Nie myślimy tu kategoriami regionu, kraju, kontynentu czy globu, nawet nie układu słonecznego, nawet nie galaktyki naszej małej i kochanej (w innej nas nie ma), nawet nie Drogi Mlecznej, lecz – powiedzmy to nawet, jeśli się narazimy – kategoriami całego Wszechświata. Jednego. Jednorodnego. Tak, jak jednorodny jest styl Macieja Jelińskiego, który swoje obrazy buduje z atomów-kropek.
Maciej Jeliński trzy lata przygotowywał się do zaprezentowania swych płócien w Muzeum Ziemi Pałuckiej. Rezultat? W piątkowy wieczór trudno było przepchać się przez tłum ludzi, wypełniających wnętrze żnińskiej "Zachęty".
Nie było to jedynie otwarcie wystawy obrazów. Zanim przemówił dyrektor Muzeum i Autorzy, publiczność miała możność obejrzeć animacje, stworzone przez Pawła Pietronia i wykonywaną na żywo muzykę, dla której inspirację stanowiły dzieła Macieja Jelińskiego. Było więc prawie jak we Włoszech, gdzie jeden artysta recytuje odę, drugi maluje tego, który recytuje, a trzeci śpiewa o tym, który maluje.
Trzy animacje Pawła Pietronia: "Train", "Sigma" i "Latający mamut" (ta trzecia została zaprezentowana po raz pierwszy) powstały z elementów obrazów Macieja Jelińskiego. Do nieruchomych form utrwalonych na płótnie doszedł ruch, artysta ożywił je. Wraz z towarzyszącą muzyką zespołu Crashfork przedstawione na ekranie wizualizacje stworzyły nową jakość, uwypuklając przesłanie dzieł malarza: związek najmniejszej komórki z kosmosem, przenikanie się wszystkiego i jedność różnorodności.
Jeśli bowiem napiszemy, że Muzeum Ziemi Pałuckiej pokazało obrazy "lokalnego artysty", to popełnimy błąd. Maciej Jeliński nie żyje w jakimś punkcie na mapie. Dla niego tym punktem jest wszechświat. Nie zamyka się w wąskim idiomie swojej tradycji – dla niego jego tradycją są i Majowie, i Aborygeni, i rzeźbiarze z Wyspy Wielkanocnej. Wszystko się na świecie przenika, wszystko się łączy. Embrion wygląda jak spiralna galaktyka, kwiat – jak wybuchająca gwiazda, włosy – jak gałęzie. Ci, dla których wyjście ponad narodową tożsamość i myślenie choćby kategoriami Unii Europejskiej jako całości już przekracza możliwość pojmowania, na tej wystawie padną i nie podniosą się. Bo nie myślimy tu kategoriami kontynentu nawet, czy globu, nawet nie układu słonecznego, nawet nie galaktyki naszej małej i kochanej (w innej nas nie ma), nawet nie Drogi Mlecznej, której jesteśmy częścią, lecz – powiedzmy to nawet, jeśli się narazimy – kategoriami całego Wszechświata. Jednego. Jednorodnego. Tak, jak jednorodny jest styl Macieja Jelińskiego, który swoje obrazy buduje z atomów-kropek.
Państwo Danuta i Tadeusz Pietrzakowie oglądali obrazy z dużym zainteresowaniem. Pani Danuta zwróciła uwagę na płótno "Matka kosmitów": - Ten obraz wspaniale prezentować się może na białej ścianie – stwierdziła. Jej mąż podkreślał operowanie kolorem przez malarza: - Niech pan zwróci uwagę, tu wisi ponad czterdzieści obrazów. Jak się przyjrzeć każdemu z nich to widać, że każda kropka jest potrzebna. Jedna mniej, czy jedna więcej zaburzyłaby spójność obrazu. I jeszcze jedno, proszę spojrzeć - każda kropka ma inny kolor!
Halina Rosiak-Kozłowska nie chciała wskazać obrazu, który jej się najbardziej podobał: – Wszystkie robią wrażenie, każdy mnie urzeka, każdy prowokuje do przemyśleń.
Ignacy Pogodziński z dziełami Macieja Jelińskiego ma kontakt od dziesiątek lat: - Od lat siedemdziesiątych. Zawsze podkreślam, że na tych obrazach pokazywany jest nasz świat z innego punktu widzenia. Z punktu widzenia artysty. Jest to spojrzenie artysty. Z dobrej strony.
Elżbieta Hoffmann była zachwycona całością wieczoru: - Połączenie wystawy z muzyką, muzyki z animacjami, wspólna praca… Piękne, niespotykane, jestem zszokowana.
Maciej Jeliński oprócz wrażeń dla oka miał też dla przybyłych niespodziankę w postaci wrażeń smakowych – czyli wina, będącego – jak obrazy – dziełem jego rąk własnych. Jeśli jednak ktoś wytworzyłby sobie w tym momencie obraz bogatego właściciela winnicy, który dla hobby sobie maluje – czym prędzej tę wizję musi porzucić. – Żyję z renty wypadkowej – mówi z dystansem do rzeczywistości artysta, a zapytany, czy ze sprzedaży obrazów można wyżyć, odpowiada: - Nigdy w życiu, nie na tej planecie!
Chociaż… Wernisaż był na tyle dużą zachętą do obcowania z zaprezentowanymi dziełami, że kilka znalazło nabywców. Ot – choćby unoszący się w bycie (niebytu – nie ma) kosmonauta, który zakupiła Natalia Skuza. – Mam pustą ścianę nad łóżkiem, a jak zawieszę tam tego kosmonautę, przestrzeni będzie jeszcze więcej! – mówi śmiejąc się. Poziomu cen artysta nie chciał zdradzić, ale są – jak powiedział – "do zapłacenia".
- Galeria taką właśnie funkcję ma spełniać – mówi Jędrzej Małecki, dyrektor Muzeum Ziemi Pałuckiej. - Ma prezentować naszych twórców, przedstawiać ich ludziom, zainteresowanych kulturą, popularyzować ich twórczość. To buduje potem wartość tych obrazów.
Natalia Jelińska na pytanie o to, jak to jest – być żoną malarza – nie miała kłopotu z odpowiedzią: - Uzupełniamy się. Ja też maluję. Maciej ma inny styl, ale łączy nas sztuka. Zapytana, kiedy zaprezentuje swoje dzieła, odrzekła – Jak znajdę czas, to zaprezentuję!
Po oficjalnym otwarciu, przemowach i kwiatach, publika kontemplowała płótna przy dźwiękach muzyki zespołu Crashfork w składzie: Bartosz Pilarski na perkusji, Jacek Chareński na gitarze, Arnold Jagodziński na gitarze basowej i Dariusz Karabasz na trąbce. Ciekawe połączenie generowanych elektronicznie efektów brzmieniowych z delikatnym tonem trąbki i spokojnymi rytmami tworzy muzykę, którą lider zespołu, Jacek Chareński nazwał muzyką atmosferyczną, przestrzenną.
Wystawę Macieja Jelińskiego "Kosmiczny wielokropek" można oglądać do 22 września. Lato w żnińskiej "Zachęcie" upłynęło w całości pod znakiem malarstwa. Jesień rozpocznie wystawa grupy fotograficznej "Flesz".
Dominik Księski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze