Reklama

Będzie walczyć o odszkodowanie

- „U nikogo nie ma takiego zboża jak u Makarońskiego” - mówi Henryk Makaroński, który zamierza stoczyć kolejny pojedynek sądowy o przyznanie odszkodowania za szkody związane z zalewaniem pola przez deszczówkę
z ulicy

fot. Remigiusz Konieczka

Kowalewo, odszkodowanie, Henryk Makaroński, straty, woda, rzeczoznawca
     Będzie walczyć o odszkodowanie
    Henryk Makaroński zamierza w dalszym ciągu ubiegać się o odszkodowanie za straty płodów rolnych. Straty spowodowała woda, wlewająca się na pole z krajowej piątki. Rzeczoznawca nisko oszacował szkodę, sąd przyznał rekompensatę za dwa lata. Mieszkaniec Kowalewa chce za kolejne cztery.

     Henryk Makaroński z Kowalewa od lat walczył o to, by woda z jezdni, z drogi krajowej numer 5, nie zalewała mu pola. Jego zdaniem problemy zaczęły się kilka lat temu, kiedy powstały tzw. wysepki spowalniające. Ich pobudowanie poszerzyło jezdnię, a rów przydrożny został zasypany.
Brak rowu powodował, że deszczówka, zamiast w rowie, znajdowała się na jego polu. Henryk Makaroński wytoczył proces zarządcy drogi, czyli Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. W ubiegłym roku szubiński sąd zasądził od pozwanej strony 4.000 zł wraz z odsetkami na rzecz Henryka Makarońskiego. Te cztery tysiące odszkodowania to za straty w uprawach zboża i ziemniaków w latach 2010-2011. Henryk Makaroński chciał 7.000 zł za lata 2008-2011. Rekompensata wydawała mu się za niska. Złożył apelację, ale sąd podtrzymał w mocy wyrok pierwszej instancji. Teraz założył nową sprawę. Chce odszkodowania za lata 2008 i 2009, czyli te, których wcześniej sąd nie wziął pod uwagę przy ustalaniu rekompensaty oraz za lata 2012-2013, czyli lata, w czasie których dochodził swoich praw przed sądem, a woda w tym czasie leciała z drogi na pole.
     Za każdy hektar chce po 3.000 zł bez odsetek, a uprawia ponad cztery hektary.
     - Nie zgadzam się z wyceną i opinią rzeczoznawcy, której dokonał na prośbę sądu. On był po żniwach, kiedy wszystko było sprzątnięte. Nie widział, ile było tego zniszczonego zboża. Oszacował z sufitu. Teraz dopiero widać różnicę - mówi mieszkaniec Kowalewa i prowadzi nas na pole. Pokazuje uprawy i dodaje: - U nikogo nie ma takiego jak u Makarońskiego.
     Wyjaśnia, że jak w ubiegłym roku GDDKiA pogłębiła rów, woda już nie spływa tak jak spływała na pole. Twierdzi, że teraz jest dobrze i dlatego uprawy są lepsze. Na dowód tego pokazuje dokumenty od ubezpieczyciela. Żyto ozime - wydajność 40 kwintali z hektara, pszenżyto jare - 45 kwintali z hektara, jęczmień jary - 50 kwintali z hektara. - A niech pan zobaczy, jak oszacował rzeczoznawca sądowy: 25 kwintali jęczmień, 35 kwintali pszenżyto, 28 kwintali żyto. To za mało, należało mi się wyższe odszkodowanie, bo gdyby nie zalanie, to plon byłby wyższy.
     Biegły stoi na stanowisku, że wykonał swoją pracę rzetelnie. Mieszkaniec Kowalewa liczy na to, że sąd przychyli się do jego argumentów. Już otrzymał obrońcę z urzędu, o którego zresztą sam wystąpił. Czeka na termin rozprawy.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1165 (24/2014)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości