Zbigniew Bodenszac opowiada, jak ukrył się pod drzewem i zza starej gąbki dokonywał obserwacji sam będąc niezauważony przy zapadającym zmroku. - „Był 18 marca, gdy o 1828 zobaczyłem pana Chylińskiego, który przyszedł z torbą pełną butelek i zaczął je przerzucać przez płot na teren działki” - relacjonuje.
fot. Karol Gapiński
Żnin, Zbigniew Bodenszac, Zbigniew Chyliński, butelki, spór, działka, śmieci
Spór o 29 butelek między truskawkami
Duża działka ogrodowa między posesjami na osiedlu domków jednorodzinnych jest pięknie utrzymana. Rosną na niej truskawki, maliny, winogrona, warzywa. Wśród nich jednak notorycznie pojawiają się puste butelki, najczęściej po wódce Żytniówce o pojemności 200 ml. Użytkownik działki stracił cierpliwość: - Wiem, kto to robi - mówi. Jednak oskarżany o podrzucanie śmieci zaprzecza: - To nie ja. Nawet takiej wódki nie spożywam.
O interwencję poprosił nas Zbigniew Chyliński. Jest on mieszkańcem ul. Klonowej w Żninie. Codziennie korzysta - podobnie, jak setki innych mieszkańców tej części miasta - z chodnika w przesmyku między ul. Ogrodową do ul. Wandy Pieniężnej. Tamtędy bowiem wiedzie najkrótsza droga do i ze sklepu Eska. Wzdłuż tego przesmyku położona jest za ogrodzeniem działka wykorzystywana jako ogród. Gospodaruje na niej od 5 lat Zbigniew Bodenszac.
- Ostatnio ten pan mnie oskarżył o to, że wrzucam za płot, na teren tej działki puste butelki po wódce. Chcę oznajmić, że to nie ja wrzucam te butelki. Nawet takiej wódki nie spożywam. Natomiast zgadzam się, że często też na chodniku są rozbite butelki, co grozi przechodniom, zwłaszcza dzieciom, które tędy chodzą do i ze szkoły nr 2. Zresztą dzieciom grozi też i inne niebezpieczeństwo, bo użytkownik tej działki jakiś czas temu położył pod bramą od ul. Ogrodowej deskę najeżoną gwoździami. Owszem, deska jest położona na terenie działki, teoretycznie więc nie zagraża bezpieczeństwu, ale w rzeczywistości bawią się tu na chodniku dzieci piłeczkami tenisowymi czy od ping-ponga. Jeśli piłka wleci za ogrodzenie na teren tej działki, to dziecko może przeskoczyć przez bramę i zranić się gwoździami w stopy. W ogóle w otoczeniu tej działki, wzdłuż żywopłotów, ten pan zostawia nieład - uważa Zbigniew Chyliński.
Zbigniew Bodenszac twierdzi przeciwnie i zapewnia, że niejeden raz i nie tylko on widział, że to właśnie Zbigniew Chyliński wyrzucał puste butelki po alkoholu na teren działki. - Działka ma około 1.350 m2. Gospodaruję tutaj za zgodą właścicielki od 5 lat. Uprawiam truskawki i maliny, odmiany wczesne i późne, winogrono, warzywa. Lubię to robić i oddaję temu serce. I boli mnie, że ten pan robi sobie wysypisko śmieci z tego ogrodu. W razie czego mam kilku świadków, którzy również widzieli, jak ten pan wrzucał tu butelki. Tylko, że ja nie chcę zakładać żadnej sprawy na policji i kierować sprawy do sądu. Po prostu chcę, żeby ten pan złośliwie nie wyrzucał tu swoich butelek. A robi to złośliwie. Choćby ostatnio, 18 marca wczesnym wieczorem zaczaiłem się pod drzewem na uprawianej przez siebie działce, usiadłem na krześle i ukryłem się za taką starą gąbką. Nie było mnie widać. Wtedy o 18:28 dostrzegłem pana Chylińskiego, że przyszedł pod płot i zaczął z torby wyciągać i rozrzucać po działce swoje puste butelki. Kto wie, czy nie nazbierało mu się po imieninach. Robił to w rękawiczkach. Tak naprawdę, gdyby ich nie miał na sobie, to mógłbym nawet zabezpieczyć butelki dla zebrania odcisków palców na potrzeby dochodzenia. Tak, jak mówiłem jednak, nie o śledztwo mi tu chodzi, a o to, żeby ten pan przestał mi to złośliwie robić - opowiada Zbigniew Bodenszac. Zbigniew Chyliński oskarżeniom zaprzecza.
Użytkownik działki potwierdził, że 3 lata temu postanowił położyć deskę pod bramą od ul. Ogrodowej. Deska nabita jest gwoździami, które wystają w taki sposób, że jeśli ktoś na nią nadepnie, to może przebić sobie stopę. - Deska jest położona na terenie działki, a brama jest zamknięta i nie ma tam furtki. Ta jest po drugiej stronie działki, od ul. Wandy Pieniężnej. Od tej strony jest też lampa uliczna i złodzieje boją się skakać tutaj, aby pozostać niezauważeni. Co innego od tamtej strony, gdzie położyłem deskę. I na pewno nie zrobiłem tego, by zrobić krzywdę dzieciom, które przeskoczą po piłkę. Nikt tu w piłkę nie gra na ulicy, bo kawałek dalej jest boisko „orlik” przy szkole. A skakać przez tę bramę mogą właśnie dorośli, którzy chcą się najeść truskawek czy malin. A jak dziecko do mnie tutaj przyjdzie, to nie musi przeskakiwać, aby skraść sobie truskawkę, bo jak poprosi, to sam poczęstuję dorodnym owocem - twierdzi Zbigniew Bodenszac.
Po 18 marca powiadomił o podrzucanych na działkę butelkach aspiranta Bartosza Kubisiaka, policjanta dzielnicowego na tym osiedlu. - I pośrednio pan Chyliński pokazał, że to on za to odpowiada, bo jak policjant do niego poszedł z uwagami, to butelek nie przybywa już na działce. Było ich 29 tamtego dnia i teraz (24 w marca - przypis kg) też jest 29. Specjalnie ich nie zbierałem, leżą w tych miejscach, gdzie je podrzucał. A przedtem tych butelek zawsze przybywało, ja musiałem zbierać i wyrzucać. Nawet taczką raz wywoziłem, tyle tych szkieł tu było. Teraz, jak poinformowałem dzielnicowego, to pan Chyliński widać przestraszył się i przestał. I dobrze. O to mi chodziło - mówi Zbigniew Bodenszac.
Nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie powiedział, że dzielnicowy faktycznie zajął się sprawą, mimo że Zbigniew Bodenszac postanowił nie zgłaszać oficjalnego zawiadomienia. - Mimo to dzielnicowy przeprowadził rozmowy z obydwoma panami, z których jeden oskarża tamtego, a drugi się nie przyznaje i z kolei wysuwa uwagi wobec drugiego. Tu mamy słowo przeciwko słowu. Trzeba też powiedzieć, że nawet fakt, iż po rozmowie dzielnicowego ze Zbigniewem Chylińskim na działce pana Bodenszaca nie przybywa już porzuconych butelek, nie oznacza jeszcze, że to pan Chyliński za to odpowiadał, a teraz się wycofał, bo boi się policji. Nie można takiego wniosku wyciągnąć, bo nasz dzielnicowy rozmawiał nie tylko z tymi panami, ale także z innymi osobami w podlegającym sobie rewirze. Z uwagi na to, że wszystko dzieje się przy przejściu z osiedla domków jednorodzinnych do popularnego sklepu, to należy domniemywać, że sprawców, którzy podrzucali butelki po alkoholu na tę działkę było więcej niż tylko jeden - powiedział Krzysztof Jaźwiński.
Nadkomisarz odniósł się również do sprawy deski najeżonej gwoździami. - Na terenie, który pan Zbigniew Bodenszac użytkuje, może on teoretycznie robić, co uważa za słuszne, jeśli chodzi o infrastrukturę. Chyba, że nie ma zgody właściciela. Ale jeśli już takie gwoździe w deskę zostały wbite, to jeśli ktoś tam sobie zrobi o to krzywdę, to będzie mógł dochodzić zadośćuczynienia na drodze cywilnej. Trzeba pamiętać, że na działce mogą się znaleźć osoby niekoniecznie mające złe intencje. Może to być listonosz albo ktoś, kto przyjdzie do użytkownika działki w odwiedziny, a deski z gwoździami nie zauważy. Ona tam się znajduje, ale trochę na własne ryzyko pana Bodenszaca - uważa Krzysztof Jaźwiński.
Zbigniew Chyliński postanowił przy okazji zwrócić uwagę na jego zdaniem małą odległość znaków informujących o przejściu dla pieszych od przejść na ul. Wandy Pieniężnej i na ul. Ogrodowej. Znaki znajdują się tuż przed pasami, a dodatkowo znak na ul. Wandy Pieniężnej skryty jest w wysokich tujach, które rosną przy jezdni. - Ponieważ znaki te są - raz zbyt blisko zebry, dwa w tujach, to kierowcy zauważają je zbyt późno. Dlatego niektórzy z nich nie mają już możliwości ograniczyć prędkości samochodu, co grozi przechodniom. A tędy dzieci do szkoły chodzą - zwraca uwagę Zbigniew Chyliński.
- Tę sytuację sprawdzimy i ocenimy, czy może stwarzać zagrożenie. Jeśli tak jest w istocie, to złożymy wniosek do właściciela drogi, żeby tę sytuację naprawił - zapowiedział nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1154 (13/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze