Ryszard Berka z Królikowa w swoim gospodarstwie ekologicznym nie stosuje środków chemicznych. Do zwalczania chwastów nie używa środków chwastobójczych, a specjalnie do tego przystosowanej brony.
fot. Remigiusz Konieczka
Wnioski, dopłaty rolnośrodowiskowe, rolnictwo, warunki, kryteria
Dopłaty warte poświęceń
Rolnicy, którzy decydują się składać wnioski o dopłaty rolnośrodowiskowe, muszą spełniać określone warunki i kryteria, aby je dostać. Ci, z którymi rozmawialiśmy, nie żałują decyzji podjętych w związku ze złożeniem wniosku o takie dopłaty.
Podczas komisji rolnictwa Rady Miejskiej w Szubinie jej przewodniczący Roman Danielewski zastanawiał się, co zrobić, by zachęcić rolników do składania wniosków o dopłaty rolnośrodowiskowe, ponieważ środki te, choć przeznaczone dla rolników, nie są wykorzystywane w takim stopniu, w jakim mogłyby być. Członkini komisji, radna Elżbieta Katafiasz, która sama prowadzi gospodarstwo objęte programem rolnośrodowiskowym, powiedziała, że są rolnicy, którzy obawiają się spełnienia wszystkich wymagań o dopłaty. Postanowiliśmy dowiedzieć się, jakie są to warunki.
Elżbieta Katafiasz wraz z mężem prowadzą 29-hektarowe gospodarstwo w Królikowie, z czego dopłatami objętych jest 25,55 ha. Pierwszy wniosek o dopłaty rolnośrodowiskowe złożyli w 2004 roku, a więc zaraz po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Wniosek dotyczył prowadzenia gospodarstwa ekologicznego bez hodowli. Wniosek na wejście w program rolnośrodowiskowy składany jest co 5 lat, a wniosek o płatności co roku, tak samo jak wniosek o płatności bezpośrednie.
- Na początku musieliśmy zrobić pięcioletni plan działalności rolnośrodowiskowej - wyjaśnia nam Elżbieta Katafiasz.
Gospodarstwa muszą spełniać określone w programie warunki. W przypadku gospodarstw ekologicznych w uprawie nie można stosować nawozów sztucznych i chemicznych środków ochrony roślin. Elżbieta Katafiasz dodała, że musi być również dokumentowana gospodarka nawozowa. Podczas kontroli sprawdzane są np. rozsiewacze pod kątem tego, czy materiał siewny nie był zaprawiany, czyli chemicznie zabezpieczony przed szkodnikami i grzybem.
- A w gospodarstwach nastawionych na ekologię nasiona nie mogą być zaprawiane - wyjaśnia Elżbieta Katafiasz. - Nie można stosować środków chemicznych, grzybobójczych, chwastobójczych czy owadobójczych. Jest za to więcej pracy mechanicznej i pracy ludzi. Co 3 lata rolnik musi stosować płodozmian, a 35% gruntów ornych musi być obsianych strączkowymi.
Ziemia, jaką gospodarują, jest niskiej klasy. Najwięcej jest gruntów klasy V i VI, na ziemiach tych uprawiają żyto i saradelę, tę ostatnią z czystego wysiewu lub razem z żytem. Saradela wsiewana w żyto, jak mówi nam Elżbieta Katafiasz, działa lepiej niż nawóz. - Jak przychodzi susza, to nawóz wszystko wypala, a tutaj azot jest inaczej rozkładany i wypaleń nie ma - dodaje.
Gospodarstwo Elżbiety i Zbigniewa Katafiaszów jest również w programie łąk ekstensywnych. Rolnik, będąc w tym programie, zyskuje 500 zł do hektara. - Nie można jednak kosić łąk przed 1 czerwca, trzeba zostawić 5-10% na siedliska lęgowe i kosić od środka do zewnątrz łąki - mówi Elżbieta Katafiasz.
Na 25 ha dopłaty obszarowe wynoszą około 22 tys. zł, a dopłaty rolnośrodowiskowe to kolejne 24 tys. zł. - Przy tej klasie gruntów nie udałoby nam się takich pieniędzy uzyskać z samych płodów rolnych. Wydajemy więcej na paliwo i ludzi, ale oszczędzamy na nawozach. Nasze produkty rolne możemy sprzedawać jako ekologiczne, bo uzyskujemy certyfikaty, ale przez te lata tylko raz udało nam się sprzedać żyto jako ekologiczne, tak to jako konsumpcyjne lub paszowe. Na ekologiczne nie ma popytu. Jest droższe i nikt nie chce skupować.
Ryszard Berka z Królikowa jest sąsiadem państwa Katafiaszów i z żoną również prowadzi gospodarstwo ekologiczne, ale jest producentem mleka i musi spełniać wymogi związane z tą gałęzią rolnictwa. W programy rolnośrodowiskowe wszedł głównie dlatego, że ma niskiej klasy grunty orne, głównie IV i V. Ma także łąki, również włączone do programu łąk ekstensywnych. Uprawa roślinna i łąki podporządkowane są produkcji mlecznej. Jego stado liczy 25 sztuk, w tym jest 12 krów dojnych, a reszta to jałówki na odbudowę stada. Byki jeszcze jako młode sztuki rolnik sprzedaje.
Rolnik z Królikowa jako producent mleka ekologicznego także musi spełnić szereg warunków, aby otrzymać dopłaty rolnośrodowiskowe, przejść kontrole i otrzymać certyfikat. Jednym z wymogów jest uzyskanie zgody na trzymanie stada na uwięzi. Rolnik wyjaśnił, że krowy, szczególnie w okresie zimowym, trzymane są w oborze bez wybiegu i musi co roku występować o zgodę na trzymanie zwierząt na uwięzi. Występuje do Wojewódzkiego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych i taką zgodę otrzymuje. Dokument musi pokazać podczas kontroli. Natomiast latem krowy są wyprowadzane na łąki. Oprócz tego hodowca musi mieć zgodę na obcięcie krowom rogów.
Oprócz dostępu do wybiegu, zwierzęta muszą mieć odpowiednią ilość światła w oborze i odpowiednią ilość miejsca. Ryszard Berka powiedział, że wymagania w gospodarstwach ekologicznych są niekiedy większe od wymagań obszaru C zasad wzajemnej zgodności.
Do żywienia krów i jałówek nie może używać pasz i koncentratów.
- Głównymi źródłami białka są rośliny pochodzące z zasiewów mieszanki zbożowo-strączkowej. Mam też zasiane 1,5 ha lucerny. W żyto robię wsiew seradeli, która jest mlekopędna. Co drugi rok, zamiennie ze strączkowymi, sieję kukurydzę. Ma ona walory energetyczne w żywieniu bydła. Jak nie mam kukurydzy, to podaję sianokiszonkę - mówi Ryszard Berka.
W uprawie roślinnej rolnik nie stosuje żadnej chemii. - Ci co pryskają, mają niekiedy bardziej zarośnięte pola niż my - dodaje rolnik.
Do odchwaszczania stosuje bronę. Również nawożenie prowadzone jest w sposób ekologiczny. W gospodarstwie produkuje 100 tys. ton obornika rocznie i 50 tys. litrów gnojówki. Uzyskuje z tego około 850 kg czystego azotu. Wykorzystuje to wszystko do nawożenia.
Nasz rozmówca również tylko raz sprzedał mleko jako ekologiczne, i to do Niemiec. Produkt ekologiczny jest zdrowszy, ale droższy i dlatego trudno go zbyć. Takie mleko jest droższe od zwykłego o około 10-20 groszy na litrze, a uzyskuje średnio od krowy 5.000 litrów na rok. Mleko wyprodukowane w gospodarstwie ekologicznym sprzedaje w konwencji, czyli jako zwykłe nieekologiczne.
Aby otrzymać dopłatę rolnośrodowiskową rolnicy muszą uzyskać certyfikat. Sami występują do firmy, która przeprowadza kontrolę. W przypadku Elżbiety Katafiasz i Ryszarda Berki jest to firma Agro Bio Test. Firmy mogą też robić kontrole niespodziewane. Natomiast rolnicy nie dość, że sami muszą znaleźć firmę kontrolującą, to za kontrole i wydanie certyfikatu gospodarstwa ekologicznego muszą zapłacić. Elżbieta Katafiasz powiedziała, że jest to 1.080 zł.
Ryszard Berka wyjaśnił, że krótko po telefonie od firmy, która gospodarstwo kontroluje, rolnik może spodziewać się kontroli. Sam miał dwie takie nagłe kontrole, ale przeszedł je pozytywnie. Kontrolujący obejrzeli oborę i sprawdzili dokumenty.
- Dla kogoś, kto zaczyna to, na początku może być trudno spełnić wszystkie wymogi. Ale są jednak do spełnienia. Ja tyle lat już jestem w programie rolnośrodowiskowym i spełniam. Na słabych glebach się to opłaca. Warunki atmosferyczne mogą być różne, a pieniądze z ekologii są zapewnione. To co dostaję z dopłat, nie uzyskałbym z tego, co urodzi ziemia o słabej klasie - mówi Ryszard Berka.
Szef nakielskiego biura Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa Adam Krasicki jest zdania, że w skali powiatu wniosków o płatności rolnośrodowiskowe jest sporo. Na 2.600 wszystkich, jest ich 600. Dodał, że gospodarstwa z terenu gminy Szubin były prekursorami w składaniu wniosków o płatności związane z prowadzeniem gospodarstw ekologicznych. Program rolnośrodowiskowy najkorzystniej stosować w gospodarstwach o słabych klasach gruntów. Adam Krasicki zachęca do korzystania z programu łąk ekstensywnych, w którym do hektara łąki dopłata wynosi 500 zł, a wymaga tylko ograniczenia nawożenia i koszenia minimum raz w roku.
Zapytaliśmy, czy każdy może w takie programy wejść. - Każdy rolnik musi zrobić sobie rachunek ekonomiczny i obliczyć, czy mu się to opłaci, czy nie i każdy powinien sam na to pytanie sobie odpowiedzieć - wyjaśnia Adam Krasicki.
Stan związany z ilością wniosków o płatności rolnośrodowiskowe będzie tematem konferencji, która dzisiaj odbędzie się w siedzibie szubińskiej Platformy Obywatelskiej przy ul. Gen. Józefa Bema 1 w Szubinie. Na konferencję zaprasza Artur Michalak, a o płatnościach będą mówić: Ewa Krasicka-Karczyńska i Mariusz Twarowski. Spotkanie rozpocznie się o 17:00.
Remigiusz Konieczka
Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 1107 (18/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze