Dla wielu osób ta informacja może być sporym zaskoczeniem. Najbardziej zasłużony, pałucki ratownik wodny, twórca WOPR-u w Żninie, wciąż aktywny ratownik wygląda wprawdzie na lat 60, ale wkrótce skończy ich już 85. Z nich większość spędził nad wodą i na wodzie. Jest ratownikiem wodnym, ale w rzeczywistości na jego pomoc można liczyć wszędzie i niezależnie od rodzaju tej pomocy. To po prostu niezwykle empatyczny i oddany społeczeństwu człowiek. Co najważniejsze, wcale nie zamierza kończyć ze służbą na naszych jeziorach.
Wybitny mieszkaniec Żnina, postać absolutnie wyjątkowa dla bezpieczeństwa życia lokalnej społeczności i żywa historia tego miasta. Legendarny ratownik, założyciel Pałuckiego WOPR, w przeszłości prezes tego stowarzyszenia, a obecnie jego prezes honorowy - Zygmunt Nyka. Jest w zasadzie postacią wyjątkową nie tylko dla Pałuk, ale w skali całego kraju. Na świat przyszedł w domu rodzinnym, który mieścił się przy ul. Podmurnej. Było to 16 kwietnia 1941 r., więc za niespełna miesiąc będzie obchodził 85. urodziny.
Był więc dzieckiem, które pierwsze lata żyło w warunkach niemieckiej okupacji. Jego rodzice Jadwiga i Franciszek wychowywali także młodszą od Zygmunta o 2 lata córkę Mirosławę. Ojciec był malarzem. Dzisiaj niestety siostra Zygmunta już nie żyje, on sam jednak jest w doskonałej formie, w której utrzymuje go pasja, zdrowy tryb życia, kontakt z ludźmi, codzienne spacery z domu przy ul. Staszica, gdzie mieszka obecnie do Centrum Sportów Wodnych nad Jeziorem Czaplem i... suplementacja diety potasem i magnezem. Nie ma praktycznie dnia w ciągu roku, by Zygmunt Nyka nie przyszedł na ratowniczą służbę, a pełni ją od rana, do wieczora. Z przerwą na obiad w stołówce Szkoły Podstawowej nr 1 w Żninie, której jest nie tylko absolwentem, ale również byłym pracownikiem, do czego wrócimy za moment.
Jak mówi, napędza go ta pasja, nie robi tego dla szpanu, czy dla chwały. Wiadomo, że wyróżnienia, a było ich wiele, zawsze cieszą, ale on po prostu kocha tę służbę, lubi ludzi i czerpie radość zctego, że może czuwać nad ich bezpieczeństwem.
- Gdy byłem dzieciakiem, to standardowa nauka pływania wyglądała tak, że starsi koledzy wrzucali młodego do wody i miał sobie radzić. Oni oczywiście asekurowali początkującego pływaka, pokazywali mu ruchy, ale to na tyle. Żadnych szkółek i lekcji oczywiście nie było. O basenie nikt nie myślał, a wielu nawet o istnieniu takich obiektów pojęcia nie miało. Pamiętam, że ta nauka polegała również na tym, że wchodziliśmy na trzecim nordzie do wody, wyposażeni w splecioną z łabuzi, jak się mówiło w gwarze na tatarak, taką pływającą poduszeczkę. Na tym płynęło się machając najpierw tylko nogami, później dokładając ruchy rąk kilkaset metrów do pomostu. Jezioro miało wtedy większą powierzchnię. Tam, gdzie dzisiaj jest promenada, sięgała spokojnie woda - opowiada Zygmunt Nyka.
Nad jeziorem funkcjonowały wówczas tzw. łazienki. Były drewniane przebieralnie dla kobiet i mężczyzn, funkcjonowała też kawiarenka. Później dopiero wybudowany został budynek funkcjonujący w kolejnych latach także jako siedziba ratowników, a kilka lat temu zastąpiony przez nowoczesne Centrum Sportów Wodnych.
Wróćmy jednak do przeszłości. Mały Zygmunt podjął naukę najpierw w Szkole Podstawowej nr 1, a później, kierując się swą miłością do wody i jezior, wyjechał do Sierakowa, do funkcjonującej tam szkoły rybackiej z internatem. Co ciekawe, po Zygmuncie Nyce uczniami tejże szkoły byli Leszek Jakubowski, późniejszy burmistrz Żnina, czy Henryk Sobolewski, który z gospodarką rybacką związał całe swoje życie zawodowe, w tym naukowe. Kierował przez kilkadziesiąt lat tą dziedziną gospodarki na Pałukach jako szef Gospodarstwa Rybackiego w Łysininie.
Po szkole przyszedł czas na obowiązkową, zasadniczą służbę wojskową. Po powrocie z wojska Zygmunt Nyka pracował w Wojewódzkim Zarządzie Gminnych Spółdzielni, gdzie był magazynierem. Etat miał w żnińskiej spółdzielni. Były lata sześćdziesiąte ub.w. Wkrótce został jednak palaczem w SP 1 w Żninie i tam pracował najdłużej.
Praca zawodowa nie przeszkadzała mu w oddawaniu się największej pasji. Najpierw zgłosił się na kurs ratownika wodnego w Bydgoszczy. Na zajęcia dla kursantów jeździł na basen Astorii, a także na otwarty akwen w podbydgoskich Chmielnikach. Po zdobyciu uprawnień ratowniczych obowiązkiem było uzyskanie jeszcze dwóch patentów. Dlatego Zygmunt Nyka z sukcesem przeszedł kursy na stermotorzystę oraz nurka. Te drugie uprawnienia później wykorzystywał rzadko, co najwyżej okazyjnie i tylko dla rekreacji. Tak też planuje jeszcze tej wiosny, w maju. Wybiera się z rodziną - o ile sytuacja polityczna nie przeszkodzi - do Egiptu. Jedną z atrakcji ma być nurkowanie.
Uzyskane przez Zygmunta Nykę patenty zainteresowały organizatorów zawodów motorowodnych w Żninie. Ratownik nie pamięta dokładnie, kiedy to było, ale według ustaleń Stefana Czarneckiego było to w 1979 r. Niektórzy historycy sportów motorowodnych wywodzą, że był to 1980 r. Stefan Czarnecki jednak twierdzi, że ta rozbieżność może wynikać z faktu, iż pierwsze zawody miały charakter tylko pokazowy, ale jednak odbyły się w 1979 r. Tak, czy inaczej, służbę ratowniczą pełnił wtedy Zygmunt Nyka. Czynił to - zresztą tak było w kilku kolejnych latach - na motorówce należącej do posterunku wodnego Milicji Obywatelskiej, który działał wtedy na Jeziorze Czaplem.
Tymczasem Zarząd Wojewódzki Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy, zdając sobie sprawę z tego, że na pałuckich jeziorach, w tym w Żninie coraz więcej osób oddaje się wypoczynkowi i rekreacji, zaproponował Zygmuntowi Nyce stworzenie pierwszej drużyny ratowniczej w stolicy Pałuk. Zainteresował się tym również ówczesny szef Ośrodka Sportu i Rekreacji, który mieścił się nad Jeziorem Czaplem, Andrzej Wiśniewski. Obydwaj panowie weszli więc w skład tej nowej drużyny, a dołączyli jeszcze Wojciech Wiśniewski, syn Andrzeja, Krzysztof Gaczkowski i Michał Sucharski. Zatem ta piątka, to historyczny, pierwszy skład pałuckiego zespołu ratowników WOPR, który zaczął działać od 1984 r. Zygmunt Nyka był oczywiście dowódcą tej drużyny. Jako wyposażenie dostali pierwszą łódź, wtedy tylko wiosłową.
Przez kolejne dziesięciolecia baza lokalowa i sprzętowa WOPR oczywiście znacznie się polepszyła. Zygmunt Nyka był nie tylko świadkiem, ale najczęściej również inspiratorem lub współinspiratorem tych zmian. Rosła też liczebność pałuckiego WOPR-u.
- Najwięcej chętnej młodzieży przychodziło do nas w latach dziewięćdziesiątych. To było spowodowane popularnością serialu telewizyjnego Słoneczny Patrol o ratownikach z plaży w Kalifornii. Trzeba jednak powiedzieć, że wielu z tych chłopaków przede wszystkim przychodziło myśląc, że to będzie wyglądało, jak w serialu, że oni będą chodzić po plaży, a ludzie będą ich podziwiali. No niestety, rzeczywistość jest inna, niż w telewizji. Zostają tylko ci, którzy naprawdę czują potrzebę tej służby - wspomina Zygmunt Nyka.
Przez kilkadziesiąt lat własnej służby Zygmunt Nyka uratował wiele ludzkich żyć. Nie tylko bezpośrednio, wyciągając tonących z wody, ale przede wszystkim prewencyjnie, zwracając uwagę na wszelkie nieregulaminowe zachowania plażowiczów, w porę zapobiegając niebezpiecznym sytuacjom.
W pamięci Zygmunta Nyki zachowało się kilka dramatycznych akcji ratunkowych, w których brał udział. Pewnego dnia, jeszcze w czasach świetności dzisiaj już nieistniejącego, starego molo (tworzyło ono zamknięty kwadrat, w którego środku była przestrzeń, którą można przyrównać do basenu. Tam plażowicze oddawali się wodnym uciechom. Jednak na samym pomoście też spacerowało sporo ludzi. Pewnego dnia Zygmunt Nyka dostrzegł, że pani spacerująca na tym pomoście z wózkiem dziecięcym, w pewnym momencie straciła nad nim kontrolę, a wózek z dzieckiem wpadł do wody. Zygmunt natychmiast rzucił się do niej i udało się to dziecko uratować. Ratownik pamięta, że pani była tak wdzięczna, że aż chciała mu w podzięce dawać swój zegarek.
Była też inna sytuacja z dwojgiem dzieci, które były pod opieką akurat swego taty - mama została na plaży, a oni wypożyczyli kajak i popłynęli na jezioro. Ojciec w pewnym momencie chciał sprawdzać wiosłem głębokość wody i wówczas kajak się przywrócił. Wszyscy wpadli do wody, wyciągnął ich Zygmunt Nyka.
Ratownik wspomina też sytuację we wspomnianym basenie otoczonym dawnym molo z dziewczyną, która też zaczęła w pewnym momencie tonąć. On ją wyciągnął z wody, ona zaś niedługo po tym zdarzeniu zapisała się do żnińskiego WOPR-u i była w nim nawet przez dłuższy czas.
Zygmunt Nyka jako ratownik pełnił również służbę na innych akwenach, nie tylko tych pałuckich, jak np. na plaży w Wenecji. Uczestniczył niegdyś np. w akcji wyciągania poćwiartowanych i owiniętych w foliowe torby zwłok ludzkich z Brdy w Bydgoszczy. Żniński ratownik pamięta, że on sam akurat wyciągał torbę z częścią przedramienia nieszczęsnej ofiary zbrodni.
W pracy ratownika akcje ratunkowe jednak to epizody, a służba polega na ciągłym trwaniu w gotowości, na kontrolowaniu tego, co się dzieje nad wodą i w wodzie. Zygmunt Nyka przez kilkadziesiąt lat był dla wielu Żninian również opiekunem na ich lekcjach pływania. To były wyjazdy uczniów szkolnych na kryte pływalnie do Inowrocławia, Bydgoszczy, Janikowa, czy Mogilna. Był również inspektorem czuwającym nad bezpieczeństwem plaż i sprzętów na bydgoski rejon działania WOPR-u a później na całe województwo kujawsko-pomorskie.
W ratowniczej służbie z Zygmuntem Nyką już w tym stuleciu był przez 12 lat jego wierny pies - ratownik z rasy nowofundland o imieniu Bosman. Później pies przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Dobrylewie. Kilka lat temu niestety już zdechł.
Archiwa Zygmunta Nyki wypełnione są zdjęciami z lat służby (wiele z nich ze wspomnianym Bosmanem), dokumentują sukcesy pałuckich ratowników i jego własne. Pełne są wycinków prasowych, legitymacji potwierdzających nadane wyróżnienia. Tych jest ogrom i trudno je wszystkie wymienić. Dość powiedzieć, że świętujący za niecały miesiąc swoje 85. urodziny legendarny ratownik posiada Złotą Odznakę Honorową od Polskiego Związku Motorowodnego i Narciarstwa Wodnego, którą otrzymał zresztą w zeszłym roku brązową, srebrną i złotą oraz złotą z liściem laurowym Odznakę za Zasługi dla WOPR-u. W 2005 r. w Warszawie odebrał z rąk ówczesnego prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego Srebrny Krzyż Zasługi. W 2022 r. otrzymał najwyższe, możliwe wyróżnienie dla ratowników, czyli Złotą Odznakę za Zasługi dla WOPR-u z Wieńcem Laurowym.
- Medale cieszą, ale najbardziej cieszy kontakt z ludźmi, poczucie bycia potrzebnym i przebywanie nad wodą - kończy naszą rozmowę Zygmunt Nyka.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze