Reklama

Upamiętnili utalentowanego koszykarza

Z okazji 4. rocznicy śmierci w Janowcu Wielkopolskim odbył się I Memoriał Adriana Małeckiego, przedwcześnie zmarłego koszykarza o nieprzeciętnym talencie. Dziś przypominamy jego sylwetkę.

Adrian Małecki fot. Grzegorz Berdysz

     Adrian Małecki urodził się 30 sierpnia 1976 r. w Janowcu Wlkp. Przygodę ze sportem rozpoczął jako 10-letni chłopak, trenując piłkę nożną, jednak predyspozycje przeniosły go do koszykówki. Zaczynał pod okiem nauczyciela Ryszarda Zygaja. W Janowcu miał miejsce  obóz przygotowawczy młodzieży Lecha Poznań i tu jego umiejętności dostrzegli trenerzy, po czym otrzymał propozycję trenowania w Poznaniu. Z drużyną Lecha (r. 1975) wywalczył w 1993 r. brązowy medal na MP Juniorów, rok później już wśród swoich rówieśników zdobył tytuł króla strzelców i był w najlepszej piątce turnieju. Sukces w drużynie juniorskiej zaowocował otrzymaniem powołania do reprezentacji Polski U-18, a także wejście do seniorskiej drużyny Lecha. Małecki w swoim pierwszym sezonie w I lidze (obecnie byłaby to ekstraklasa) jako 17-latek grał niewiele. W swoim debiucie zaliczył wsad piłki do obręczy, a cały sezon drużyna z Poznania zwieńczyła brązowym medalem Mistrzostw Polski. W kolejnych sezonach ugruntowywał swoją pozycję i był znaczącą postacią zespołu, który przekształcił swoją nazwę na 10,5 Basket Club Poznań). Sezon 1996/97 był jego najlepszym w karierze. Był najlepszym strzelcem zespołu, ostatecznie osiągając średnią 23 punkty na mecz, co dało mu 5. miejsce w lidze. W tym właśnie sezonie, rzucając przeciwko Polonii Przemyśl 46 pkt ustanowił swój rekord kariery oraz otrzymał pierwsze powołanie do Meczu Gwiazd Północ-Południe. Latem 1997 rozpadł się klub z Poznania i Adrian Małecki przeniósł się do Tarnowa, gdzie przez dwa lata reprezentował Unię Tarnów. Nadal był najlepszym strzelcem drużyny (średnio 18 pkt/mecz). Podczas kolejnego Meczu Gwiazd wygrał konkursy w rzutach za 3 pkt i wsadów, stając się jedynym koszykarzem w historii polskiej ligi, który zwyciężył w obu tych konkursach. Uczestnikiem Meczu Gwiazd był trzykrotnie, ostatni raz w sezonie 1998/99. W maju 1999 r. otrzymał powołanie do seniorskiej reprezentacji Polski, z którego nie skorzystał, w związku z tym ówczesny selekcjoner Piotr Langosz nałożył na niego karę zawieszenia gry na pół roku. W listopadzie podpisał kontrakt z Hoop Pruszków. W drużynie z Pruszkowa nie był tak wyróżniającą się postacią, jak w Poznaniu czy Tarnowie, co wynikało z mocno obstawionej kadry zespołu, w którym tznajdowali się m.in. byli gracze NBA (Oliver Miller, Richard Dumas) oraz etatowi reprezentanci Polski (Dryja, Tomczyk, Szybilski, Szcześniak, Suski), a także topowi obcokrajowcy (Bagatskis, Jeklin, Walker, Stern). Zespół z Pruszkowa nie osiągnął pokładanych nadziei i wywalczył w sezonie 1999/2000 zaledwie brązowy medal Mistrzostw Polski. Sezon 2000/01 był dla Maleckiego lepszy od poprzedniego, a Hoop Pruszków, mimo braku medalu w lidze, z powodzeniem reprezentował Polskę na arenach europejskich. Ostatni oficjalny mecz w PLK Adrian rozegrał w wieku 24 lat. Nie chciał już grać w koszykówkę, wrócił do rodzinnego Janowca. Po trzech latach za namową swojego szwagra Gerarda Koputa (również byłego koszykarza z sukcesami na poziomie akademickim) wrócił do koszykówki i otrzymał szansę gry na Węgrzech w II-ligowym Veszprémi Egyetem. Mimo świetnych występów (średnie blisko 30 pkt na mecz), ponownie rzucił koszykówkę. Po raz trzeci próbował do niej wrócić w 2004 r. i szansę otrzymał od Astorii Bydgoszcz, jednak nie udało mu się wytrwać w tym postanowieniu (rozegrał zaledwie jeden mecz w Pucharze Polski) i tu ostatecznie zakończył swoją zawodową karierę.

     - Adrian Małecki był koszykarzem, o którym mówiono, że ma szansę na grę w NBA. Zwłaszcza na początku swojej przygody z koszykówką skupiał uwagę ekspertów z całej Europy. Na boisku cechowały go niespotykane warunki motoryczne (blisko 2 metry wzrostu), niesamowita skoczność, szybkość i łatwość w poruszaniu się z piłką. Zakończył zawodową karierę w wieku 24 lat, co tak naprawdę dla sportowców jest początkiem najlepszego okresu i możliwości. - O takich osobach mówi się, że otrzymali talent. Obiektywnie patrząc, Adrian wykorzystał go zaledwie w kilku procentach, zapewne dla większości z nas zaprzepaścił swój dar i rozmienił na drobne. Nie zmienia to faktu, że w tym co robił był genialny i za to właśnie będziemy cię pamiętać Adrianie. Dziękujemy, że przez wiele lat zarażałeś młodych ludzi koszykówką i dzięki tobie pokochaliśmy ten sport - tak o nim mówią jego koledzy.

Reklama

     Piotr Szybilski, wieloletni reprezentant Polski zapewnia, że Adrian Małecki był jednym z najbardziej uzdolnionych zawodników, jakich znał. Niestety, wiele jego decyzji pozaboiskowych przekreśliło szansę, by stał się jednym z pomników polskiej koszykówki. W życiu codziennym czy w szatni zawsze trochę niedostępny, można powiedzieć - wycofany. Za to na boisku zamieniał się w prawdziwą maszynę do zdobywania punktów, co było dla niego o tyle proste, że posiadał naturalny talent. Nigdy nie chełpił się zdobytymi punktami czy świetnym meczem, czasami można było odnieść wrażenie, że zupełnie nie potrzebna mu aprobata i poklask innych ludzi. Tak na prawdę nikt dzisiaj nie jest w stanie powiedzieć, czy istniał sposób, aby dotrzeć do Adriana, by mógł zrealizować swój potencjał. Najzwyczajniej nikomu się to nie udało. Jego historia może być przykładem i przestrogą dla wielu innych młodych graczy. Sam talent nie wystarczy, by stać się jednym z najlepszych. Adrian Małecki zmarł 21 lutego 2016 roku.

    O turnieju napiszemy w papierowym wydaniu Pałuk w czwartek, 5 marca.

Reklama

Sylwia Wysocka, 2 III 2020

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości