Reklama

Adam Cudak żałuje, że przez Ukrainę nie pedałował wolniej i nie zjadł więcej truskawek. Zimą zmienia kontynent

W maju z naszą redakcją skontaktował się Adam Cudak ze Żnina. Powiedział, że za kilkanaście dni wyrusza w pielgrzymkę rowerową 1.750 km do Zaporoża w Ukrainie, niemal na linię frontu wojny z Rosją. Potrzebował rozpropagować założoną przez siebie stronę na Facebooku, na której planował dokumentować przebieg pielgrzymki. Tak, aby osoby, które wylicytowały wyzwanie żninianina na rzecz WOŚP miały potwierdzenie, że on dokonał tego, co obiecał w tych licytacjach. Kilka tygodni później Adam Cudak, niestrudzony rowerzysta i zdolny vloger miał na tej stronie w mediach społecznościowych już tysiące wyświetleń. W Zaporożu gościł go mer, a o wywiady prosili tamtejsi dziennikarze. W nogach miał wtedy nie 1.750 km, a prawie 2 tysiące. W głowie 46-latka rodził się zaś kolejny pomysł - wolontariat w  szkole w Kenii.

2 czerwca tuż przed 9.00 na żnińskim rynku Adam Cudak pożegnał się z żoną Iwoną i wsiadł na rower. Do Zaporoża dotarł 17 czerwca, a dzień później stanął pod tamtejszym pomnikiem św. Jana Pawła II. fot. Karol Gapiński

Adam Cudak wrócił już z rowerowej pielgrzymki Żnin - Zaporoże do domu w stolicy Pałuk. Jest szczęśliwy i zadowolony, choć nieco żałuje, że w niektórych miejscach w Ukrainie nie mógł zsiąść z roweru i zatrzymać się w nich dłużej. Jest zaskoczony i jednocześnie zachwycony Ukrainą. Zmierzając tam spodziewał się zastać coś innego. Kraj okazał się piękny, ludzie gościnni. Fakt: nie dotarł do strefy objętej wojną, ale był już kilkanaście kilometrów przed linią frontu. Sporo więc zobaczył.

Żninianin od lat wspomaga WOŚP. Dotychczas przedstawiał do zlicytowania intencje modlitewne, które niósł ze sobą podczas pieszych pielgrzymek na Jasną Górę w Częstochowie. Później zrodził się w jego głowie pomysł, aby zlicytować pielgrzymkę rowerową. Najpierw myślał, że pojedzie do Rzymu, ale wszystko zmieniło się 24 lutego 2022 r.

W Kijowie eksponowane są dla podwyższenia morale ukraińskiego narodu wraki rosyjskich czołgów fot. Adam Cudak

Wtedy nastąpiła rosyjska agresja na Ukrainę. Adam Cudak, jak wielu Polaków, był całym sercem z zaatakowanymi przez wojsko Putina. Do Gąsawy trafiło wtedy sporo uchodźców wojennych z Ukrainy. Adam Cudak pomagał im, jeśli chodzi o sprawy transportowe. Poznał m.in. rodzinę uchodźców z Zaporoża. To bracia Maks i Żenia, którzy mają 18 i 16 lat. Uciekli ze swojego miasta z mamą. Linia frontu przebiega 10 km od ich rodzinnego domu. Znajomość Adama Cudaka właśnie z tą rodziną uchodźców zdecydowała o tym, że żninianin postanowił tym razem na licytacji dla WOŚP przedstawić inne wyzwanie. Była to pielgrzymka rowerowa ze Żnina do Zaporoża właśnie, pod pomnik św. Jana Pawła II, który znajduje się w tym mieście.

Przekazane przez licytujących środki finansowe w kwocie 6.500 zł trafiły na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pielgrzym myśli, że gdyby takie lub podobne wyzwanie rzucił w internecie teraz, to zostałoby ono wylicytowane za wyższe kwoty. Żninianin bowiem w trakcie ostatniego miesiąca zyskał sporą ilość kibiców, którzy śledzili jego przygotowania, a następnie pielgrzymkę na stronie Rowerem Żnin - Zaporoże 1750 km, którą Adam Cudak założył na Facebooku. Zamieszczał tam wpisy, zdjęcia i filmiki najpierw z treningów i przygotowań, a od 2 czerwca już z trasy.

Adam Cudak z napotkanym na trasie kibicem z Ukrainy fot. Adam Cudakk

1750 km do Zaporoża - tyle obliczał GPS po wyznaczeniu trasy. Ostatecznie wyszło więcej, bo 1906 km. Po pierwsze dlatego, że jadąc jeszcze przez Polskę Adam Cudak ustawił nawigację na drogi dla rowerów. Okazało się, że niektóre z nich były naturalne lub szutrowe, wiodły przez lasy. Rowerzysta nieco gubił się i musiał nadkładać drogi. Po drugie - mijał wiele ciekawych miast, więc chcąc je zwiedzić, zjeżdżał do ich centrów, dokładając w ten sposób kilometrów. Ostatecznie więc wyliczył - dodając poszczególne etapy - 1906 km do Zaporoża. To jednak nadal nie był koniec jego pedałowania. Nie poprzestał bowiem na dotarciu do celu określonego w wyzwaniu, lecz przejechał jeszcze około 15 km na południe od Zaporoża, do wsi  Małokateryniwka.

To rodzinna miejscowość wspomnianych Żeni i Maksa. Sukces pielgrzyma to też zasługa tych chłopaków. To oni pomagali opracować trasę, kupili prawidłową kartę do telefonu, którą można było używać po drugiej stronie granicy, zorganizować ukraińską walutę potrzebną w podróży. Byli cały czas w kontakcie z przemierzającym najpierw polskie, a później ukraińskie drogi Adamem Cudakiem. Ten kontakt bardzo się przydał. Choćby wtedy, gdy był w Równem. Już przed dotarciem do tego miasta sygnalizował chłopakom, że ma problemy z rowerem. Poluzowały się szprychy w kole. Żenia i Maks sprawdzili na ukraińskich stronach w sieci, gdzie rowerzysta z Polski będzie miał możliwość oddać rower do naprawy. A nie było to takie proste, gdyż godzina była taka, że warsztaty serwisujące rowery były pozamykane. Udało się odnaleźć jednak w pobliżu jeden warsztat, w którym ojciec z synem, zajmujący się naprawą rowerów, szybko doprowadzili pojazd Adama Cudaka do gotowości przed dalszą jazdą.

Pomnik w Małokateryniwce fot Adam Cudak

A nie był to dobry czas dla żninianina w tej pielgrzymce. Właśnie po wyjeździe z Równego dopadło go największe zmęczenie. Problemem był przeciwny wiatr. Zresztą Adam Cudak przez większość drogi konstatował ze zdziwieniem, że wciąż wieje ze wschodu. A przecież w naszym klimacie najczęściej wiatr jest zachodni. 46-latek przyznaje, że właśnie wtedy, na drodze za Równym był blisko decyzji o przerwaniu pielgrzymki. Wydawało mu się, że już więcej pedałować nie da rady i trzeba będzie tę przykrą wiadomość ogłosić na profilu społecznościowym. Wkrótce jednak wiatr zelżał, a w nogi pielgrzyma weszły nowe siły.

Miał prawo być zmęczony. Jechał wiele dni z prędkością przeciętnie 22-23 km/h. Pod wzniesienia było dużo wolniej i trudniej. A przecież wiózł jeszcze sakwy z bagażem. Miał m.in. namiot, którego - jak się okazało - nie rozbił na ani jedną noc. Choć był taki wieczór, gdy do Krzemieńczuka, wtedy najbliższej, większej miejscowości, miał jeszcze 35 km. Pytał różnych ludzi, czy może rozbić gdzieś w pobliżu ich posesji namiot i przenocować. Nie chcieli. Przeszkodą była owszem, bariera językowa. Trudno wyjaśnić, dlaczego Polak tysiąc kilometrów od  swego domu na rowerze, chce nocować na czyimś ogrodzie w głębi Ukrainy. Adam Cudak jednak obawy Ukraińców rozumiał. Nie inaczej było często w Polsce, w poprzednich latach, gdy pielgrzymował na pieszo do Częstochowy. Też mieszkańcy w wielu miejscach odmawiali zgody na rozbijanie namiotu przez obcego na ich posesjach.

Żenia senior w Małokateryniwce fot. Adam Cudak

Koniec końców więc pielgrzym wszystkie swoje noclegi na trasie odbył w hotelach, motelach, czy na prywatnych kwaterach. Inna sprawa, że bywało, iż nocowano go za darmo, gdy właściciele dowiadywali się, że jest z Polski i w jakim celu przemierza Ukrainę na rowerze. A żeby zakończyć historię z szukaniem spania przed Krzemieńczukiem: Adam Cudak już o zmroku dołożył 35 km w pedałach i dotarł do hotelu Tropikana na przedmieściach, gdzie dostał nocleg.

Pielgrzym wyruszył ze żnińskiego rynku 2 czerwca o 9.00 żegnany przez bliskich, na czele z żoną Iwoną. Przed podróżą zakładał, że będzie pokonywał dziennie mniej więcej 100 km. Kilometraż poszczególnych etapów pokazuje, że zwykle pokonywał tych kilometrów znacznie więcej niż 100. A tak to przebiegało szczegółowo na rozpisce, którą każdego wieczoru, na koniec etapu uzupełniał Adam Cudak:

2 czerwca Żnin - Turek 132 km

3 czerwca Turek - Częstochowa 170 km

4 czerwca Częstochowa - Kielce 135 km

5 czerwca Kielce - Kolbuszowa - 130 km

6 czerwca Kolbuszowa - Korczowa 125 km

7 czerwca Medyka - Wola Bartatówska 65 km (pierwszy z etapów na terytorium Ukrainy)

8 czerwca Wola Bartatówska - Chwatów 103 km

9 czerwca Chwatów - Równe 131 km

10 czerwca Równe - Nowogród Wołyński - 100 km

11 czerwca Nowogród Wołyński - Żytomierz - 83 km

12 czerwca Żytomierz - Yellow Plane - 90 km

13 czerwca Yellow Plane - Boryspol via Kijów- 90 km

14 czerwca Boryspol airport hotel - Złotonosza - 131km

15 czerwca Złotonosza via Czerkasy - Tropikana Hotel (przedmieścia Krzemieńczuka) - 149 km

16 czerwca Tropikana Hotel - Kamieńskie - 143 km

17 czerwca Kamieńskie via Dnipro - Zaporoże - 129 km

Razem: 1906 km

18 czerwca pojechał pod pomnik Jana Pawła II w Zaporożu, który był celem pielgrzymki. Warto zaznaczyć, że po drodze zatrzymywał się w ważnych miejscach kultu religijnego. Zarówno tych katolickich, jak i prawosławnych. W Kijowie odwiedził ponadto Gierdę, która od marca 2022 r. aż do wiosny 2023 r. mieszkała wraz z babcią, prababcią i ciocią w Biskupinie. Tata dziewczynki walczy z agresorami rosyjskimi na froncie. Gierda i jej bliscy wrócili do Kijowa kilka tygodni wcześniej.

Po drodze napotykał przyjaźnie nastawionych ludzi. Ukraińcy dziwili się, co robi w środku ich kraju samotny rowerzysta z sakwami, dwiema flagami Ukrainy i Polski włożonymi w bagażnik. Gdy usłyszeli jego wyjaśnienia, tylko gratulowali, podziwiali, życzyli powodzenia. Za każdym razem też dziękowali Polakom za pomoc, która była i jest udzielana Ukraińcom.

Adam Cudak robi zdjęcie tablicy w Zaporożu upamiętniającej żołnierzy polskich więzionych w obozie radzieckiego NKWD fot. Adam Cudak

Tak, jak pisaliśmy w jednym z tekstów w tygodniku Pałuki, śledząc przebieg pielgrzymki Adama Cudaka, okazał się on nie tylko wytrwałym rowerzystą, ale również świetnym vlogerem z dużymi umiejętnościami obserwacji i wychwytywania ciekawostek z trasy. Nie tych turystycznych, bo przecież nie jechał tam zwiedzać. Raczej były to spostrzeżenia dotyczące kuchni, gościnności Ukraińców, wyglądu ich kraju. Nie mógł wyjść z podziwu. Szczególnie zachwala szerokie pasy z zielenią, w tym drzewami między pasami ruchu samochodowego w miastach. Te aleje pozwalają na przejazd rowerem, czy spacer z wózkiem z dzieckiem. Miasta są zadbane, choć im bardziej na wschód, widać ślady wojny zostawione na budynkach. Niemniej jednak żninianin nie czuł się w żadnym momencie na samej trasie zagrożony wojną. Szczególnie upodobał sobie zatrzymywanie się, by kupić i od razu zjeść truskawki od sprzedawców przy drodze. Te truskawki zasmakowały mu tak bardzo, że po powrocie do Żnina zaraz sobie kupił nasze owoce i stwierdził, że jednak te z Ukrainy były lepsze. Takie, jak zapamiętał kiedyś, z dzieciństwa. Słodkie, naturalne, jak z przydomowego ogródka, a nie przemysłowej uprawy.

Ładnych widoków w Ukrainie doświadczył wielu. Najpiękniejszy w jego oczach był park w Czerkasach z widokiem na Dniepr. Właśnie ludzie, krajobrazy, kuchnia i truskawki - to są  główne powody, które wpływają na jego poczucie żalu, że nie pedałował przez tę Ukrainę trochę wolniej i częściej się nie zatrzymywał.

Adam Cudak u małej Gierdy i jej bliskich, których poznał podczas ich pobytu w Biskupinie jako uchodźców wojennych. Teraz spotkali się w Kijowie. fot. Adam Cudak

Za to mógł sobie to wszystko zrekompensować we wspomnianej Małokateryniwce, kilkanaście kilometrów za Zaporożem. Tam ugościła go wspomniana rodzina Żeni i Maksa, którzy teraz są w Gąsawie. Na miejscu u swoich  gospodarzy żninianin szybko został podkarmiony specjałami tamtejszej kuchni. W trakcie pielgrzymki schudł z 82 kg na starcie do 77 kg na mecie. Choć to też nie jest do końca miarodajne, bo owe 77 kg masy ciała zważone zostało już po solidnym posiłku.

Kilka dni żninianin poświęcił na regenerację i zwiedzanie Zaporoża oraz okolicy. Tutaj ślady wojny są nie tylko wyraźne, ale i słyszalne na co dzień. Małokateryniwka jest położona jakieś 10 km od linii frontu. Alarmy, odgłosy wybuchów, rakiety prujące niebo - to widać tam i słychać co chwila.

Doma i Nadia - babcie młodych Żeni i Maksa, którzy teraz są w Gąsawie, ugościły Adama Cudaka w swoim domu w Małokateryniwce. fot. Adam Cudak

We wtorek 20 czerwca Adam Cudak gościł u mera Zaporoża Anatolija Kurtewa. Włodarz tego miasta podziękował za jego pośrednictwem przyjaciołom z Polski, za pomoc dla jego kraju, za przyjęcie uchodźców wojennych u siebie w domach. Wyczyn Adama Cudaka określił mianem bohaterskiego. Mer później opublikował post z tego spotkania na swoim profilu na Facebooku i zaraz Adamem Cudakiem zainteresowali się zaporoscy dziennikarze oraz korespondent Gazety Wyborczej. Żninianin udzielił zatem wywiadów i odbył sesję zdjęciową na potrzeby mediów.

Myślał, że do Polski wróci pociągiem. Na dworcu usłyszał jednak, że w ukraińskich kolejach nie ma możliwości wciągać rowerów do wagonów. Chyba, że rower jest złożony. Biorąc pod uwagę sakwy i bagaże, taka podróż nie byłaby możliwa dla Adama Cudaka. Potrzebowałby więcej par rąk, aby temu podołać podczas przesiadek. Ostatecznie więc pojechał komunikacją autobusową: z Zaporoża do Tarnopola, a stamtąd wprost do Bydgoszczy. Na koniec nie pokusił się już o wsiadanie na rower, by z miasta nad Brdą dojechać do stolicy Pałuk. Też wybrał autobus.

Adam Cudak kilka dni po powrocie do Żnina już wsiadł na rower. Mimo prawie 2 tysięcy kilometrów w nogach, dalej chce mu się pedałować. fot. Karol Gapiński

Czy Adam Cudak już planuje kolejną wyprawę rowerem? Odpowiada, że żona raczej go już nie puści samego. Bardzo się o niego bała podczas pielgrzymki do Zaporoża, choć cały czas byli w kontakcie. Poza tym regularnie i z dużą częstotliwością publikował posty relacjonujące tę pielgrzymkę. Tak, czy inaczej, stres dla rodziny był niemały. Teraz więc Adam Cudak ma pomysł innego rodzaju. W styczniu wraz z żoną Iwoną i Żenią juniorem z Małokateryniwki wybierają się do Kenii w Afryce. Napisaliśmy: z Żenią juniorem, gdyż tata Żeni ma tak samo na imię. Zresztą był on wraz z dziadkami chłopców gospodarzem dla Adama Cudaka podczas jego kilkudniowego pobytu na finiszu pielgrzymki. Wyjazd do Kenii będzie miał charakter wolontariatu. We troje mają pomagać w afrykańskiej szkole. Zajmą się malowaniem, naprawami sprzętu. Jest też plan, aby robić młodym Kenijczykom tzw. zielone śniadania, czyli zdrowe posiłki na wzór tych, które serwowane są w szkole w Laskach Wielkich. Pobyt w Kenii mają zaplanowany na trzy tygodnie w styczniu przyszłego roku. Adam Cudak chce namówić dzieci z tamtejszej szkoły, aby przygotowały własnoręcznie pocztówki z życzeniami. Żninianin chciałby, aby te pozdrowienia można było zlicytować na rzecz WOŚP.

W Równem pomogli miejscowi mechanicy. Rower nie był aż tak wytrzymały, jak Adam Cudak na jego siodełku. fot. Adam Cudak

Karol Gapiński

Aplikacja na Androida

Reklama

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości