Reklama

W upalne dni dużo pijemy i zapełniamy pojemniki

Problem dotyczy terenów miejskich, na zdjęciu pojemniki na ul. Pakoskiej

      fot. Magdalena Kruszka

Barcin, pojemniki, Wodbar, odpady komunalne
     W upalne dni dużo pijemy i zapełniamy pojemniki
     Problemy z odpadami w Barcinie dyrektor Wodbaru wiąże z upałami. Natomiast na wsiach siła przyzwyczajenia będzie musiała ustąpić nowemu zwyczajowi.

     Minął ponad miesiąc od wejścia w życie nowych zasad gospodarowania odpadami komunalnymi. Jeżdżąc po gminie i obserwując miejsca, w których znajdują się, bądź znajdowały pojemniki widać, że idealnie nie jest. Problem pojawił się na wsiach, w miejscach, w których kiedyś znajdowały się pojemniki na szkło i plastik. W ostatnich dniach zostały one usunięte, a mieszkańcy zobowiązani są do segregowania śmieci na terenie własnych posesji. Jednak przyzwyczajenie do tego, że plastikowe i szklane butelki wynosiło się na środek wsi i wrzucało do dużego pojemnika jeszcze pokutuje. Gdzieniegdzie w miejscach, w których takie pojemniki stały, zalegają śmieci, niekoniecznie jedynie szkło i plastik. Tak jest między innymi w Kani, gdzie w miejscu, w którym stały pojemniki, leży sterta odpadów.
     - Przez miesiąc czasu trudno ocenić, jak to będzie wyglądać - mówi dyrektor Wodbaru Stefan Firszt.
     - Zależy, czy tych odpadów będzie cały czas przybywać, czy ludzie w końcu przestaną tam nosić śmieci. Gmina za to będzie musiała zapłacić, bo nikt za darmo tego wywozić nie będzie. Dziwię się ludziom, dlaczego te odpady noszą, bo przecież jak wystawią w workach w dniu odbioru, to my musimy je zabrać. Można nawet cztery czy pięć worków wystawić. W każdym razie takie sytuacje będziemy zgłaszać do gminy.
     Ci, którzy pozbywali się odpadów nosząc je do pojemników na szkło i na plastik, skarżą się też, że w różnych terminach odbierane są poszczególne frakcje. W ciągu dwóch miesięcy jest minimum osiem dat, które trzeba zapamiętać, i do których trzeba dostosować domową zbiórkę odpadów. Wywóz odbywa się co 14 dni i przypada raz we wtorek, a raz w piątek. Jeśli ktoś zapomni o terminie, to będzie musiał przetrzymać na terenie swojej posesji zgromadzone odpady do kolejnego wywozu.

Nie lepiej bywa na wsiach, na zdjęciu pozostałość po pojemnikach na plastik i szkło w Kani

Reklama

     fot. Magdalena Kruszka

     Stefan Firszt podkreśla, że nie ma szans na zmianę tego systemu, ponieważ został on narzucony w specyfikacji przetargowej, i zwraca uwagę, że sytuacja i tak jest komfortowa, bo plastiki i wielomateriałowe odpady zbierane są razem, a nie jest to podzielone szczegółowo na każdą frakcję. Jest możliwość łączenia odpadów segregowanych i Wodbar znalazł odbiorcę, który odbiera plastiki łączone z metalem, więc ekonomicznie nieuzasadnione byłoby jeżdżenie po każdą frakcję osobno. Podobnie bioodpady, takie jak resztki kuchenne i odpady pozwierzęce można zbierać w worki ze zmieszanymi, bo one trafiają do mechaniczno-biologicznej obróbki. Natomiast osobno segregowane są odpady zielone, typu skoszona trawa czy liście.
     Pierwszy wywóz plastików przebiegł wzorowo. Ludzie powystawiali worki z odpadami przed swoje posesję i pracownicy Wodbaru nie mieli żadnych problemów. Stefan Firszt przestrzega przed stawianiem nieopisanych worków koło pojemników z odpadami zmieszanymi.
     - Nikt w te worki nie będzie zaglądał i sprawdzał, co tam jest - mówi dyrektor Wodbaru. - Jeśli one będą nieopisane, to zostaną potraktowane jak odpady zmieszane i może się tak zdarzyć, ze plastiki trafią do odpadów zmieszanych, natomiast nie zostaną zabrane w dniu odbioru plastików. Co innego, jeśli zostanie to wyniesione przed posesję. Do tej pory bywało tak, że wchodziliśmy na posesję, otwieraliśmy bramę, czasem psy pogryzły, teraz właściciele mają obowiązek wystawiać odpady przed posesję w dniu ich odbioru. Nie trzeba natomiast wystawiać worka z dwoma butelkami, bo szkoda tracić pieniędzy na worek, lepiej przetrzymać te dwie butelki do następnego wywozu.
Stefan Firszt zwraca także uwagę na zasady korzystania z mobilnych PSZOK-ów. Wodbar ma rok czasu na utworzenie PSZOK-u stacjonarnego, a do tej pory mobilne znajdują się przy ciepłowni w Barcinie, przy ujęciu wody w Mamliczu i przy ciepłowni w Piechcinie.
     - Ludzie chcieli opony z całego roku oddać, a opony oddaje się tylko z bieżącej wymiany - podkreśla Stefan Firszt. - Rolnicy nie mogą pozbywać się opon, które im zostają z działalności rolniczej. Działalność rolnicza to nie jest gospodarstwo domowe, tylko działa jak przedsiębiorstwo. Nie mogą się więc rolnicy u nas pozbywać resztek paszy czy worków po nawozach.
     Problem pojawił się także w mieście. Dyrektor Wodbaru twierdzi, że wiąże się on z tym, że pierwszy miesiąc nowych zasad gospodarowania odpadami przypadł w upały, podczas których ludzie piją więcej wody, napojów i produkują więcej plastikowych odpadów. Ponadto ludzie jeszcze nie są nauczeni zgniatania butelek i choć wywieszane są informacje o tym, jak należy się ich pozbywać, to zdarza się, że ludzie nie stosują się do wskazówek i powodują, że pojemniki zapełniają się bardzo szybko. Stefan Firszt podkreśla, że problem dotyczy jedynie pojemników na plastik i dodaje, że Spółdzielnia Mieszkaniowa Kujawy zamawia dodatkowe pojemniki, i one rzeczywiście przybywają.  - Widzę, że sprzątaczki ze spółdzielni też chodzą i te butelki upychają, i dzięki temu jest trochę lepiej - mówi Stefan Firszt. - Za miesiąc czy za dwa ludzie sfolgują z napojami i sytuacja się zmieni. W poprzednim tygodniu na zgłoszenie spółdzielni nawet poza harmonogramem opróżniliśmy pojemniki.
     Henryk Popławski, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Kujawy w Barcinie informuje, że spółdzielnia przejęła wszystkie pojemniki, jakie znajdowały się na osiedlu i jeszcze zwiększyła ich liczbę. Z jego obserwacji wynika, że problem ze zbyt szybko zapełniającymi się pojemnikami wynika z tego, że większa liczba ludzi zaczęła odpady segregować. Daje się zauważyć, że ilość odpadów w pojemnikach typu KP7 zmniejszyła się, a zwiększyła się ilość odpadów segregowanych, choć problem jest głównie z plastikiem.
     - Ludzie nie zgniatają butelek, i dlatego te pojemniki tak szybko się zapełniają - mówi Henryk Popławski. - Problemu nie mamy z butelkami, a zdarzają się z makulaturą. Wiemy, że sklepy nam podrzucają odpady, bo widać, że do tych pojemników czasem trafiają ogromne ilości kartonów. Dostaję też często sygnały od mieszkańców, że podjechał samochód i ktoś wyrzucił do naszych pojemników śmieci. Jak nie mamy dowodu na to, to nie możemy nic zrobić, a nie stać nas, żeby przy każdym pojemniku zamontować monitoring czy ustawić porządkowego. Byłem zwolennikiem większej częstotliwości wywozu plastików, ale zostałem przegłosowany.
Przybyło pojemników na odbady na ulicy Pakoskiej i w Piechcinie.
     - Nie możemy jednak popadać w absurd, ich i tak jest dużo, na samej Pakoskiej jest och około 15 - mówi Henryk Popławski. - Uważam, że sprawa śmieci się stabilizuje, tylko wymaga to czasu i cierpliwości.

Reklama

Magdalena Kruszka
Pałuki nr 1122 (33/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości