Małgorzata Turzyńska-Szczepańska w piwnicy trzymała m.in. skrzyneczkę z narzędziami. Straciła ją na skutek kradzieży
fot. Karol Gapiński
Barcin, złodzieje, kradzież, piwnica, policja
Domowe wino i ogórki na zagryzkę
W piwnicach pod pierwszą klatką schodową bloku nr 22 na ul. Pakoskiej w Barcinie grasują seryjni włamywacze. Mimo że z większości piwnic w tym sektorze bloku już coś zginęło, to tylko dwa tego typu zdarzenia zostały zgłoszone na policję.
W poniedziałek 27 lutego Małgorzata Turzyńska-Szczepańska, mieszkanka pierwszej klatki w bloku przy ul. Pakoskiej 22 w Barcinie, stwierdziła kradzież w swojej piwnicy. Do włamania doszło w taki sposób, że na pierwszy rzut oka Małgorzata Turzyńska-Szczepańska schodząc do piwnicy i stając przed drzwiami swego pomieszczenia piwnicznego nie dostrzegła niczego, co mogłoby ją zaniepokoić.
Nie było żadnych śladów włamania, kłódka była nienaruszona, drzwi na swoim miejscu. Kiedy je otworzyła i zajrzała do środka, też w pierwszej chwili wszystko wydawało się być w porządku. Dopiero po chwili kobieta spostrzegła brak skrzyneczki, która wcześniej leżała na podłodze pod półkami. W skrzynce tej trzymane były narzędzia, które od czasu do czasu potrzebne są w gospodarstwie domowym. Wśród nich największą wartość miały wyżynarka i wiertarka udarowa. Łącznie jednak straty nie sięgnęły nawet 250 zł, a od tej wysokości czyn kradzieży w prawie karnym jest kwalifikowany jako przestępstwo. Straty poniżej tej kwoty oznaczają wykroczenie i za takie ścigany jest złodziej. W tym przypadku mamy jednak do czynienia z włamaniem, a kradzież z włamaniem zawsze jest przestępstwem, a nie wykroczeniem. Tyle tylko, że - jak wspomnieliśmy - śladów włamania nie widać.
Po stwierdzeniu kradzieży w swej piwnicy Małgorzata Turzyńska-Szczepańska rozmawiała ze swoimi sąsiadami. Okazało się, że kilku z nich w ostatnim czasie też padło ofiarą złodziei, którzy dostali się do piwnic w tej samej klatce schodowej.
W piwnicy pierwszej klatki w bloku na ul. Pakoskiej 22 spotkaliśmy sąsiada pani Małgorzaty, który wychodził akurat ze swego pomieszczenia piwnicznego. - Złodzieje dostają się do środka wykorzystując przerwę między drzwiami a framugą. Podnoszą drzwi, aż one wyjdą z zawiasów i odchylają je i dzięki temu dostają się do wewnątrz. Po dokonaniu kradzieży drzwi na powrót zakładają na zawiasy i na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby się nikt nie włamywał, bo ani kłódka nie jest przecięta, ani drzwi wyłamane - tłumaczył nam sąsiad pani Małgorzaty.
Ta dopiero teraz skonstatowała, że to pewnie dlatego z jej piwnicy nieznany złodziej bądź też dwóch lub kilku złodziei, bo tak naprawdę nie wiadomo, ilu ich było, skradł tylko narzędzia. - Ja myślałam, że ci złodzieje upatrzyli sobie właśnie narzędzia, materiały budowlane, kafelki, bo tak mówiły mi osoby w naszej klatce schodowej, które pytałam, czy też im czegoś nie skradziono z piwnicy. Ci sąsiedzi mówili mi, że stracili z piwnic właśnie narzędzia lub takie materiały. Myślałam, że i mnie tylko to zginęło, a nie inne rzeczy, jak worki z pampersami czy worek z ziemniakami, czy sanki zawieszone na gwoździu. Myślałam, że to ich po prostu nie interesowało, a teraz widzę, że raczej po prostu nie mogli tego sięgnąć przez drzwi wysunięte z zawiasów - mówiła Małgorzata Turzyńska-Szczepańska.
Okazało się, że wcześniej do podobnej kradzieży doszło w drugiej klatce. Również nie było śladów włamania. Sprawcy musieli przedostać się do piwnic pod sąsiednią klatką schodową przez drzwi w głównym ciągu piwnicznego korytarza z piwnic pod klatką pierwszą. Drzwi te były tylko zabezpieczone skoblem, który łatwo można było wyciągnąć. Mieszkańcowi drugiej klatki schodowej zginęło z piwnicy kilkanaście butelek znakomitego - jak nas zapewniał - wina wiśniowego własnej produkcji. Teraz drzwi między piwnicami pierwszej i drugiej klatki schodowej zostały przez sąsiada Marii Turzyńskiej-Szczepańskiej zabezpieczone i złodzieje tamtędy nie przechodzą.
Niemal wszyscy mieszkańcy pierwszej klatki schodowej informowali sąsiadów, że ich też dotknęła kradzież. Jednej pani zginęły nawet słoiki z ogórkami kiszonymi. Mieszkańcy ci doskonale zdają sobie sprawę, że złodziej jest wśród nich. Nie ma przecież śladów włamania przez drzwi wiodące z klatki schodowej do schodów piwnicznych. Klucze do tych drzwi mają mieszkańcy, więc to ktoś z nich najprawdopodobniej uczestniczy w tych kradzieżach, zwłaszcza że mało prawdopodobne jest, żeby ktoś z zewnątrz skorzystał w przeszłości z jakiejś przypadkowej okazji i dorobił sobie klucz do tych drzwi, a teraz go wykorzystuje. Jest to mało prawdopodobne, bo niedawno zamek w owych drzwiach z klatki do piwnicy został przez jednego z mieszkańców wymieniony. Nawet pracownicy techniczni administracji bloku pytali później o klucz, bo go nie mieli, a co dopiero miałby wejść w jego posiadanie tak szybko złodziej z zewnątrz. Stąd wniosek jest taki, że ktoś z mieszkańców tej klatki schodowej okrada swoich sąsiadów.
Ci nikogo nie chcą oskarżać. Nie mają dowodów, a poza tym boją się. Z sąsiadami zawsze lepiej żyć w zgodzie. Niektórzy mają swe podejrzenia, bo widzą, kto często w pomieszczeniach piwnicznych przesiaduje. Zdarzają się tam nawet spontanicznie organizowane nasiadówki przy alkoholu. - Kto wie, czy to właśnie przy takiej okazji nie podwędzili tych słoików z ogórkami. Po prostu, żeby mieć zagryzkę - domyślał się w rozmowie z nami jeden z mieszkańców. Niektórzy poszkodowani z uwagi na małą wartość skradzionych im rzeczy nie zgłaszali niczego policjantom.
Zastępca naczelnika wydziału kryminalnego w Komendzie Powiatowej Policji w Żninie komisarz Piotr Kliczkowski przekazał nam, że w ostatnich miesiącach były tylko dwa zgłoszenia kradzieży z piwnic bloku przy ul. Pakoskiej 22 w Barcinie. Otóż tutejszy komisariat prowadzi dochodzenie w sprawie kradzieży starego motoroweru na szkodę jednej z pań mieszkających w bloku. Ta kradzież została zauważona po dość długim czasie i nie wiadomo, kiedy do niej dokładnie doszło. Drugie zgłoszone policji zdarzenie to kradzież na szkodę Małgorzaty Turzyńskiej-Szczepańskiej, o której pisaliśmy wyżej. Do dzisiaj sprawcy obu zgłoszonych kradzieży nie zostali zidentyfikowani i zatrzymani przez policję. Dochodzenie trwa.
Karol Gapiński
Pałuki nr 1047 (10/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze