Reklama

Zmienią mu klasę, ale szkoły nie

Dyrektor „jedynki” Jacek Pietraszko, pedagog szkolny Anna Brzoza i zastępca dyrektora Małgorzata Kubanek podjęli wspólną decyzję o przeniesieniu jednego z uczniów do równoległej klasy z uwagi na bezpieczeństwo skłóconych z sobą chłopców

      fot. Karol Gapiński

Żnin, uczeń, klasa, zmiana, konflikt, koledzy, Zespół Publicznych Szkół nr 1
      Zmienią mu klasę, ale szkoły nie
      Od dłuższego czasu dwaj koledzy z klasy w żnińskiej jedynce są z sobą skonfliktowani. Dochodziło między nimi do przepychanek i bójek. Mama i babcia jednego z chłopców stoją na stanowisku, że jest on w tym konflikcie ofiarą i grozi mu niebezpieczeństwo. Ratunkiem miało być przeniesienie chłopca do innej szkoły. Zapadła decyzja o jego przenosinach, ale tylko do równoległej klasy w tej samej Szkole Podstawowej nr 1 w Żninie.

      Mama oraz babcia jednego z uczniów klas nauczania zintegrowanego w Zespole Publicznych Szkół nr 1 w Żninie były zaniepokojone sytuacją w gronie rówieśniczym na podwórku i w szkole. Jeszcze w zeszłym roku chłopiec popadł w konflikt z jednym ze swoich kolegów. Tak się składa, że obydwaj chłopcy mieszkają w sąsiedztwie na starym mieście w Żninie i uczą się w tej samej klasie w ZSP nr 1.
      Blisko rok temu, jak opowiada babcia jednego z chłopców (na potrzeby artykułu określmy go inicjałem A.), doszło do sytuacji, w której jej wnuczek został zmuszony przez rówieśnika - sąsiada (na potrzeby artykułu określmy go inicjałem B.) do upokarzających go czynności. W efekcie sprawa została nawet wówczas zgłoszona na policję. W późniejszych miesiącach sytuacja jednak nie poprawiła się . Jak opowiada babcia A., chłopiec był często bity przez B. i jego kolegów, a także obrażano jego rodzinę, na co A. też reagował agresją. - Ja wiem, że mój wnuk nie jest święty i też ma swoje za uszami, ale jeśli on wracał ze szkoły i z podwórka niemal mdlejąc z bólu, to coś jest nie tak. Był bity także w części intymne ciała przez swego adwersarza. Gdy powtarzałyśmy mojemu wnukowi - mieszkamy z jego mamą, a moją córką w jednym gospodarstwie domowym - że ma bawić się z kimś innym, a nie z kolegami z naszego podwórka, to on znalazł sobie kolegę, który mieszka na innej ulicy i bawili się wspólnie. Bardzo szybko B. oraz jego koledzy zaczęli chodzić za moim wnukiem i jego nowym kolegą i tego ostatniego z kolei nastawiać przeciwko mojemu wnukowi - opowiada babcia chłopca. Mama chłopca dodaje, że jakkolwiek stara się mu tłumaczyć, aby się nie bawił z kolegami, z którymi ma konflikt, to jednak trudno nakazywać dziecku, żeby cały czas siedziało w domu. Ono chce spędzać czas na świeżym powietrzu. Zresztą do konfliktów dochodzi nie tylko na podwórku, ale i - według obu pań - w szkole oraz w drodze ze szkoły. Babcia chłopca dodaje, że A. popada coraz bardziej w depresję. - Ostatnio wnuczek nawet chwycił w domu za nóż i wygłaszał groźby, że on nie chce żyć - to nie jest zdrowa sytuacja, my się o niego coraz bardziej boimy. W ostatnich dniach złe, agresywne zachowania ze strony tamtego chłopca i jego kolegów jeszcze się nasiliły i mój wnuk czuje się coraz gorzej - opowiada kobieta.
      W zeszłym tygodniu panie udały się do Szkoły Podstawowej nr 2 w Żninie, gdzie zapytywały o możliwość przeniesienia A. od nowego roku szkolnego do dwójki. Dowiedziały się jednak, że nie będzie to możliwe z uwagi na to, że wszystkie miejsca w klasach w tym roczniku, z którego jest A., są już obsadzone. A. nie jest mieszkańcem obwodu szkolnego obsługiwanego przez dwójkę. Pierwszeństwo w naborze mają uczniowie z obwodu, który szkoła obsługuje.
      Matka A. zamierza ponownie pójść na policję, bo boi się o bezpieczeństwo syna. O to, jak wygląda sytuacja i czy szkoła ma jakiś pomysł na rozwiązanie problemu, zapytaliśmy dyrektora jedynki Jacka Pietraszkę. Przyznał on, że nie ma w tej chwili możliwości przeniesienia A. do dwójki. Już wcześniej po konsultacjach z panią pedagog szkolną Anną Brzozą podjęto decyzję o skierowaniu A. do Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Żninie, aby skonsultować go ze specjalistami. Pani pedagog, pan dyrektor, a także jego zastępczyni Małgorzata Kubanek przyznają zgodnie, że problem nie jest tak jednoznaczny, że oto B. dręczy A., zaś ten nie potrafi się bronić. Pedagodzy z jedynki uważają, że często to właśnie A. prowokuje sytuacje konfliktowe. - Ot, choćby jakiś czas temu B. stanął w obronie jednej z dziewczynek, wobec której       A. zachowywał się nieładnie. W efekcie A. zerwał B. telefon, który ten nosił na rzemyku i zniszczył mu ten aparat. Poza tym w jednej sytuacji publicznie, na forum klasy, A. obraził i upokorzył B. szykanując jego rodzinę. To było bardzo niewłaściwe. Jednak tak naprawdę obydwaj chłopcy nie są złymi dziećmi i naszym zdaniem problem wytworzyli w dużej mierze rodzice. Oni generują złe emocje w dzieciach, opowiadając im na gruncie domowym rzeczy, których nie powinni lub rozmawiają o takich rzeczach między sobą, nie zważając na to, że dzieci tego słuchają i to chłoną - stwierdziła Anna Brzoza.
      Małgorzata Kubanek potwierdziła, że jest to sytuacja trochę jak z filmu Rzeź w reżyserii Romana Polańskiego, a emocje dorosłych przenoszą się na dzieci. Dyrektor Jacek Pietraszko dodał, że żadne dziecko z natury nie jest złe, ale jest też delikatną, dopiero kształtującą swą osobowość jednostką, czego dorośli muszą mieć świadomość. Ponadto dyrekcja jedynki stoi na stanowisku, że rodzice, a na dodatek nawet babcia jednego z chłopców, nie powinni dyscyplinować innych dzieci w grupie rówieśniczej w szkole. A tak się niestety zdarza, bo nadopiekuńcze panie czasami przychodzą do szkoły i napominają kolegów swego wnuka czy też dziecka.
      Dyrekcja uważa, że opiekę nad dziećmi w czasie zajęć i w przerwach sprawuje szkoła, a ingerowanie w to przez rodzinę i opiekunów któregoś z dzieci podważa autorytet placówki i wychowawców.
      We wtorek przed południem dyrektor, wicedyrektor i pedagog szkolny wspólnie wypracowali decyzję w tej sprawie. Przyznali, że konflikt między A. i B. jest, choć w rzeczywistości nie ma w tym jednoznacznej winy któregokolwiek z nich.
      A. zostanie od nowego roku szkolnego przeniesiony do równoległej klasy, w której będzie się uczył z dziećmi dojeżdżającymi do szkoły z miejscowości ościennych, więc nie będą to rówieśnicy, z którymi przebywa na co dzień, poza czasem spędzanym w szkole.
      Matka tego chłopca, gdy dowiedziała się o tej decyzji, wyraziła satysfakcję z tego, że sprawą wreszcie szkoła się poważnie zajęła i próbuje reagować. Matka ma nadzieję, że sytuacja zostanie uspokojona, choć z drugiej strony kobieta obawia się o najbliższe miesiące, bo przecież dzieci będą zapewne spędzały wakacje przeważnie w mieście i zetkną się ze sobą niejednokrotnie.

Karol Gapiński
Pałuki nr 1114 (25/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości