Reklama

Chcą jawnej dzierżawy, a nie sprzedaży

Upominają się o to, by kwestie finansowe zostały publicznie ogłoszone - w tym wysokość dzierżawy. - Tak można gospodarować w firmie biznesowej w swoim przedsiębiorstwie, że nie zdradzamy stawek, cen, dochodów, ale nie na majątku wspólnoty parafialnej - mówią parafianie z Dziewierzewa. Podkreślają, że przy dobrej stawce dzierżawy, z majątku parafii w Dziewierzewie można by utrzymać jeszcze inną biedną parafię. Zapowiadają, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to zorganizują pikietę przed kurią bydgoską, zwrócą się też do nadrzędnych władz Kościoła.

Mieszkańcy Dziewierzewa zapewniają, że plebania nie przypomina ruiny fot. Sylwia Wysocka

     Spotkała się z nami delegacja mieszkańców parafii w Dziewierzewie, którzy są przeciwni sprzedaży plebanii, kaplicy i ziemi należącej do parafii.
     PLEBANIA - NIE RUINA
     Zapewniali, że bardzo boli ich opinia o plebanii nazwanej przez adwokata kurii ruiną. Podkreślali, że jest to najatrakcyjniejsze miejsce we wsi. Do tego sądzą, że - w przeciwieństwie do kościoła - plebania nie wymaga nagłego remontu, bo ci, którzy tam byli, mówią o wyremontowanych łazienkach na wysoki standard, kuchni na wysoki połysk. Zastanawiają się, po co były prowadzone tam remonty, skoro w zamyśle była sprzedaż i budowa nowej plebanii.
     Do zbulwersowanych, rozżalonych, czy - jak mówią - rozczarowanych postawą księdza i kurii parafian, nie przemawiają tłumaczenia, że remonty na plebanii miały zwiększyć atrakcyjność i tym samym cenę nieruchomości. Zaraz pytają, czy poniesione ogromne nakłady przełożyły się na cenę i czy wartości te są wymierne, bo nie znają ceny, za jaką chce się sprzedać plebanię, kaplicę i blisko 10 ha ziemi.
     NAKŁADÓW WYMAGA KOŚCIÓŁ
     Za to mówią, że w kościele jest brudno, czas na malowanie, w świątyni nie ma żadnego ogrzewania, od jesieni do wiosny z zimna trudno się w kościele skupić podczas nabożeństwa, na naprawę oczekują kościelne organy i to są dla mieszkańców priorytety, a nie budowa plebanii ze sprzedaży wspólnego majątku parafii.
     CZY RZECZYWIŚCIE BĘDZIE NOWA PLEBANIA
     Obawiają się, że jeśli ta sama osoba z jednej strony mówi, że to ruina,
     a z drugiej, że cena jest dobra - to ta druga opinia może być równie odmienna od ich zdania, jak ta pierwsza. Rodzą się kolejne pytania. Ile osób - tyle niepewności. Obawiają się, że jak dojdzie do sprzedaży i obecny proboszcz opuści tę parafię, to nowy nawet nie będzie miał gdzie mieszkać. Gdzie będzie mieszkał proboszcz, dopóki nie pobuduje nowej plebanii? I czy w ogóle dojdzie do budowy, czy może ksiądz będzie dojeżdżał tylko do Dziewierzewa na msze?
     Z końca sali pada zapewnienie, że przecież już teraz tak jest, ksiądz w Dziewierzewie mieszka sporadycznie, a nawet jeśli już jest, to i tak nikogo na plebanię nie wpuści. Wszystko ogrodzone, pozamykane, mówią, że nawet telefonów nie odbiera i w razie pilnej posługi to za pośrednictwem szafarza lub przyszłej nabywczyni kościelnych dóbr trzeba się kontaktować z proboszczem.
     BIURO PARAFIALNE NIE FUNKCJONUJE
     Podkreślają, że nie funkcjonuje biuro parafialne na plebanii, a wszystkie sprawy załatwia się w zakrystii przed lub ewentualnie po mszy, gdzie nie ma żadnej prywatności, bo jest szafarz, ministranci, inni oczekujący w kolejce.
     500 METRÓW I 80 LAT
     Dalej rozpatrując argumenty, jakie zdaniem przedstawiciela kurii przemawiają za tym, by plebanię pobudować bliżej kościoła, zapewniają, że odległość jest pojęciem względnym, a mniej niż 500 metrów z plebanii do kościoła księża pokonują od 80 lat, co tym bardziej nie powinno być problemem dla tak aktywnej sportowo osoby, jaką jest proboszcz.
     - Obecny proboszcz wylądował tu desantem, żeby wykonać brudną robotę, sprzedać nieruchomości, na które oczekuje nabywca. Jak był ks. Alfred, to plebania była skromna, czysta, schludna i otwarta dla parafian. To był dom, do którego się wchodziło, a żadne dziecko nie wyszło bez cukierka. Teraz jedna z mieszkanek usłyszała, że to teren prywatny i nie wolno wchodzić, ksiądz traktuje plebanię i jej otoczenie jak własność, a tak naprawdę to jego jest przecież tylko to, co przywiózł tu w walizce - mówią wierni zapewniając, że działania i postawa księdza czynią we wsi i całej parafii, w skład której wchodzą mieszkańcy sześciu wsi, wiele złego, dochodzi do podziału, konfliktów, a to w tak małej społeczności odbije się na wiele lat.
     Mają też żal o rozebrany stary mur, co nie było z nikim uzgadniane - ani z Radą Parafialną, ani z mieszkańcami. Dla nich jako mieszkańców miał wartość sentymentalną, było to dobro mieszkańców, a ksiądz to zniszczył.
     DOBRY GOSPODARZ
     Uczestnicy spotkania podkreślają, że mecenas kurii jest w błędzie bądź też celowo w błąd wprowadza zainteresowanych tłumacząc, że są tylko 2 formy pozyskania pieniędzy na budowę nowej plebanii i w grę wchodzi sprzedaż zabudowań i gruntów bądź też pobudowanie jej przez parafian. - Na wsi zawsze panowało przekonanie, że jak sobie ktoś nie radzi, to sprzedaje, spienięża swój majątek często dziedziczony od pokoleń. Dobry gospodarz natomiast potrafi tworzyć, korzystając z zaplecza jakie posiada. Kościół ma 95 ha dobrej ziemi w jednym kawałku i nie powinno być tu problemu z pozyskaniem środków na budowę. Zatem jest trzecie rozwiązanie w postaci dzierżawy. Przeprowadzić przetarg i niech wygra najwyższa, zaproponowana cena. Biorąc pod uwagę stawki dzierżawy gruntów w sąsiednich parafiach, to rocznie z dzierżawy winno wpływać około 200.000 zł. Przez dwa lata stanęłaby nowa plebania ze środków pozyskanych z dzierżawy gruntów kościelnych. Bez sprzedaży - dodają mieszkańcy.
     NIE MA ROZMOWY
     Ze strony proboszcza, jak mówią mieszkańcy, nie ma żadnego dialogu. Pytają, wysyłają pisma - żadnej zwrotnej informacji. Podobnie z pismami do kurii. Ksiądz chodził po kolędzie, odwiedzał domy, modlił się a ani słowem się nie zdradził, jeśli chodzi o umowę przedwstępną, jaką w grudniu podpisał. Pojechali do kurii, spotkali się z biskupem, ten poprosił ekonoma. Odnieśli wrażenie, że są niemile widziani. Świecki ekonom stwierdził, że z kopytami pchają się w interes Kościoła. A radni parafialni usłyszeli, że widocznie są daleko od Kościoła, skoro nie wiedzą o sprzedaży ziemi. - Bóg, wiara, jedność, miłość, a w kurii słyszymy o „interesie kościoła“. Czujemy się oszukani przez księdza, bo z jednej strony słyszymy, że to proboszcz jest władnym do podpisania aktu notarialnego na sprzedaż naszych wspólnych dóbr, a z drugiej słyszymy od niego, że nic o sprzedaży nie wie, a parafianie dowiadują się o niej przypadkowo po 9 miesiącach od przedwstępnej umowy - mówią rozczarowani parafianie.
     Dodają też, że źle dzieje się od blisko czterech lat, kiedy nastał w parafii nowy proboszcz. Godzą się z tym, jak mówią, że nowa miotła zamiata po swojemu, ale podkreślają, że nie zamienia się dobrego na złe. Tu wymieniają utratę organisty z wykształceniem muzycznym oraz pierwszy (i jedyny) Orszak Trzech Króli z roku 2015, kiedy ponad 100 osób przez dwie godziny śpiewało kolędy, podczas którego zbierano środki na misje dla dzieci z innych stron świata - zorganizowali uroczystość mieszkańcy, ale ksiądz nie wsparł inicjatywy, skrytykował ją i w następnym roku już niczego nikt nie organizował.
     NIC NIEZNACZĄCA GRUPA LUDZI
     - Nic nieznacząca grupa ludzi, bo tak ksiądz zwykł nas nazywać, a przecież to my poświęcamy czas dla tego środowiska, środki, wymyślamy i angażujemy się w przedsięwzięcia. Parafia jest dla nas bardzo ważna, dlatego chcemy rozmawiać, chcemy chronić parafię, bo jest dla nas ważna, a ksiądz zapraszany na spotkania nie przychodził, bo nie musi, to on decyduje, czy sprzeda dobra parafii i tu czujemy, że winni jesteśmy działań, by uratować to, co kiedyś dziedzic przekazał, by zapewnić utrzymanie naszego kościoła - zapewniają.
     Członkowie Rady Parafialnej mówią o zarzutach, jakie kierowane były w ich stronę, że zamiast bronić interesu parafii działają w interesie konkretnych mieszkańców. Podkreślają, że sprawa stała się już ogólnopolską, a pomówienia mecenasa, że działają w imieniu innej firmy, która zainteresowana jest ziemią, godzą w ich dobre imię. - Może trudno jest uwierzyć osobom nastawionym na zysk, że ktoś działa dla dobra wspólnego, a nie dla konkretnego przedsiębiorcy - podkreśla jeden z uczestników spotkania.
     OD CZTERECH LAT
     Parafianie podkreślają, że źle się dzieje od samego początku jak parafię objął ks. Zbigniew Plewa. Poprzedni proboszcz odszedł na emeryturę i - jak się okazuje - otrzymał zakaz odwiedzania swojej parafii. - Potajemnie przed nami spisuje się w grudniu ubiegłego roku akt notarialny, gdzie wpłacone zostało 10% wartości w zamian za przyrzeczenie sprzedaży. W tym czasie pobudowano nowy płot plebanii, która i tak ma być sprzedana. Paradoks, że z zadatku na zakup nieruchomości buduje się tam jeszcze nowy, kosztowny płot lokując tym samym zadatek w nieruchomość - nie potrafią doszukać się tu gospodarności mieszkańcy okolicznych wsi.
     Mówią też, że po rozmowach wiedzą, iż wysokość dzierżawy za 1 ha ziemi parafialnej ustalona jest na 700 zł, co stanowi mniej niż unijna dopłata, a w sąsiednich parafiach jest to 2.000 zł/ha. Dlatego upominają się o to, by kwestie finansowe zostały publicznie ogłoszone, w tym wysokość dzierżawy. Bo takie działania są wysoce niegodne.
     - Tak można gospodarować w firmie biznesowej, w swoim przedsiębiorstwie, że nie zdradzamy stawek, cen, dochodów, ale nie na majątku wspólnoty parafialnej. Tu brak informacji, brak dialogu niszczy - mówią parafianie. Podkreślają też, że przy dobrej stawce dzierżawy, z majątku parafii w Dziewierzewie można by utrzymać jeszcze drugą biedną parafię.
     ZDEZORIENTOWANI
     Parafianie podkreślają, że ksiądz proboszcz i mecenas podają wzajemnie sprzeczne fakty. Proboszcz utrzymuje, że o niczym przez te dziewięć miesięcy nie wiedział, że te zadania w związku ze sprzedażą prowadzi kuria. Natomiast mecenas kurii mówi, że osobą władną do pertraktacji i sprzedaży jest proboszcz.
     Podobnie, jak mówią, niejasną była sprawa dzierżawy, sprawa również sprzed czterech lat, kiedy z uwagi na nieurodzaj dotychczasowi dzierżawcy zwrócili się o przesunięcie płatności dzierżawy, jednak Kościół w takich przypadkach nie przewiduje prolongaty i ziemia trafiła do innego dzierżawcy z automatu, bez przetargu, bez ogłoszenia czegokolwiek.
     Podkreślali też społeczne skutki tego, że zmienił się dzierżawca ziemi: - Wykarczowano już 80% sadu. Wraz z likwidacją sadu zlikwidowano kilkadziesiąt miejsc pracy, bo w sadzie pracowało kilkadziesiąt osób. Gdzie tu to wspólne dobro? - pytają mieszkańcy. - Ludzie z Miastowic i okolicznych wsi pracowali na miejscu, nie tracili na dojazdy, mieli własne dochody, teraz część z nich przeszła na utrzymanie opieki społecznej.
     NIECH BĘDZIE JAWNIE
     Mieszkańcy zapewniają, że jeśli prowadzi się rozmowy i działania dotyczące nieruchomości parafii, to powinno to być jawne, żeby wszyscy wiedzieli oficjalnie. Uniknie się wówczas niedomówień, spekulacji, a co ważniejsze - konfliktu. Zapewniają też, że wystawienie ziemi na przetarg, a we wsi i okolicy jest dużo młodych, prężnych rolników, pozwoliłoby na uzyskanie dla parafii znacznie wyższych dochodów.
     W grę, jak podkreślają, wchodzi tylko dzierżawa, nie ma mowy o sprzedaży. Domagają się oficjalnego, jawnego przetargu ofertowego, tak by każdy rolnik miał równe szanse. Z tego zyskają wszyscy, w tym głównie parafia, która będzie miała znaczne środki na utrzymanie jak i remonty. - Chcemy cywilnego prawa, słyszymy zapewnienia mecenasa, że takie prawo obowiązuje w kurii, ale jest to wysoce nieetyczne, gdyż jest to wspólny majątek podarowany parafii, na którym zyskują tylko dwie osoby: kupujący i sprzedający, nam pozostają nerwy, jesteśmy pomawiani, a nasz wspólny majątek się pomniejsza - mówią parafianie.
     CHCĄ WSTRZYMANIA TRANSAKCJI
     Stawiają warunek, by wstrzymać transakcję sprzedaży plebanii, kaplicy i ziemi, znaleźć wyjście z tej sytuacji. Chcą spotkania księdza z parafianami, gdzie przedstawiona zostanie cała sytuacja i zadane pytanie, czy parafianie chcą nowego domu parafialnego. Inaczej, podkreślają, w marcu po sprzedaży nieruchomości ksiądz zostanie bezdomnym. Nie mają też pewności pod względem etycznym, czy sprzedaż nie jest wbrew woli darczyńcy, który kiedyś swój majątek oddał Kościołowi. Była mowa też o wpłaconym zadatku przy umowie przedwstępnej, z którego jak zapewniali, wykonane zostało opłotowanie plebanii. Teraz jeśli Kościół się wycofa - będzie musiał oddać podwójny zadatek. Uważają, że sprawa jest do rozwiązania - za błędy trzeba płacić, a i tak parafia lepiej na tym wyjdzie, bo nie straci ziemi.
     PISMA BEZ ODPOWIEDZI
     Jak zapewniano, do dziekanatu, do biskupa, do ks. proboszcza i nabywcy nieruchomości wysłane zostały pisma, w których parafianie wystosowali dwa pytania i prośbę. Żaden z adresatów nie odpowiedział. W piśmie pytano, ile wynosi wartość transakcji sprzedaży, ile wynosi czynsz dzierżawy, była też prośba do Doroty Kalki o odstąpienie od zakupu, gdyż jest to na szkodę parafii.
     CO DALEJ
     Grupa parafian zapewnia, że są na tyle zdeterminowani, że jeżeli zainteresowani nie odstąpią w najbliższym czasie od sprzedaży nieruchomości parafialnych, to planowana jest pikieta z postulatami przed kurią bydgoską. Zapewniają, że będą konsekwentnie dążyć do uniemożliwienia sprzedaży zasobów parafii i nie zmienią w tej sprawie stanowiska. Zamierzają też zwrócić się do wyższych władz kościoła.
     NIE MA UDZIELAĆ INFORMACJI
     Po tym spotkaniu z mieszkańcami, postanowiliśmy poprosić o wyjaśnienia nabywcę dóbr parafialnych - Dorotę Kalkę. Chcieliśmy usłyszeć m.in czy czynsz dzierżawy 1 ha ziemi ornej to faktycznie tylko 700 zł, czy prawdą jest to, że nabywa też teren po dawnych SKR w centrum wsi, na jaką kwotę wyceniono łącznie ziemię wraz z zabudowaniami i czy rozważa możliwość odstąpienia od transakcji. Usłyszeliśmy jednak tylko tyle, że kuria ją poinformowała, iż nie ma udzielać informacji w tej sprawie.
     Mecenas Edmund Dobecki, reprezentujący interesy prawne kurii, nadal o cenie za jaką ma być sprzedane mienie kościoła, nie mówi, zapewnia jednak, że kuria niczego za darmo nie oddaje, a takiej stawki nie położy tam nikt więcej. Podkreślał że osobą prawną w tej sytuacji jest proboszcz i to on dokonuje sprzedaży. - Pomagam kurii pod względem prawnym i nie widzę tu problemu w tej materii. Jest uzasadnienie sprzedaży i konkretny cel na jaką pójdą środki czyli budowa plebani i renowacja kościoła. Po zasięgnięciu opinii w terenie wiem, że jest to problem czysto osobowy, sztuczny problem małej grupy. Jest jeszcze takie rozwiązanie, że parafianie mogą przecież skontrolować na co pójdą pieniądze ze sprzedaży- mówi mecenas i dodał, że jego zdaniem powinno się rozważyć możliwość spotkania i rozmowy księdza z radą parafialną.

Sylwia Wysocka
Pałuki na 1340 (42/2017)

Reklama

Inne teksty na ten temat:

Plan: sprzedać plebanię i grunt, postawić nową

Sprzedaż dzieli społeczeństwo

383 podpisy pod petycją do biskupa

Też działka po spalonych kościołach i cmentarzu

Szansa w konserwatorze zabytków

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości