim życiu zaczynają i kończą się w głowie - podkreśliła Ola Mae. - Nie jestem tutaj po to, żeby namawiać was do podróży. Mój przekaz jest trochę głębszy. Chciałabym zachęcić was do odpowiedzenia sobie na pytanie: "Co sprawia, że jesteś szczęśliwy?".
Justyna Kulpińska, 9 III 2023
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze