Reklama

Tam, gdzie poniosą nogi

Początkowo biegał niechętnie, a nawet skracał sobie trasy. Jednak z czasem pokonywał coraz dłuższe dystanse w trudnych warunkach, zmuszając swój organizm do ogromnego wysiłku. Teraz nie wyobraża sobie swojego życia bez biegania. - Pierwsza noc i dzień biegu były okay, ponieważ jakoś je zniosłem, ale podczas drugiej nocy pojawiły się problemy na 140 kilometrze. Przyszło zmęczenie - mówi Emil Pietryszyn, żninianin, który bierze udział w biegach zaliczanych do sportów ekstremalnych.

Angelika Uścińska: - Skąd wzięła się pasja do biegania?

Emil Pietryszyn: - Biegałem w szkole podstawowej i w gimnazjum. Nienawidziłem biegać do takiego stopnia, że w trakcie, w-fu, gdy biegaliśmy na 1km, oszukiwałem, po prostu tam, gdzie mogłem robiłem sobie skróty. W gimnazjum były kwalifikacje do szkolnych zawodów, więc postanowiłem wystartować. Wtedy osiągnąłem bardzo dobry czas. Później na zawodach zająłem drugie miejsce. Zostałem zauważony przez pana Roberta Krynickiego, który powiedział mi, że powinienem zgłosić się do pana Stanisława Goclika. I tak właśnie dołączyłem do Żnińskiego Klubu Biegacza. Tam zaczynałem biegać tak na poważnie. Jako klub uczestniczyliśmy w sztafecie, w biegach na 10 kilometrów w Żninie, Janowcu Wielkopolskim czy w Mogilnie.

Reklama

- Jak to się stało, że zacząłeś startować w biegach długodystansowych na 100 km czy nawet 200 km?

- Gdy po raz pierwszy zapisałem się na Super Ultra GWiNT, to wybrałem dystans 55 km. Moja koleżanka zachęciła mnie do tego, abym zapisał się na 100 mil, czyli 161 km. Zgodziłem się, aczkolwiek potem naszły mnie pewne wątpliwości. Jeszcze wtedy nie ukończyłem żadnego maratonu, więc dla mnie było to rzucenie się na głęboką wodę. Wystartowałem w tych zawodach i to na dodatek z kontuzją pachwiny, co nie było rozsądne. W sumie do tej pory mam z nią problemy, co zależy od treningów, jakie wykonuję. Dodatkowo zaczęły boleć mnie kolana. Ten ból był o wiele gorszy niż pachwina, ale jakoś to przetrwałem. Wyścig rozpoczął się o 18.00. Biegłem całą noc i cały dzień. Pamiętam, że wtedy zrobiło się gorąco, a ja ubrałem tresik, więc mocno opaliłem sobie ramiona. Inni zawodnicy klepali mnie po ramieniu, gratulując biegu. Na 110 km, gdzie był przepak czułem, że coś jest nie tak z moimi dużymi palcami u stóp. Czułem jak paznokieć się przemieszcza, ale nie jeden, bo wtedy straciłem aż trzy paznokcie! Tak właśnie przeszedłem z półmaratonu na 100 mil. Ogólnie to powinno się odpowiednio przygotowywać do takich biegów jakieś 2-3 lata, aby na spokojnie przystosować organizm do ogromnego wysiłku.

Reklama

- Który bieg był najtrudniejszy i dlaczego?

- Myślę, że to był bieg 7 Szczytów w 2018 roku na dystans 240 km. W sumie miałem wystartować w 2017 roku, ale nie zrobiłem tego ze względu na kontuzję. Bieg odbył się w lipcu. Pogoda tak średnio dopisała, ponieważ najpierw padało, a potem pojawiła się mgła. Była tak gęsta, że ledwo widziałem drogę. Jeszcze wtedy nie miałem zegarka z mapą, więc biegłem na wyznaczonej trasie taśmami i oznaczeniami. Raz zszedłem z trasy, ale na szczęście pojawili się inni zawodnicy i pomogli mi wrócić na dobry kurs. Potem nastąpił kryzys. Ktoś zaproponował drzemkę, ale ja stwierdziłem, że jeszcze mam siłę biec. Wybiegłem z punktu ze znajomym i w sumie po jakimś czasie dopadło mnie ogromne zmęczenie. Potem większość czasu do Bardo biegliśmy z ledwo otwartymi oczami. Gdy dobiegliśmy już do tej miejscowości, zdrzemnęliśmy się na 30 minut. Mój organizm tego potrzebował, ponieważ potem biegło się o wiele lepiej. Miałem w sobie tyle energii, że zostawiłem w tyle mojego kolegę. Ten bieg trwał 2 dni, czyli biegłem jakieś 42 godziny. W tym czasie spałem wyłącznie 30 minut. Żywiłem się żelami, owocami takimi jak banany, arbuzy. Na stoiskach było również ciasto, woda oraz coca-cola. W 2019 roku również wziąłem udział w tym biegu. Na początku rokowania miałem na 35 godzin, ale niestety wziął mnie kryzys w tym samym miejscu, w którym rok temu usłyszałem, że powinienem się zdrzemnąć. Tylko w 2019 roku zrobiło mi się bardzo słabo, więc postanowiłem zrobić drzemkę. Myślałem, że poczuję się lepiej, ale po jakimś czasie osłabienie wróciło i całkowicie zwątpiłem, czy ukończę ten bieg. Położyłem się na murku i odpoczywałem. Motywacją do kontynuacji biegu był starszy pan, który podbiegł i zapytał się czy czuję się lepiej. Odpowiedziałem "tak, wszystko jest w porządku" i siła wróciła. Ukończyłem ten bieg.

Reklama

- Które z osiągnięć uważasz za najważniejsze?

- Moim ogromnym osiągnięciem jest pokonanie 240 km, ponieważ nie każdy może to zrobić. Ponadto poprawiłem swój czas o godzinę, co mnie ogromnie ucieszyło. Zająłem 4 miejsce w biegu Super GWiNT, aczkolwiek był moment, że byłem w pierwszej trójce. Wtedy też poprawiłem swój wynik. W 2018 roku mój wynik wynosił 22 godziny, a w 2019 roku - 18 godzin. Trzeba również uwzględnić fakt, że trasa została wydłużona o 4 km. Byłem wtedy w swojej szczytowej formie. Nie zawsze chodzi o medale czy puchary, ale liczy się fakt wzięcia udziału i dokonania czegoś niezwykłego w swoim życiu.

Reklama

- Jak dbasz o formę?

- Od razu powiem, że sen jest najważniejszy. Jeżeli chodzi o mój dzień, to zawsze po pracy ćwiczę. Jest to wielkie poświęcenie, ponieważ nie mogę wyjść ze znajomymi, spędzić z nimi miło czas. Tygodniowo robię tak do 13 godzin treningów. Przede wszystkim biegam, aczkolwiek nie robię tego codziennie. W inne dni mam treningi uzupełniające, czyli np. siłownia, specjalne treningi na wzmacnianie nóg. W sobotę i niedzielę trenuje najwięcej, gdyż bardzo dużo biegam. Jednak już w poniedziałek, aby nie przeciążyć swojego organizmu, robię sobie wtedy luźniejszy trening. Biegam 5 dni w tygodniu i robię jakieś 80 km do 110 km. Od października zaczynam inny trening, który różni się od poprzednich, ma mnie przygotować na kolejną edycję Biegu 7 szczytów w Lądku Zdroju.

Reklama

- Jakie konkretne ćwiczenia wykonujesz w ciągu roku?

- Podczas swoich treningów skupiam się na tętnie. W okresie zimowym jest dużo biegania w pierwszym zakresie, robię bardzo długie trasy, ponieważ to pozwala budować bazę tlenową. Dodatkowo mam siłę biegową, czyli, skipy A, B, C i wieloskoków pod górę i dużo innych ćwiczeń. Sprinterzy mają rozwinięte szybkokurczliwe mięśnie, gdy ja skupiam się na tych wolnokurczliwych, bo one są najbardziej wytrzymałe. Aby dobrze rozwinąć te mięśnie powinno się biegać od 30 min do kilku godzin wolnym tempem. To nie tylko buduje moją kondycję, ale także dbam o swoją psychikę podczas takiego wysiłku. Nie da się ukryć, że po jakimś czasie kilometry lecą wolniej, więc trzeba mentalnie się na to przygotować. Do tego chodzę na siłownię, lubię ćwiczyć jogę, plank, chętnie wykonuję ćwiczenia na mobilność, aby się rozciągać. To bardzo pomaga w podejściach, ponieważ jeśli nie masz dobrze rozciągniętych mięśni, to wtedy kroki stają coraz krótsze, wykonujesz ich więcej, przez co twój organizm bardziej się męczy. Później mam okres przygotowawczo-przejściowy robię wtedy dwa treningi w tygodniu w drugim zakresie, aby przygotować organizm do trzeciego i czwartego zakresu tętna. Przykładowo robię 3 km rozbieganie, 2x5 km w II zakresie tętna przerwa 4 minuty pomiędzy kolejną serią i schłodzenie 1 km do 2 km i rozciąganie w trzecim i czwartym są to już interwały 12x1 km, przerwa 3 minuty w truchcie lub 12x500 m, przerwa 2 minuty. Wtedy też bawię się podczas biegania. Ogólnie wykonuję dużo ćwiczeń na stabilizację i centrum ciała, czyli mocne mięśnie brzucha i pleców, które pozwalają mi zadbać o formę, kondycję i prawidłową postawę na zbiegach, gdzie tempo momentami mam naprawdę zabójcze, a trasa na zawodach bywa bardzo techniczna, więc wykonuję dużo treningów na wzmocnienie nóg, dlatego tak ważne jest dbanie o każdy szczegół.

Reklama

- Czy przytrafiły ci się jakieś poważniejsze kontuzje?

- Zdarzało się, że troszkę przesadziłem na treningach, ponieważ chciałem robić jak najwięcej, a to nie jest dobry tok myślenia. Ze względu na to, że trenowałem za dużo, pojawił się problem z pachwiną. Biegacze muszą uważać na kostki. Kiedyś wyszedłem na trening nierozgrzany, a wtedy była ujemna temperatura i do tego ubrałem spodnie 3/4. W ten sposób naciągnąłem sobie ścięgno Achillesa, co nie jest łatwo wyleczyć. Byłem wtedy na siebie wściekły, bo mogłem zrobić 3 kilometry mniej i nic złego by się nie stało. Przez swoją głupotę długo leczyłem tę kontuzję i całkowicie zmieniłem dotychczasowy trening. Musiałem odpowiednio rozciągać, rozgrzewać mięśnie wokół ścięgna Achillesa, a także robić masaże. Kolejną poważną kontuzję kolana złapałem podczas wykonywania interwałów. Czułem, że coś jest nie tak, ale to całkowicie zlekceważyłem. Jednak po 2-3 dniach to się zemściło, ponieważ kolano zaczęło boleć coraz bardziej. Kolejny raz musiałem dostosować trening do mojego osłabionego organizmu.

Reklama

- Co daje ci bieganie?

- Myślę, że to jest już pasja, wiesz - wstajesz o czwartej rano i szykujesz się na bieganie: widzisz wschód słońca, widok jak rosa zaczyna parować zmieniająca się w mgiełkę, uczucie mokrej trawy, która muska po nogach w deszczowy dzień, słyszysz jak krople uderzają o ziemię, drzewa, liście. W nocy jest cisza. Słyszysz własny oddech, krok biegu. W oddali autostrada i ryk opon jadącego pojazdu. Jesienią oglądasz, jak matka natura maluje krajobraz. Jest wtedy pięknie, kolorowo, a zimą czujesz jak płatki śniegu uderzają w twarz i się topią. W siarczysty mróz śnieg skrzypi ci pod butami. Bieganie traktuję również jako odskocznię od codziennych problemów. W pracy mam dużo obowiązków, nie zawsze dopisuje mi dobry humor, bo różnie to bywa w życiu, więc ten zły dzień zawsze można wybiegać. W sumie niezależnie od tego, jaki masz dzień, warto iść biegać, ponieważ to sprawi, że pojawiają się przyjemne odczucia. Muszę wspomnieć, że uwielbiam biegać w lesie. Gdy mieszkałem na wsi, to bardzo dużo czasu spędzałem pomiędzy drzewami. Las przy Zielonowie znam jak własną kieszeń, ponieważ uwielbiałem tam biegać. Poprzez bieganie mam kontakt z naturą, a trzeba przyznać, że bywa ona fascynująca. Dodatkowo, moja pasja umożliwia mi zwiedzanie różnych miejsc, poznawanie nowych ludzi, więc łączę pożyteczne z przyjemnym. Poza tym to też dobry moment na przemyślenia. Jesteś sam ze sobą, masz dużo czasu na refleksje.

Reklama

- Jakie plany masz na przyszłość?

- Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ przez pandemię dużo się pozmieniało. Jednak bardzo chciałbym wystartować w UTMB, czyli Ultra-Trail du Mont-Blanc na 170 km. Jest to najtrudniejszy bieg, więc byłoby to dla mnie ogromne wyzwanie. Poza tym to prestiżowy bieg, więc trzeba mieć odpowiednią ilość punktów, aby się zakwalifikować. Chciałbym także uczestniczyć w biegu Ultra Janosik w Tatrach na 110 km. Widziałem na filmiku, że jest tam wymagająca trasa. Dodatkowym plusem tego biegu są widoki naszych pięknych gór. Ultra Janosik traktuję również, jako trening do UTMB, ponieważ wiadomo, że im wyżej, to bieganie jest trudniejsze. Brakuje tlenu, a to oznacza, że człowiek szybciej się męczy. W rzeczywistości przez pandemię zaczynam wszystko od nowa, dlatego ten rok traktuję bardzo luźno. W tym roku biegłem w Tatrach i w sumie te góry mnie pokonały. Dlatego na spokojnie buduję swoją kondycję. W sumie chciałbym jeszcze wystartować w Spartahlonie. Jest to bieg z Aten do Sparty i wynosi 246 km. W planach mam jeszcze do zrealizowania Mistrzostwa Polski na 100 km, bieg na 24h i na 48h. Myślę też o kilkudniowym biegu, ale na wszystko przyjdzie czas.

Reklama

 - Dziękuję za rozmowę.

Z Emilem Pietryszynem rozmawiała Angelika Uścińska, 28 IX 2021

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości