Reklama

Wójt otrzymał zielone światło

Maria Warda nie zgadza się na wykupowanie udziałów przez gminę Gąsawa

      fot. Arkadiusz Majszak

Żnin, Gąsawa, kolejka, ŻKP, wójt, Piotr Woźny, straty, ZUS
     Wójt otrzymał zielone światło
    Roczne straty Żnińskiej Kolei Powiatowej wynoszą blisko 300.000 zł. Wobec ZUS kolejka zalega z kwotą 160.000 zł. Długi spółki przejdą na nowych właścicieli, o ile wykupią oni udziały od Piotra Woźnego. Wójt Gąsawy Zdzisław Kuczma uzyskał od radnych pełnomocnictwo, by podczas walnego zgromadzenia wspólników zaoferować kwotę 130.000 zł na wykup udziałów.

     Przypomnijmy: właściciel większościowego pakietu udziałów w Żnińskiej Kolei Powiatowej Piotr Woźny zaproponował pozostałym udziałowcom spółki, czyli Urzędowi Marszałkowskiemu w Toruniu, Starostwu Powiatowemu w Żninie, Urzędowi Miejskiemu w Żninie i Urzędowi Gminy w Gąsawie, wykup swoich udziałów. Rozpoczął również procedurę postawienia spółki w stan likwidacji. Pracownicy kolejki otrzymali trzymiesięczne wypowiedzenia z pracy.
     7 listopada odbędzie się walne zgromadzenie wspólników spółki. Jeśli samorządy nie zadeklarują nabycia udziałów od Piotra Woźnego, wówczas zostanie podjęta uchwała o likwidacji ŻKP. Do tego wystarczy ilość udziałów Piotra Woźnego, gdyż dysponując pakietem większościowym przegłosuje pozostałych udziałowców. Starosta Zbigniew Jaszczuk w sprawie sytuacji w kolejce dwukrotnie spotykał się z burmistrzem Żnina Leszkiem Jakubowskim i wójtem Gąsawy Zdzisławem Kuczmą. W jednym ze spotkań uczestniczył wicemarszałek województwa Edward Hartwich. Szczegóły rozmów na razie owiane są tajemnicą. Wiadomo nieoficjalnie, że strony zawarły porozumienie mające na celu ratowanie Żnińskiej Kolei Powiatowej przed likwidacją.
     Temat dalszego funkcjonowania Żnińskiej Kolei Powiatowej był jednym z punktów sesji Rady Powiatu w Żninie 25 października i połączonego posiedzenia wszystkich komisji stałych Rady Gminy w Gąsawie 28 października.
     NASTĘPCÓW BRAK
     Podczas sesji Rady Powiatu w Żninie prezes ŻKP Artur Różański wyjaśnił, iż w 2009 roku, w momencie, kiedy obejmował funkcję prezesa w spółce, zakładał utrzymanie ilości przewozów na poziomie 2009 roku. Zaznaczył, iż wówczas przychody z przewozów cały czas rosły. Z przedstawionych przez prezesa danych wynikało, że od 2012 roku ilość przewozów zaczęła gwałtownie spadać. Przyznał, że dodatkowe koszty stanowiły m.in. podwyżki cen paliw. Wzrosły również składki na ZUS.
     - 400.000 zł państwo jako wspólnicy dołożyliście do funkcjonowania kolejki - przyznał Artur Różański. Dodał, iż za 10-15 lat kolejka przestanie funkcjonować, ponieważ nie będzie czym jeździć, a także nie będzie miał kto jeździć. Zwrócił uwagę, że pracowników, którzy potrafią uruchomić i obsługiwać lokomotywy, można policzyć na palcach jednej ręki.
     - Nie ma następców tych maszynistów, a oni są już w wieku zaawansowanym - zwrócił uwagę prezes. I zaznaczył, że jest gorącym zwolennikiem utrzymania działalności kolejki w jakiejkolwiek formie. - Do momentu, w którym jestem prezesem, zrobię wszystko, żeby się to udało - zapewnił Artur Różański.
     Radny Dariusz Kaźmierczak pytał, czy udziałowcy wyrazili już pisemnie chęć wykupienia udziałów. Prezes odpowiedział, że nic mu na ten temat nie wiadomo.
     Starosta Zbigniew Jaszczuk wyjaśnił, że samorządom zależy na tym, by kolejka z pałuckiego krajobrazu nie zniknęła. I dodał, że w trzech czwartych rokuje to dobrze. - Nie zakładamy takiego wariantu, żeby kolejka przestała jeździć - zaznaczył starosta. O szczegółach ustaleń z samorządowcami nie chciał jednak mówić.
     Radny Stefan Firszt zwrócił uwagę, że należy podjąć dyskusję na temat przyszłości kolejki. Podkreślił, iż nie ma co liczyć na to, że działalność ŻKP będzie dochodowa. - Mówiłem o tym, iż żeby to funkcjonowało, trzeba do tego dopłacać. Trzeba określić czytelne i jasne zasady funkcjonowania i dofinansowania kolejki. Mówiłem również o tym, że nowy współwłaściciel się zorientuje, że nie ma sensu do tego dokładać, gdyż na tym nie zarobi i do tematu znów wrócimy. I wróciliśmy - przypomniał radny.
     Radny Jan Kopterski dociekał, czy starosta podjął rozmowy z burmistrzami gmin Janowiec, Barcin, Łabiszyn i wójtem Rogowa, co do partycypacji w kosztach kolejki. Starosta podkreślił, że gminy nie mają pieniędzy i sugestię Jana Kopterskiego uważa za rzecz nierealną, gdyż problem kolejki dotyczy gmin, w których ona jeździ.
     - Nie wyobrażam sobie, żeby te gminy do kolejki dokładały - powiedział starosta. I dodał, że więcej na temat ŻKP będzie można powiedzieć po 7 listopada, czyli po walnym zgromadzeniu wspólników. Zbigniew Jaszczuk nie wyklucza zwołania po tym terminie sesji nadzwyczajnej w sprawie kolejki.
     - My cały czas w sprawie kolejki jesteśmy w tym samym miejscu. Nawet po 7 listopada ten problem nie zniknie - podsumował Dariusz Kaźmierczak.
     MARSZAŁEK CHCE POKRYĆ STRATY
     Na połączonym posiedzeniu wszystkich komisji stałych Rady Gminy w Gąsawie w miniony poniedziałek wójt Zdzisław Kuczma przyznał, że problem tkwi w tym, że właściciel większościowy chce doprowadzić do likwidacji kolejki. Dlatego samorządowcy chcą znaleźć wspólne rozwiązanie, by takiemu scenariuszowi zapobiec. Wójt poinformował, iż w ŻKP odbyła się kontrola, która wykazała, że spółka ma długi, które przejdą na następnych właścicieli.
     - Gdybyśmy kupowali te udziały, to jeszcze ten dług byśmy musieli zapłacić - wyjaśnił Zdzisław Kuczma. I dodał: - Wicemarszałek Hartwich powiedział, że Urząd Marszałkowski nie jest zainteresowany kupnem tych udziałów. Roczne straty kolejki to około 300.000 zł. Urząd Marszałkowski pokrywałby te straty, a nie kupowałby udziałów. To duże ryzyko, bo zmieni się skład Zarządu Województwa i oni będą mogli się z tego wycofać. 160.000 zł ZUS-u jest w kolejce niezapłacone. A to być może jeszcze nie wszystko, bo wszystkie dokumenty nie zostały jeszcze sprawdzone.
     Wójt wyjaśnił, że gdyby w wykup udziałów weszło województwo, to gminę Gąsawa nabycie udziałów kosztowałoby około 130.000 zł. W sytuacji, kiedy Urząd Marszałkowski nie będzie zainteresowany kupnem udziałów, gminę Gąsawa może kosztować to ponad 200.000 zł.
     Zdzisław Kuczma zaznaczył przy tym, że gmina pieniędzy na wykup udziałów nie posiada. I wyraził nadzieję, że może Muzeum Archeologiczne w Biskupinie byłoby zainteresowane kupnem części udziałów, jako instytucja, do której najwięcej turystów kolejką jeździ.
     Radna Maria Warda stwierdziła, że z wykupu udziałów będzie trzeba zrezygnować. Podkreśliła, iż znane jest stanowisko starosty, że do turysty z Gdańska nie będzie dokładać. Sugerowała, by wszystkie udziały w kolejce przejął jeden właściciel.
     - Będziemy płacić, płacić i nic z tego nie będzie. Lepiej te pieniądze przeznaczyć na ośrodek zdrowia lub szkoły. Każdy, kto przejmie kolejkę, wiesza sobie sznur na szyję. Ta kolejka nie ma szans, jeśli nie będzie miała jednego właściciela - zauważyła radna.
     KARTY ROZDAJE UDZIAŁOWIEC WIĘKSZOŚCIOWY
     Radny Wiesław Zajączkowski wyjaśnił, że żadna oficjalna propozycja przejęcia udziałów do muzeum nie wpłynęła. W jego opinii, muzeum mogłoby co najwyżej przejąć 2% udziałów. Zaznaczył, iż sprawa jest poważna, ponieważ karty rozdaje właściciel większościowy. Dziwił się, że w czasach poprzedniego prezesa kolejki Piotra Tomaszewskiego problemy spółki były małe, a teraz stały się duże. - Jestem zaskoczony takim poziomem długu. Pan prezes nam o takim długu nie mówił. Wylewanie dziecka z kąpielą jest rzeczą okropną i nie wiemy jakby to miało funkcjonować. Ten problem powinien być rozstrzygnięty między udziałowcami, bo jeśli dojdzie do likwidacji kolejki, to zakończy się to rozgrabieniem majątku. A do takiej sytuacji nie można dopuścić - dodał.
     Radny Mariusz Kazik zwrócił uwagę, że kolejka nigdy nie będzie przedsiębiorstwem dochodowym. W jego opinii, nieszczęściem ŻKP jest fakt, iż jest ona spółką z o.o., pozbawioną możliwości pozyskiwania środków z zewnątrz. - Nie możemy stracić tej kolejki - podkreślił Mariusz Kazik.
     Radny Jacek Mazany przyznał, iż trudno sobie wyobrazić, by kolejka miała zostać zlikwidowana i odejść w niepamięć. - Jako obywatel Pałuk nie wiem, czy tego nie można by sprzężyć z Muzeum Kolei Wąskotorowej. Pewnych rzeczy nie da się robić dla zysku. Do niektórych trzeba dopłacać. Mam nadzieję, że spotkają się dobrzy ludzie i nie pozwolą na utratę kolejki - dodał Jacek Mazany.
     Maria Warda dziwiła się, w jakich aspektach prowadzona jest dyskusja. Zaznaczyła, że do kolejki trzeba dołożyć, a pieniędzy nie ma. I dodała: - Przecież to powiat przekazał większość udziałów. Nie wierzę w przyszłość kolejki, kiedy wybiera się przypadkowe osoby do rady nadzorczej. Zgodzono się w majestacie prawa, żeby syn miał udział większościowy, a ojciec był w radzie nadzorczej. Tak naprawdę to nikt tego nie kontrolował. Doprowadzono do sytuacji, żeby tego nie kontrolować. Poza tym, tam już są ludzie zwolnieni. Poza tym, kto będzie lokomotywą jeździł, skoro następców dla maszynistów nie ma.
     PEŁNOMOCNICTWO
     Radny Adam Adamczyk uważa, że trzeba zagrać pokerowo i nie wyrażać zgody na wykupienie udziałów przez gminę Gąsawa. W jego opinii, gminy nie stać na to, by co roku zabezpieczać w budżecie od 100 do 200 tys. zł, aby przekazywać je na funkcjonowanie kolejki.
     Wójt wyjaśnił, że jest już opracowana pewna koncepcja, co stanie się po wykupie przez samorządy udziałów, ale na razie jest zobligowany nie ujawniać szczegółów. - Ja na dzień dzisiejszy pieniędzy nie mam. Chcemy to zrobić tak, żeby nie płacić 900.000 zł za udziały, ale 716.000 zł, czyli tyle, za ile „Magna Polonia” to kupiła. Potem wartość tych udziałów się zwiększyła, ale myśmy wszyscy proporcjonalnie do tego dopłacali. Będzie jednak trudno, żeby udziałowiec większościowy zrezygnował z tych 200.000 zł, które wniósł jako dopłatę - przyznał wójt. I dodał, że Piotr Woźny, stawiając kolejkę w stan likwidacji, ma szansę jeszcze pieniądze odzyskać. Za rok lub dwa lata dług spółki znacznie przewyższyłby wartość jej majątku.
     - I o to chodzi, żeby jeszcze na tym nie stracić. On zrobił taki ruch, żeby coś na tym zarobić - wyjaśnił wójt.
     Ostatecznie po długiej i burzliwej dyskusji Zdzisław Kuczma uzyskał od radnych pełnomocnictwo, by podczas walnego zgromadzenia wspólników zaoferować kwotę 130.000 zł na wykup udziałów. Przeciw głosowała jedynie Maria Warda.
     - Temat jest trudny, ale spróbujmy o to powalczyć - uważa Jacek Mazany.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1133 (44/2013)

Reklama

 

 

 

Komentarz

     Wśród serdecznych przyjaciół

     Nie dziwię się, że Piotr Woźny wycofuje się z interesu. Jakby mnie wspólnicy podawali do sądu (jak burmistrz Żnina), jakby nie pomagali mi w wyjaśnianiu spraw, jakimi gruntami kolejka może dysponować (jak starosta żniński) - też bym się z takim interesem pożegnał.
     Ale wcale nie jest powiedziane, że samorządy kupią udziały. Kiedy większościowy właściciel nie sprzeda udziałów, nie odzyska części utopionych pieniędzy. Zostanie z figą w kieszeni. Mienie, grunty, parowozik i wagony i tak są dzierżawione (od starosty). Starosta - mając władzę nad ziemią, infrastrukturą i ruchomościami - straci tylko wartość swoich udziałów, jeśli spółka zostanie postawiona w stan upadłości i zniknie z mapy. Straci ZUS, kontrahenci, a mniejszościowi udziałowcy wyjdą z tego gładko.
     Starosta nie przejmuje się więc kłopotami spółki. Dla niego nie spółka jest kłopotem (to kłopot głównego udziałowca). Dla starosty kłopotem jest - jak zagospodarować będące jego własnością mienie.
     Ze względu na koszt polityczny powinien się starać, aby kolejka ruszyła wiosną. Jeśli nie ruszy kolejka - ruszą na niego huzia na Józia wszyscy i stanie się głównym winowajcą klęski. A nikt nie lubi być głównym winowajcą.
     Na szczęście więc starosta jest postawiony pod ścianą i musi coś zrobić. Władze samorządowe trzech szczebli spotykają się w trybie tajnym i „mają pomysł”. Podejrzewam, że to pomysł założenia fundacji. Nieco inna konstrukcja fundamentów finansowych może dać lepsze podstawy firmie. Marszałek dyplomatycznie umywa ręce. Pieniądze da, ale odpowiedzialności nie chce brać. Ma rację. Toruń daleko. Odpowiedzialność spoczywa na staroście i nie powinna być przenoszona wyżej. Ale 300.000 rocznie to może jest właśnie suma wystarczająca na to, aby przy dobrym zarządzaniu (czyli szefem nie można mianować kogoś pokroju radnego, który pali fałszywymi biletami w piecu) kolejka funkcjonowała i ściągała na nasz teren turystów z Gdańska.
     Na kilka lat prywatny inwestor zdjął z samorządowców wysiłek intelektualny. Teraz dobre czasy się skończyły. Nie lubię takich otaczanych mgłą tajemnicy zapewnień: „mamy pomysł”. Ale biorę to stwierdzenie za dobrą monetę i ogłaszam: możemy się cieszyć, władza „ma pomysł”!
     Czekamy więc na ujawnienie tego pomysłu. Czy okaże się, że światli samorządowcy przejdą samych siebie i stworzą taką instytucję, która pokaże prywatnemu biznesowi, jak wzorowo wykorzystywać posiadane atuty?
     Czy też te tajemne zapewnienia to dowód braku jakiegokolwiek pomysłu, gra na czas i szukanie kolejnego naiwnego?
     Dziś wszystko wskazuje na to, że wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły. Zając - to kolejka, psy - to warunki ekonomiczne. Przyjaciele - marszałek, starosta, burmistrz i wójt.

Reklama

Dominik Księski
Pałuki nr 1133 (44/2013)

 

 

Inne teksty na ten temat:

Kolejka potrzebuje reanimacji

Kolejce grozi likwidacja

Nabycie udziałów albo likwidacja

Pracownicy kolejki na wypowiedzeniu

Starosta czeka na stanowisko Zarządu Województwa

Starosta: z kolejką nic nadzwyczajnego się nie stanie

Kolejka pod skrzydła muzeum

Kolejka będzie jeździć

Czas na zmiany

Muzeum ma dostać kolejkę bez długów

Kolejka pod skrzydłami muzeum

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości