Reklama

Sędziwój z Szubina – patronem długodystansowców – ekstremalistów

Turysto z Szubina, Żnina, Wąsosza czy może nawet - powiedzmy szerzej - turysto pałucki! Wracając latem z urlopu w Zadarze do domu pamiętaj, że jedziesz szlakiem, na którym część swej sławy zdobył najwybitniejszy z Pałuków - Sędziwój z Szubina!

NA UKŁADY NIE MA RADY

Cała historia zaczęła się od układu króla Polski Kazimierza Wielkiego z królem Węgier Ludwikiem Węgierskim. Układu o przeżycie.

Tu dygresja. Taki sam układ miał Kazimierz Wielki z kniaziem Rusi Halicko-Włodzimierskiej, Bolesławem Trojdenowicem. W zamian za wsparcie za życia kniaź obiecał Kazimierzowi tron halicki (czyli ziemie obejmujące najbardziej na zachód wysunięte księstwo ruskie z Włodzimierzem Wołyńskim i Lwowem) w przypadku swej bezpotomnej śmierci. Tak się stało i po otruciu przez bojarów księcia Trojdenowica (zgładzili go w 1340 roku za... układy z Polakami!) nasz król objął te ziemie w posiadanie. Dotychczasowa granica przebiegająca od głównego grzbietu Karpat zrazu działem wodnym między Zyndranową i Lipowcem, a następnie rzekami Jasiołką i Wisłokiem - przestała istnieć. To dygresja dla turystów, przemierzających szlaki Beskidu Niskiego (tekst ten bowiem pomyślałem nie jako historyczny, lecz jako dotyczący turystyki).  

Reklama

Zanim jednak dojdziemy do turystyki, musimy wrócić do układu o przeżycie Kazimierza Wielkiego z Ludwikiem Węgierskim. Król Węgier jeszcze w 1335 r. zawarł układ z Kazimierzem Wielkim, że będzie jego następcą w razie braku męskiego potomka. Układ był cały czas ważny i po śmierci 5 listopada 1370 Kazimierza Wielkiego, już 17 listopada arcybiskup Bodzanta - notabene ze Żnina -  koronował w Krakowie Ludwika Węgierskiego na króla Polski.

Spytasz, drogi czytelniku - jak to możliwe, że ot tak - Kazimierz Wielki przehandlował koronę Madziarom. Wszystko zostało w rodzinie. Matką Ludwika Węgierskiego była… siostra Kazimierza Wielkiego. Czyli Kazimierz Wielki przekazał po prostu koronę siostrzeńcowi.

Reklama

SĘDZIWÓJ PAŁUKA

8 grudnia 1370 roku Ludwik wyjechał z powrotem na Węgry I wówczas na arenę międzynarodową wchodzi wojewoda kaliski z rodu Pałuków, Sędziwój z Szubina. Już wcześniej jako jeden z najważniejszych polskich polityków (było nie było - wojewoda, a oprócz tego starosta krakowski, wtedy jeszcze było można łączyć urzędy) był stronnikiem Andegawenów i właśnie to jego Ludwik Węgierski obdarzył największym zaufaniem. Pozostawił w Polsce trzech namiestników, a najważniejszym - czyli regentem - został Sędziwój Pałuka.

Reklama

Regent to dziś mało znane słowo, oznacza ono osobę, sprawującą w imieniu króla władzę, jeśli ów król nie może z jakiegoś powodu (choroba, małoletność, bezkrólewia, nieobecność) wykonywać obowiązków króla.

JADWIGA

Panowania Ludwika Węgierskiego i regencji Sędziwoja nie będę tu streszczał (tekst nie jest historyczny, lecz turystyczny), lecz przeskoczę w czasie o 12 lat - do momentu śmierci Ludwika, który zmarł w nocy z 10 na 11 września 1382 roku.

Tu dygresja. Ze szkoły kołacze się nam w głowie słowo „przywilej koszycki”. Skąd Koszyce? Dlaczego Koszyce? Koszyce (dziś Słowacja, ale przecież jeszcze 110 lat temu mówiło się na tę ziemię „Górne Węgry”!) to miasto równo odległe od Krakowa i od Budapesztu, z dobrym dojazdem (wówczas) zarówno od Budy, jak i od Krakowa. Nasi królowie jeździli przez bród na Dunajcu między zamkami Czorsztyn (polskim) i Niedzica (węgierskim) - przypominam, że cały czas czytacie tekst o turystyce. 17 września 1374 roku na zjeździe w Koszycach Ludwik Węgierski zapewnił swej córce tron polski. Gdy więc zmarł, nad jego córką Jadwigą mającą lat osiem zawisła polska korona.

Reklama

MISJA

Dariusz Wróbel w artykule „Misja Sędziwoja z Szubina do Zadaru, epizod z czasów bezkrólewia w Polsce 1382-1384” (Balcanica Posnaniensia. Acta et studia, XXV, Poznań 2018, Wydawnictwo Instytutu Historii UAM; w dalszym ciągu tego tekstu będę się na nim opierał) pisze tak: „Na Węgrzech już tydzień później ukoronowano następczynię zmarłego króla - jego córkę Marię, natomiast w Polsce, również z powodu tej niespodziewanej koronacji, rozpoczęło się długie, bo ponad dwuletnie, bezkrólewie”.

Bezkrólewie, w czasie którego główną rolę odgrywa Sędziwój z Szubina. To on bowiem wyrusza w podróż na Węgry, aby przywieźć Jadwigę na koronację. Sądził, że pojedzie tylko do Budy, ale okazało się, że podróż miała być znacznie dłuższa i doprowadziła go aż na brzeg Morza Adriatyckiego.

Reklama

Dariusz Wróbel pisze: „Sędziwój z Szubina cieszył się dużym autorytetem w gronie panów Królestwa i - przynajmniej do czasu zadarskiej wyprawy - miał dobre relacje z dworem. Dysponował też dużym doświadczeniem, gdyż wcześniej kilkakrotnie udawał się na Węgry. Wysokie urzędy, które pełnił – był wojewodą kaliskim i starostą krakowskim – nadawały jego poselstwu odpowiednio wysoką rangę. Kronikarz nie podał niestety ani imion, ani liczby towarzyszy Sędziwoja. Dopiero z nieco późniejszego fragmentu kroniki dowiadujemy się, że w tej grupie znajdowali się także krewni Pałuki i że jednym z nich był jego bratanek Maciej z Wąsoszy”. Nie ma co tu taić, że chodzi o Wąsosz nad Jeziorem Wąsoskim.

Wyjechał więc Sędziwój w podróż, zabrawszy - jak to było w zwyczaju - nieco młodzieży z wysokich rodów. Po pierwsze - jako młodych, silnych, mogących stanowić w niebezpieczeństwach obstawę, po drugie - dla przetarcia się w świecie, poznania dróg, zamków, ludzi.

Reklama

Dariusz Wróbel: „Zakładając, że Polacy dotarli do Budy ok. 20 października i tam dopiero dowiedzieli się o miejscu pobytu królowych Elżbiety i Marii oraz królewny Jadwigi, należy obecnie rozważyć, kiedy mogli dotrzeć do Zadaru. Miejscowość ta leży w odległości ok. 600 km od Budy, zatem na pokonanie tej drogi Sędziwój i jego towarzysze potrzebowali kolejnych 12 dni, przy założeniu, że nadal posuwali się z dość dużą prędkością 50 km dziennie. W takim przypadku uprawnione wydaje się datowanie spotkania z Elżbietą Bośniaczką w pierwszych dniach listopada. Moment ten mieści się w okresie poświadczonego w źródłach pobytu dworu węgierskiego w Zadarze, a przy tym uwzględnia zarówno odległość od Budy, jak i czas potrzebny na jej pokonanie”.

Buda - to pół Budapesztu. Wtedy bowiem miastem tym był tylko zabudowany obszar po północnej stronie szerokiego Dunaju (cały czas mowa o turystyce). Elżbieta - to Elżbieta Bośniaczka, żona zmarłego króla. Maria - to siostra Jadwigi, od niedawna królowa Węgier. Czemu nie czekały w Budzie, pakując małej Jadzi walizki na spodziewany przecież wyjazd do Krakowa?

Reklama

Dariusz Wróbel: „Kiedy wojewoda kaliski sposobił się do wyjazdu i - co warto podkreślić - gdy dobierał sobie towarzyszy podróży, nie było powodu, aby podejrzewać, że królowa-matka nie zamierza dotrzymać umowy”.

Czyli matka specjalnie czmychnęła do Dalmacji, aż nad Adriatyk! Sędziwój jednak o tym nie wiedział.

Dariusz Wróbel: „Sędziwój z Szubina jechał prosić (ad suplicandum) królową Elżbietę, by wysłała (destinaret) do Polski swą córkę Jadwigę (Hedvigim filiam suam) dla jej koronacji na tamtejszą królową (in reginam Poloniae coronandam)”.

Reklama

Nawiasy to cytaty z kroniki Janka z Czarnkowa, który znał wydarzenia z autopsji i kilka lat po nich spisywał swą kronikę. Tak więc poselstwo przyjechało do Budy i zastało pałac pustym. Dowiedzieli się, że wszystkie trzy panie wyjechały do Chorwacji, do górującego nad Zadarem zamku. Pojechali więc do Zadaru.

Elżbieta Bośniaczka odmówiła wysłania córki na koronację. Sędziwój proponował, że w zastaw pozostaną w Zadarze towarzyszący mu młodzi synowie panów polskich (na pewno do tej roli wyznaczył też swojego bratanka Macieja z Wąsoszy). Elżbieta domagała się najpierw wydania jej polskich zamków. W tym celu wysłała do Krakowa swojego kuriera, zaś Sędziwoja z całą delegacją - uwięziła w zamku. 

Reklama

Dariusz Wróbel: „Kiedy już Sędziwój chciał wracać do swoich (ad propria), nie osiągnąwszy zamierzonego celu (improsperatus), nie został wypuszczony (non fuit permissus) wraz z całym swym orszakiem (cum sua comitiva totali), po to (ad hunc finem), by wydał (praesentaret) Węgrom (Ungaris) Kraków i inne zamki (Cracoviam et alia castra). Pod słowem improsperatus kryje się fiasko osobistego spotkania Sędziwoja z Elżbietą, która najwyraźniej odkryła swe karty i zażądała od Sędziwoja wydania jej podległych mu zamków, manifestując w ten sposób swoje lekceważenie, brak zaufania i brak zrozumienia dla postulatów i interesów panów polskich. Jeśli trzymać się ściśle tekstu oryginalnego, należałoby przyjąć, że wojewoda kaliski uciekł się do fortelu. Zadeklarował mianowicie, że wróci do Polski, by spełnić życzenie królowej, tzn. by wydać dzierżone przez siebie zamki Węgrom, choć w rzeczywistości wcale tego robić nie zamierzał. Przekonuje o tym wcześniejsze posłanie gońca z odpowiednimi instrukcjami dla krakowian. Chciał jednak, by monarchini była przeświadczona, że panuje nad sytuacją i że jego lojalność wobec niej pozostaje niezachwiana. Chodziło mu niewątpliwie o to, by opuścić Zadar za wiedzą i zgodą Elżbiety oraz - co ważne - wraz powierzonymi jego osobie synami polskich dostojników, w tym własnymi krewnymi. Królowa jednak przejrzała jego grę i postanowiła go nie wypuszczać, zatrzymując także jego kompanów. Zdołał jednak wysłać swojego umyślnego z listem do Krakowa”.

UCIECZKA

Królowa postanowiła go nie wypuszczać, ale trafiła na doświadczonego i lubiącego skuteczność polityka. Wymknął się strażom i - wyprzedzając zarówno swojego kuriera, jak i kuriera  Bośniaczki, dotarł w zadziwiającym cały świat tempie samotnie, konno do Krakowa.

Reklama

I teraz dochodzimy w końcu do sedna sprawy. Otóż od czasów Jana Długosza, który moim zdaniem źle zrozumiał zapis Janka z Czarnkowa, pokutuje w przestrzeni medialnej przekonanie, że tysiąc kilometrów z Zadaru do Krakowa Sędziwój Pałuka pokonał w jeden dzień.

Dariusz Wróbel: „Nieusuwalne wątpliwości budzi podana przez Jana z Czarnkowa ilość mil przebytych przez wojewodę kaliskiego w ciągu jednej doby w drodze powrotnej do Krakowa. Nie wiemy, jaką milę miał na myśli autor kroniki, ale nawet jeśli była to mila nazywana później małą (w XVII w. liczyła 6350 ewentualnie 6250 m, daje to ok. 380 ewentualnie 375 km na dobę, co dla długodystansowych rajdów konnych było i jest nieosiągalne, nie wyłączając podróżowania rozstawnymi końmi. Zresztą, gdyby przyjąć wersję kronikarza za dobrą monetę, to 380 lub 375 km przemierzonych rzekomo w ciągu jednej doby nie stanowi nawet połowy odległości między Zadarem a Krakowem (via Buda), wynoszącej ponad tysiąc kilometrów. Jadąc w niesłychanym tempie podanym przez kronikarza, Sędziwój i tak potrzebowałby na przebycie tej odległości co najmniej trzech dni i nocy bez odpoczynku. Z powyższych względów nasuwa się podejrzenie, że archidiakon gnieźnieński: a) nie potrafił prawidłowo oszacować odległości między Zadarem a Krakowem, b) zapewne pomylił rząd wielkości […]”

Dla dzisiejszych właścicieli dobrych automobili mapy przewidują 12 godzin czystej jazdy. Ale koń 100 km na godzinę nie pociągnie. Trzeba go poić, karmić, wyspać się musi. Przejazd w jeden dzień z Zadaru do Krakowa to wydarzenie przenoszące podróż Sędziwoja w obszary legend pałuckich.

Jak było w rzeczywistości? Wgryźmy się w oryginalny zapis Janka z Czarnkowa: „Et tandem equis ad certa loca praemissis, occulte fugam iniit, et sexaginta miliaria uno die et nocte transcurrit”. Co to znaczy? "Tak więc, za pomocą koni w pewnych miejscach z góry ustawionych, potajemnie uciekł i przebył sześćdziesiąt mil w ciągu jednego dnia i nocy" (tłumaczenie DK).

Bez patrzenia na tekst Długosza wyciągnijmy z tego łacińskiego zdania to, co w nim jest napisane.

WYCZYN

Przecież w tym zdaniu wszystko jest jasne (jesteśmy cały czas ściśle w dziedzinie turystyki). Moja interpretacja pozwala uniewinnić archidiakona gnieźnieńskiego od posądzenia go o nieznajomość odległości do Zadaru i przenieść wyczyn naszego Pałuki z działu osiągnięć mitycznych do - jedynie - niezwykłych, ekstremalnych, nie mających sobie równych, ale - realnych!

Gdy się wymknął z zamku, gnał na swym rumaku co koń wyskoczy i w czasie PIERWSZEGO dnia i nocy przejechał 375 km. Janko nie pisze przecież, że dotarł po 375 km do Krakowa. Pisze: sexaginta miliaria (sześćdziesiąt mil) uno die (jednego dnia) et nocte (i nocy) transcurrit (przebył).

Dariusz Wróbel pisze, że konie powrotne Sędziwój prawdopodobnie uzgadniał nie z zamku, ale już wcześniej - w drodze do Zadaru. Oczywiście - Sędziwój był w stanie przygotować wcześniej zmiany koni. Źle piszę. Nie tylko "był w stanie", ale to zrobił - przecież to właśnie podaje nam czarno na białym Janko z Czarnkowa ("praemissis" to: uprzednio, z góry). W czasie pierwszego dnia ucieczki skorzystał z kilku pierwszych - kluczowych dla ucieczki - zmian koni. Dokąd dotarł? Przecież to oczywiste. Do wyznaczającej dziś granicę Chorwacji i Węgier rzeki Mury (ok 380 km od Zadaru). Na tyle daleko, by poczuć się bezpiecznie. By być pewnym, że ewentualny pościg nie wpadnie na to, że mógł dotrzeć tak daleko. Dalej do Krakowa też na pewno jechał szybko, ale już bez wyczynu.

Janko z Czarnkowa pisał o sprawach sprzed kilku zaledwie lat. Jest oszczędny w słowach. Jeśli by wiedział, że możemy go źle zrozumieć, dopisałby pewnie drugie zdanie: "Resztę drogi do Krakowa przebył przez kolejne cztery dni" (cztery dni - to oczywiście mój domysł). Gnieźnieński kronikarz skupił się jednak tylko na podkreśleniu wyczynu, jakim było przebycie sześćdziesięciu mil w ciągu jednego dnia i nocy. To właśnie napisał. Nie napisał, że przez 24 godziny dotarł do Krakowa. 

KONIE

Nie męcząc zbytnio konia można ze Żnina do Gniezna dojechać w półtorej - dwie godziny (kłus na zmianę z galopem). A to 40 km. Myślę, że zmieniając konie dwa razy (czyli jedna zmiana: 120 km) w ciągu "uno die et nocte" pięćdziesięcioczteroletni Sędziwój pokonałby 375 km i wiek by też mu nie przeszkodził. Konie przy zmianie byłyby zmęczone, ale jeszcze nie zamęczone.

Konsultowałem sprawę konia z koniarzami. Przebycie konno 130 km wierzchem jest jak najbardziej realne. Można tego dokonać nie zmieniając konia. Dużo zależy od kondycji konia i temperatury w ciągu dnia. Zakładając, że temperatura była umiarkowana tj., nie było skrajnych upałów (a Pałuka jechał w listopadzie), możemy założyć, że koń powinien odpoczywać przez minimum 10 minut po godzinie wysiłku. Następnie po ok. 6 godzinach należałoby dać mu dłuższy odpoczynek - około godzinę, aby mógł zjeść posiłek i odpowiednio się napoić - po każdym posiłku należy odczekać około 30 minut, aby koń ponownie mógł wrócić do wysiłku fizycznego. 20 kilometrów na godzinę wprawny jeździec przejedzie.

Co należy podziwiać - to na pewno kondycję Sędziwoja. Dla turystów-ekstremalistów powinien to być idol. Proponuję go więc na naszego patrona sportów ekstremalnych.

EPILOG

Co było dalej? Zamki polskie nie zostały wydane Węgrom. Elżbieta Bośniaczka wypuściła polską delegację i na zwołany 26 lutego 1383 zjazd w Sieradzu dostarczyła uroczyste oświadczenie z przyrzeczeniem przysłania młodszej córki Jadwigi celem dokonania aktu koronacji. Ale sprawy przeciągały się. Królowa kombinowała, aby jeszcze przed koronacją wydać Jadwigę za ambitnego nastolatka, Zygmunta Luksemburskiego, który przejmie polską koronę.

Na to zgody nie było. W 1384 Sędziwój wyruszył powtórnie na Węgry. Negocjował ostro. Groził nawet zerwaniem unii personalnej z Węgrami. Jego negocjacje doprowadziły do zmiany decyzji królowej. W październiku 1384 Sędziwój wrócił do Krakowa wraz z Jadwigą. 16 października 1384 córka Ludwika Węgierskiego została koronowana przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Bodzantę (ze Żnina) na króla Polski. Półtora roku później - 18 lutego 1386 roku Jadwiga wzięła (jako dwunastolatka, dziś byłaby w piątej klasie szkoły podstawowej) ślub z Jagiełłą, świeżo ochrzczonym pod imieniem Władysław (twierdzi się, że na cześć pradziadka Jadwigi - Łokietka). Rok później, w styczniu 1387 jej matka - Elżbieta Bośniaczka, zaplątawszy się w piętrowych intrygach została uduszona przez obrońców Novigradu (niedaleko Zadaru), gdy oblegał go jej zięć (mąż córki Marii) Zygmunt Luksemburski (Elżbieta Bośniaczka wydała w końcu za niego swą drugą córkę - Marię). 

A Sędziwój? Żył jeszcze długo i zmarł po 28 maja 1405 (kondycja, kondycja!), ale o jego dalszej działalności nie piszę, gdyż - jak wiadomo - nie jest to tekst historyczny, lecz turystyczny.

Turysto z Szubina, Żnina, Wąsosza, czy może nawet - powiedzmy szerzej - turysto pałucki! Wracając latem z urlopu w Zadarze do domu pamiętaj, że jedziesz szlakiem, na którym część swej sławy zdobył najwybitniejszy z Pałuków - Sędziwój z Szubina!

DOMINIK KSIĘSKI

Pałuki nr 7/2023 

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/05/2026 15:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości