Teresa Adamczewska i jej córka Dagmara walczą z wodą w zalanym mieszkaniu. Woda wdarła się nocą od podwórza. Zniszczeniu uległa część mebli, do wyrzucenia będą tapczany. Dla zalanej rodziny wytypowano tymczasowe lokum do zamieszkania na terenie Miejskiego Ośrodka Sportu.
fot. Karol Gapiński
Żnin, Willa, woda, powódź, zalanie
Zalanych obudził kot
Wskutek nocnej ulewy z poniedziałku na wtorek ucierpiały liczne budynki, mieszkania i ulice w Żninie. Najbardziej ul. Żeglarska oraz mieszkania i podwórze willi na ul. Gnieźnieńskiej. Służby pracowały wiele godzin. Jedna z rodzin ze wspólnoty na ul. Gnieźnieńskiej będzie musiała się przeprowadzić.
Późnym wieczorem w poniedziałek nad Pałukami przetoczyły się burze z silnymi wyładowaniami atmosferycznymi, porywistym wiatrem i obfitymi ulewami. Najobficiej na terenie powiatu - jak ocenia aspirant Marek Krygier z Państwowej Straży Pożarnej - padało w samym Żninie. Łącznie w całym powiecie zanotowano 32 interwencje strażaków z PSP i okolicznych jednostek OSP.
Największe szkody deszcz spowodował na ul. Żeglarskiej w Żninie, która została zalana i odcięta od świata. Strażacy wypompowywali wodę, aby umożliwić dojazd do posesji. Drugim miejscem krytycznym była ul. Gnieźnieńska, a kolejnymi ulice, które znajdują się w obniżeniu terenu. Na ul. Gnieźnieńskiej woda wpłynęła na podwórze wspólnoty wielorodzinnej w jednej z największych w mieście kamienic, czyli tzw. willi. W jednym z lokali na parterze w przybudówce na podwórzu mieszka Teresa Adamczewska z mężem i córką. Pokój, w którym spali małżonkowie, znajduje się niemal na wysokości nawierzchni podwórza. Jednak dotychczas państwo Adamczewscy nie doświadczyli zalania. W poniedziałek zasnęli, mimo że z oddali dobiegały grzmoty, a czarne od chmur niebo raz po raz przeszywały błyskawice. Obudził ich nocą kot, który próbował dostać się na łóżko małżonków. Wstali i ujrzeli, że pokój zalany jest wodą na kilkadziesiąt centymetrów. Zaraz przystąpili do zabezpieczania zalanych mebli i sprzętu elektronicznego.
Roman Marek Grochowalski mieszka na poddaszu tzw.”willi” na ul. Gnieźnieńskiej. Obawia się, że zły stan dachu spowoduje w niedalekiej przyszłości zarwanie się całego sufitu.
fot. Karol Gapiński
- Pomogli nam bardzo sąsiedzi i pan Grzegorz Sobierayski z Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej, no i oczywiście strażacy, którzy zjechali tutaj z różnych okolicznym miejscowości. Nawet nie wiem, ilu ich było. Zaraz na początku pompowania zniszczona od wody podłoga też była po kawałkach usuwana. My oczywiście nie spaliśmy całą noc - powiedziała Teresa Adamczewska. Wraz z córką Dagmarą jeszcze we wtorek wybierała łopatą wodę z pokoju. Aspirant Marek Krygier tłumaczy, że strażacy technicznie nie są w stanie wypompować wody z zalanego mieszkania do suchej podłogi, a jedynie do głębokości takiej, na jakiej jest w stanie zanurzyć się używany sprzęt.
Teresa Adamczewska we wtorek była wciąż zdenerwowana, ale w jej sercu pojawiła się już nadzieja na przyszłość. Otóż dzięki pomocy z PGM i gminy Żnin wytypowano dla zalanej rodziny tymczasowe lokum do zamieszkania na terenie Miejskiego Ośrodka Sportu. Docelowo rodzina zostanie przesiedlona do mieszkania gminnego w jednej ze wspólnot na starym osiedlu cukrowniczym. Ostatnio lokal ten był wolny, a teraz będzie podlegał szybkiemu zaadaptowaniu. Potwierdza ten plan Grzegorz Sobierayski z PGM w Żninie. Jeśli chodzi o Teresę Adamczewską i jej rodzinę, to część mebli udało się uratować. Do wyrzucenia będą tapczany. Nie wiadomo też, czy woda nie dostała się do sprzętu elektronicznego.
Skutki ulewy odczuł też inny lokator willi na ul. Żnińskiej, Roman Marek Grochowalski. Wraz z rodziną mieszka na poddaszu tego wielorodzinnego budynku. Woda do mieszkania dostała się wprost z nieba, przez przegniły dach. Jego prowizoryczne naprawy od dawna nic nie dają. Dlatego Roman Marek Grochowalski podkreśla, że dopóki gmina nie zainwestuje gruntownie w ich dom, to wkrótce strop się zawali.
- Dziwi mnie to, że władze gminy tak to odwlekają. To jest zabytek. Są środki pozabudżetowe na takie naprawy, ale też burmistrz musiałby wreszcie dać coś od siebie, z budżetu gminy, by dostać wsparcie np. z Unii Europejskiej. Ale czy to ja mam go uczyć rządzić? Niech się zakręci - radził Roman Marek Grochowalski. W willi mieszka od ponad 30 lat i co dzień obserwuje postępujący upadek techniczny tego budynku.
Burmistrz Żnina, Leszek Jakubowski jest na urlopie. Państwo Grochowalscy póki co zbierają przeciekającą wodę do plastikowej wanienki. W miejsca innych przecieków podstawiają mniejsze miski.
Podobny problem powtórzył się też u innego najemcy z zasobów komunalnych Żnina - Zbigniewa Dębosza na ul. Wodnej. Od dawna sygnalizuje on PGM oraz burmistrzowi, że dach budynku jest w opłakanym stanie. Woda przecieka na strych. Po ostatniej nawałnicy na ów strych dostało się tyle wody, że zaczęła przeciekać ona przez sufit do mieszkania. - Kapie na meblościankę. Dlatego w nocy podstawiałem na szafkę pod sufitem miskę i wylewałem z niej co jakiś czas tę wodę, która się nazbierała. Te miski podstawiam do teraz - powiedział we wtorkowe popołudnie mieszkaniec ul. Wodnej. Podkreśla, że na każdą prośbę o naprawę dachu administracja wykonuje tylko prowizoryczne łatania dziur. - Jeśli burmistrz nie zrobi całego dachu, to cały budynek z trzema lokalami i ze strychem jako suszarnią, rozsypie się - twierdzi Zbigniew Dębosz. Zapewnia, że jest sumiennym najemcą mieszkania komunalnego i czynsz płaci regularnie. - Nie zalegam ani złotówki - mówi.
Grzegorz Sobierayski zapytany o perspektywy dla dachu tego budynku odpowiedział, że w przyszłości kompleksowy remont - a nie jedynie łatanie dziur - zostanie wykonany. Kiedy dokładnie to się stanie, będzie zależało od środków finansowych na zadania inwestycyjne. Przypomnijmy, że o planach remontowych PGM na ten rok pisaliśmy wiosną. Nie ma wśród nich naprawy dachu obiektu przy ul. Wodnej.
Film w zakładce Filmy.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1169 (28/2014)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze