Reklama

5 lat po wichurze. Wiatr zdmuchnął dach. Noc spędzili w garażu. Dwa miesiące spali w przyczepach kempingowych

- Szczęście, i dałam za to na mszę, że nikomu z nas nic się nie stało. Jakby te stare drzwi nie wytrzymały tego naporu, bo to komin się zwalił, to by córkę z tym dzieckiem przygniotło. To był koszmar - tak noc z 11 na 12 sierpnia 2017 roku wspomina jedna z rodzin w Jabłowie Pałuckim. Potem przez dwa miesiące koczowali w przyczepie kempingowej. W tym czasie zniszczony dom został wyremontowany.

Dom w Jabłowie Pałuckim, w którym mieszka Maria Świtalska i Ewa Pawełczak z rodzinami, ma ponad sto lat. To solidna poniemiecka konstrukcja. Wytrzymała dwie wojny światowe. Nawałnicy z 11 sierpnia 2017 roku już nie. Tak, jak inne domy w gminie Łabiszyn. Na tym terenie najbardziej ucierpiał park przy Pałacu Lubostroń, ale żywioł dotknął też mieszkańców gminy. Na łamach Pałuk w sierpniu 2017 roku pisaliśmy o Ewie Pawełczak, która wraz z rodziną straciła - i to dosłownie - dach nad głową. Dzisiaj znowu ją odwiedziliśmy. Wraz z siostrą Marią Świtalską opowiedziały o tej feralnej nocy i o odbudowie dachu. 

Domownicy wiedzieli, że zbliża się burza. Było widać zbliżającą się chmurę. Ewa Pawełczak zapamiętała, że chmura była nienaturalnie ciemna, z czerwonym językiem pośrodku.

Reklama

- Z wnuczkiem pozamykaliśmy bramy i czekaliśmy na to, co się wydarzy. Nikt z nas nie pomyślał, że tak to będzie wyglądało. W pewnym momencie córka przyszła i powiedziała co dzieje się z brzozami przed naszym domem. Gięły się do ziemi. Z dzieckiem na ręku przeszła do korytarza i w pewnym momencie pojawił się tuman kurzu. Ale nic do mieszkania nie wpadło. Stare niemieckie drzwi wytrzymały. My uciekliśmy do altany. Jak błysnęło, to powiedziałam do siostry, że nasz dach leży w ogrodzie. Jak zadzwoniłam do straży pożarnej, to zapytali tylko czy komuś coś się stało, bo nie dojadą. 

Potem się okazało, że jedną część dachu wiatr zwinął jak gazetę, a drugą podniósł i przeniósł aż za sklep. Jedna ściana szczytowa wpadła do wewnątrz, drugą urwało z kominem. Pół komina zostało na ziemi. Sytuacja była o tyle dziwna, że w najbliższej okolicy ucierpiał tylko ten jeden dom. Domy innych mieszkańców uratowały drzewa, które przyjęły impet huraganu. 

Reklama

- Zięć trzy godziny jechał z Bydgoszczy, żeby zabrać córkę, a swoją żonę, z dziećmi do domu. Dotarł jakimiś bocznymi drogami. Witaliśmy się tak, jakbyśmy się lata nie widzieli. Jak odjechali przyszła kolejna burza. To już woda leciała wszędzie, bo dachu nie było. Całą noc przekoczowaliśmy w garażu - opowiadają mieszkańcy Jabłowa Pałuckiego. 

Mało kto spał. Po pierwsze z emocji, a po drugie komary strasznie gryzły. Wokół leżała masa drzew i gałęzi. To, co zapamiętały nasze rozmówczynie, to całkowita cisza po burzyLas stał niewzruszony i patrzył na stojących w ciemności domowników. Nie ucierpiał samochód, ale została uszkodzona psia buda. Rano trzeba było zabezpieczyć budynek przed deszczem i wiatrem. Zadanie wykonali strażacy w sobotę wieczorem. Potem uporządkować cały bałagan wokół domu, bo to co było na strychu wiatr porozrzucał niemal wszędzie.

Reklama

Nadzór budowlany zamknął budynek, a mieszkańcy po weekendzie musieli zacząć organizować sobie życie w nowych warunkach. W garażu stworzyli kuchnię, a zamieszkali w przyczepach kempingowych. Dzisiaj o tym okresie mieszkańcy Jabłowa Pałuckiego mówią już z dystansem, nawet z lekkim uśmiechem, że był to wymuszony kemping, ale jak zapytaliśmy jak było, to usłyszeliśmy jedno słowo - koszmar. Późne lato i wczesna jesień 2017 roku były deszczowe i chłodne, a rodzina musiała przetrwać ten czas w domkach, które do takich warunków klimatycznych nie były przystosowane. Poza domem znalazło się 5 osób. 

- 15 sierpnia przeprowadziliśmy się do kampingów i byliśmy tam dwa różne miesiące. Do domu wróciliśmy 15 października - mówią mieszkanki Jabłowa Pałuckiego. - Mieszkało się trudno, bo domki były dziurawe, zimno, wiało, kołysało podczas burz i wiatrów. 

Reklama

Mimo niedogodności mieszkańcy nie chcieli skorzystać z oferty zamieszkania w świetlicy wiejskiej. Chcieli mieć dom i ekipę budowlana na oku. - Jak już było widać postęp prac, to też inaczej się czuliśmy - dodają.

Żeby zacząć odbudowę, trzeba było oszacować straty i wycenić koszt odbudowy. Potem należało przygotować dokumentację techniczną i znaleźć kogoś, kto podejmie się odbudowy. Łatwo nie było, bo po nawałnicy odbudowywali się niemal wszyscy. Na szczęście się udało. Remont domu objął m.in. odbudowę konstrukcji dachu i sam dach, podłogi, sufity (bo panele się podniosły). Cały czas pracowały suszarki, bo trzeba było pozbyć się wilgoci ze ścian. Prace wykonały dwie firmy: Ireneusza Żuchelkowskiego i Damiana Jarzębowskiego. Dawid Niespodziany blachę na dachu zakładał.

Reklama

 

Pięć lat temu, po nawałnicy, dom w Jabłowie Pałuckim wyglądał jak po bombardowaniu fot. Magdalena Kruszka

 

- Największe wsparcie otrzymaliśmy od pani wiceburmistrz Marleny Szafrańskiej. Razem z burmistrzem nas odwiedzali i pomagali. No i oczywiście wszyscy znajomi i sąsiedzi, a przede wszystkim rodzina. Bardzo dużą pomoc od nich wszystkich otrzymaliśmy. Prąd od sąsiada ze sklepu, a później z agregatu. Dom udało się odbudować dzięki środkom z ubezpieczenia i pomocy gminy jaką dostaliśmy i tego, co wtedy państwo dawało. Udało się, choć wiemy, że byli ludzie, którzy nie dostali. Część wyposażenia do domu trzeba było kupić, bo część ucierpiała podczas pierwszej feralnej nocy, a reszta podczas użytkowania w kampingach.

Reklama

W nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 roku na terenie gminy Łabiszyn ucierpiały również dwa domy w Jabłówku, a także park w zespole pałacowo-parkowym w Lubostroniu. Tego wieczoru burmistrz Łabiszyna Jacek Idzi Kaczmarek był w Jabłowie Pałuckim na otwarciu prywatnego domu i wyjechał stamtąd dopiero następnego dnia. W Urzędzie Miejskim spotkał się sztab kryzysowy, który zebrał informacje z całej gminy i podejmował decyzje gdzie w pierwszej kolejności skierować pomoc.

Zastępczyni burmistrza Łabiszyna Marlena Szafrańska potwierdziła, że rejonem gminy, który najbardziej został dotknięty żywiołem, było właśnie Jabłowo Pałuckie, Jabłówko i Lubostroń, ale były też poszkodowane pojedyncze posesje np. w Załachowie. W samym Jabłowie pięć dób nie było prądu. Na początku została zorganizowana pomoc, aby zabezpieczyć uszkodzone domostwa przed warunkami atmosferycznymi. Później powołano komisję, która weryfikowała w terenie wnioski dotyczące przyznania pomocy poszkodowanym. 

Reklama

- Szczęście, i dałam za to na mszę, że nikomu z nas nic się nie stało. Jakby te stare drzwi nie wytrzymały tego naporu, bo to komin się zwalił, to by córkę z tym dzieckiem przygniotło. To był koszmar. Wcześniej tego nie było, ale teraz jak idzie burza, to strach jest. Najgorsze było pierwsze lato po nawałnicy. Obawa jest. Może teraz mniejsza, ale jest - mówią Ewa Pawełczak i Maria Świtalska.

Remigiusz Konieczka, 10 VIII 2022

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/08/2024 13:42
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości