Skąd się wzięły ryby w stawku za ratuszem? Dlaczego władze miejskie nie chcą ich tam widzieć? Czemu pozostałe w stawku ryby pływają martwe po powierzchni? Konflikt między byłym pracownikiem zieleni miejskiej w Żninie a ratuszem powstał, gdy władza odłowiła wpuszczone przez niego do wody ryby. - Będziemy stopniowo ten zbiornik odrybiać - mówi urzędnik miejski, a Henryk Sobolewski dodaje: - To może być piękne miejsce z czystą wodą.
Jan Zieliński uważa, że decyzja o odłowieniu części narybku ze stawku w parku koło Urzędu Miejskiego była ze szkodą dla pozostałych, żyjących tutaj ryb. fot. Karol Gapiński Przed laty Jan Zieliński pracował dla Urzędu Miejskiego w Żninie jako opiekun zieleni miejskiej. Mieszka on w sąsiedztwie ratusza. Kilkanaście lat temu ówczesny burmistrz Andrzej Rosiak wpadł na pomysł, żeby zagospodarować na skwerek teren nieużytków między Urzędem Miejskim i dworcem autobusowym. Pomysłu tego nie zdążył zrealizować, bo wszystko przerwała choroba i śmierć burmistrza Rosiaka. Dopiero jego następca na stanowisku włodarza Jarosław Jaworski zagospodarował ten teren. Powstały skwerek sąsiaduje z posesją Jana Zielińskiego. Jedną z największych atrakcji nowego skwerku był i jest do dzisiaj nieduży stawek, który został wykopany wzdłuż alejek spacerowych. Jan Zieliński opowiedział, że 12 lat temu poprosił burmistrza Jarosława Jaworskiego o zgodę na zarybienie tego stawu.
tak, zarybiłem
- Burmistrz Jaworski się zgodził, ja zakupiłem duże ilości narybku i wpuściłem do stawu. Mam na to świadków. Wszystko było dobrze, ja część ryb później odłowiłem i przewiozłem na swój staw, a w tym czasie też zarybiałem nowym narybkiem ten staw w parku koło Urzędu. Wszystko było pięknie, a to, że kilka ryb zdechło czasami na wiosnę od duszenia się w wodzie, to było naturalne. Nigdy nie było to jakimś potężnym zjawiskiem, żeby one wymierały. Ja wpuściłem tutaj na samym początki po 200 sztuk karpi, karasi i amurów. Teraz to już były same prawie tylko karasie, bo tamte inne ryby to już odłowiłem wcześniej. A w tym roku pan Piotr Ostrowski z Urzędu Miejskiego powiedział, że ryb jest za dużo. Zadzwonili do prywatnej firmy, Gospodarstwo Rybackie w Łysininie i wezwali jej pracowników. Duża część ryb została wyłowiona stąd siecią i te, które przeżyły, wrzucili chyba do Małego Jeziora. Jednak zostało podczas tego odławiania ruszone dno i te ryby, których nie odłowiono podusiły się - opowiadał nam Jan Zieliński w ostatni piątek. Rzeczywiście - na powierzchni stawku w sąsiedztwie ratusza unosiło się kilkadziesiąt zdechłych karasi. - I komu to przeszkadzało? - nie krył żalu Jan Zieliński.
bo się dusiły
W Urzędzie Miejskim w Żninie usłyszeliśmy, że wcześniejsza interwencja z udziałem pracowników gospodarstwa rybackiego została wywołana właśnie zgłoszeniem o podduszonych rybach w zbiorniku wodnym na terenie skwerku. - To oczko wodne należy nazwać zbiornikiem retencyjnym do gromadzenia wód gruntowych, a nie stawem. A już na pewno nie jest to żaden staw hodowlany i to, że mieszkaniec sobie zarybił ten zbiornik odbyło się bez pozwolenia. Nie o to chodzi, że ryb tam było za dużo i dlatego wezwaliśmy profesjonalną firmę z Łysinina, by odłowiła ryby, które zostały przewiezione do Małego Jeziora Żnińskiego. W tym stawie w ogóle nie ma być ryb i taki jest plan. Będziemy stopniowo ten zbiornik odrybiać i poprawiać jego stan. Te padłe ryby, które tutaj teraz pływają, też zostaną wyłowione i zutylizowane - powiedział Piotr Ostrowski, kierownik wydziału ochrony środowiska, rolnictwa, leśnictwa i rozwoju obszarów wiejskich w żnińskim ratuszu.
zgoda była, się skończyła
Jan Zieliński twierdzi, iż przed laty uzyskał zgodę ówczesnego burmistrza Żnina Jarosława Jaworskiego na zarybienie zbiornika koło Urzędu. Piotr Ostrowski zaś - iż on o takiej zgodzie nic nie wie, a żadnych dokumentów, które by potwierdzały udzielenie w przeszłości takiej zgody, w Urzędzie Miejskim nie odnaleziono. Ponadto wielkość ryb, które zostały ostatnio wyłowione ze zbiornika oraz tych, które unosiły się zdechłe na powierzchni, rodzi wątpliwość, że mogły one być wpuszczone tutaj 12 lat temu. Są to bowiem małe sztuki. Zatem mogły być wpuszczone do parkowego stawku później.
Z byłem burmistrzem Jarosławem Jaworskim nie udało nam się skontaktować, zagospodarowaniem nieużytków pod funkcje skwerku i stworzeniem stawu zajmował się jednak przed 12 laty ówczesny zastępca burmistrza Janusz Biegański. Przyznał on, że umowa z Janem Zielińskim była taka, iż w zamian za opiekę nad stawem, jego regularne czyszczenie z trzcin i śmieci, będzie mógł go użytkować. - Umowa była ustna. My raczej myśleliśmy, że tam będzie co najwyżej trochę ryb bardziej ozdobnych, niż jakaś hodowla, niemniej jednak według tamtej umowy Jan Zieliński mógł użytkować staw. Został ten staw urządzony na bazie dawnego zbiornika retencyjnego dla wód melioracyjnych z ul. Gnieźnieńskiej. Miał on te funkcje kilkadziesiąt lat wcześniej, gdy przez ten teren przebiegały odkryte rowy melioracyjne, w kierunku torów kolejki, następnie za obecną stacją paliw przy ul. Dworcowej, „Bricomarche“ aż do ujścia do Gąsawki. Później te funkcje przejęła kanalizacja wykonana przez ul. Towarową i nieużytek za Urzędem nadawał się do zagospodarowania. Powstał staw z dnem pokrytym płytami betonowymi. Staw jest bez dopływu i odpływu. Może pełnić funkcje retencyjne dla wód gruntowych - powiedział Janusz Biegański.
ma być czysta woda
Dyrektor Gospodarstwa Rybackiego w Łysininie Henryk Sobolewski potwierdził, że na prośbę Urzędu Miejskiego w Żninie zostały odłowione ryby ze stawu. Były to karasie. W trzech rzutach te żywe ryby zostały przewiezione i wrzucone do Jeziora Czaplego.
- Wszystko jest udokumentowane. Ja tam też byłem przy odłowie, była pani z Urzędu, są fotografie zrobione, jest wewnętrzny protokół. Ryb odłowiliśmy 130 kg, co uważam, że jest bardzo dużą ilością, jak na taki mały zbiornik wodny. Tym bardziej, że to nie wszystko. Te ryby uratowaliśmy, bo one by się wkrótce podusiły. Tam jest deficyt tlenowy. Dno oczyściliśmy przeciągając sieć. Planujemy jeszcze jedno odłowienie, a później chcę wrzucić do wody z 15 kg wapna, by był to czysty i ładny zbiornik. Teraz ta woda jest bowiem brudna od zgniłych liści i traw. Wyciągnięty muł osuszyliśmy i wywieźliśmy. Uważam, że wykonaliśmy kawał dobrej, choć ciężkiej roboty. Ten stawek nie jest dla ryb, ale jest fajnym, ładnym miejscem w samym mieście i takie funkcje powinien spełniać. Za naszą usługę Urząd w Żninie chciał zapłacić. Powiedziałem, że nie, że zrobię to charytatywnie - powiedział Henryk Sobolewski.
130 kilo dla wędkarzy
Spytaliśmy dyrektora gospodarstwa rybackiego, czy rzeczywiście charytatywnie? Przecież 130 kg ryb przedstawia pewną wartość. - Ale skorzystają na tym wędkarze, a nie my. Te ryby zaś, gdybyśmy ich nie uratowali, wkrótce by zdechły - skwitował Henryk Sobolewski.
Kierownik Piotr Ostrowski podkreślił na koniec, że i tak z korzyścią dla tego, kto zbiornik zarybił jest fakt, iż Gospodarstwo Łysinin nieodpłatnie ryby wyłowiło. W innym bowiem przypadku Urząd mógłby obciążyć kosztami tego, kto ryby do stawu wrzucił.
Film w zakładce Filmy.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1311 (13/2017)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze