Michał Pipin z Piechcina, przewoźnik pasażerów między Piechcinem i Barcinem powiedział, że Henryk Kucharczyk, szef Matbudu robi wszystko, co w jego mocy, by wyeliminować konkurencję. Zarzucił rywalowi korumpowanie urzędników z Warszawy.
Michał Pipin z Piechcina kocha wolną konkurencję, ale czuje się źle, gdy nieuczciwie rywalizuje z nim inny gracz fot. Karol Gapiński Michał Pipin (zgodził się upublicznić swoje dane, podobnie jak szef Matbudu Henryk Kucharczyk, bo obydwaj czują się niewinni) prowadzący od ponad roku firmę Sprint-Trans w Piechcinie ostro rywalizuje o pasażerów na trasie Barcin - Inowrocław z PKS Inowrocław i Matbudem Pakość. Sprawa znalazła się na wokandzie wydziału VII Sądu Grodzkiego w Inowrocławiu. Szef firmy Matbud oskarżony został, że pomawiał Michała Pipina, że ten jakoby wręczył ówczesnemu przedstawicielowi Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji w Warszawie Edmundowi G. znaczną korzyść majątkową w zamian za ustalenie korzystnych godzin jazdy busów firmy Sprint-Trans. Tak miało być według Henryka Kucharczyka, szefa i właściciela Matbudu.
Druga część oskarżenia Michała Pipina przeciwko Henrykowi Kucharczykowi polega na tym, że według tego pierwszego ten drugi wśród pasażerów swej firmy przewozowej (Matbud) rozdawał poprzez zatrudnionych przez siebie kierowców ulotki szkalujące Michała Pipina i jego rodzinę.
Ten zarzut Henryk Kucharczyk skierował przeciwko Michałowi Pipinowi w piśmie z 11 lutego 2009 r. do Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji. Pismo to posłużyło Michałowi Pipinowi jako jeden z dowodów w sprawie o rzekomą korupcję i zniesławianie przez Henryka Kucharczyka jego i jego rodziny.
Inowrocławska kancelaria Zbigniewa Burszewskiego i Artura Brzuszkiewicza oskarżyła w imieniu Michała Pipina Henryka Kucharczyka z Ludwikowa pod Pakością, szefa Matbudu - konkurencyjnej firmy w branży przewozów pasażerskich.
POMÓWIENIE O WRĘCZENIE ŁAPÓWKI
Według pozwu Henryk Kucharczyk wraz z Jarosławem K. (synem Henryka Kucharczyka), działając wspólnie i w porozumieniu, pomówili Michała Pipina o to, że ten bez jakiejkolwiek przyczyny pomówił Edmunda G., pełniącego funkcję koordynatora przewozów u Wojewódzkiego Organizatora Przewozów w Bydgoszczy, że urzędnikowi wręczono - a ten ją przyjął - korzyść majątkową. Edmund G. nieco wcześniej niż sporządzony został akt oskarżenia opuścił stanowisko pracy na dworcu w Inowrocławiu i przeszedł do innej firmy. Według Henryka Kucharczyka, znaczną korzyść majątkową miał Edmundowi G. wręczyć Michał Pipin. Ten, gdy zarzut ten usłyszał, postanowił złożyć pozew przeciwko Henrykowi Kucharczykowi w VII Wydziale Grodzkim Sądu Rejonowego w Inowrocławiu.
Odpowiedź organów ścigania brzmiała i brzmi do teraz tak samo: - Nic w tej sprawie nam nie wiadomo. Nie było żadnego dochodzenia organów ścigania, bo nie było zgłoszenia.
Z Edmundem G. nie udało się nam skontaktować. Z własnej woli podziękował on za pracę w WOP Polska Izba Gospodarcza Transportu Samochodowego i Spedycji w Warszawie.
NIEŚWIEŻE KURCZAKI
Jednak to nie wszystkie sprawy, które nurtują Michała Pipina. Otóż wedle słów tego przewoźnika z Piechcina, konkurencyjny przewoźnik Henryk Kucharczyk w swojej ulotce skierowanej do pasażerów Matbudu napisał 20 lutego 2009 r. pomówienia pod adresem matki Michała Pipina. Mieczysława Pipin prowadzi firmę Gwarek w Piechcinie, która produkuje galaretki drobiowe i wieprzowe oraz sałatki warzywne z majonezem (wszystkie te produkty w atestowanych, plastikowych pojemniczkach o pojemności 0,2 i 0,25 dkg na potrzeby indywidualnych odbiorców). W pozwie Henryka Kucharczyka obydwoje zostali zrzuceni do jednego worka. Pomówiony o produkcję galaretek z nieświeżych kurczaków został Michał Pipin, właściciel firmy Sprint-Trans.
- Absolutnie jest to świeże mięso z kurczaków do galaretek, podobnie jak wieprzowina czy też sałatki warzywne, które też produkujemy - powiedziała zgodnym chórem ze swoim synem Mieczysława Pipin, właścicielka firmy Gwarek.
OBURZENIE PAKOWSKIEGO PRZEWOŹNIKA
- To jest bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura. Mam pretensje nawet do Pipina, ale bardziej do gminy Barcin i starostwa żnińskiego, bo zwalczają mnie nie dla konkurencji, a z innych, nie wiem jakich powodów - stwierdził Henryk Kucharczyk.
Za pozwolenia czy też brak pozwoleń na przewozy pasażerskie odpowiada zarząd województwa kujawsko-pomorskiego, a dokładnie szefujący działowi infrastruktury w Urzędzie Wojewódzkim, Bartosz Nowacki, rekomendowany politycznie przez Samoobronę mieszkaniec Mogilna.
Według Henryka Kucharczyka fakt, że dostawcą drobiu do galaretek dla firmy Gwarek w Piechcinie jest ojciec człowieka odpowiedzialnego w Urzędzie Marszałkowskim, wpływa na to, że syn dostawcy preferuje syna odbiorcy, mając taką możliwość, jako odpowiedzialny za rozkładanie kursów pasażerskich na drogach województwa kujawsko-pomorskiego, gdy te kursy ustala.
Pracownicy firmy „Gwarek” Piechcin przygotowują galaretki fot. Karol Gapiński OJCIEC CZŁONKA ZARZĄDU WOJEWÓDZTWA ZAMKNĄŁ HODOWLĘ WCZEŚNIEJ
Leszek Nowacki nie prowadzi oficjalnie żadnej działalności związanej z hodowlą kurczaków. Fermę miał wcześniej, a teraz jest na rencie. - 8 lat temu zamknąłem hodowlę, a Michała Pipina, czy Henryka Kucharczyka to ja nie znam. Nawet nigdy o nich nie słyszałem. Jeszcze kiedy byłem hodowcą drobiu, to swój produkt sprzedawałem na targowiskach w Mogilnie, Inowrocławiu oraz w innych miejscowościach. Miałem małą hodowlę i nigdy, nawet te 8 lat temu, czy wcześniej, nie sprzedawałem drobiu na skalę przemysłową. Nie mam pojęcia, jak ten pan Kucharczyk wymyślił sobie, że ja, jako rzekomy dostawca dla również mi nieznanego Pipina wywieram nacisk na swego syna, bo on jest członkiem zarządu województwa. Moim zdaniem decyzje w Urzędzie Marszałkowskim podejmuje grupa ludzi, a nie mój syn. W zarzutach pana Kucharczyka wyraźnie pobrzmiewa złotówka. Chodzi, jak zawsze chyba w życiu o pieniądze, gdy nie wiadomo o co chodzi - powiedział Leszek Nowacki.
Bartosz Nowacki zapewnił, że na jego decyzje, jeśli chodzi o udzielanie, bądź też nieudzielanie zgody na ustanowienie połączenia pasażerskiego w województwie, kurczaki dostarczane przez rodzinę do rodziny zainteresowanego przewoźnika na pewno by nie wpływały.
Zdaniem Henryka Kucharczyka, to, że ktoś celowo blokuje możliwości przejazdu niezależnych przedsiębiorców na linii Inowrocław - Barcin - Żnin oraz innych linii, to nie jest normalna sytuacja. W tej chwili tylko na odcinku Inowrocław - Barcin panuje otwarta rywalizacja między przewoźnikami. Zaś pomiędzy Barcinem a Żninem kursuje wyłącznie PKS Inowrocław.
STANOWISKO PKS
Szefem PKS Inowrocław jest Andrzej Drążek z Barcina Wsi. On zarządza kursami PKS Inowrocław, również częściowo w powiatach ościennych, jak np. w Żninie.
- Mamy około 300 pracowników w Inowrocławiu, Mogilnie, Żninie. Cały nasz tabor pojazdów to około 150 samochodów. Wszystkie są z koncesją i z pozwoleniami na prowadzenie przewozów pasażerskich, czy to na rynku lokalnym, czy w Unii Europejskiej - mówi Andrzej Drążek.
- Jest PKS i są lokalni przewoźnicy, ale nie wszyscy oni, ci prywatni przewoźnicy, zdają sobie sprawę, że te godziny kursów na najlepszych trasach, które sobie życzą w najkorzystniejszych godzinach, są możliwe do zrealizowania - powiedział Andrzej Drążek, szef PKS Inowrocław.
Dla porównania podajmy ceny biletów prywatnej linii Pol-Bus kursującej od 10 lat na drodze wojewódzkiej nr 254 pomiędzy Barcinem i Bydgoszczą - 4,80 zł, a za ten sam kurs w PKS (ze rozróżnieniem, czy to będzie PKS Gniezno, Bydgoszcz, czy Inowrocław) zapłacimy od 6,50 do 7,80 zł. Przejazdy Pol-Bus w większości odbywają się około 10 minut później niż kursy PKS. Jednak autobusy PKS nie zabierają wielu pasażerów. Większość podróżnych z Barcina i Łabiszyna wybiera busa, bo jest tańszy.
- Busy jeżdżą w ogóle na łeb i na szyję. Nie mówię teraz o drodze z Barcina do Bydgoszczy, a w ogóle. Prywatni transportowcy ścigają się z wiatrem - ocenił Andrzej Drążek i dodał, że kierowca PKS Inowrocław na zbyt szybką jazdę sobie nie pozwoli.
Według opinii Bartosza Nowackiego oraz Andrzeja Drążka, prywatni przedsiębiorcy próbują eksploatować wyłącznie połączenia między wybranymi miejscowościami w wybranych porach dnia. Najkorzystniejsze są połączenia poranne i popołudniowe między Barcinem a Bydgoszczą czy też Inowrocławiem. Wtedy podróżują uczniowie oraz pracownicy z Barcina.
STAROSTA
Zbigniew Jaszczuk, starosta powiatu żnińskiego, powiedział, że rozumie argumenty Michała Pipina, ale: - Nie ma tak, i za moich rządów nie będzie, że przychodzi jakiś pan Pipin i żąda, żeby sobie mógł jeździć od 600 do 1530, a pomiędzy czy też w niedzielę, to już nie. A zwłaszcza podjeżdżać na przystanki 5 minut wcześniej według rozkładu PKS, by sprzątnąć pasażerów sprzed nosa - powiedział starosta.
JAZDA NIE TYLKO RANO
Według Michała Pipina, firma Sprint Trans, którą on prowadzi, nie realizuje wyłącznie kursów dochodowych, zaniedbując przy tym połączenia o niekorzystnych porach dnia. - My najwcześniejszy kurs między Barcinem a Inowrocławiem realizujemy o 450, a ostatni i 2120. Dlatego nie uważam, że wybieramy sobie wyłącznie korzystne godziny na tej trasie - stwierdził Michał Pipin.
Zbigniew Jaszczuk dodał, że nie jest jego winą, że pomiędzy Barcinem a Żninem jest cały czas monopol PKS Inowrocław. Według starosty, przewoźnicy - PKS, Matbud, Krzysztof Goździk oraz ewentualnie inni - muszą się spotkać i sami wypracować kompromis. Jeśli tak się nie stanie, to z Barcina do Inowrocławia czy też Bydgoszczy będzie można dojechać 2, 3 liniami transportu pasażerskiego, a podróżnik z Piechcina czy Barcina do Żnina skazany będzie, jak jest teraz, tylko na PKS Inowrocław.
Karol Gapiński
Pałuki nr 927 (46/2009)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze