Izabela Nowicka uważa, że padła ofiarą mobbingu ze strony dyrektora Wojciecha Kicińskiego i ze względu na straty w zdrowiu, które poniosła w pracy od stycznia do końca marca br. zamierza walczyć o odszkodowanie przed Sądem Pracy
fot. Karol Gapiński
Praca w Szkole Podstawowej nr 2 w Barcinie
Zarzuca dyrektorowi wywieranie presji i działania mobbingowe
Izabela Nowicka, która pracowała w administracji SP 2 w Barcinie, zarzuca dyrektorowi szkoły, że wywierał psychiczną presję i wymusił podpisanie przez nią dokumentu rozwiązującego stosunek pracy. Była pracownica zamierza domagać się przed Sądem Pracy zadośćuczynienia za uszczerbek na zdrowiu fizycznym i stres, na który była narażona przez dyrektora. - W sekretariacie szkoły wystarczy jedna osoba - osoba kompetentna i w tej chwili jest jedna - sekretarka. Nie ma czasu na plotki i nicnierobienie przez cały dzień - ocenia dyrektor.
Izabela Nowicka została zatrudniona po odbyciu stażu w sekretariacie w Szkole Podstawowej nr 2 w Barcinie we wrześniu 2006 r. przez ówczesną dyrektor tej placówki Marię Olszewską. Oficjalnie stanowisko Izabeli Nowickiej określono mianem referenta do spraw administracji. Izabela Nowicka swoje stanowisko pracy miała w sekretariacie dyrektora szkoły, podobnie jak Alicja Knapik, wieloletni pracownik administracji w tej placówce, ostatnio sekretarz szkoły.
Jak opowiada Izabela Nowicka, od początku jej zadaniem jako referenta było przede wszystkim załatwianie spraw uczniowskich, czyli wydawanie zaświadczeń i legitymacji, prowadzenie arkuszy uczniów, a także odbieranie korespondencji.
Kilkanaście miesięcy po zatrudnieniu Izabeli Nowickiej dyrektorem szkoły przestała być Maria Olszewska. W 2007 r. na szefa dwójki powołany został przez burmistrza Barcina Wojciech Kiciński. Konkurs wówczas na dyrektora nie odbył się, gdyż dwie kandydatury: Wojciecha Kicińskiego i Marii Olszewskiej nie były pełne. Jednak ostateczna decyzja należała do burmistrza, który zdecydował o powołaniu Wojciecha Kicińskiego.
NOWA OSOBA W SEKRETARIACIE
W połowie stycznia Alicja Knapik udała się na urlop w celu poprawienia stanu zdrowia. Wyjechała do sanatorium. 18 stycznia, zaraz po wyjeździe Alicji Knapik, w sekretariacie pojawiła się nowa osoba.
- Pan dyrektor powiedział, że pani ta będzie na razie siedziała na miejscu pani Knapik i będzie pomagała w bieżącym prowadzeniu spraw. Byłam zdziwiona, ponieważ w przeszłości, odkąd pracowałam w szkole, nigdy nie było trzeciej osoby zatrudnionej w sekretariacie. Owszem, byłyśmy we dwie, ale przecież za kilka tygodni pani Alicja miała wrócić z sanatorium. Co więcej, ta nowa pani pojawiła się nagle w pracy, wcześniej pan dyrektor ani mnie, ani pani Alicji nie przedstawił swoich planów. Po kilku dniach pan dyrektor wezwał mnie do gabinetu i powiedział, że ja pracuję jak mróweczka i muszę odpocząć, dlatego gdy tylko pani Alicja wróci z urlopu, ja powinnam iść na urlop. Dodał, że trzeba dać więcej pracy pani, która przyszła do sekretariatu ostatnio, gdyż rozmawia ona z telefonu komórkowego. Dodam, że wcześniej pan dyrektor zakazał rozmów przez telefony komórkowe mi i pani Alicji w czasie pracy, czyli między 7:00 a 15:00, bo wtedy jest czynny sekretariat. Na słowa o moim pójściu na urlop i o tych rozmowach nowej pani w sekretariacie tylko się uśmiechnęłam i powiedziałam, że jeśli naprawdę będę zmęczona, czy chora i dojdę do wniosku, że potrzebuję odpoczynku, to wówczas poproszę o urlop - opowiada Izabela Nowicka.
Jak mówi, po kilku dniach wszystko w pracy zaczęło się zmieniać. - Pan dyrektor nie chciał ze mną rozmawiać, a zdarzało się, że przesiadywał po 2, 3 godziny z tą nowa panią w swoim gabinecie. Ona miała całkowite poparcie przełożonego, zaś mnie zaczął się czepiać, np. listę obecności na Radę Pedagogiczną cztery razy musiałam zmieniać na żądanie pana dyrektora, bo była nie taką czcionką, jaką chciał, albo mała litera tam, gdzie z kolei chciał dużą. Każdym moim ruchom w sekretariacie i rozmowom przez telefon służbowy przysłuchiwała się bacznie ta nowa pani w pracy i później chodziła do dyrektora. Jestem pewna, że po to, aby zdawać mu relację. Ponadto oboje wyśmiewali się z drobnych rzeczy, zwykłych omyłek, które mogły mi się zdarzyć, biorąc pod uwagę, że byłam gnębiona psychicznie. Czasami zaś pan dyrektor traktował mnie jak powietrze, jak gdyby mnie w ogóle nie było. Innym razem usłyszałam zapytanie, czy nie zamierzam przypadkiem za granicę wyjechać do pracy. Oczywiście, że nie miałam takich planów - żali się Izabela Nowicka.
ODSUNIĘTA NA BOCZNY TOR
Tymczasem sekretarz szkoły Alicja Knapik, która jest symbolem tej placówki i obsługiwała sekretariat przez lata, po powrocie z sanatorium otrzymała zmieniony zakres obowiązków. Teraz miała się zajmować archiwum. Została przeniesiona z sekretariatu do zaadaptowanego na gabinet dawnego pomieszczenia socjalnego personelu szkoły. Nowy gabinet Alicji Knapik znajduje się naprzeciwko sekretariatu.
W tamtym czasie zmiany w sekretariacie dyrektora zaczęły zaprzątać uwagę innych pracowników. - Nowa pani w sekretariacie początkowo była zatrudniona na podstawie umowy z Urzędem Pracy - mówi dyrektor Wojciech Kiciński.
Dziwi się temu sekretarz szkoły Alicja Knapik: - To dziwne, ponieważ kilka razy zwracałam uwagę tej pani, gdy się spóźniała, czy też z innych powodów, że powinna dbać o takie rzeczy, jak punktualność, bo według pana dyrektora jest zatrudniona z Urzędu Pracy, a więc jeśli chce mieć zatrudnienie na normalną umowę, to wydawało mi się, że powinna się starać. Wtedy odpowiedziała mi, że jest tu zatrudniona jako normalny pracownik. Dlatego ja już tu nic nie wiem. Jestem wprawdzie sekretarzem szkoły, czyli osobą na kierowniczym jakby nie było stanowisku, ale o zatrudnieniu kolejnej osoby do administracji, że dyrektor w ogóle ma takie plany, nie wiedziałam. Gdy wróciłam z sanatorium, byłam zszokowana. Zwłaszcza, że jakiś czas temu sama wypytywałam pana dyrektora, czy są jakieś możliwości zatrudnienia nawet nie jako referenta do spraw administracyjnych, ale w ogóle jakiejś osoby do pomocy w sekretariacie, gdyż prosiła mnie o to osoba starająca się znaleźć jakąś pracę. Wówczas dyrektor odpowiadał, że nie ma takiej możliwości. I ja tego nie drążyłam, bo przecież wiem, że sekretariat to nie miejsce dla trzech osób, że wystarczą dwie. Tymczasem przyjeżdżam z sanatorium, a tutaj pracuje już kolejna osoba. Byłam w szoku. Niby pozostawałam nadal sekretarzem, ale tak naprawdę, zostałam odsunięta na boczny tor.
NIE MA UKŁADÓW, DECYDUJĄ KOMPETENCJE
Jak udało nam się dowiedzieć, na zebraniu Rady Pedagogicznej była dyrektor szkoły Maria Olszewska zapytała dyrektora wprost, czy zatrudnił kolejną i akurat tę, a nie inną osobę do sekretariatu dlatego, że otrzymał naciski z ratusza, ponieważ pani ta jest siostrą zastępcy skarbnika gminy Barcin. Dodajmy, że w Urzędzie Miejskim zastępca skarbnika zajmuje się prowadzeniem finansów szkolnictwa gminnego. To samo pytanie zadaliśmy panu dyrektorowi i my. Wojciech Kiciński zapewnił, że burmistrz Barcina nie wywierał na niego żadnej presji i że jest to decyzja wyłącznie jego samego. - Co więcej, to ja mogę np. zasugerować, że to pani Izabela Nowicka wcześniej była zatrudniona po znajomości, gdyż ciocia tej pani pracuje w gminnej oświacie, w jednej ze szkół i ma koneksje. Nowa osoba została zatrudniona najpierw z Urzędu Pracy, a później przez dyrektora, czyli przeze mnie, a nie z polecenia kogokolwiek. Tutaj nie ma żadnych układów. To nie jest istotne, kto jest czyją siostrą, babką, czy jeszcze kimś innym. Ta pani, która została przeze mnie zatrudniona, posiada wyższe wykształcenie, jest po studiach prawniczych, a pani Izabela Nowicka po technikum gastronomicznym. Tutaj decydują kompetencje - mówi Wojciech Kiciński.
JEDEN DZIEŃ, UPOMNIENIE I TRZY NAGANY
Dyrektor szkoły podkreśla, że Izabela Nowicka nie została zwolniona, a rozwiązana została z nią umowa o pracę za porozumieniem stron.
Mówi Izabela Nowicka: - Przez poprzednie miesiące - jak już mówiłam - byłam poddawana presji psychicznej. Dyrektor wszystkiego się czepiał. 4 marca otrzymałam bez wcześniejszego zwracania mi uwagi upomnienie i trzy nagany. Wszystko jednego dnia. W efekcie trafiłam do lekarza. Byłam na zwolnieniu. Złożyłam wizyty u lekarzy, w tym w poradni psychologicznej. Później pan dyrektor kazał mi jeszcze wykorzystać 4 dni zaległego urlopu. W czwartek 31 marca około 14:00 dyrektor pojawił się w szkole, a po kilkudziesięciu minutach, około pół godziny przed końcem pracy sekretariatu, przyszedł do swego gabinetu. Następnie rozmawiał u siebie w gabinecie z tą nową panią zatrudnioną w styczniu, a później przed samym końcem pracy wezwał mnie do gabinetu. Powiedział mi, żebym usiadła i zarzucił, że poszłam sobie najpierw na zwolnienie, potem na urlop i zostawiłam tę nową panią samą w pracy. Dyrektor powiedział, że nie nadaję się do pracy na tym stanowisku, że ze mnie śmieją się nauczyciele i urzędnicy ratusza, że nie taką czcionka piszę pisma, że jestem niekompetentna i do niczego i powinnam stać przy garach. Odpowiedziałam wzburzona, że pan dyrektor wyraźnie do czegoś dąży i chce mi coś powiedzieć, ale nie wie jak. Wtedy wyciągnął wcześniej przygotowane pismo. Było to rozwiązanie mojej umowy o pracę za porozumieniem stron ze skutkiem natychmiastowym. Nie chciałam podpisać. Byłam zszokowana. Dyrektor naciskał, dawał do zrozumienia, żebym to podpisała, bo i tak zostanę zgnębiona. Ja chciałam, żeby dał mi czas na zastanowienie, ale on nadal wywierał presję. Dlatego podpisałam, ale teraz tego żałuję.
NAJPIERW ZWALNIAĆ CZY ZATRUDNIAĆ
Maria Olszewska, która wcześniej zatrudniła Izabelę Nowicką, uważa, że kolejność powinna być inna. Skoro dyrektor jest niezadowolony z pracownika, to najpierw go zwalnia, a później zatrudnia nowego, a nie zatrudnia nowego, by się miał rzekomo przyuczać przy dotychczasowym, ocenionym później jako niekompetentny. Jest mocno zdziwiona, że zatrudniona przez nią 5 lat wcześniej Izabela Nowicka otrzymała nagle trzy nagany i jedno upomnienie od swego przełożonego jednego dnia.
Upomnienie dotyczyło niewywiązywania się z czynności służbowych, polegające na sporządzeniu dokumentacji z błędną datą. Następne tego dnia dwie nagany dotyczyły otwarcia dwóch korespondencji adresowanych imiennie do dyrektora Wojciecha Kicińskiego. Ostatnia kara nagany dotyczyła zaniedbania dostarczenia w terminie do końca lutego pracownikom szkoły informacji skarbowej PIT 11 do rozliczeń podatkowych.
- To nie jest normalne, że ta pani otwierała adresowaną do mnie korespondencję. To jest złamanie prawa i dobrych obyczajów. Czy pan pozwoliłby sobie, żeby ktoś w domu otwierał pańską korespondencję? - pyta Wojciech Kiciński. Izabela Nowicka mówi, że cały czas tak robiła. Otwierała korespondencję i przybijała datę wpływu, po czym przekazywała dyrektorowi. Ten uważa, że to tym bardziej niedobrze, że tak robiła wcześniej. To zdaniem dyrektora nie do przyjęcia, że mogła czytać jego korespondencję. - Są określone procedury. Jest instrukcja kancelaryjna o potwierdzeniu i datowaniu wpływu korespondencji przez sekretariat. Ta koperta powinna pozostawać zamknięta, a wpływ potwierdzany na zamkniętej kopercie - mówi Wojciech Kiciński.
Zapytaliśmy dyrektora, dlaczego zatem nie zwracał uwagi na sposób datowania korespondencji swojej pracownicy, czy też szerzej - pracowniczkom, wcześniej: - Oczywiście, że ustne napomnienia, zwracanie uwagi w sprawie tej korespondencji, ale także innych popełnianych błędów czyniłem wcześniej. Nie jest tak, że pisemne nagany, czy upomnienie wzięły się z niczego.
NASTĘPNA W KOLEJCE DO WYELIMINOWANIA
- Ja również - opowiada Alicja Knapik - jak Izabela Nowicka, jestem poddawana presji psychicznej. Myślę, że można to określić mianem mobbingu. Tylko, że ja jestem bardziej odporna niż Izabela Nowicka. Poza tym ona miała we mnie oparcie, jako osoba młoda, ale mogę powiedzieć, że zawsze chwytająca wszystko w mig. Po prostu ucząca się. Ja nie mam nic do stracenia, choć czuję, że jestem następna w kolejce do wyeliminowania. Pracuję 35 lat, w tym 27 w oświacie, a 25 lat, od początku jej istnienia, w „dwójce”. Pracowałam tutaj przed obecnym dyrektorem z pięcioma innymi szefami. Zawsze współpraca układała się fantastycznie. Tymczasem teraz tak nie jest. Pracownicy czują się zalęknieni, obawiają się zwolnienia. Pan dyrektor zaś opowiada, co się dzieje w biurze np. konserwatorowi. Pracownicy nie będą nic panu mówili, ponieważ się boją. Wielu jednak pracowników zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę szkoła funkcjonuje dzięki wicedyrektorom, którzy dbają o wszystkie bieżące sprawy. Ja zapewniam, że jeśli sprawa Izabeli Nowickiej trafi przed Sąd Pracy, to ja będę zeznawała w tej sprawie. Dla mnie to, co się tutaj działo w związku z Izabelą Nowicką i w związku ze mną oraz innymi pracownikami, nosi znamiona mobbingu. Wcześniej w sekretariacie mówiłyśmy sobie z Izabelą Nowicką, że niedługo, w 2012 r. będzie konkurs na dyrektora szkoły i jest szansa, że wybrany zostanie ktoś inny dyrektorem. Ktoś, z kim będzie można pracować w normalnej, sprzyjającej pracy atmosferze - opowiada Alicja Knapik. Przypomina ona, że kilka razy pomagała, w tym raz z innymi osobami, Izabeli Nowickiej, gdy ta, będąc poddawana nękaniu ze strony dyrektora i nowej pani w sekretariacie, źle się czuła fizycznie i psychicznie i zasłabła.
- Ostatnio, przed samą przerwą wielkanocną, ta nowa pani wzięła urlop jednodniowy i nie było nikogo w sekretariacie, bo Izabela Nowicka już nie pracowała. Zatem w tej sytuacji wydaje mi się, że pan dyrektor chyba powinien mi polecić zająć się sekretariatem jako sekretarzowi. Tymczasem on sprowadził do sekretariatu konserwatora, który zajmował się odbieraniem telefonów i miał wgląd w dokumentację - mówi oburzona Alicja Knapik.
KAWKA, HERBATKA, LABA NA CAŁEGO
- Odnosząc się do zakazu używania telefonów komórkowych - mówi dyrektor - wielokrotnie zarówno pani Alicja, jak i pani Iza odbierały prywatne telefony w czasie pracy i nie tak, jak pani stara się wybielić, że ona nigdy telefonu nie odbierała prywatnego. Praktycznie „wisiały na tych telefonach”. Poza tym można zapytać innych nauczycieli, jak prosperował sekretariat, ile musieli się naczekać, żeby jedna pani czy druga ich obsłużyła, ile razy pogubiły jakieś dokumenty, faks, czy korespondencję... Natomiast czas na spijanie kawki, herbatki to miały na bieżąco, czy też przyjmowanie gości na pogaduchy. Praktycznie, jak dyrektor był na szkoleniu czy delegacji, to wtedy laba na całego. W sekretariacie szkoły wystarczy jedna osoba - osoba kompetentna i w tej chwili jest jedna - sekretarka. Nie ma czasu na plotki i nicnierobienie przez cały dzień - mówi dyrektor
Podsumowując, Wojciech Kiciński zwraca uwagę, że to dyrektor odpowiada za wszystko w szkole, to dyrektor musi wziąć na siebie błędy pracownika i tłumaczyć się z tych błędów przed burmistrzem, Radą Miejską, czy Urzędem Skarbowym. To dyrektor jest odpowiedzialny za prowadzenie jednostki i dlatego musi mieć zaufanie do najbliższych współpracowników, nie może być tak, że dyrektor za pracownika musi sporządzać pisma administracyjne, sprawdzać e-maile, pilnować terminów czy na każdym kroku poprawiać niedociągnięcia administracji szkoły.
POWTARZAJĄCE SIĘ POTKNIĘCIA A GRANICE GMINY
Izabela Nowicka wysłała w sprawie wcześniejszych nagan i upomnienia pismo z odwołaniem do dyrektora od jego decyzji z wiadomością do przewodniczącej Rady Miejskiej i burmistrza. Dyrektor podtrzymał swe decyzje. Odpowiedzi od burmistrza nie było, zaś komisja kultury i oświaty w Radzie Miejskiej Barcina zaprosiła Izabelę Nowicką na swe posiedzenie. Ta przybyła wraz ze swą mamą i opowiedziała to, co przeżywała w pracy w szkole w ostatnich miesiącach. Przewodnicząca komisji oświaty i kultury Elżbieta Pałka powiedziała, że komisja poinformowała Izabelę Nowicką, iż jest sprawą dyrektora placówki, kogo zatrudnia, a kogo zwalnia. - Rozmawiałam z dyrektorem Kicińskim i powiedział mi, że dotąd tolerował potknięcia w wykonywaniu czynności służbowych przez panią Nowicką, ale potknięcia się powtarzały. Zaprzeczył, że zatrudnił nową osobę, akurat krewną zastępcy skarbnika gminy z powodu nacisków z Urzędu Miejskiego. Jako komisja przekazaliśmy Izabeli Nowickiej, że po prostu powinna skierować swe kroki do Państwowej Inspekcji Pracy lub do Sądu Pracy. Również jako komisja wyraziliśmy zdanie, że lepiej zatrudniać w jednostkach organizacyjnych osoby zamieszkałe w naszej gminie - powiedziała Elżbieta Pałka. Wyjaśnijmy, że osoba piastująca teraz stanowisko, które wcześniej zajmowała Izabela Nowicka z Barcina, mieszka poza gminą Barcin, a konkretnie w Żninie. Sam dyrektor Wojciech Kiciński też zresztą mieszka nie w Barcinie, a w Bydgoszczy.
Wojciech Kiciński mówi: - Nie można dyskryminować pracownika, czy też starającego się o angaż z powodu miejsca zamieszkania. Wielu barcinian też pracuje poza swoją gminą. Liczą się tylko kompetencje i tak też było w przypadku zatrudnienia nowej sekretarki. Co do zarzutów pani Nowickiej, to nie mówiłem jej, że jest głupia, nie poddawałem jej mobbingowi i nie przystawiałem pistoletu do głowy, zmuszając jakoby, jak twierdzi, do złożenia podpisu pod rozwiązaniem umowy za obopólną zgodą. I jeśli ta pani oskarża mnie, zarzuca mi pewne rzeczy, których nie było, to uważam, że jest inspirowana przez inne osoby. Można się tylko domyślać, przez kogo. Ja również, będąc oskarżany o pewne rzeczy, mogę skierować sprawę przeciwko tej pani do sądu - kończy dyrektor Wojciech Kiciński.
INSPEKCJA PRACY, SĄD PRACY
Izabela Nowicka po zdaniu relacji na komisji oświaty i kultury zastosowała się do przekazanych jej wskazówek. Pojechała do PIP w Bydgoszczy. Tam odpowiedziano jej, że kontrola inspektorów PIP w szkole pod kątem sprawdzenia czy mają, bądź miały tam miejsce działania o charakterze mobbingu jest możliwa. Tyle tylko, że inspektorzy skontrolować to mogą, według przepisów, wyłącznie za zgodą dyrektora szkoły. Na to Izabela Nowicka załamała tylko ręce, gdyż nie ma nadziei, że dyrektor szkoły zgodzi się na kontrolowanie samego siebie. Dlatego skierowała swe kroki do prawnika i zleciła mu tuż przed weekendem majowym, aby przygotował pozew do Sądu Pracy o zadośćuczynienie za straty poniesione przez nią wskutek działań o charakterze mobbingu, których padła ofiarą podczas w pracy w szkole.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1003 (18/2011)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze