Łabiszyn, rozprawa, ZGKiM, Jacek Kaczmarek, Roman M.
Burmistrz skarży Romana M.
Wczoraj miała odbyć się pierwsza rozprawa dotycząca podania - jak twierdzi burmistrz Łabiszyna Jacek Kaczmarek - nieprawdziwych danych na łamach naszego tygodnika przez byłego wicedyrektora pałacu w Lubostroniu, byłego radnego powiatowego Romana M. Sprawa spadła z wokandy ze względu na chorobę pozwanego.
W numerze 43 naszej gazety z ub.r. w artykule Kandydaci i Temida pisaliśmy o kandydatach na radnych, którzy w ostatnich latach zostali skazani przez sądy lub ukarani przez kolegia oraz o tych, przeciw którym prokuratura skierowała do sądu oskarżenie.
Kandydatem do Rady Miejskiej w Łabiszynie w okręgu nr 2 z ramienia Łabiszyńskiej Inicjatywy Samorządowej był Roman M, który kandydował z pierwszego miejsca na liście.
W szubińskim sądzie toczy się rozprawa, w której Roman M. jest oskarżony o to, że w latach 1997 - 1998 będąc dyrektorem Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Łabiszynie nie dopełnił obowiązków właściwego nadzoru nad gospodarowaniem opałem. Ponadto - jak dowiedzieliśmy się w szubińskim sądzie - zarzuca mu się szereg naruszeń ustawy o zamówieniach publicznych, w wyniku których gmina Łabiszyn poniosła stratę 960.000 zł.
Ówczesny kandydat na radnego powiedział nam, że afera węglowa jest zemstą za przegraną przez gminę Łabiszyn sprawę w sądzie pracy.
- Po zwolnieniu z ZGKiM oddałem sprawę do sądu za nieprawne zwolnienie. Gmina tę sprawę przegrała, a ja dostałem odszkodowanie w wysokości około 16.000 zł - powiedział nam wówczas Roman M. Swoją wypowiedź miał możliwość skorygować, gdyż reporter przed drukiem przedstawił mu ją w rozmowie telefonicznej.
Powyższa wypowiedź Romana M. uraziła burmistrza Łabiszyna Jacka Kaczmarka na tyle, że postanowił złożyć - w imieniu gminy - doniesienie do prokuratury w Szubinie. Zdaniem burmistrza prokuratura według właściwości naszej gazety sprawę skierowała do sądu w Żninie.
- W uzasadnieniu napisaliśmy ogłoszenie przez pana M. nieprawdy, która w październiku ub.r. pojawiła się na łamach tygodnika "Pałuki", a która dotyczyła przegrania przez gminę sprawy i wypłacenia odszkodowania w wysokości 16.000 zł, co nie miało miejsca, gdyż 17 listopada 1999 r. Sąd Rejonowy w Szubinie postanowił sprawę umorzyć a pan M. otrzymał kwotę równą wysokości 3 odpraw, tj. 8.000 zł. Na rozprawie zawarto ugodę i wypłacono trzymiesięczną odprawę - powiedział nam Jacek Kaczmarek.
Przypominamy, że Jacek Kaczmarek zwrócił się do Rady Powiatu z wnioskiem o zaopiniowanie odwołania z funkcji dyrektora ZGKiM w Łabiszynie Romana M. 16 czerwca radni powiatowi negatywnie ustosunkowali się do wniosku o odwołanie. Mimo to w lipcu Jacek Kaczmarek wręczył Romanowi M. wypowiedzenie. W ciągu 7 dni od chwili doręczenia wypowiedzenia Roman M. złożył pozew do Sądu Pracy w Szubinie, w wyniku czego otrzymał odprawę w wysokości trzech wynagrodzeń.
Przedwczoraj Roman M. powiedział nam, że rozprawy nie będzie, ponieważ tego dnia wrócił ze szpitala. Napisał do sądu wniosek z prośbą o przesunięcie terminu rozprawy, ponieważ cały czas choruje.
- Odebrałem wezwanie do sądu i nie wiedziałem o co chodzi. O tym dowiedziałem się dopiero od pana. Podczas rozprawy z gminą Łabiszyn doszło do ugody, gdyż zostałem zwolniony z naruszeniem prawa. Sędzia zaproponowała ugodę, by nie robić z tego sensacji. By nie przedłużać tego, zgodziłem się na taki układ. Tak więc nie można mówić, że sprawa była umorzona. Czy jeżeli pan czuje się niewinny, to zgadza się na ugodę i wypłaca z pieniędzy publicznych 8.000 zł? Dla mnie to śmieszne, że nie czują się przegrani. Jak można wypłacić 8.000 zł skoro ktoś czuje się osobą niewinną. Odbieram to jako kolejną prywatną wojnę pana Kaczmarka ze mną. To kosztowało gminę około 16.000 zł, gdyż po moim odwołaniu przez trzy miesiące otrzymywałem pensję, a ponadto otrzymałem jeszcze to odszkodowanie w wysokości trzech wynagrodzeń. Ponadto w momencie, gdy nie świadczyłem już pracy i odbierałem przez trzy miesiące pensję, był zatrudniony nowy dyrektor. Czyli podatników kosztowało to nawet więcej niż 16.000 zł. Nie czuję się absolutnie winny. Skoro byłem tak złym dyrektorem powinienem być zwolniony dyscyplinarnie - powiedział Roman M.
Przewodnicząca składu orzekającego Dorota Biernikowicz powiedziała, że posiedzenie będzie niejawne, gdyż dotyczy zniesławienia.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 571 (4/2003)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze