Wanda Brząkowska i Roman Mieczyk pokazują, jak wygląda ogród,
w którym posiane i posadzone są warzywa
fot. Sylwia Wysocka
Włoszanowo, woda, ogrody, piwnice
Woda zalała ogrody i piwnice
Mieszkańcy Włoszanowa czują się bezradni - woda niszczy im to, nad czym ciężko pracowali.
Mieszkańcy Włoszanowa skarżą się, że podobnie jak w poprzednich latach znów mają zalane piwnice, woda zniszczyła im też ogrody warzywne. Po remoncie drogi jest jeszcze gorzej niż było.
Między innymi zalane zostały ogródki działkowe Wandy Brząkowskiej i Romana Mieczyka. - Jak z dwa, trzy dni postoją te zastoiska, to z upraw nic nie będzie, wszystko wygnije, nasz nakład finansowy, praca - wszystko pójdzie na marne - mówiła Wanda Brząkowska.
Mieszkanka wskazała również na warzywniaki sąsiadów, które też znalazły się pod wodą.
Roman Mieczyk oprócz zalanej działki pokazał też sięgającą kilkudziesięciu centymetrów wodę stojącą w jego piwnicy pod mieszkaniem. - Wypompowuję cały czas i wciąż woda nachodzi, byłem w szpitalu i w tym czasie woda zalała piwnicę. W wodzie były ziemniaki, słoiki z zaprawami. W mieszkaniu wilgoć, a najgorsze, że nie mamy znikąd pomocy - uważa Roman Mieczyk. Mieszkańcy Włoszanowa opowiadają, że woda w piwnicach wybija im wiosną, jesienią, pojawiła się nawet w grudniu. Mury nasiąkają, w mieszkaniu czuć wilgoć, woda niszczy im to, o co dbali całe życie.
Mieszkańcy wskazują na położone znacznie wyżej pole za ich ogródkami i spadek terenu. Twierdzą, że przed modernizacją drogi powiatowej biegnącej przez ich wieś zejście wody odkrytymi rowami odbywało się znacznie szybciej niż teraz, kiedy wstawiono studzienkę. - Wcześniej woda spływała w kierunku Janowca, teraz ta studzienka blokuje spływ, woda stoi, robią się zastoiska, a prognozy zapowiadają, czego zresztą doświadczamy, kolejne intensywne opady - mówią rozżaleni właściciele.
Zapewniają, że próbowali szukać pomocy w Miejsko-Gminnej Spółce Wodnej, jednak bezskutecznie, usłyszeli tylko kilka przykrych słów od jej szefa. Czują się bezradni, patrzą jak pod wodą gniją warzywa na działce, z piwnicy pompowują wodę.
Witold Swacha, szef Miejsko-Gminnej Spółki Wodnej zapewnił, że nikogo nie obraził, ich rowu nie ma w inwentaryzacji, dlatego też nie pobiera za niego opłat, ani w ramach spółki nie prowadzi tam żadnych działań. - Zajmujemy się melioracją pól, nie odpowiadamy za wodę w piwnicy, mieszkańcy wcześniej mieli szamba, teraz przy takich anomaliach woda wybija w piwnicach - zauważa Witold Swacha.
Sylwia Wysocka
Pałuki nr 1112 (23/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze