Reklama

Autentyczność i historia w powieściach Macieja Siembiedy

KWI28

Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Żninie godz: 17:00

28 kwietnia 2026 r. w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej w Żninie gościł Maciej Siembieda – jeden z najpopularniejszych twórców powieści sensacyjnych w Polsce. Była to jego pierwsza wizyta w Żninie, a dzień szczególny – jego urodzin, które spędził z czytelnikami żnińskiej książnicy.

Z tej okazji dyrektorka biblioteki Beata Czaczyk w imieniu uczestników spotkania złożyła autorowi życzenia, a wszyscy odśpiewali mu Sto lat, co było dla niego ogromnym zaskoczeniem. – Proszę państwa, gdyby nie to, że to Żnin, to bym w ogóle nie przyjeżdżał, bo urodziny to się powinno spędzić w domu – powiedział pisarz i dodał żartobliwie, że to jego ostatnie spotkanie, gdyż od jutra przechodzi na emeryturę.

Reklama

Jako pisarz zadebiutował dość późno, bo w wieku 56 lat, ale te ostatnie dziewięć lat było dla niego bardzo owocne i przyniosło wiele nagród literackich. Jest autorem trzynastu powieści, a sześć z nich było nominowanych do finału największego polskiego plebiscytu literackiego Książka Roku portalu lubimyczytać.pl, zaś „Kairos” tytuł ten zdobył za rok 2024. W swoim dorobku Maciej Siembieda ma jeszcze powieść „Gołoborze” i thriller „Gambit”, a jego wszystkie książki zdobyły status bestsellerów.

Pisanie książek z pewnością ułatwiła mu wcześniejsza praca, gdyż przez trzydzieści lat był reporterem prowadzącym śledztwa historyczne i trzy razy za nie otrzymał tzw. polskiego Pulitzera czyli nagrodę Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Swoje powieści buduje wykorzystując prawdziwe zdarzenia i historyczne ciekawostki, dzięki czemu są one autentyczne i dobrze się je czyta.

Reklama

Spotkanie z Maciejem Siembiedą poprowadziła dyrektorka książnicy Beata Czaczyk, która rozmowę z nim rozpoczęła od najnowszej powieści „Upiór”. Głównym tematem książki jest obsesyjny strach przed pogrzebaniem żywcem, co w dawnych czasach zdarzało się dość często. Autor zapytany czy powieść ta jest w pewnym sensie próbą odczarowania Reymonta i pokazania go jako człowieka z krwi i kości, odpowiedział, że Reymont jest postacią bardzo ważną, jednak dla niego jako dziennikarza i pisarza najważniejsza jest prawda i pokazywanie tego, co rzeczywiście miało miejsce, a nie gloryfikowanie i stawianie na pomnikach. Dowiedziano się, że Reymont z zawodu był krawcem, a za uszyty przez siebie frak na egzaminie dostał piątkę. Na wręczenie dyplomów jednak nie pojechał, gdyż był w ostatnim stadium choroby alkoholowej. Interesował się okultyzmem i przez wiele lat zajmował się wywoływaniem duchów. - I to nie był takim tylko sobie amatorskim wywoływaczem duchów, ale też pracował z największymi okultystami w Londynie i Berlinie. Były zakusy wyjazdu do Stanów, jednak ostatecznie coś się nie udało i Reymont nie pojechał, ale z Ochorowiczem, znanym polskim okultystą był w bardzo bliskiej relacji – usłyszano. To właśnie w willi „Ochorowiczówka” w Wiśle Reymont pisał „Chłopów” i podobno są dowody na to, że Reymont z Julianem Ochorowiczem spalili pierwszą wersję tej powieści. - Reymont tak się wkręcił w okultystę, że w pewnej chwili już rzeczywiście wymagał egzorcystów, więc się zamknął w klasztorze na Jasnej Górze. Ale ponieważ tam przeszedł na drugi biegun, czyli zaczął popadać o jakąś dewocję, więc ojciec go stamtąd wyciągnął – powiedział pisarz i dodał, że potem Reymonta dostał posadę na kolei i rozwinął się literacko.

Maciej Siembieda zapytany, czy podczas pracy nad „Upiorem” udało mu się odkryć coś niesamowitego o Reymoncie, stwierdził, że to, co jego zaintrygowało to to, że sekcje mu zorganizowano jeszcze w domu. Usłyszano też o porażeniu przysennym. - Nie chcę powiedzieć śmierci klinicznej, bo mi lekarze zabronili tego mówić, bo medycyna mówi, że albo jest śmierć, albo jej nie ma – powiedział pisarz i dodał, że porażenie przysenne tym się różni od śmierci klinicznej, że wszystko widzimy, słyszymy, czujemy, tylko nie możemy się ruszyć, zaś oczy są otwarte i nieruchome. - Reymont na to cierpiał i wiem to od tego człowieka, który jest bohaterem „Upiora”, czyli Tadeusza Modrzejewskiego, człowieka z Bielska, prostego tkacza, którego poznałem na początku lat dziewięćdziesiątych. On się nie uważał, ale bardzo wielu ludzi uważało go za reinkarnację Reymonta. Dlaczego? Dlatego, że on był w ogóle od książek jak najdalej, nigdy nie przeczytał żadnej książki – usłyszano.

Reklama

W książkach Macieja Siembiedy fabuła jest zawsze oparta na faktach, a więc prawdziwa i ważniejsza od bohatera. W „Gołoborzu” ukazana jest historia od powstania styczniowego po współczesność z mroczną sagą rodzinną, gdzie drobny konflikt weselny przeradza się w pokoleniowa zemstę. Maciej Siembieda zapytany przez Beatę Czaczyk czy w ogóle można przerwać krąg przemocy, która trwa w pokoleniach, odpowiedział: - Nie, nie można. Dlatego, że ona nie ma początku, nie ma końca. A już właśnie czasami nie wiadomo, o co chodzi – powiedział autor i dodał, że posługuje się wyłącznie faktami i wyłącznie daje je czytelnikowi do oceny. - Dlatego, jeżeli ktoś przerywa tą książkę, bo nie daje rady dalej czytać, to ja to szanuję. Mało tego, jestem trochę dumny, że mi się udało tak kogoś zniechęcić czy wywołać takie emocje, że ciężko było mnie trzymać – usłyszano.

Reklama

W książkach Macieja Siembiedy fakty są faktami. - Ja potem zawsze na końcu się tłumaczę, wyjaśniam, rysuję granice bardzo wyraźnie, gdzie jest prawda, gdzie jest fikcja. Dla uczciwości. Mało tego, uważam, że prawda z fikcją mogą siedzieć przy jednym stole i byle by się nie zmieniały miejsca – stwierdził pisarz i dodał, że ma taką etykietą pisaną, że jeśli już fikcja miesza się z prawdą to zawsze uczciwie, żeby było wiadomo, gdzie co jest. - Natomiast gdybym teraz pozwolił sobie na to, żebym jakąś historię zmyślił i Państwa okłamał, że tak było, to wydaje mi się, to byłby to koniec kariery – usłyszano.

Pisarz zapytany, czy pisząc swoje historie bardziej ufa planowi czy intuicji, odpowiedział, że pandemia nauczyła go, by niczego nie planować. Zażartował, że ma już niewiele czasu na pisanie, gdyż jest stary i nie wie kiedy głowa mu wysiądzie. Pisząc książki autor dobrze się bawi, a przez to jest szczęśliwym człowiekiem. - Mam zawód najlepszy na świecie. Poza tym w jakiś sposób mnie to odgradza, bo to jest przygoda, zbieranie tego materiału – usłyszano.

Reklama

Pisarz uważa, że wszystko ma swój czas i nie żałuje, iż swoją karierę pisarza rozpoczął tak późno. - Tak jak mówię, przyjemność jest jedynym napędem. Nie interesują mnie ani pieniądze, ani sława, ani kariera – powiedział Maciej Siembieda i dodał: - Bo bycie dobrym pisarzem nie polega na tym, żeby mieć talent. Tylko na tym, żeby mieć pokorę, która pozwala uczciwie rozpoznać to, co w tej książce jest złe i odróżnić od tego, co jest dobre czyli mieć tą świadomość.

W 2027 roku, z okazji dziesięciolecia od debiutu literackiego, Maciej Siembieda chciałby wydać nowele. - Takie cztery historie, cztery nowele. Nowele, czyli już nie opowiadania, a jeszcze nie powieści. W jednym fajnym, grubym tomie. Wszystkie są historie napisane przez życie. To już nie są sensacje – usłyszano.

Reklama

Po spotkaniu można było nabyć książki pisarza, otrzymać autograf i zrobić sobie z nim zdjęcie.

Barbara Filipiak

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości