Reklama

Crashfork ze Żnina, muzyczne doświadczenie i wyobraźnia (wideo)

06/08/2023 17:50

Crash fork znaczy po angielsku wypadek widelca. Ale Jacek Chareński zapewnia, że geneza nazwy zespołu Crashfork jest zupełnie inna. I rzeczywiście, wsłuchanie się w grę czwórki żnińskich instrumentalistów rodzi przekonanie, że nic tam nie jest wynikiem nieoczekiwanego incydentu, wypadku choćby tylko widelca. Jest to raczej wypadkowa zdolności, umiejętności budowania klimatu, muzycznego doświadczenia i wyobraźni Jacka Chareńskiego, Arnolda Jagodzińskiego, Darka Karabasza i Mariusza Adamczyka.

Mają za sobą dopiero dwa występy publiczne w tym składzie i pod nazwą Crashfork. I nie były to nawet samodzielne koncerty zorganizowane po to, aby grali wyłącznie oni. Stanowili jedynie oprawę muzyczną dla innych wydarzeń artystycznych. Konkretnie dla wernisaży malarstwa i fotografii. Najpierw wystąpili w Muzeum Ziemi Szubińskiej podczas wystawy z okazji 35-lecia twórczości Macieja Jelińskiego. Na początku sierpnia zaprezentowali się na rodzimej scenie, czyli w Żnińskim Domu Kultury. Ten występ był fragmentem oprawy muzycznej dla wystawy 30 i 3 Nowe Początki Ilony Gawrońskiej i Sylwii Budzowskiej.

Zarówno w Szubinie, jak i w Żninie Crashfork spodobał się publice. Grają muzykę wysublimowaną, nowoczesną, ale i dojrzałą. Słychać, że mamy do czynienia z instrumentalistami już doświadczonymi i świadomymi tego, co robią oraz co jeszcze zrobić na tej muzycznej niwie pragną.

Reklama

Dariusz Karabasz trąbką nadaje nieco yassowego rysu nowej formacji muzycznej Żninie. Obok na gitarze Jacek Chareński. fot. Karol Gapiński

Zespół gra trans eksperymentalny, free jazz i ogólnie rzecz biorąc - muzykę improwizowaną. Jest to w gruncie rzeczy spójna, wywołująca transowe napięcie u słuchaczy, ale ostatecznie skutkująca ich uspokojeniem, kompilacja gatunkowa. Można doszukiwać się w tym również inspiracji yassem, stworzonym w latach dziewięćdziesiątych ub.w. w bydgoskich i gdańskich środowiskach muzycznych.

Reklama

Zespół gra w składzie: Jacek Chareński - gitara, Arnold Jagodziński - gitara basowa, Darek Karabasz - trąbka, Mariusz Adamczyk - perkusja. W komplecie są to instrumentaliści ze Żnina, mający w swoich muzycznych portfolio udział w innych projektach. I w Żninie i poza nim, np. w Bydgoszczy. Czasami dość odmiennych gatunkowo od tego, co robi Crashfork.  Najbardziej chyba znanym na Pałukach i nie tylko, jest spośród tych wcześniejszych projektów Sierżant Baker, z którym są związani Jack Chareński  Arnold Jagodziński - teraz inicjatorzy Crashforka. A Sierżant Baker to zespół wręcz fundamentalny dla żnińskiej sceny  XXI w. Powstał w 2002 r. i gra reggae oraz ska oraz rocka.

Reklama

Perkusja jest wisienką na torcie, jeśli chodzi o brzmienie Crashfork". Mariusz Adamczyk dołączył do składu jako ostatni i otworzył dzięki swojemu instrumentowi nowe możliwości. fot. Karol Gapiński

To właśnie oni dwaj grając sobie podczas prób w Żnińskim Domu Kultury jesienią zeszłego roku doszli do wniosku, że posiłkowanie się elektronicznymi wstawkami do gitarowego instrumentarium, które posiadali w duecie, już im nie wystarcza. Postanowili wzbogacić to instrumentarium. Żona Jack, Agnieszka pracuje w Urzędzie Miejskim w Żninie. Podobnie, jak Dariusz Karabasz. Od słowa do słowa stanęło na tym, że ten trębacz, grający zresztą  Żnińskiej Orkiestrze Dętej, mógłby zasilić nowy zespół. Trąbka daje duże możliwości twórcze w muzyce transowej. Buduje nastrój, brzmi świetnie w zestawie np. z perkusją, której jednakże na tamtym etapie w składzie zespołu jeszcze brakowało. Zaprosili Darka Karabasza na którąś z prób w Domu Kultury. Ten, choć wcześniej nigdy ne grał w żadnym składzie (pomijając orkiestrę dętą) nie tylko przyszedł, ale nawet ochoczo zapodawał na trąbce jakieś melodyjki. Gitarzyści też coś tam podawali, a on zaraz podłapywał. Stwierdzili, że nadają na podobnych, muzycznych falach i Dariusz Karabasz dołączył do Jacka Chareńskiego i Arnolda Jagodzińskiego.  ten sposób pozostał już tylko krok do podjęcia kolejnej próby rozszerzenia zespołu, o pożądane gary, czyli perkusistę.

Reklama

Oczywiście dzięki poruszaniu się od lat w lokalnym środowisku muzycznym, panowie wiedzieli, do kogo można i  w ogóle warto dzwonić, czy pisać z pytaniem o chęć wzięcia udziału w nowym projekcie. Znali się z Bartkiem Pejką, bo on wcześniej grał z Jackiem i Arnoldem w zespole Niuzz. Było to kilkanaście lat temu. Nagrali wtedy płytę, która została zatytułowana Nic nie jest pewne. To były indie rockowe brzmienia. Zostali zauważeni na którymś z festiwali i nawet promowało ich na swoich falach Rado PiK. Śpiewała w Niuzz Agnieszka Pietrzak, obecnie żona Jacka. Muzyka, którą tworzyli była na dobrym poziomie, ale przede wszystkim mieściła si  radiowych kanonach, czyli utwór z tekstem  wokalem. Coś innego, niż obecnie Crashfork, który prezentuje kilkuminutowe improwizacje, bez wokalu, czasami dość rozbudowane. Jeśli miałyby nadawać się do rada, to pewnie do tematycznych programów w stacjach przedstawiających gatunkową muzykę.

Reklama

Arnold Jagodziński - mistrz gitary basowej fot. Karol Gapiński

Panowie z nowo tworzonego projektu poprosili wiec do współpracy Bartka Pejkę. Ten miał wtedy trochę czasu, więc przystał na współpracę. Odbyli parę prób, byli zadowoleni ze wspólnego grania. Jednak wkrótce perkusista musiał zrezygnować z udziału  nowym projekcie. Obowiązki zawodowe - a jest nauczycielem - nie pozwoliły mu na poświęcenie zespołowi wystarczająco dużo czasu. Perkusista c zostać ne mógł, ale jego koledzy już nie wyobrażali sobie Crashfork bez perkusji. Świeżo upieczony w zespole trębacz Dariusz Karabasz uratował sytuację, proponując spróbować gry z Mariuszem Adamczykiem. Jacek i Arnold też znali tego człowieka, choć nie mieli dotychczas okazji z nim zagrać. Teraz spróbowali i jak to się mówi - siadło. Perkusista ma swój styl, nie stricte rockowy, może nawet nadaje bardziej jazzowego klimatu muzyce, nad którą pracują.

Reklama

Skład ostatecznie zawiązał się więc dopiero wiosną br. Na etapie formowania się pracowali jednocześnie nad opracowywaniem własnych kawałków. Pomysły rodzą się we wszystkich głowach tego kwartetu. Choć  rzeczywiście, przynajmniej na początku, najczęściej z tymi pomysłami muzycznymi przychodzili gitarzysta, albo basista, czyli inicjatorzy projektu. Jednak któregokolwiek z nich nie jest pomysł, to dalsza nad nim praca jest już dziełem wspólnym. Nie mają więc te kawałki jednego autora, tylko podpisywane są jako muzyka Crashfork.

Reklama

Jacek Chareński to kierownik wspólnego projektu, jakim jest "Crashfork" fot. Karol Gapiński

- Geneza powstania nazwy jest taka : na jednej z prób wygenerowaliśmy dźwięki które skwitowałem , że one są takie klasztorne " i wymyśliłem pierwszą część nazwy idąc tym torem - klasztor - krasztor - krasz- crash a że wcześniej graliśmy i siedzieliśmy w w gatunku który był folkiem, czyli folklorem bo reggae, czy ska jest folkiem, to postanowiłem nazwę gatunku folk" utwardzić " niejako i stwierdziłem , że człon folk zmienimy na fork" i wreszcie to zabrzmiało jak trzeba i powstała nazwa ze zlepek dwóch określeń crash + fork i powstał Crashfork nazwa brzmiąca twardo i oddająca i pasująca myślę to, co gramy. Ja wiedziałem , że ta nazwa będzie pasowała do tego co będziemy tworzyć i powiedziałem ekipie, że nazwę podam, jak już będziemy mieć gotowe 3 numery. No i tak też się stało, nazwa zaistniała przy pierwszym naszym występie w Szubinie na wernisażu Macieja Jelińskiego - opowiada Jack Chareński.

Reklama

A teraz mają już opracowanych 7 utworów. To improwizacje, ale oczywiście linia melodyczna każdego utworu jest niezmienna. Drugie tyle numerów obecnie jest w opracowywaniu, więc można powiedzieć, że zespół powoli zbliża się do uzyskania materiału pozwalającego na samodzielne koncertowanie. Poza tym w planie mają opublikować ten materiał na platformach streamingowych, a może na płycie. Choć tutaj potrzebowaliby wsparcia - może od samorządu, może od Lokalnej Grupy Działania Pałuki - Wspólna Sprawa. Muzyka zaproponowana przez Crashfork komercyjnego sukcesu raczej nie przyniesie, ale fajnie byłoby wydać płytę, zostawić ślad po swojej twórczości. Jeśli chodzi o publikacje  internecie, np. na YouTube, to opracowane kawałki muzyczne będą potrzebowały wizualizacji. Muzycy z Crashfork już o tym rozmawiali z Pawłem Pietroniem z Szubińskiego Domu Kultury.

Reklama

Grają improwizowaną, ale jednocześnie przemyślaną muzykę fot. Karol Gapiński

Bez patrzenia na aspekt komercyjny, na popularność proponowanej muzyki, nie ulega wątpliwości, że projekt Crashfork jest dość unikatowy na żnińskiej scenie muzycznej. Warto mieć go na uwadze, zwłaszcza, że muzycy zapowiedzieli nie tylko chęć wydania opracowanych kawałków, ale też dalsze występy podczas wernisaży prac Ilony Gawrońskiej oraz przy innych okazjach. Poza tym chcą jeszcze rozszerzyć brzmienie o klawisze, niekoniecznie zwiększając przy tym skład personalny. Może to zostać zrealizowane przez syntezator, który będzie obsługiwał na scenie basista.

Reklama

Karol Gapiński

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości