Z przyjemnością maluje na ścianach budynków w Żninie, nadając im niezwykły wygląd. Jego pasją jest też breaking i rap. Nieustannie tworzy coś nowego, angażując się w wiele projektów artystycznych. - Moje pierwsze samodzielne dzieło powstało w Żninie na budynku Związku Wędkarskiego. Namalowałem tam rybki - mówi Piotr Strzałka, żninianin, który na co dzień mieszka w Niemczech, ale chętnie wraca do swojego rodzinnego miasta, by tutaj działać.
Angelika Uścińska: - Jak zaczęła się przygoda z malowaniem?
Piotr Strzałka: - Organizowaliśmy zawody taneczne, do których chcieliśmy nagrać promocyjny teledysk. Stwierdziliśmy, że przydałoby się fajne tło, więc postanowiliśmy zaprosić Tee Tosa i Różę z Piły, którzy zajmują się takimi sprawami od lat. Zgodzili się do nas przyjechać i dzięki nim powstało świetne graffiti nawiązujące do imprezy. Dzieło to znajduje się w parku przy PKS-ie. Gdy odjechali, zauważyliśmy z bratem, że wokół jest wiele ścian, które nie wyglądają estetycznie i można by było je w jakiś sposób upiększyć. Pierwsza rzecz, jaką zrobiliśmy, to była główka ludzika z LEGO na beczce. Tak właśnie się zaczęło.
- Co najczęściej pokrywasz swoimi malunkami?
- Głównie malujemy przestrzenie miejskie, czyli ściany, mury. Nadajemy im nowy wygląd. Oczywiście zawsze robimy to za zgodą właścicieli. Gdy właściciel wyrazi zgodę, dopiero wtedy ruszamy do pracy.
- W jaki sposób rozwijałeś swój talent do malowania?
- Nie uważam, żeby był to talent. Myślę, że to bardziej nabyta umiejętność. Przy każdym malowaniu można się czegoś nowego nauczyć. Nie uważam się także za jakiegoś artystę. Przy tworzeniu muralu na szkole czy amfiteatrze, gdzie mogłem podpatrzeć na to, w jaki sposób mój ziomek maluje, nauczyłem się jakich farb używać, oraz w jaki sposób malować. Potem sam próbowałem.
- Jakie uczucia towarzyszą ci, gdy tworzysz swoje dzieła?
- Z jednej strony odczuwam lekki stres, ponieważ najczęściej maluję nie na swojej ścianie. Poza tym jak zaczynam to nigdy nie jestem pewien czy to na pewno wyjdzie. Jednak, jeżeli zaczyna wychodzić, to wtedy odczuwam spokój. Malowanie ostatecznie jest bardzo odprężające. Poza tym, ważną rzeczą jest radość płynąca z faktu, że mogę coś zrobić dla mojego rodzinnego miasta. Mam z tego satysfakcję. Odbiór bywa różny, ponieważ ludzie nas krytykują i chwalą. Jednak cieszę się, że w jakiś sposób mogę przyczynić się do tego, aby miasto lepiej wyglądało.
- Jaki był najlepszy komplement?
- Dużo ludzi mówi, że ładnie malujemy i robimy sporo ciekawych rzeczy dla Żnina itd. Kilka razy słyszałem, że jesteśmy wizytówką tego miasta. Miło, aczkolwiek nie skupiam się na takich sprawach. Po prostu się cieszę, że mogę spełniać się poprzez organizacje imprez, taniec, rap i malowanie. Jeżeli ludziom się to podoba, to super, ale jest to efekt poboczny naszej pracy a już na pewno nie cel.
- Co daje ci motywację do działania?
- Jestem osobą, która miała wiele porażek i niepowodzeń w życiu. Dzięki temu działam. Jest to może mechanizm obronny radzenia sobie z trudnymi sytuacjami z mojego życia. Te niepowodzenia sprawiły, że mam motywację do działania. Dziś jestem wolny od tych problemów i cieszę się, że mogę wyrażać się na różnoraki sposób.
![]() |
| Piotr Strzałka chce upiększać Żnin wykorzystując swoje umiejętności w malowaniu fot. Angelika Uścińska |
- Co najbardziej lubisz malować?
- Proste rzeczy. Nie no, żartuję! Nie mam określonego kierunku malowania, ale lubię poupiększać jakieś miejsca. Zdarza się, że ludzie wymyślają jakieś rzeczy do miejsca, które w ogóle nie pasują. Jeżeli mam konkretne miejsce, to staram się myśleć o tym jak wkomponować jakieś elementy, aby jak najlepiej pasowały do danej przestrzeni.
- Czy są rzeczy, które utrudniają malowanie?
- Praca na wysokościach. To na pewno nie jest przyjemne, gdy wchodzisz na rusztowanie i widzisz ziemię z paru metrów. Dodajmy do tego porywisty wiatr i autentycznie robi się nieciekawie. Drugą trudnością, jeśli chodzi o malowanie jest załatwienie zgody, gdy chcemy zrobić coś z własnej inicjatywy oraz sponsorów.
- Czy zdobyłeś jakieś nagrody za swoje dzieła?
- Otrzymałem dwa razy wyróżnienie za całokształt pracy od LGD Pałuki Wspólna Sprawa w kategorii "Lider Kultury, Oświaty, Turystyki i Rekreacji". Pierwszy raz dostałem ją jako Piotr Strzałka, drugą zaś jako stowarzyszenie "Napad na Funk".
- Skąd zamiłowanie do tańczenia breakdance?
- Jako dziecko dorastałem w środowisku hip-hopowym. Pierwsze kawałki słyszałem w wieku 6 lat. Wtedy jeszcze ze starszym bratem miałem wspólny pokój. Brat zaczął rapować z kolegami z 700-lecia i organizować imprezy hip-hopowe w mieście. Chcąc nie chcąc zacząłem tego słuchać. Cieszyłem się bardzo z tego, że brat z kolegami nagrywają płytę. Powoli zacząłem utożsamiać się z tą kulturą. Brat rapował, ale nie chciałem robić tego samego, co on. W wieku 14 lat zacząłem tańczyć breakdance. Poznałem innych tancerzy i jakoś tak zostało.
- Kto był inspiracją dla ciebie w hip-hopie?
- Jeżeli chodzi o rap, to kiedyś bardzo dużo słuchałem Kalibra, Eldoki, Fenomena, Molesty Ewenement, w późniejszym okresie Bisza. Z inspiracją taneczną jest troszkę inaczej, ponieważ można ją poszukać na każdych zawodach i to nie musi być jakaś znana postać, ale zwyczajna osoba, która zrobi coś w taki sposób, że to ci się podoba. Już wtedy staje się inspiracją i motywuje do działania. Uwielbiam oglądać wideo z walkami tanecznymi.
- Jak wyglądają zawody w breakdance?
- DJ puszcza muzykę dla uczestników i gra ją z winyli na żywo. Nie ma tutaj czegoś takiego, że osoba tańcząca wybiera sobie utwór i dyktuje warunki DJ-owi. Najczęściej jest to muzyka funk, Boom bap itp. Czas trwania bitew jest różny. Jest różna liczba wyjść, która zależy od tego czy to eliminacje czy finał. Takie wyjścia trwają po 30-40 sekund. Podstawą jest DJ, prowadzący i sędziowie, którzy oceniają kto podczas bitew jest lepszy. Wtedy zwycięzca takiej bitwy przechodzi dalej. Ważnym elementem jest również odpowiednie podłoże, czyli mata, gumolit albo parkiet. I przede wszystkim najważniejsza jest muzyka!
![]() |
| Mural znajduje się na budynku Szkoły Podstawowej nr 1 im. Powstańców Wielkopolskich. Został wykonany przez Łukasza Towalewskiego, a Piotr oraz jego brat Jarosław pomagali. fot. Angelika Uścińska |
- Do jakich grup należałeś?
- Moja pierwsza grupa nazywała się "700 Fabryk w Mieście". Nazwa powstała od ulic w Żninie, czyli 700-lecia, z której pochodzę oraz Fabrycznej, ponieważ dwóch moich kolegów, którzy też tańczyli, tam mieszkali. Potem z Bartkiem z Wągrowca działaliśmy przez jakiś czas jako "Mo być crew". Kolejna grupa, jakiej byłem członkiem, to ekipa "Napad na Funk". To z tą grupą trenowaliśmy, jeździliśmy w różne miejsca. I spędzaliśmy wspólnie sporo czasu. Bywało tak, że rozkładaliśmy matę na promenadzie gdzieś nad morzem i tańczyliśmy na streetach po wiele godzin. Potrafiłem tak żyć kiedyś prawie dwa miesiące. Najgorszy był powrót do rzeczywistości i zwykłej pracy. Teraz ewentualnie pojechałbym na jakiś weekend.
- Gdzie najczęściej tańczycie?
- Jak jestem w Żninie to chodzę do szkoły numer 1 na kafelki. Tam jest całkiem spoko. Kiedyś miałem treningi w Domu Kultury albo w Styksie na PKS-ie. Jednak najpierw musieliśmy tam sobie przygotować miejsce do treningów. Trzeba było wynieść wiadrami wodę. Czekaliśmy aż wyschnie podłoga i zaczynaliśmy trening.
- Jak nauczyć się tańczyć breakdance?
- Gdy wraz z kumplami zaczynaliśmy tańczyć to jeszcze nikt z nas nie znał fundamentów. Nawet przez myśl nam nie przeszło, że takie coś istnieje. Byliśmy dziećmi, a do tego nie mieliśmy kontaktu do nauczycieli. Dziś z tym jest o wiele prościej. Internet, szkoły tańca, warsztaty itp.
- Jakie zawody i konkursy były dla ciebie najważniejsze?
- Było ich sporo. Break Session, Circle Prinz, Ibe, Yalta Summer Jam. Wiele jest takich imprez w Polsce i Europie. Bardzo się cieszę, że pomimo tego, że pochodzę z małego miasta i tu mam swoich znajomych, to jadąc gdzieś na zawody, wiem, że spotkam tam moich ziomków od breaka. To jest tak jakby dla mnie drugie podwórko. W zawodach - jak dla mnie - nie jest najważniejsze zwycięstwo. Największą nagrodą jest reakcja ludzi, gdy uda się zrobić podczas tańca coś fajne. Czasem to nie muszą być zawody, ale zwykły trening.
- Czy doznałeś jakichś urazów w trakcie tańczenia?
- Zbite biodro, przez które miałem problemy z chodzeniem przez dwa dni. Dość często problemy z łokciem. Miewam też częste problemy z nadgarstkami. Ostatnio miałem problem z barkiem, ale na szczęście już przeszło.
- Dlaczego zacząłeś rapować, skoro nie chciałeś iść w ślady brata?
- Początek z rapem zawdzięczam Biszowi z Bydgoskiej grupy (B.O.K). To właśnie dzięki niemu nagrałem swoją pierwszą zwrotkę, która zakończyła się teledyskiem promującym imprezę "Napad na Funk", gdyż taki był nasz cel. Ustawiliśmy się kiedyś na kawę i podczas rozmowy stwierdziliśmy, że wspólnymi siłami spróbujemy, zrobimy coś fajnego. Od tamtej pory co roku zapraszamy gości ze sceny rapowej i nagrywamy wspólnie klip nawiązujący do imprezy.
- W jaki sposób rapować?
- Przede wszystkim musisz tak rapować, aby w każdym twoim słowie było czuć energię. Do tego musisz być na pewno wypoczętym. Niestety nie każdy dzień nadaje się do tego, aby iść do studia i nagrać kawałek. Jeżeli jesteś po 8 godzinach pracy, to twój poziom głosu nie jest odpowiedni. Warto też dodać, że prawdziwy rap to taki, w którym nie używa się autotune, dlatego wypoczęty głos jest niezwykle ważny.
- Co chciałbyś przekazać innym utalentowanym osobom?
- Jest dużo ludzi, którzy zaczynają coś robić w życiu, ale z jakichś przyczyn z tego rezygnują. Chciałbym powiedzieć ludziom, żeby się nie poddawali. Niech działają pomimo porażek, ponieważ nie ma innej drogi, jeżeli ktoś chce coś osiągnąć.
- Co planujesz w przyszłości na terenie Pałuk?
- Organizuję zawody Napad na Funk (szóstą edycję), dwa teledyski w najbliższym czasie. Mam również kilka ścian do pomalowania. Poza tym uruchomiliśmy całkiem niedawno studio do nagrywania w Brzyskorzystewku. To nie tylko studio do nagrywania rapu, ale miejsce dla każdego, kto chce coś zrobić muzycznego. Na Pałukach jest wiele utalentowanych muzyków, ale nie do końca mają gdzie nagrywać swoje utwory. Ludzie chętnie tam przychodzą, a my jesteśmy otwarci na współpracę.
- Jakie jest twoje największe marzenie związane z pasją?
- Nie mogę powiedzieć, bo wtedy nie będzie niespodzianki!
Z Piotrem Strzałką rozmawiała Angelika Uścińska, 24 V 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze