Reklama

Demontaż Montbetu

...firma jako całość jest w obecnych warunkach do niczego nieprzydatna
...pan porównuje lokomotywę do roweru
...cena rynkowa jest jedna - ta, za jaką się udało sprzedać
Dominik Księski rozmawia z Andrzejem Krzyżaniakiem
    Demontaż Montbetu
    W czwartek, 28 kwietnia na nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej w Żninie radni zadecydowali o likwidacji gminnej spółki "Montbet" (dawny PBRol). W chwilę potem powołano spółkę "Montobet" z kapitałem założycielskim 200 milionów zł, przeznaczoną jeszcze w tym roku do prywatyzacji. W zlikwidowanym "Montbecie" pracowało 125 osób, nowa spółka ma zatrudnić ok. 40-50 osób. Związek Zawodowy Pracowników Budownictwa nie widzi ratunku dla firmy. Jego szef Józef Konieczny powiedział nam: "Nie ma czego bronić". O przyczynach i okolicznościach likwidacji mówi poniżej wiceprezes "Montbetu" - Andrzej Krzyżaniak.  

    Dominik Księski: - Dlaczego powstała konieczność likwidacji? 
    Andrzej Krzyżaniak: - Bezpośrednią przyczyną był utrata płynności finansowej. Przyczyny zaś utraty płynności są liczne. Wśród najważniejszych wymieniłbym recesję w budownictwie i brak zapotrzebowania na nasze usługi. Niskie ceny wymuszone przez rynek. Niedostosowanie struktury firmy i wyposażenia technicznego do potrzeb rynku budowlanego. Zatory płatnicze. I na koniec - gorsze warunki ekonomiczne, jakie w porównaniu z prywatnymi, mają firmy państwowe.
    Z tym, że najważniejszą przyczyną jest brak zamówień.

    - Ale przecież budujecie? Chociażby blok nad jeziorem koło "Bonanzy"...
    - Tam pracuje kilkunastu ludzi, firma liczy około 125 osób. Prowadzimy też dość dużą budowę w Bydgoszczy, a pracowników dowozimy zza Rogowa. Miesięcznie kosztuje to kilkadziesiąt milionów złotych. Mamy mało zamówień, a zbyt wysokie koszta działania. Od ponad półtora roku firma przynosi straty - miesięcznie jest to 200-300 milionów strat. Dwie trzecie naszego technicznego potencjału produkcyjnego są niewykorzystane.  

Reklama

    - Ile w tej chwili wart jest "Montbet"? 
    - To jest pytanie, nad którym i uczeni połamaliby sobie głowy. Wartość księgowa wynosi ok 4-5 miliardów zł. Zadłużeni jesteśmy na  1,2 - 1,3 miliarda. Należy nam się 2,3 mld, z czego 1 miliard jest praktycznie niemożliwy do ściągnięcia.  

    - Mówił Pan o wartości księgowej. A jaka jest wartość rynkowa, że się tak bezczelnie zapytam? 
    - Dlaczego bezczelnie? To przecież bardzo istotne pytanie. Dam Panu taką filozoficzna odpowiedź: Ile jest warta upadająca firma? Jak Pan zbierze tez złom, budynki i policzy, to może miliard. A gdyby chcieć uporządkować ten teren i przywrócić go naturze, to trzeba byłoby sporo dołożyć.

Reklama

    - To czemu Rada Miejska nie próbuje tego sprzedać za miliard, tylko likwiduje?
    - W obecnym stanie nikt tego nie kupi. Ta firma jako całość jest w obecnych czasach do niczego nieprzydatna.

    - Groza.  
    - Niestety, jest to gorzka prawda: duża część przemysłu, szczególnie ciężkiego, zbrojeniowego, infrastruktury gospodarczej itp. wybudowanego w czterdziestopięcioleciu jest dziś do niczego nieprzydatna. Mamy pecha być taką chybioną inwestycją. Musimy pogodzić się z tym, że gospodarka rynkowa nas nie akceptuje. Pan mówi o wartości. Ktoś przyjdzie, popatrzy i powie, że te mury są tyle a tyle warte. Mury i za 7 lat będą coś warte. Ale przedsiębiorstwo jako całość jest niewiele warte, bo nie ma chętnych na jego usługi.  

Reklama

    - Co na to załoga?
    - Proszę zapytać załogę. Część ma nadzieję przejścia do nowej firmy, część dostanie odprawę i będzie próbowała znaleźć pracę o własnych siłach.

    - Optymistycznie powiedziane.
    - Nie skończyłem. Natomiast część załogi ma nikłą szansę na znalezienie pracy. Mieszkają na wsi (dojazdy), mają nieatrakcyjne w dzisiejszych czasach zawody lub umiejętności już nieprzydatne.

    - Czego zabrakło, by firma mogła się utrzymać? 
    - Gdyby była dobra koniunktura w budownictwie, zamówienia - dalibyśmy sobie radę.  

Reklama

    - Są jednak firmy budowlane, które mają zamówienia. Może dlatego, że lepiej murują? 
    - Gdzie są te firmy? W Żninie? W kraju już dwa lata temu rozważano wielkie kombinaty budowlane.

    - Znam prywatne firmy, które nie schodzą z placu budowy od wiosny do początku zimy. 
    - A potem wyrejestrowują lub ograniczają działalność na zimę? Jakie mają zatrudnienie? 

    - Trzy osoby.  
    - Proszę. Pan porównuje lokomotywę do roweru. My jesteśmy firmą przygotowaną organizacyjnie i sprzętowo na duże budowy. Mamy stałe zatrudnienie, a prywatne firmy budowlane opierają się na pracownikach sezonowych i dzięki temu mają mniejsze koszty. Mają też lepsze warunki ekonomiczne - jako przykład podam składkę na ZUS, którą musimy płacić od pracowników zatrudnionych na stałych umowach. Prywatny zatrudnia na umowy-zlecenia i ZUS-u nie płaci; płacimy też z własnych funduszy zasiłki chorobowe, a prywatnym płaci ZUS.  
    Tak więc tego nie można porównywać. Lokomotywa ścieżką leśną nie pojedzie.  

Reklama

    - Skoro firma jest likwidowana, to po co zakładać nową? 
    - Aby utrzymać tyle miejsc pracy, ile można utrzymać. Aby ratować, co się da.  

    - Dlaczego gmina będzie starała się sprywatyzować "Montbet"? 
    - Bo - jak przed chwilą Panu mówiłem - prywatna firma ma lepsze warunki działania, zresztą cała gospodarka idzie ku prywatyzacji, poza tym prywatne firmy są efektywniejsze ekonomicznie.

    - Czy to będzie tak zwana wyprzedaż majątku narodowego za bezcen? 
    - Nie może Pan tak mówić. Będzie to sprzedaż po cenie rynkowej, czyli takiej, jaką ktoś da. Możliwe, że ktoś powie, że sprzedano za 1/3 ceny. Tylko - przepraszam - jakiej ceny? Cena rynkowa jest jedna - ta, jaką się dostało.  

Reklama

    - Likwidacja zakładu i założenie nowego o prawie tej samej nazwie i o połowę mniejszym zatrudnieniu, wygląda jak operacja przeprowadzona po to, by po prostu zwolnić połowę załogi.
    - Gdyby była praca, przedsiębiorstwo by istniało. Zresztą muszę Panu powiedzieć, że nowa firma zatrudni tylko połowę kierownictwa i ja też utracę stałe miejsce pracy.  

    - Zawsze byłem zdania, że zwolnienia w upadających zakładach trzeba zaczynać od góry... Dziękuję panu za wywiad.  

z Andrzejem Krzyżaniakiem
rozmawiał Dominik Księski
Pałuki nr 116 (18/1994)
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości