Paweł Kubiak i Krzysztof Jurek montowali w Obórzni widoczne na zdjęciu za nimi panele krzemowe elektrowni słonecznej, która wyprodukuje prąd dla całej wioski
fot. Karol Gapiński
Obórznia, elektrownia słoneczna, prąd, firma, inwestycja
Słoneczna wieś pod Łabiszynem
W Obórzni powstała elektrownia słoneczna. W tej chwili produkuje już prąd dla firmy, która zainwestowała i dla 12 prywatnych gospodarstw, czyli dla mniej więcej połowy sołectwa. W przyszłości prąd ze słońca będzie płynął w całej wiosce.
Inwestycja, która kilka tygodni temu została oddana do użytku w Obórzni pod Łabiszynem, jest pierwszym tego typu przedsięwzięciem na Pałukach. Miejscowość ta dzieli się na dwie osady: zachodnią i wschodnią. Ta pierwsza położona jest po lewej stronie od drogi wojewódzkiej w kierunku Bydgoszczy. Wschodnia osada to okolice po prawej stronie drogi, bliżej stacji benzynowej.
W osadzie zachodniej działa firma MRS sp. z o.o. Rafał Niespodziany, szef firmy oznajmił, że zamysłem pierwotnym było wyprodukowanie prądu z energii słonecznej na potrzeby prowadzonej tutaj firmy. Jednak doprowadzenie do niezbędnych uzgodnień z operatorem Eneą w Poznaniu skutkuje tym, iż wybudowana elektrownia - panele fotovoltaiczne wraz z inwerterem, czyli zamiennikiem energii wyprodukowanej przez panele w energię elektryczną, produkuje aż 26 kW energii na godzinę. Średnio jedno gospodarstwo zużywa 2-3 kW na godzinę, a często nawet mniej, bo zwykle jedynym bez przerwy działającym urządzeniem elektrycznym jest lodówka. Wydajność elektrowni w Obórzni jest wystarczająca, by dostarczać prąd dla całej wsi. Na razie jednak, ze względów technicznych, możliwe było podłączenie tutaj produkowanego prądu tylko do sieci obejmującej zachodnią część miejscowości.
Założone panele to dwie warstwy szyb z krzemem pośrodku. Powierzchnia paneli na dachach budynków firmowych to 320 m2. Licznik energii jest dwukierunkowy z powodu różnic w jej kumulowaniu w zależności od pory dnia i pory roku oraz nasłonecznienia. Cała inwestycja została zrealizowana bez wsparcia unijnego, z powodu swojej wielkości. Panele zakładali sami pracownicy firmy: Paweł Kubiak i Krzysztof Jurek.
- Jeśli w puli na dofinansowanie było 200.000 zł, to nie mogli tyle przeznaczyć na jednego wnioskodawcę. Dlatego nakłady właśnie 200.000 zł ponieśliśmy ze środków firmy. Jest to zielona energia, w którą warto inwestować, zwłaszcza że nie ma żadnych protestów społecznych, jak jest np. przy okazji stawiania generatorów energii z wiatru. Choć przyznam, że i my staliśmy się ofiarą złośliwości, bo ktoś potłukł nam fragment paneli na budynku od strony nieobjętej wtedy monitoringiem. Dlatego sprawcy nie ustaliliśmy. Teraz już monitoringiem objęliśmy całość - opowiada Rafał Niespodziany.
Inwestycja w energię słoneczną w Obórzni jest największą tego typu w całej okolicy, choć w indywidualnych gospodarstwach domowych energia słoneczna też jest dość często wykorzystywana. Najczęściej jednak służy tylko do nagrzewania wody w instalacjach domowych. Tymczasem, żeby wyprodukować 5 kW energii na godzinę, potrzeba powierzchni 40 m2 paneli. To z dużą rezerwą starcza na potrzeby takiego gospodarstwa. - Mimo wszystko trudno jest przekonać ludzi. Obliczenia wskazują, że aby taka inwestycja na domku jednorodzinnym się zwróciła dzięki oszczędnościom na rachunkach za prąd, potrzeba 10 lat. Ale to przy założeniu, że inwestor nie otrzymał dotacji na tę proekologiczną inwestycję. A dodam, że w takich indywidualnych elektrowniach łatwiej o tę dotację. Przy założeniu, że ta dotacja zostaje przyznana, to cała inwestycja spłaca się nam już po 3 latach. Tymczasem możliwości produkcyjne energii są gwarantowane dla tych paneli na 20 lat. Dopiero wtedy elektrownia traci około 20% swoich możliwości - podzielił się Rafał Niespodziany.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1170 (29/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze