Ib w „jedynce” (na zdjęciu z wychowawcą Haliną Gwit) to jedna z trzech klas pierwszych w szkole, które będą uczęszczały na zajęcia na pierwszej zmianie. Dwie pozostałe klasy pierwsze mają zaplanowane zajęcia popołudniami, co nie wzbudza radości części pracujących zawodowo rodziców.
fot. Karol Gapiński
Żnin, sześciolatki, możliwości lokalowe, ograniczenie, dyrektor, jedynka
Sześciolatki na drugiej zmianie
Rodzice niektórych pierwszoklasistów wyrażają niezadowolenie, że ich dzieci muszą chodzić na zajęcia szkolne na drugą zmianę. - Jeśli oboje rodziców pracuje, to dziecko od rana musi siedzieć w świetlicy, a od południa na lekcjach, czyli sześciolatek ma być około 8 godzin w szkole - niepokoi się matka pierwszoklasisty.
Od 1 września w Zespole Szkół Publicznych nr 1 w Żninie funkcjonuje pięć klas pierwszych nauczania zintegrowanego. W zeszłym roku pierwszaków były dwie klasy. Wzrost liczby klas spowodowany jest rozszerzeniem naboru o sześciolatki. Do klas pierwszych zapisywane były dzieci urodzone w 2007 r. oraz w pierwszym półroczu 2008 r. To spowodowało nie tylko w żnińskiej jedynce, ale w większości szkół w kraju konieczność utworzenia większej liczby oddziałów klasowych i zatrudnienia większej liczby nauczycieli.
RANO W ŚWIETLICY, PO POŁUDNIU NA LEKCJACH
Jeśli szkoła ma możliwości lokalowe, to nie stanowi problemu zorganizowanie pracy dla nawet większej ilości oddziałów pierwszoklasistów codziennie od 8:00. Tymczasem w żnińskiej jedynce tylko trzy z klas pierwszych zaczynają według rozkładu zajęcia od pierwszej godziny lekcyjnej. Pozostałe dwie klasy pierwsze będą chodziły do szkoły na zmianę popołudniową. Zajęcia zaczynają się dla nich około południa i trwają najdłużej do 16:00. Taki plan lekcji nie wzbudza entuzjazmu u rodziców. - Zapowiedzi dyrekcji szkoły były takie, że do klas na poranną zmianę będą zapisywani uczniowie dojeżdżający oraz ci, których rodzice pracują zawodowo. To ułatwiałoby nam organizację życia codziennego i umożliwiało dłuższy kontakt z dzieckiem w godzinach wolnych. W naszym akurat przypadku pracujemy zawodowo, a dziecko ma chodzić do klasy na popołudniowej zmianie. Czyli od rana, gdy nas nie ma w domu, dziecko ma siedzieć w świetlicy, a później dopiero ma normalne zajęcia. To oznacza, że od 7:00 do 16:00 nasze dziecko ma być w szkole - zauważa matka pierwszoklasisty. Dodała, że wraz z innymi rodzicami nosi się z zamiarem napisania skargi do organu prowadzącego szkołę, czyli do burmistrza gminy. - Dyrekcja mówi, że tylko jeśli znajdziemy chętnych do zamienienia się klasami, istnieje możliwość takiej zamiany. Ale dlaczego ta dwuzmianowość ma dotyczyć pierwszoklasistów, a nie starszych dzieci? A poza tym, czy rzeczywiście jest aż taki tłok w szkołach, że nie można wszystkim zorganizować zajęć od rana? Przecież mówi się o niżu demograficznym - mówi matka.
Dyrektor szkoły Jacek Pietraszko mówi, że decyzja o takim, a nie innym rozkładzie zajęć i podziale na klasy należała do niego. - W związku z rozszerzeniem naboru o sześciolatki z pierwszego półrocza zwiększyła się liczba uczniów w klasach pierwszych. Dodatkowo ustawa o systemie oświaty nakazuje od tego roku, by w klasach pierwszych maksymalnie uczyło się po 25 dzieci. Jest to dość dziwny podział. Pomijam fakt, że dzieci jest mniej, bo to pewnie lepiej i łatwiej dla prawidłowego procesu dydaktycznego. Ale czemu ta liczba nie jest parzysta? Teraz jedno dziecko musi siedzieć samo w ławce, które są przewidziane dla dwojga. Te ławki to osobna sprawa. Muszą mieć określoną wysokość. Nie mogę umieszczać klas pierwszych w salach, w których ławki są wyższe i gdzie nie ma kącików wypoczynku. Te zaś są w oddziałach pierwszych obowiązkowe. Możliwości lokalowe są w szkole takie, że zorganizowaliśmy tylko 3 sale dostosowane do pracy pierwszych klas. Od 7:00 do 16:30 jest codziennie otwarta świetlica i my dzieciom zapewniamy opiekę w tym czasie - mówi dyrektor żnińskiej jedynki. Zauważa też, że jakkolwiek by nie był rozłożony dzień ucznia, to jeśli jego rodzice są np. do 15:00 czy do 16:00 w pracy, to pierwszoklasista i tak może pozostawać pod opieką szkoły. Czy to najpierw na lekcjach rozkładowych, a później w świetlicy lub też odwrotnie. - Tak, ale po kilku godzinach w świetlicy dziecko już jest zmęczone, gdy ma rozpocząć normalne lekcje. A popołudniami często jeszcze są zajęcia pozalekcyjne czy dodatkowe i to ogranicza nasze możliwości, jeśli chodzi o zwykłe życie rodzinne - mówi z kolei matka, której dziecko ma uczęszczać na drugą zmianę lekcyjną w ZPS nr 1 w Żninie. Dodajmy, że wszystkie starsze oddziały szkolne w jedynce kończą swe zajęcia wcześniej niż według rozkładu w najdłuższe dni drugie zmiany pierwszych klas.
NA ÓSMĄ DZIECI DOJEŻDŻAJĄCE, NIEKONIECZNIE PRACUJĄCYCH RODZICÓW
Jacek Pietraszko podkreśla, że przepisy nakładają na niego obowiązek rekrutacji uczniów zgodnie z obwodem, zaś to, ile klas i w jakich godzinach pracy ułoży on w rozkładzie zajęć, zależy jedynie od możliwości szkoły. Pierwszym i najważniejszym kryterium, według którego dokonywany był podział na klasy, było kryterium zamieszkania. Chodziło o to, żeby wszyscy uczniowie dojeżdżający do szkoły byli wpisani do oddziałów, których zajęcia zaczynają się rano. Idąc dalej podczas naboru dyrektor kierował się również tym, żeby w klasie było przynajmniej dwoje uczniów zamieszkałych w bliskim swoim sąsiedztwie.
- Chociaż tutaj też różnie bywa, bo często zameldowanie nie jest tożsame z faktycznym zamieszkaniem rodziny, zwłaszcza że w ostatnich latach wiele rodzin przeprowadza się na obrzeża miasta - zwraca uwagę Jacek Pietraszko.
Dopiero w dalszej kolejności w trakcie naboru brano pod uwagę to, czy rodzice dzieci są pracujący, czy też nie. Szef jedynki podkreśla, że owszem, starał się, żeby dzieci, których ojciec i matka pracują na pierwszej zmianie umieszczać w oddziałach szkolnych pracujących również na tej zmianie. Jednak ze względu na liczbę uczniów nie było możliwe pogodzenie wszystkich interesów.
Jacek Pietraszko informuje, że 10 dzieci z dwóch oddziałów klasowych pracujących po południu ma oboje rodziców pracujących zawodowo, w 14 przypadkach pracuje jeden z rodziców, a obydwoje rodzice 19 dzieci nie są zatrudnieni. W przypadku tych 10 uczniów, których obydwoje rodziców pracuje, nie udało się umieścić dzieci w klasach rozpoczynających naukę od rana. - Oczywiście rodzice mają prawo pisać skargę czy petycję do organu prowadzącego, ale ja w obecnej sytuacji nie widzę możliwości innego rozdysponowania osób do klas. Możliwa jest tylko zamiana za obopólną zgodą rodziców dzieci, które się zamienią. Proszę mi wierzyć, ustalenie zajęć w planie dwuzmianowym dla pierwszoklasistów nie jest żadną moją zachcianką, moim widzimisię, tylko wyższą koniecznością. Przecież i dla mnie, i dla nauczycieli pewnie też byłoby pod względem organizacyjnym lepiej i łatwiej, gdyby wszyscy zaczynali rano, kończyli wczesnym popołudniem i można by było zamknąć szkołę i pójść do domu. Tak jednak nie jest i być nie może - mówi dyrektor.
Jakiekolwiek tłumaczenia dyrektora jedynki nie przekonują matki pierwszoklasisty uczęszczającego na drugą zmianę. Agnieszka Zakaszewska i jej mąż pracują zawodowo, mają dwoje dzieci, w tym właśnie tegorocznego pierwszoklasistę. - Gdy zapisywaliśmy dziecko do szkoły, jeszcze przed wakacjami, usłyszeliśmy, że nie mamy się czym martwić, że dzieci, których obydwoje rodzice pracują, nie będą zapisywane na drugą zmianę, podobnie dzieci z rodzin wielodzietnych. A teraz okazuje się, że te obietnice nic nie były warte. Co więcej, nawet się nie chce z nami rozmawiać, gdy tłumaczymy, że dziecko ma przez taki układ zajęć siedzieć 8 godzin, najpierw w świetlicy, a dopiero później na lekcji. Zresztą ta świetlica jest niedostosowana. Apeluję do wszystkich rodziców z drugiej zmiany pierwszoklasistów, by jednak zostawiali dzieci w tej świetlicy, by unaocznić dyrektorowi, że to duży problem. Teraz ludzie muszą się martwić o pracę. Może szef raz czy drugi przymknie oko, że pracownik musi organizować dziecku dzień zajęć w związku z drugą zmianą w szkole. Jednak na stałe żaden pracodawca na to nie pozwoli. Obietnice dyrekcji szkoły nie zostały spełnione. Tym bardziej przykre, że choćby dzieci niektórych nauczycieli w tej szkole zapisane zostały na pierwszą zmianę, a inni nie. Reguły nie były tutaj przestrzegane. Od piątku akurat u mnie w domu spać nie możemy, bo martwimy się, jak to sobie wszystko poukładać - żali się Agnieszka Zakaszewska.
Jacek Pietraszko powiedział, że we wtorek przed południem w świetlicy było tylko dwoje dzieci z pierwszych klas zmiany popołudniowej. - Jednak świetlica jest przygotowana na większą ilość dzieci. Opiekują się w niej uczniami trzy nauczycielki, a grupa każdej z nich może liczyć do 15 osób. Ławki są różnej wielkości, poza tym dyrektor otrzymał w ratuszu zapewnienie, że świetlica zostanie doposażona także pod kątem najmłodszych uczniów.
BEZ DODATKOWYCH DOJAZDÓW
Zapytaliśmy dyrektora, czy nie byłoby możliwe takie rozdysponowanie uczniów, że część z dojeżdżających, jeśli ich rodzice nie pracują zawodowo, mogłaby uczęszczać do klas na drugiej zmianie. Wówczas zwolniłoby się miejsce w klasach porannych dla innych pierwszoklasistów - niekoniecznie dojeżdżających, ale takich, których rodzice pracują od rana i woleliby, żeby ich pociechy były w szkole w tym samym czasie. Dyrektor odpowiedział, że takie rozwiązanie nie wchodzi w grę, bo wtedy trzeba organizować dowozy dzieci do i ze szkoły również po południu. Teraz rannym autobusem jeżdżą do szkoły nie tylko pierwszoklasiści, ale i starsze dzieci. W przypadku, gdyby zastosować drugie rozwiązanie, trzeba byłoby dowozy organizować dodatkowo na tych samych trasach. To wiąże się z dodatkowymi kosztami dla gminy.
Wojciecha Karabasza z wydziału edukacji w Urzędzie Miejskim w Żninie zapytaliśmy zatem, czy nie warto pomyśleć o takich dodatkowych dowozach, dzięki czemu wszyscy pracujący rodzice nie musieliby odwozić dzieci do szkoły już rano, mimo iż zajęcia rozpoczynają się dla tych uczniów dopiero w południe. Dodajmy, że kilka lat temu, gdy władze gminy tłumaczyły potrzebę likwidacji części szkół, zapewniały, że dowozy dzieci będą przez gminę gwarantowane. Wojciech Karabasz powiedział, że dyrektor ZPS nr 1 póki co nie zgłaszał w związku z większą ilością oddziałów klas pierwszych zapotrzebowania na dodatkowe dowozy. - Całą sprawę jeszcze z panem dyrektorem omówię - zapewnił Wojciech Karabasz.
ZESPÓŁ SZKÓŁ TO NIE TO SAMO CO PODSTAWÓWKA
W Szkole Podstawowej nr 2 w Żninie w zeszłym roku szkolnym były trzy oddziały pierwszoklasistów. Teraz, po rozszerzeniu naboru o sześciolatki z pierwszego półrocza 2008 r. i ustaleniu maksimum uczniów w jednym oddziale na 25 dzieci, jest w szkole 6 klas pierwszych. Każdy z oddziałów ma przypisaną swoją salę lekcyjną. Anna Dobrowolska, wicedyrektor szkoły, mówi, że udało się tak zaplanować rozkład zajęć, że drugiej zmiany pierwszych klas nie ma. Co prawda nie każdego dnia wszystkie oddziały pierwszaków będą rozpoczynały tutaj zajęcia o 8:00, są bowiem pojedyncze dni w planie zajęć, gdy klasa zaczyna od 9:50. Jednak udało się dyrekcji nie planować rozpoczęcia zajęć od 11:00. Jak wyjaśnia pani wicedyrektor, już jeden dzień w planie zajęć pierwszoklasistów od 11:00 powodowałby przekroczenie przepisów. Otóż uczniowie ci mogą uczęszczać na normalne zajęcia na zmianie południowej (lekcje trwają do popołudnia), ale jeśli tak, to musi być w ten sposób zaplanowany ich cały tydzień, a nie tylko pojedynczy dzień nauki. Nie może być tak, że pierwszoklasista co drugi dzień chodzi do szkoły na 8:00, a co drugi na 11:00. - I takiej też sytuacji udało nam się uniknąć - powiedziała Anna Dobrowolska.
- Nie można tak wprost porównywać sytuacji w „dwójce” z naszą sytuacją, bo oni są szkołą podstawową, a my zespołem szkół, w którym najmłodsze dzieci mają 6 lat, a najstarsze 16 lat. W „ dwójce” jest inaczej - powiedział na zakończenie Jacek Pietraszko.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1177 (36/2014)
Więcej na ten temat:
5 wolnych miejsc w dwójce dla dzieci z jedynki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze