Reklama

50 lat temu - Jagiełło w Żninie

Wanda Dobaczewska (z lewej) i Czesława Księska fot. archiwum Dominika Księskiego

Wanda Dobaczewska, Czesława Księska, Żnin, widowisko plenerowe, rynek
     50 lat temu - Jagiełło w Żninie
     Wystawione w czerwcu 1963 roku widowisko plenerowe zintegrowało całe miasto. Aktorzy - ze szkoły zawodowej. Konie - z sąsiednich wiosek. Autorka - ze Szpitalnej. Pani reżyser - z Tysiąclecia. Król Jagiełło przemawiał zaś do stłoczonej na rynku publiczności, która odgrywała rolę średniowiecznych mieszkańców Żnina.

Fotografia powyżej przedstawia scenę z obchodów 700-lecia Żnina, jakie odbyły się przed pięćdziesięciu laty. fot. z archiwum Dominika Księskiego

Przemarsz ulicami Żnina fot. archiwum Dominika Księskiego

Król Władysław Jagiełło na żnińskim rynku z poselstwem  fot. archiwum Dominika Księskiego

     Na rynku tłoczy się gromada mieszczek i mieszczan. Ludzie są niespokojni, potrącając się nawzajem z przejęcia. Gwar rozmów niewyraźny, od czasu do czasu udaje się pochwycić pojedyncze słowa takie jak: Bydgoszcz!, Król!, Krzyżacy!, Biada nam, biada!. Po chwili z tłumu wynurzają się dwaj mieszczanie. Posuwają się naprzód. Nadsłuchują. Tak zaczyna się scenariusz widowiska plenerowego Jagiełło w Żninie napisanego na okoliczność 700-lecia Żnina przez Wandę Dobaczewską. Spektakl, który został wystawiony w 1963 roku na ulicach Żnina i żnińskim roku z okazji 700-lecia miasta wyreżyserowała Czesława Księska. Opowiada on o nastrojach panujących w Żninie w 1409 roku. Wówczas żninianie obawiali się najazdu Krzyżaków. Przybyły do Żnina król Władysław Jagiełło rozważa z posłami czy podjąć dalszą walkę za Zakonem Krzyżackim, czy zawrzeć rozejm.
     Jagiełło w nagłym porywie posuwa się na skraj schodów i zwraca się do ludu: A cóż dobrzy ludzie? Jak wam się zda? Wojować dalej, czy dać rozejm do wiosny?
Żninianie dzielą się na dwa obozy. Starsi mężczyźni i kobiety chcą rozejmu, a młodzi wojny.
     - Uczyń rozejm miłościwy królu. Zważ na dzieci nasze. Kto wie jak się szczęście wojenne obróci? Co się z nami stanie, gdy w mroźną zimę wróg spala nam dachy nad głowami? Ulituj się królu panie! - prosili mieszczanie i mieszczki.
     - Nie czekać! Na Pomorze! Wojna! Wojna! - krzyczeli młodzi.
     Ostatecznie Sędziwuj z Ostroroga obwieścił, że król miłościwy przyjął propozycję rozejmu, na co zgromadzony na żnińskim rynku tłum zaczął wiwatować. Radosne okrzyki zagłuszyły biadolenie oburzonych. Spektakl kończą pieśni i tańce, którym król ze swym orszakiem przyglądał się z ganku.
     Z historii wiemy, że działania wojenne rozpoczęły się wiosną 1410 roku, a 15 lipca 1410 roku rozegrała się pod Grunwaldem jedna z największych bitew ówczesnej Europy, która znacznie osłabiła potęgę zakonu.
     Widowisko było gigantycznym przedsięwzięciem. Uznano je za najważniejsze wydarzenie stulecia. Przy jego organizacji nie uniknięto jednak problemów. W opublikowanym w 2001 r. w Pałukach wywiadzie Dominika Księskiego ze Zbigniewem Skorwiderem, ówczesny przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej wspominał: - Największym problemem było wystawienie widowiska plenerowego „Jagiełło w Żninie”, reżyserowanego i wystawionego przez pana babcię Czesławę Księską według scenariusza Wandy Dobaczewskiej. W opracowaniu przewidziano 40 do 60 koni. Najbliższe PGR-y miały kilka, reszta to traktory. Docieramy więc do rolników indywidualnych. Konie są, ale nie ujeżdżone, brak siodeł, no i dowóz na próby, dlatego próby odbywały się w miejscach, gdzie można było zgromadzić większą ilość koni. Rekwizyty i stroje otrzymaliśmy z teatrów poznańskich i bydgoskich. Trzy duże samochody ciężarowe. Na prośbę pani reżyser prosiliśmy o pomoc odnośnie scenografii. Przyjechała pani scenograf, zdaje się z Torunia, i jako zadanie numer jeden poleciła wymienić na placu Wolności trylinkę na średniowieczny bruk. To już chyba przesada - mówię. Podziękowaliśmy grzecznie dyrekcji teatru za pomoc i już pana babcia sobie ze wszystkim poradziła. A widowisko było wielkie i wspaniałe. Mimo wielu trudności poprzedzających obchody, takich m.in. jak zima stulecia i huragan, imprezy jubileuszowe były ze wszech miar udane.

Reklama

Poselstwo czeskie do króla Władysława Jagiełły fot. archiwum Dominika Księskiego

     Andrzej Horka, który brał udział w przedstawieniu wspomina, że było to bardzo poważne przedsięwzięcie jak na owe czasy.
     - Ja jechałem na koniu. Miałem wtedy 15 lat. Chodziłem do szkoły zawodowej. Nie trzeba było mnie specjalnie zachęcać, by wziąć udział w tym widowisku. Pamiętam jak jechaliśmy końmi po ulicy. Konie były z PGR Cerekwica lub z Uścikowa. To było bardzo duże przedsięwzięcie. Organizacyjnie było bardzo trudne. Tych koni było bardzo dużo. Koń, którym jechałem stawał dęba i wchodził na drugiego konia. Wjechaliśmy na rynek. To był bardzo piękny, wielki orszak. Mieszkańców było co niemiara - wspomina Andrzej Horka.
     Marian Leśniewski brał udział w inscenizacji jako herold. Jechał na koniu przed orszakiem królewskim i trąbił oznajmiając przyjazd króla.

Reklama

Andrzej Horka po 50 latach jest bardzo dumny, że uczestniczył w historycznym przedsięwzięciu z okazji 700-lecia nadania Żninowi praw miejskich. Pół wieku temu jako nastolatek miał satysfakcję przede wszystkim z tego, że mógł jechać na koniu. fot. Arkadiusz Majszak

     - Miałem wtedy 13-14 lat. Byłem jeszcze jako uczeń szkoły podstawowej smarkacz. Całe przedstawienie reżyserowała Czesława Księska i potrzebowała człowieka, który by wystąpił jako herold jadący przed orszakiem i trąbił, a po zakończeniu przedstawienia zagrałby hejnał Żnina. Dotarła do mnie przez mojego ojca. Ojciec nauczył mnie hejnału Żnina, który zagrałem na koniec przedstawienia - wspomina Marian Leśniewski.

Reklama

     Pierwsze próby odbywały się w Żnińskim Domu Kultury. Późniejsze próby plenerowe przeniesiono na teren ówczesnej szkoły zawodowej. Obecnie mieści się tam Zespół Szkół Specjalnych. W próbach na terenie szkoły zawodowej brały udział konie.
     Marian Leśniewski przypomina sobie, że w przedstawieniu brało udział około 30 osób. Po blisko dwóch miesiącach prób w plenerze, już podczas samych uroczystości 700-lecia Żnina orszak królewski, na czele którego jechał herold Marian Leśniewski wyruszył sprzed szkoły zawodowej. Pogoda była bardzo ładna.
     - Jechaliśmy na koniach spod szkoły zawodowej. Widowisko było skupione wokół szkoły zawodowej, ponieważ jej dyrektorem był pan Księski, a pani Czesława Księska uczyła w szkole języka polskiego. Trochę ludzi zgromadziło się na ulicach podczas naszego przemarszu, niemniej najwięcej mieszkańców oglądających inscenizację było na rynku. Koni biorących udział w przedstawieniu mogło być kilkanaście. Wcześniej takiej ilości koni w jednym miejscu nie widziałem. Właścicielem tych koni to był Siadak, tylko nie wiem skąd. Na koniach jechało kilka osób: król z królową, kilku rycerzy i ci co trąbili. Stroje były wypożyczone najprawdopodobniej z teatru bydgoskiego. Tydzień przed inscenizacją je przywieziono. Były to profesjonalne stroje teatralne. Ja miałem na sobie strój pazia. Z tego co pamiętam był bardzo efektowny - opowiada Marian Leśniewski.
     Dodaje, że podobne widowisko plenerowe łatwiej byłoby zorganizować w dzisiejszych czasach. Odtwórca roli królewskiego herolda wyjaśnia, iż dziś dostęp do wszystkiego jest znacznie łatwiejszy niż pół wieku temu. Zaznacza, że organizatorzy widowiska plenerowego Jagiełło w Żninie przeskoczyli wiele rzeczy, które były wówczas nie do przeskoczenia. Uporali się z wieloma problemami. Wielką sprawą dla niego było wypożyczenie strojów z teatru.
     - Samo przywiezienie strojów, to był wtedy duży problem. Pamiętam, że były problemy z transportem strojów do Żnina. A jaki problem stanowi teraz przywiezienie strojów z Poznania czy Bydgoszczy do Żnina? - pyta retorycznie Marian Leśniewski. I dodaje: - To są już prawie zatarte wspomnienia, bo to było już 50 lat temu, a od tego czasu nikt tego nie odświeżył i nie odnawiał. Dlatego po 50 latach tak trudno wszystko pamiętać.
     Gigantyczne - jak na miarę lat sześćdziesiątych - plenerowe przedsięwzięcie zakończyło się pełnym sukcesem, który młody Marian po zakończeniu przedstawienia mógł po prostu... odtrąbić.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1116 (27/2013)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości