Julia Jackowska od kilku lat mieszka w Białymstoku, gdzie zaprowadził ją talent do gry w tenisa stołowego. W czasie pierwszych miesięcy pandemii, kiedy był czas przygotowań do matury, zamiast sięgać po książki, oglądała filmy o Harrym Potterze. Zdała. Studiowanie zaczęła od kosmetologii, ale póki co jest na ratownictwie medycznym, gdzie czuje się spełniona. - Mam nadzieję, że będzie mi dane zostać dobrym ratownikiem, abym w przyszłości mogła uratować niejedno cenne życie - mówi 20-letnia barcinianka grająca w tenisowej I lidze kobiet, a mimo młodego wieku, już trenująca następców.
Bartosz Woźniak: - Chciałem zacząć prowokacyjnie i nieco złośliwie pytaniem: Kiedy doczekamy się zwycięstwa Julii Jackowskiej w Ekstraklasie Kobiet, ale zdaje się, że nie nastąpi to zbyt szybko. Co się stało?
Julia Jackowska: - Niestety w najbliższym czasie do takiej sytuacji nie dojdzie, ponieważ w tym sezonie, mimo utrzymania, gramy w I lidze. Decyzja o oddaniu miejsca w najwyższej klasie rozgrywkowej została podjęta przez trenera. Myślę, że to był dobry „deal” pomiędzy klubami. Nie znam się dokładnie na tej polityce tenisowej, ale to było coś w tym stylu, że oddaliśmy miejsce w Ekstraklasie klubowi z Grodziska Mazowieckiego, a on nam miejsce w I lidze.
- Czy porażki w Ekstraklasie nie osłabiły Twojej pasji do tenisa i nadal czerpiesz przyjemność z tej gry?
- Podczas nauki w liceum moim priorytetem był praktycznie tylko tenis. Przez te trzy lata szkoły średniej chciałam bardzo rozwinąć się w tym sporcie, natomiast teraz, kiedy już studiuję, tenis jest dla mnie tylko odskocznią i aktywną formą spędzenia czasu. Oprócz tego w tym roku zaczynam również trenować młodsze pokolenie, które mam nadzieję zarażę swoim zapałem i pasją do tego sportu.
![]() |
| W nie najlepszym sezonie w Ekstraklasie, Julia Jackowska zdołała wywalczyć w deblu z Kamilą Gryko brązowy medal Młodzieżowych Mistrzostw Polski fot. z archiwum prywatnego Juli Jackowskiej |
- Czyli w białostockim klubie występujesz również w roli trenerki adeptów tenisa stołowego?
- Dokładnie. Właściwie to dopiero wchodzę w ten świat trenerski i będzie to dla mnie nie lada wyzwanie, aby połączyć naukę na studiach, treningi - zarówno swoje, jak i dzieci - a także wyjazdy na mecze I ligi. Nie mam zielonego pojęcia czy podołam, ale jak to mówią: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Podsumowując, to będzie bardzo pracowity sezon.
- Wycofanie żeńskiej drużyny z Ekstraklasy manager klubu tłumaczył tym, iż dla młodych zawodniczek, między innymi takich jak ty, będzie to korzystniejsze pod względem szkoleniowym. Czy zgadzasz się z tą opinią?
- Jak najbardziej. W ekstraklasie, grając jeden pojedynek singlowy w ciągu całego spotkania z zawodniczką na najwyższym poziomie, to nawet nie mamy szansy rozwinięcia się. Przykładowo wygląda to w ten sposób, że przejeżdżamy połowę Polski, podchodzimy do stołu i dostajemy w setach do 5,4,7. I tak większość meczów, także ciężko jest się nawet rozegrać, a aktualnie przy moim trenowaniu raz lub dwa razy w tygodniu tym bardziej.
- Zatem lepiej toczyć pojedynki z równorzędnymi rywalkami na niższym poziomie, niż grać z dużo lepszymi w Ekstraklasie?
- Wydaje mi się, że tak. Do naszej drużyny dołączyły nowe, młode zawodniczki, dla których będzie to doskonała ścieżka rozwoju. A co do mojej osoby także uważam, że to będzie lepsza opcja, ponieważ mam zapewnione miejsce w pierwszym składzie, a w Ekstraklasie byłam jedynie zawodniczką rezerwową.
- Czy mimo wszystko skorzystałaś na obecności w twojej drużynie, choćby tak doświadczonej i utytułowanej zawodniczki, jak Katarzyna Grzybowska-Franc?
- Niestety w poprzednim sezonie brałam udział jedynie w kilku spotkaniach, więc zbyt wiele nie skorzystałam, ale kilka rzeczy oczywiście zapadło mi w pamięci. Przede wszystkim jej podejście do gry, determinacja czy koncentracja przed meczem. Cieszę się, że miałam możliwość występować u boku tak doświadczonej zawodniczki.
- Jakie zatem ambicje i oczekiwania mają władze klubu wobec tak młodej drużyny Dojlid w rozpoczynającym się sezonie? Czy czujecie jakąś specjalną presję?
- Nasza drużyna została pozbawiona wcześniej wspomnianej zawodniczki Katarzyny Grzybowskiej-Franc, Białorusinki Dashy Kisel i Michaliny Górskiej. W tym delikatnie mówiąc okrojonym składzie mamy w planach utrzymać się w I lidze. Czy nam się to uda? Czas pokaże.
- Jak więc w tym trudnym, minionym sezonie odebrałaś brązowy medal Młodzieżowych Mistrzostw Polski. Czy był planowany, czy to raczej niespodzianka?
- Nie miałam wobec siebie żadnych oczekiwań ani konkretnych planów co do końcowego rankingu tych zawodów. Chciałam po prostu zagrać jak najlepiej. Mogę jednak wyznać, że z Kamilą Gryko miałyśmy apetyt na więcej. Oprócz brązowego medalu w grze podwójnej, chciałyśmy zdobyć jeszcze krążek w drużynie, co niestety się nie udało poprzez przegraną w ćwierćfinale z Bogorią Grodzisk Mazowiecki.
- Czy twoje przygotowania do nowego sezonu przebiegły bez zakłóceń pod względem sportowym i zdrowotnym?
- Moje przygotowania do sezonu nie były zbyt długie, ponieważ połowę wakacji spędziłam na praktykach w karetce, ale mimo wszystko przebiegły one bez żadnych zakłóceń.
- Jak poradziłyście sobie w inaugurującym meczu z UKS Chrobry Międzyzdroje?
- UKS Chrobry Międzyzdroje to bardzo silna drużyna i niestety mecz zakończył się porażką z wynikiem 3:7. To był nasz pierwszy mecz w tym sezonie, tak więc miejmy nadzieję, że się rozkręcimy i w końcu zwycięstwa będą po naszej stronie.
- Czy jesteś zadowolona ze swojego występu?
- Niekoniecznie. Mimo jednego całkiem dobrego pojedynku, oba swoje single przegrałam. Do dorobku naszej drużyny dorzuciłam jedynie 0,5 pkt za zwycięstwo 3:1 w grze podwójnej w parze z Kamilą Gryko.
- Ostatnio udzieliłaś nam wywiadu wiosną 2020 roku, krótko po wybuchu pandemii, a kilka miesięcy przed twoją maturą. Jak poszło na egzaminie dojrzałości?
- Jeśli mam być szczera, to matura poszła mi fatalnie. Ha, ha, ha. Przyznam się, że podczas przygotowań do matury zrobiłam tylko kilka zadań z matematyki, a resztę czasu poświęciłam na oglądanie Harry`ego Pottera. Także zapewne domyślacie się, że te wyniki nie były zadowalające. Mimo wszystko cieszę się, że ją zdałam i ten okres mam już za sobą.
- Jaki kierunek studiów wybrałaś i czy okazał się on trafiony? Wspominałaś coś o praktykach w karetce.
- Jako pierwszy kierunek wybrałam sobie kosmetologię. Niestety po dwóch tygodniach stwierdziłam, że to nie jest to, czego pragnę i dzięki aktywnemu uczestnictwu na zajęciach z kursu pierwszej pomocy udało mi się w tym samym roku od razu przenieść na inny kierunek, jakim było ratownictwo medyczne. Jestem już po pierwszym roku.
- Miałaś już zajęcia na pierwszej linii frontu?
- Jasne, że tak. W lipcu podczas praktyk w karetce miałam styczność z różnymi pacjentami. Od bezpiecznych wizyt domowych, po wypadki z dreszczykiem emocji, w których trzeba było zachować zimną krew. Fajnie, że już jako młodzi studenci mamy możliwość dostrzeżenia, jak to wszystko wygląda w praktyce.
- Więc czujesz się spełniona?
- Na dzisiaj mogę szczerze powiedzieć, że tak. Jestem ogromnie wdzięczna Bogu za to, jaką ścieżką mnie poprowadził i jakimi wspaniałymi ludźmi mnie otoczył. Cieszę się, że jestem zdrowa i mogę bez żadnych przeszkód robić to, co kocham najbardziej. Mam nadzieję, że będzie mi dane zostać dobrym ratownikiem, abym w przyszłości mogła uratować niejedno cenne życie.
- Czyli jesteś taka pozytywna wariatka?
- Ha, ha ha, no można tak powiedzieć. Oczywiście, jak każdy, miewam gorsze chwile, kiedy zwyczajnie nie mam humoru ani energii do pracy, jednak wiem, że to jest normalne i staram się doceniać każdy pojedynczy dzień.
- To, czym się zajmujesz i gdzie obecnie mieszkasz, sprawia, że pośrednio musimy dotknąć spraw politycznych. Jesteśmy akurat w trakcie protestu ratowników i innych pracowników medycznych. Jak się na niego zapatrujesz?
- Jestem jak najbardziej za. Uważam, że to słuszna decyzja. Płaca ratowników nie jest imponująca, a praca wymagająca. Ratownik medyczny to zawód, który wymaga nie lada poświeceń, ogromnej siły fizycznej oraz psychicznej. Jestem bardzo ciekawa czy ten strajk coś wniesie i czy pracownicy w końcu zostaną docenieni.
- I kolejna poważna sprawa bieżąca. Mieszkając w Białymstoku, jesteś być może najdalej wysuniętą mieszkanką gminy Barcin na wschód Polski. A tam przy granicy teraz trwa stan wyjątkowy, który objął niektóre miejscowości powiatu białostockiego. Czy jest to jakoś odczuwalne w Białymstoku?
- Z tego co mi wiadomo, to stan wyjątkowy został wprowadzony tylko w kilku miejscowościach powiatu białostockiego, które są położone najbliżej granicy naszego kraju. W Białymstoku nie jest to odczuwalne.
- To na koniec dotknijmy jeszcze spraw osobistych. Czy tęsknisz za Barcinem?
- Do Barcina wracam dosyć rzadko, raczej od święta. Także jak najbardziej zdarza mi się zatęsknić za tym spokojem i ciepłem tej małej miejscowości. Lubię wracać nie tylko do samego miasta, ale także do rodziny oraz przyjaciół, których zostawiłam prawie pięćset kilometrów za sobą.
![]() |
| Julia Jackowska z klubową koleżanką Kamilą Gryko tworzy silną parę deblową od kilku lat: w Ekstraklasie, I lidze i podczas Mistrzostw Polski fot. z archiwum prywatnego Julii Jackowskiej |
- A przyszłość wiążesz raczej z Białymstokiem czy zamierzasz wrócić w rodzinne strony po ukończeniu studiów?
- W Białymstoku bardzo dobrze się odnajduję i na obecną chwilę czuję, że jest to moje miejsce na ziemi. Jednak jeśli mam być szczera, to ilość kilometrów do mojego rodzinnego domu jest niestety troszeczkę za duża. Być może w przyszłości przeniosę się gdzieś bliżej Barcina, natomiast na dzisiaj nie mam żadnych konkretnych planów. Jestem raczej spontaniczną osobą, nawet nie wiem, co zjem jutro na obiad, także tym bardziej nie mam pojęcia, gdzie mnie poniesie za kilka lat. Ha, ha, ha.
- Masz kogoś bliskiego sercu, na kogo możesz liczyć z dala od rodzinnego domu?
- Aktualnie mam wokół siebie spore grono przyjaciół, nie tylko w stolicy Podlasia, ale również poza nim, a także kochającą rodzinę, którzy są dla mnie ogromnym wsparciem, zarówno w momentach, kiedy osiągam sukcesy, jak też w chwilach słabości.
- W takim razie dziękuję za rozmowę, życząc sukcesów przy stole, spełnienia na ratowniczym froncie i szczęścia przy sobie.
- Również bardzo dziękuję za możliwość udzielenia wywiadu i korzystając z okazji chciałabym bardzo podziękować moim rodzicom, którzy wspierają mnie na każdym kroku mojego życia oraz mojemu pierwszemu trenerowi Wojciechowi Kowalowi, pod którego okiem stawiałam pierwsze kroki w tym sporcie. Bez nich nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem.
Z Julią Jackowską rozmawiał Bartosz Woźniak, 21 IX 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze