Dzięki komu Starą Baśń kręcono na Pałukach? Dzięki czemu udało się dokończyć kręcenie filmu? W opowieści starosty żnińskiego Zbigniewa Jaszczuka najważniejsze decyzje dotyczące polskiej kinematografii nie zapadają w Warszawie czy w Łodzi, lecz w restauracji "Martina", gdzie na spotkaniu jubileuszowym wspominał wydarzenia sprzed dwudziestu lat.
Działo się to na jesieni - z tego co sobie przypominam - 2001 roku, gdzieś tak w listopadzie. Byłem w domu już prawie gotowy iść spać. Zadzwonił do mnie Mirek Walczak i mówi tak: - Słuchaj, gdzie jesteś? - W domu. - A co robisz? - Idę spać. - Będziesz musiał przyjechać do Żnina. - Po co? - Dzwonił kierowca Jerzego Hoffmana, że jadą z Wolina i chcą się zatrzymać. Jest mgła, chcą się zatrzymać w Martinie na nocleg. Nie przyjechalibyś? Byśmy z nimi zjedli kolację. – Mirek, jest dwudziesta druga, trochę późno na kolację. - Ale wiesz, pogaworzymy z nimi o starych czasach, powspominamy, jak realizowane było "Ogniem i mieczem".
No i Mirek mnie namówił. Nie byłem tak bardzo chętny jechać do Żnina, ale Mirek namówił też Andrzeja Rosiaka, pamiętam, i Wiesia Zajączkowskiego.
[głos Mirosława Walczaka z sali: - I Fiutaka… I Fiutaka jeszcze…]
- Nie, Fiutaka tośmy następnego dnia, Fiutaka tośmy domówili następnego dnia, ja pamięć mam długą i dobrą. Z Jerzym Hoffmanem, reżyserem, jechał Andrzej Haliński - scenarzysta i Jurek Michaluk - producent. Aha, i operator jeszcze był z nimi - ten, który później zmarł. Tak jest. Myśmy tu się spotkali w Martinie gdzieś tak koło dwudziestej trzeciej, oni przyjechali w tej mgle około dwunastej, zakwaterowali się, trochę odświeżyli i spotkaliśmy się w tej sali, która jest tutaj z tyłu, na kolacji.
Pierwsza w nocy - kolacja trwa. Druga w nocy - kolacja trwa. Trzecia w nocy - kolacja trwa. Myśmy dali wody rozmownej, czyli biskupińskiej miodówki, którą Jerzy Hoffman bardzo chętnie pił, no i w pewnym momencie oni między sobą zaczynają rozmawiać o sprawie takiej oto: - A może byśmy ten film realizowali tutaj, na Pałukach? Mamy dobre wspomnienia z "Ogniem i mieczem" – i tak między sobą gaworzą.
My się pytamy Hoffmana: - Jurek, a o co tu właściwie chodzi? On mówi: - Słuchaj, byliśmy na Wolinie, bo chcemy realizować "Starą baśń". – Jak to? "Starą baśń" - film? - No tak, film.
Ja mówię: - Słuchaj, "Starą baśń" doczytałam chyba do trzeciej czy do czwartej strony, z tego się filmu nie da zrobić.
A on na to: - Słuchaj, my mamy już scenariusz, tu jest scenarzysta, będzie wspaniały film i go musimy porządnie zrobić i tak dalej - mówi. - Na Wolinie nas bardzo źle przyjęli. Może byśmy to tu robili?
No to myśmy z nimi jeszcze posiedzieli pewnie z godzinę, była chyba już czwarta nad ranem, w każdym razie było to w nocy. W pewnym momencie oni wyszli, naradzili się, przychodzą i mówią: - Tak, słuchajcie, wszystko wskazuje na to, że będziemy realizować "Starą baśń" tutaj, na Pałukach. Około dwa miesiące dni zdjęciowych, tak że to dość duże przedsięwzięcie. Koszt tego film rzędu dwunastu milionów.
Myśmy znów z nimi posiedzieli z pół godziny i w pewnym momencie Haliński mówi, tak: - Słuchajcie – mówi - ale pytanie jest teraz takie: czy tutaj gdzieś nad wodą są czerwone buki? A my: - Oczywiście że są! O piątej nad ranem, to nam już nie sprawiało różnicy czy te buki są czerwone, czy w jakichś innych kolorach. No więc myśmy się umówili, że buki są, nad wodą i tak dalej. Wszystko grało i poszliśmy spać, pewnie była szósta już rano.
Przebudziliśmy się gdzieś tak koło dziesiątej, trochę doprowadziliśmy się do porządku, przyszliśmy na śniadanie. No i jemy śniadanie, a oni przypomnieli sobie o tych czerwonych bukach. - Chcemy jechać zobaczyć, gdzie są te czerwone buki.
I my dopiero następnego dnia (to, co Mirek wspominał) dzwonimy do Jacka Fiutaka do nadleśnictwa, do Gołąbek. I mówimy tak: - Jacek masz gdzieś nad jeziorem, nad wodą czerwone buki? – A po cholerę wam czerwone buki?
To mówimy, jaka sprawa, że chcą film robić i tak dalej, ze to do scenariusza jest potrzebne. I Jacek Fiutak mówi tak: - Słuchaj, czerwone buki są, ale nie na terenie powiatu żnińskiego. Są pod Gnieznem.
No to myśmy zrobili wyprawę pod Gniezno, pokazaliśmy czerwone buki i tak zapadła decyzja, żeby realizować "Starą Baśń" na terenie Pałuk.
Tak, jak powiedziałem, film był wartości dwunastu i pół miliona chyba złotych, a około 6 milionów pozostało tutaj w gastronomii w hotelach i tak dalej.
Natomiast, dodam, Mirek, jedną rzecz. Muszę cię poprawić. Faktycznie, jak oni realizowali ten film, cały hotel był zajęty przez ekipę Hoffmana, ale Hoffman tutaj do końca nie wytrzymał, bo po jednym z bankietów mówi do mnie tak: - Słuchaj, jest tu jeszcze jaki inny hotel na Pałukach? Bo ja z tym pijakami tego filmu tutaj nie zrobię. Wymyśliliśmy wtedy budynek, w którym jest stołówka w Wenecji na Łysej Górze, był już wtedy wyremontowany. Jerzy Hoffman z Michalukiem i z Halińskim wyprowadzili się do Wenecji i tylko dlatego został ten film dokończony.
stand-up Zbigniewa Jaszczuka spisał (dk)
NFRW
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze