Reklama

Siusiu w krzakach, pizzerinka w rączkę

Mycie rączek przed posiłkiem w ostatni wtorek odbywało się przy użyciu wody mineralnej. - „Jak to na pikniku” - tłumaczą opiekunki przedszkolaków. fot. Karol Gapiński

Żnin, przedszkolak, plaża, U Boba, opiekunka, Sanepid
    Siusiu w krzakach, pizzerinka w rączkę
     W upalne dni plaża miejska w Żninie jest celem dla grupy kilkudziesięciu przedszkolaków z opiekunkami. Tutaj dziatwa spędza kilka przedpołudniowych godzin, a piknik wieńczy obiad konsumowany nad wodą. - Przed jedzeniem jednak wypadałoby umyć rączki, zwłaszcza jeśli wcześniej robiło się siusiu albo kupkę w krzakach - zadzwoniła do nas we wtorek mama jednego z przedszkolaków. Kobieta obawia się, że w takich warunkach pobyt na plaży jest dla dzieci niebezpieczny. Sprawą zajął się sanepid.

     Dzieci z Niepublicznego Przedszkola U Boba w Żninie także w miesiącach wakacyjnych mają zajęcia. W ostatnich dniach z uwagi na upalną pogodę przedpołudnia dzieci spędzają na plaży nad Małym Jeziorem Żnińskim. Znajdują się tam pod opieką swych nauczycielek. Około 11.40 przewidziany jest w planie obiad. Dzieci jednak nie wracają - przynajmniej z reguły - do budynku przedszkola, aby zjeść ten posiłek. Obiad konsumują na plaży. A przynajmniej tak dzieje się najczęściej.
     UPAŁ
     Ostatni wtorek. Od rana wysoko świeci słońce i już przed 9.00 temperatura powietrza grubo przekracza 20 stopni Celsjusza. Wiadomo, że będzie to jeden z najcieplejszych dni w tym roku, a w południe w mieście będzie już więcej niż 30 stopni Celsjusza. To warunki, w których każdy chętnie szukałby ochłody nad wodą.
35 dzieci z przedszkola U Boba po 9.00 wraz z 6 opiekunkami wybiera się na plażę. Podobnie przedszkolaki te spędziły poniedziałek. Dzieci ubrane są w kamizelki odblaskowe, a na głowach mają czapeczki lub kapelusiki, które mają je chronić przed ostrymi promieniami słońca. Grupa wybiera się na piknik. Mają kilka butelek z wodą, a konsumpcja posiłku w planach jest już na plaży. Jedzenie ma być dowiezione tuż przed zaplanowaną konsumpcją.
     BABCIA PATRZY
     Tak się składa, że dzień wcześniej na publicznej plaży w Żninie niezależnie od grupy przedszkolaków czas spędzała także babcia jednego z dzieci. Przypatrywała się wtedy, w jakich warunkach grupa dzieci piknikuje na plaży. Swoimi spostrzeżeniami i wnioskami później podzieliła się z mamą swego wnuczka.
Mama nie ukrywa niepokoju o przedszkolaki na plaży. Jest zdania, że warunki, w których dzieci spędzają czas, są nieodpowiednie. Kobieta we wtorek dzwoni do nas rano z prośbą o interwencję. Zresztą podobną prośbę odbierają też tego ranka pracownicy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Żninie. Nie wiemy jednak, czy pani, która zadzwoniła do nas i kobieta zgłaszająca sprawę sanepidowi to jedna i ta sama osoba, gdyż nasza rozmówczyni pozostała anonimowa.
     - Otrzymaliśmy zgłoszenie od mamy jednego z dzieci uczęszczających na zajęcia w tym przedszkolu. Wyraziła ona zaniepokojenie tym, jak sprawowana jest opieka nad dziećmi. Szczególnie wskazywała na fakt, że dzieci mają mało wody oraz jedzą posiłek na dworze. Na miejscu byli nasi pracownicy, którzy skontrolowali tę sytuację. Wnioski są takie, że potrzeba więcej wody do spożycia w trakcie takiego wypoczynku. Potrzeba minimum 1 do 1,5 l na te mniej więcej 3 godziny, które dzieci tam spędzają. Woda do spożycia poza tym nie może być nagrzana. To zaś, nawet biorąc pod uwagę, że butelki skryte byłyby w cieniu, jest nieuniknione. Stąd nasze zalecenie, by ta woda była dostarczana na bieżąco przy dłuższym przebywaniu na świeżym powietrzu. Głowy dzieci, które spędzają tam czas, są natomiast chronione kapelusikami i czapeczkami i tu nie mieliśmy uwag. Przedszkolaki spędzają czas w cieniu. Również posiłki są - według deklaracji opiekunów - w jednorazowych opakowaniach. O tym, jaką wartość te posiłki przedstawiają, to już nie nasza rola oceniać. To jest kwestia między szefostwem przedszkola i rodzicami - powiedział Tadeusz Kosiara, powiatowy inspektor sanitarny w Żninie. Dodał, że przebywanie dzieci na świeżym powietrzu jest zapewne dla nich korzystniejsze, niż pozostawanie w salach przedszkolnych, gdzie nie ma klimatyzacji i jest duszno.
     WIĘCEJ WODY
     We wtorek przed porą obiadową na plaży nad jeziorem pojawił się współwłaściciel Niepublicznego Przedszkola U Boba. Zgodnie z zaleceniami sanepidu dostarczone zostały butelki z wodą.
     - Dodatkowa woda została dostarczona dopiero po interwencji. We wcześniejsze dni dzieci nie tylko miały mało picia, ale też nie umyto im rączek przed jedzeniem. Biorąc pod uwagę wysoką temperaturę powietrza, która sprzyja rozwojowi bakterii, uważam, że to nieodpowiedzialne ze strony szefostwa przedszkola. Panie, które się opiekują dziećmi, nie powiedziały panu zapewne tego, co myślą o tym wszystkim, bo w pobliżu był właściciel placówki. Ja powiem tylko tyle, że dzieci chodzą na tej plaży siusiu w krzaki i za drzewa. Później nie mają możliwości nawet wymyć rąk i otrzymują jedzenie. A przecież obok, kilkadziesiąt metrów dalej jest publiczna toaleta i są umywalki w siedzibie WOPR, ale tam dzieci nie są zabierane, aby skorzystały w razie potrzeby. Dopiero po dzisiejszej interwencji po raz pierwszy jedno dziecko zostało zabrane do tej toalety. Wcześniej maluchy miały realizować swe potrzeby fizjologiczne w krzakach. Poza tym dzieci bawią się w piasku, dotykają rączkami różnych rzeczy, na których jest brud i bakterie. To grozi chorobą - mówiła nam we wtorek po południu kobieta, która powiedziała o sobie, że jest mamą dziecka, ale nie przedstawiła się. Dodała, że teraz jest czas zapisów dzieci do przedszkoli i lepiej, żeby wszyscy rodzice rozważyli wszystkie za i przeciw, wybierając placówkę, do której zapiszą swe dzieci. Dodała, że zimą z kolei był problem ogrzewania w tej placówce. - Zawsze coś nie gra - narzekała nasza rozmówczyni.
     TOALETY OTWARTE
     Wyjaśnijmy, że toaleta na żnińskiej plaży mieści się w tym samym budynku, co baza stowarzyszenia Pałuckie WOPR, ale jest toaletą publiczną, miejską. Zygmunt Nyka, prezes stowarzyszenia Pałuckie WOPR zapewnił, że z tej toalety dzieci mogą korzystać bezpłatnie. Nie ma tam wprawdzie pryszniców, ale są muszle klozetowe i pisuary. Zresztą są nawet wydzielone sanitariaty dla osób niepełnosprawnych. Toalety publiczne są czynne nawet po zejściu z plaży ratownika. Plaża jest czynna do 18.00, a toalety do 19.00. Otwarte natomiast są już od 80.0.
     We wtorek na plaży pojawiliśmy się o 11.40, gdy nadchodziła pora obiadowa dla przedszkolaków. Zapytaliśmy wychowawczynie przedszkolne o to, gdzie dzieci mogą załatwić swoje potrzeby fizjologiczne i czy myją rączki przed jedzeniem. Poinformowaliśmy, że uwagi w tym zakresie zgłaszała osoba telefonująca do nas tego dnia. Panie uspokajały, że przede wszystkim opiekę nad 35 dzieci sprawują w szóstkę. - Zalecenia mówią, że maksymalnie jeden opiekun powinien mieć pieczę nad dziesięciorgiem dzieci. Tutaj zatem mieścimy się spokojnie w normach. Jednak jest tutaj właśnie pan właściciel przedszkola, więc niech on się wypowie - przekazały nam nauczycielki.
     Dzieci w tym czasie siedziały pod drzewem i były już po skończonej zabawie. Bogusz Tucholski, współwłaściciel Niepublicznego Przedszkola U Boba powiedział nam, że zgodnie z zaleceniem sanepidu dostarczona została woda w butelkach. W tej wodzie zresztą zaraz panie nauczycielki dokonywały ablucji rąk przedszkolaków przed posiłkiem. - Jak pan widzi, dostarczone posiłki są w osobnych, jednorazowych opakowaniach. Dzieci będą miały myte rączki w wodzie z butelek. To jest przecież piknik, więc wiadomo, że warunki też muszą być jak na pikniku. Nie rozumiem, dlaczego rodzice wydzwaniają do gazety, do „sanepidu”, zamiast przyjść do nas, jeśli mają jakieś uwagi. Przecież możemy zorganizować ten wypoczynek dzieci uwzględniając oczekiwania rodziców. A może tu w grę wchodzi jeszcze coś innego, mianowicie konkurencja. Jesteśmy zdaje się jedynym przedszkolem w Żninie, które prowadzi zajęcia przez całe wakacje i może w taki sposób ktoś próbuje podkopać zaufanie do nas. Ja mogę zapewnić, że w czasie wakacji też jesteśmy gotowi przyjąć na zajęcia dzieci z innych przedszkoli, które akurat teraz są zamknięte. Wprawdzie akurat teraz nie mamy takich dzieci w przedszkolu, ale możemy je przyjąć - powiedział Bogusz Tucholski.
     SIUSIU I PIZZERINKA
     Posiłki dla dzieci też są piknikowe, choć nie z piknikowego koszyka, a z foliowanego opakowania. Tego dnia dzieciom dostarczono pizzerinki, czyli wyrób garmażeryjny - coś w rodzaju pizzy o małej średnicy.
- Tak, jak powiedziałem, nie wnikam w to, jaki to posiłek, ale ręce powinny być przed nim umyte. Myślę, że jest to kwestia ustalenia z organizatorem plaży. Skoro są tam sanitariaty, to nie widzę problemu - uważa Tadeusz Kosiara.
     O to, gdzie dzieci mogą robić siusiu, pytamy jednego z maluchów, który siedzi na kocu wraz z grupą innych przedszkolaków. - Możemy chodzić pod drzewko - mówi pięcioletni Filip Sikora, jak się nam grzecznie przedstawił chłopczyk. Opiekunka, która przysłuchuje się naszej rozmowie, zapewnia: -  Niektórzy pod drzewko, a kiedy trzeba, to do ubikacji. Pytamy Filipa: - A gdzie jest fajniej: na plaży, czy w przedszkolu? Chłopczyk odpowiada, że w przedszkolu, bo tam jest więcej zabawek. Co zatem dzieci robią na plaży? Są przecież ubrane, nie opalają się i nie kąpią. - Mamy zabawki. Kopiemy dziury w piasku i robimy z niego babki - opowiada Filip.
     - Nas osoba zgłaszająca nie informowała o tym, że zaobserwowała, iż dzieci załatwiają się pod drzewem. Jeśli tak, to nie może tak być. Może interweniować straż miejska w takim przypadku. Jutro będziemy wykonywali na plaży czynności sprawdzające w tej sprawie i wtedy na konieczność załatwiania potrzeb przez dzieci także w toalecie, a nie na świeżym powietrzu, zwrócimy uwagę - zapowiedział Tadeusz Kosiara.

Karol Gapiński

Reklama

Pałuki nr 1121 (32/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości