Reklama

Ściana w udzieleniu pomocy, ściana w rozwiązaniu problemu

Pani Emilia i jej rodzina na czas remontu mieszka w świetlicy wiejskiej fot. Remigiusz Konieczka Pani Emilia i jej rodzina na czas remontu mieszka w świetlicy wiejskiej fot. Remigiusz Konieczka

Żędowo, dom, ściana, zawalenie, M-GOPS
     Ściana w udzieleniu pomocy, ściana w rozwiązaniu problemu
     W Żędowie zawaliła się ściana z cegieł. Do katastrofy doszło, bo mur był podmywany przez wodę opadową i ścieki. Jednak ściana odsłoniła nie tylko łazienkę, ale też to, jak żyją członkowie rodziny w uszkodzonym budynku i w jaki sposób próbuje im udzielić pomocy M-GOPS w Szubinie.

     W nocy z czwartku na piątek runęła część ściany szczytowej w budynku jednorodzinnym w Żędowie. Do wypadku doszło około 1:00 w nocy, ale mieszkańcy uznali, że nie będą nikogo budzić w środku nocy i powiadomili służby ratunkowe nad ranem - około 6:40. O wypadku powiadomiony został również Gminny Zespół Zarządzania Kryzysowego. Na miejsce pojechali Wiesław Stepczyński i Bartosz Szweda z tegoż zespołu. Byli też strażacy, którzy zabezpieczyli strop drewnianymi belkami. Był Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego Bogusław Wołowicz, który dokonał oględzin budynku i zdecydował o jego czasowym wyłączeniu ze względu na możliwość zawalenia. Mieszkańcy będą mogli do niego wrócić po odbudowaniu zawalonej części ściany. Na miejscu była też policja, która musiała nakłonić domowników, by opuścili budynek, bo nie chcieli tego zrobić. Pojawiła się też sołtys Żędowa Urszula Szpechcińska, która udostępniła świetlicę dla poszkodowanych. Był pracownik socjalny Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Szubinie Wiesław Majdziński, który pomagał przy przenosinach członków rodziny z domu do świetlicy. - Nie wyjechałem, dopóki nie zorganizowałem im miejsca w świetlicy - przyznaje.
     ŚCIANA Z CEGIEŁ
     Przyczyną zawalenia się ściany było jej podmycie. Z jednej strony przez wody opadowe, a z drugiej przez wadliwie działającą kanalizację. Ściana, która się zawaliła, odsłoniła wnętrze budynku, a dokładnie łazienkę. Lepsze byłoby stwierdzenie odsłoniła to, co zdaniem mieszkańców było łazienką. W M-GOPS usłyszeliśmy, że wygląd tego pomieszczenia niewiele ucierpiał przez katastrofę. Ono tak wyglądało wcześniej. I było remontowane, ale co to za remont, który polegał na przytwierdzeniu od wewnątrz styropianu a na styropian kafelków. To nie miało prawa wytrzymać. Prawdopodobnie kanalizacja ściekowa źle była podłączona i leciało to wszystko pod mur i podmywało.
     We wtorek na miejscu - mimo ogrodzenia i zakazu wejścia - zastaliśmy pana Jana, który przebywał na terenie posesji. Powiedział, że tak naprawdę to nic się nie stało, bo ściana zawaliła się przy łazience, a nie przy pokoju, w którym wszyscy spali. Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej zlecił wycenę robót naprawczych. Wyszło ponad 6.000 zł, ale - jak wyjaśniła zastępca dyrektora Magdalena Jęziorowska - koszt może okazać się wyższy, bo nie wiadomo co tam budowlańcy zastaną.
     Na pewno trzeba będzie zabezpieczyć drugi narożnik zawalonej ściany, na którym widać pęknięcia. Prawdopodobnie trzeba będzie naprawić kanalizację. Nie wiadomo, co z dachem. Dodatkowo od strony podwórka będzie nowa rynna, a od strony ulicy będzie poprawiona rynna. Z informacji, jakie uzyskaliśmy w M-GOPS, dowiedzieliśmy się, że Caritas przy parafii w Słupach ma przeznaczyć środki na okno w jednym pokoju (wszyscy gnieżdżą się w jednym pokoju, a dwa są nieużywane), a pomoc społeczna zamierza wstawić drzwi wejściowe.

Ściana odsłoniła wnętrze łazienki fot. Remigiusz Konieczka

     ŚCIANA W UDZIELENIU POMOCY
     W domu w Żędowie mieszka pięcioosobowa rodzina. Dwójka starszych osób: Jan i Czesława, ich dzieci: Emilia i Tomasz oraz syn Emilii Hubert, który uczęszcza do gimnazjum. Właścicielem nieruchomości jest pan Jan. Kiedy pojechaliśmy na miejsce katastrofy, oprócz pracownika, który usuwał gruz, był właściciel. Stali też mieszkańcy. Doszło do burzliwej wymiany zdań. - Zrobiliście wstyd dla całej wsi. Jak można było do tego doprowadzić? Nie możecie się wziąć za porządki? Dziady jesteście i tyle - wykrzyczał mężczyzna. Właściciel odpowiadał, że robią wszystko co mogą, ale na wszystko nie ma pieniędzy. Poza tym przecież nic się takiego nie stało. Ścianę naprawią, a oni będą mogli tam sobie nadal mieszkać. Kiedy rozmawiamy z panem Janem, naszą uwagę zwraca bardzo mocno zaropiałe oko. - Co z pana okiem? - pytamy.
     - Ja nie mam oka - słyszymy.
     Później dowiadujemy się, że ma sztuczne oko i jak rano nie przemyje, to ropieje. Mieszkańcy Żędowa mówią, że rodzina po prostu nie dba o siebie, a to ropiejące oko jest przykładem tego, jak ci ludzie żyją. Jest problem z higieną, utrzymaniem porządku, zarządzaniem pieniędzmi. To nie jest tak, że tych pieniędzy jest bardzo mało. W domu się być może nie przelewa, ale rodzina przekracza ustawowy dochód na jednego członka w wysokości 514 zł. Tylko najmłodszy objęty jest programem dożywiania w szkole. Utrzymują się z rent socjalnych. Mieszkańcy domu mają orzeczenia o niepełnosprawności. Średnio 2-3 razy w miesiącu jest u nich pracownik socjalny.
     Prośby o oszczędzanie, mimo zapewnień, nie są realizowane. Mieszkańcy potrafią dwa razy dziennie pójść do sklepu i kupować, co im w oko wpadnie. Prośby o sprzątanie i utrzymanie porządku też nie są realizowane. Jedna z lokatorek chwyta za miotłę jak przyjedzie pracownik socjalny. Zdarzały się sytuacje, że pracownik przepychał zlew, a po kilku dniach zlew był znowu zapchany. Sytuacja wygląda tak, że mieszkańcy przytakują, mówią, że będą realizować zalecenia pracownika socjalnego, ale i tak nic potem nie robią. W M-GOPS słyszymy, że wynika to wszystko z niezaradności życiowej przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Zastępca dyrektora M-GOPS wyjaśnia, że pomoc społeczna mogłaby dużo pomóc, ale przy braku współpracy ze strony mieszkańców, po prostu jest trudno.
     ŚCIANA W ROZWIĄZANIU PROBLEMU
     W świetlicy wiejskiej w Żędowie zastaliśmy tylko panią Emilię. Jej ociec i matka - jak wspomnieliśmy - byli na terenie posesji. Zapytaliśmy, co się stało tamtej nocy, jak zawaliła się ściana. Powiedziała, że usłyszała huk i to wszystko. Całą noc nie spała. Rano wezwała pomoc, dzięki pomocy sąsiadki. Przyjechała straż pożarna, policja i kazali im się przenieść do świetlicy. Teraz czeka na zakończenie remontu. Zapytaliśmy, dlaczego cały dom został doprowadzony do takiego stanu, że się zawalił. Pani Emilia powiedziała, że właścicielem jest ojciec, a - jak to ludzie starsi - jest uparty i nie daje się przekonać o konieczności remontu. - Gdyby to było moje, to pewnie bym coś zrobiła - dodała. Z drugiej strony nie chce się wyprowadzać z synem, bo twierdzi, że nie powinno się zostawiać rodziców samych. Dodaje, że chodziła do M-GOPS po pomoc, ale kończyło się tym, że przyjeżdżał pracownik socjalny, przeglądał kąty i pokazywał, gdzie nie jest posprzątane, a ona przecież sprzątała.

Reklama

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1256 (10/2016)

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości