Rewitalizacja, Żnin, mieszkańcy, zegar słoneczny, burmistrz, uwagi
Termin przedłużony, ale nadal zbyt krótki
Jesienią ub.r. przedłużony został termin oddania rynku Żnina po rewitalizacji do 30 kwietnia br. Blisko miesiąc po tym terminie nie nastąpił jeszcze odbiór ostateczny. Burmistrz powiedział nam, że do końca maja jego zdaniem wszystko powinno się wreszcie zakończyć. Jednak przedłużająca się rewitalizacja to tylko jeden z powodów niecierpliwości i wypowiadanych przez mieszkańców krytycznych uwag o całej inwestycji.
Mieszkańcy Żnina kierują do nas w ostatnich tygodniach coraz więcej sygnałów zniecierpliwienia w związku z przedłużającą się rewitalizacją rynku. Ponadto wątpliwości wzbudza zasadność zamontowania w płycie rynku wokół Baszty mosiężnych cyfr rzymskich, które mają stanowić cyferblat zegara słonecznego. Szkopuł w tym, że ten zegar nie działa i nie będzie działał. Nigdy nie wskaże prawidłowej godziny przy założeniu, że wskazówką ma być rzut cienia z iglicy na Baszcie. Potwierdza to Michał Woźniak, dyrektor Muzeum Ziemi Pałuckiej w Żninie. - Cały plan rynku był oparty na motywie zegara. Początkowo sądziłem, że ten zegar będzie faktycznie wskazywał godzinę. Była nawet stworzona symulacja. Jednak teraz okazało się, że jeśli wskazówką ma być cień z najwyższego punktu Baszty, to jest to cień zbyt długi, przynajmniej w pewnych porach dnia, by rzucać wskazanie na poziom placu. I tak np. 9:00 owszem, jest wskazywana, ale na budynku komendy policji, a nie na placu. Podobnie w innych punktach cień rzuca wskazanie na budynki, nie na plac. Nawet kilka tygodni temu, widząc, że nie ma możliwości faktycznego działania zegara, byłem u pana Ryszarda Ulatowskiego, naczelnika wydziału promocji, rozwoju i spraw społecznych w Urzędzie Miejskim z pomysłem, żeby chociaż posadowić na słupku obok Baszty jakiś zegar, który faktycznie pokazywałby czas. Kiedy wracałem do muzeum, to okazało się, że akurat pracownicy instalują cyfry zegara słonecznego w kostki placu - opowiada Michał Woźniak.
Zaraz też o wystające nad poziom płyty rynku cyfry zegara słonecznego zaczęli się potykać przechodnie. Mieszkańcy wskazywali też na niebezpieczeństwo kradzieży tych elementów, bo mogą one stać się pokusą dla złodziei złomu. Zapytany przez nas o tę kwestię burmistrz Leszek Jakubowski powiedział, że zegar był zaplanowany wcześniej. Rzeczywiście i do włodarza dotarły sygnały o niepokoju mieszkańców, czy nie będą się przechodnie potykać o cyfry lub czy nie padną one łupem złodziei. Póki co jednak, te cyfry zostaną na płycie i przyszłość pokaże, czy powinny tam się znajdować dalej.
Odbiór rynku trwa już od końca kwietnia. Co kilka dni następują robocze odbiory, czynione są poprawki i uzupełnienia. Jednak zgodnie z aneksem do umowy z wykonawcą, rynek miał być oddany w terminie do 30 kwietnia. Ponieważ nadal nie jest, wzbudza to niecierpliwość mieszkańców, zwłaszcza że podczas spotkań kierownictwa wykonawczego i przedstawicieli nadzoru w związku z odbiorem robót zdarzają się takie sytuacje, jak ta, która miała miejsce niemal dwa tygodnie temu. Otóż 10 maja było jedno ze spotkań wykonawców na rynku. Tak tę sytuację widział mieszkaniec ul. Śniadeckich Jerzy Bursztyński: - Przed południem zjechali ci kierownicy firm czy też prezesi swoimi wypasionymi brykami i zaparkowali rzędem naprzeciwko Baszty. Nam władza nie pozwala parkować na starym mieście, a oni sobie podjeżdżają dla wygody pod samą Basztę, bo nie łaska przejść się np. znad Gąsawki albo nawet całkiem blisko, z parkingu przed sądem. Dlatego zrobiłem zdjęcia telefonem na dowód i zadzwoniłem na policję. Usłyszałem, że tam się odbywa odbiór i oni mają upoważnienie do wjazdu i pozostawienia samochodów. Powiedziałem, że tam jest zakaz zatrzymywania i w związku z tym oczekuję na interwencję policjantów. W przeciwnym razie - zapowiedziałem - poinformuję funkcjonariuszy z Komendy Wojewódzkiej. Na tym się skończyła rozmowa i nie wiem, czy ci wykonawcy otrzymali jakieś upomnienia, czy może nawet mandaty. Jestem ciekawy, czy w ogóle policjanci zareagowali na moje zgłoszenie.
Nadkomisarz Krzysztof Jaźwiński, oficer prasowy w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie potwierdził, że takie zgłoszenie miało miejsce. Ustalenia policjantów były takie, że wykonawcy i osoby związane z odbiorem robót mają upoważnienie burmistrza na wjazd samochodami na rynek. Co więcej, jest to cały czas plac budowy, a oni są z tą budową związani. - Niemniej jednak policjanci pouczyli te osoby, aby w przyszłości na czas spotkań związanych z wykonywaną i odbieraną rewitalizacją placu nie wjeżdżali aż tak centralnie na sam plac, blisko Baszty, jak tamtego dnia. Jest to wprawdzie plac budowy, ale wstęp jest otwarty i chodzą tamtędy ludzie, więc z uwagi na ich bezpieczeństwo wykonawcy inwestycji mają zostawiać swe samochody nieco dalej - tłumaczy Krzysztof Jaźwiński.
Termin ukończenia rewitalizacji jesienią zeszłego roku na podstawie zapisów w umowie został przedłużony z obiektywnych przyczyn do 30 kwietnia br. Jednak końcowego odbioru jeszcze nie ma, choć jest już trzecia dekada maja. Zapytaliśmy zatem burmistrza, kiedy ta rewitalizacja zostanie zakończona i odebrana. - Odbiór odbywa się już od kilku tygodni, dokonywane są uzupełnienia i poprawki - powiedział burmistrz. Zapytaliśmy, czy uda się zamknąć tę inwestycję do końca maja, bo mieszkańcy mają co do tego wątpliwości. Włodarz odrzekł, że do końca maja powinno się to udać.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1110 (21/2013)
Komentarz
Alibi dla spóźnialskich
Zastanawiam się, gdzie kończy się cierpliwość przeciętnego mieszkańca Żnina. Obawiam się, że ta w związku z rewitalizacją starego miasta jest już na wyczerpaniu. Moja już dawno się skończyła, ale ja akurat nie należę do specjalnie cierpliwych.
Jest dla mnie skandalem przedłużająca się rewitalizacja rynku. Owszem, lepiej jest, że wykonawcy eliminują wszystkie usterki i dokonują uzupełnień, a wszystkiemu przygląda się inwestor, czyli ratusz, niżby mieli dokonać błyskawicznego odbioru i zostawić niedoróbki samym sobie.
Pozornie wszystko wygląda w porządku. Jeszcze jesienią termin ukończenia rewitalizacji przesunięto do 30 kwietnia. Bodajże w połowie kwietnia zobaczyłem pierwszych w tym roku pracowników na rynku, a już po kilku dniach Urząd zaczął odbiór. Jeszcze przed 30 kwietnia, czyli tak, by wszystko wyglądało terminowo. Ale teraz ten odbiór trwa już miesiąc i co kilka dni nakazywane są kolejne poprawki. Nie wiadomo, kiedy się to wszystko ostatecznie zamknie. Ale formalnie do odbioru rynek zgłoszony został na czas. Wszystko gra.
W rzeczywistości ten wielotygodniowy odbiór to tylko alibi. Urzędnicy na czele z włodarzem na to pozwolili, bo bali się reakcji mieszkańców na wieść o tym, że termin oddania placu znów ma być przedłużony. Wykonawcy zaś mogą zacierać ręce, bo nie będą mieli kary za opóźnienia.
W mojej ocenie ten nieustający od tygodni odbiór to cwane alibi dla rażących opóźnień, na które ratusz bezkrytycznie pozwalał wykonawcy w trakcie kilkuletnich prac rewitalizacyjnych. Praca powinna była być oceniana z należytą starannością na bieżąco. Gdyby tak się działo, to rewitalizacja byłaby już za nami. Ponieważ tak nie było, to ona cały czas jeszcze trwa.
Jakie są efekty tego wielkiego przedsięwzięcia? Wzrok przyzwyczaja się z czasem do wszystkiego. Jednak jeśli chodzi o sam nadzór inwestorski, to już teraz mogę stwierdzić, że był niewystarczający. Urzędnicy mnie zawiedli, jeśli chodzi o ten aspekt.
Ludzie powoli tracą cierpliwość. Żle napisałem - ludzie dawno już stracili cierpliwość, i teraz ogarnęła ich apatia. Nie jest w stanie ucieszyć ani fontanna, ani kwiatki, ani mosiężne cyfry, o które (dopóki się nie poodrywają), będziemy się regularnie potykać.
Widzę, czytając dzisiejsze Pałuki, że Zenon Flejter wierzy w magię słowa przepraszam. Wątpię, żeby jego przeprosiny wyborcom pomogły, ale na pewno nie zaszkodzą. Pozytywnie przyjmuję takie oświadczenie byłego radnego województwa. I jestem zdania, że burmistrz Żnina Leszek Jakubowski też ma za co przepraszać. Mianowicie za rewitalizację miasta.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1110 (21/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze