Reklama

Dr Tomasz Zwolenkiewicz: bezwzględnie szczepmy dzieci

W następnym tygodniu do Polski mają dotrzeć szczepionki przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 - tym razem w dawkach dostosowanych dla dzieci w wieku od 5 do 11 lat. Od 16 grudnia resort zdrowia planuje wdrożyć szczepienia właśnie dla tej grupy wiekowej. - Jeśli ktoś ma wątpliwości czy zaszczepić swoje dziecko to zapraszam do nas, żeby na własne oczy przekonać się, co dzieje się z najmłodszymi, chorymi na COVID-19 - mówi z dozą przekory dr Tomasz Zwolenkiewicz, doświadczony pediatra i ordynator oddziału pediatrycznego Pałuckiego Centrum Zdrowia w Żninie.

Europejska Agencja Leków wydała pozytywną rekomendację dla szczepionki Comirnaty firm Pfizer/BioNTech, którą uznano za covidowe antidotum dla dzieci w wieku od 5 do 11 lat. Preparat zatwierdziła następnie Komisja Europejska. Dawka szczepionki dla najmłodszych ma być niższa od stosowanej obecnie u osób w wieku od 12 lat wzwyż i wynosić 10 mikrogramów. Będzie podawana dwuetapowo, za sprawą dwóch wstrzyknięć w minimum trzytygodniowym odstępie. W Polsce szczepienia mają rozpocząć się jeszcze przed świętami. Rodzą one liczne wątpliwości wśród rodziców, spośród których wielu nie jest przekonanych, co do słuszności zaaplikowania szczepionki swoim pociechom. Zdaniem dr Tomasza Zwolenkiewicza - związanego z pediatrią już od blisko 40 lat - nie muszą mieć powodu do obaw.

Justyna Kulpińska: - Co przemawia za tym, że powinno się szczepić nawet 5-letnie dzieci? Jak Pan, jako lekarz przekonałby do tego wahających się jeszcze rodziców lub takich, którzy mówią stanowcze "nie" temu szczepieniu?

Reklama

Tomasz Zwolenkiewicz: - Dzieci chorych na COVID mamy coraz więcej. Jest to bardzo kłopotliwa sytuacja, ponieważ są to zupełnie inne postacie zachorowań od tych, które obserwowaliśmy rok temu. Chorują bardzo małe dzieci i nigdy nie wiadomo, jak będzie wyglądał dalszy przebieg po zakończeniu leczenia. Często przybiera formę ukrytego zapalenia mięśnia sercowego, dzieci wysoko gorączkują. Poruszamy się trochę po omacku, bo wytycznych, co do leczenia tych dzieci jest w tym momencie mało. Te, które obowiązywały w tamtym roku odstają od tego, co widzimy teraz. Koronawirus jest straszny, bo nieustannie ewoluuje. Dotyczy to zarówno zakaźności, jak i samych objawów. Możemy spodziewać się wszystkiego. Nie pojawiają się już objawów, które byłyby prognostycznie oczywiste. Najczęściej chorują takie dzieci, po których najmniej byśmy się tego spodziewali. Jedyną możliwością zapobieżenia takim tragicznym sytuacjom - bo to nie jest do końca prawda, że dzieci chorują łagodnie - na pewno jest szczepienie.

- Jak często w Żninie diagnozowane są dzieci chore na COVID?

Reklama

- Tak naprawdę każdego dnia. Najmłodsze miało dwa tygodnie życia. Nie mamy jednak oddziału covidowego dla dzieci, dlatego staramy się przekazywać pacjentów do Torunia lub do Bydgoszczy. Robi się z tym natomiast olbrzymi problem, ponieważ zaczyna brakować miejsc. Często zdarza się, że dzieci muszą leżeć u nas dłużej albo musimy je wysyłać do Włocławka czy jeszcze dalej. Jedyną receptą na to, aby temu zapobiec jest szczepienie.

- Wiele osób nie bierze pod uwagę skorzystania z możliwości, która pojawi się już w najbliższych dniach, bojąc się różnego rodzaju powikłań, skutków ubocznych, a nawet odczynów poszczepiennych u swoich dzieci.

Reklama

- Takie osoby nie powinny bać się szczepienia, tylko samej choroby. Szczepionki mRNA to mercedes wśród dostępnych szczepionek. W Polsce szczepi się dzieci w 6-8 tygodniu życia, serwując im aż cztery ukłucia i podając m.in. krztusiec pełnokomórkowy. Powiedziałbym potocznie, że to są dopiero szczepionki hardcorowe i tam mogą wystąpić niepożądane odczyny poszczepienne. W grupie, którą już szczepimy przeciwko koronawirusowi, czyli u osób w wieku 12-17 lat, generalnie nie było żadnych odczynów poszczepiennych, poza bólem ręki. Młodzi ludzie bardzo dobrze je znosili. Nie zmienia to jednak faktu, że do tej pory skorzystała z nich mała grupa.

- Szczepionki przeciwko COVID-19 powinny być więc w Pana opinii wpisane do kalendarza szczepień obowiązkowych?

Reklama

- Byłbym na tyle radykalny i z całą pewnością powiedział, że tak. Polska przoduje w szczepieniach obowiązkowych w Europie. Wyszczepialność jest u nas bardzo wysoka i nikt nie narzeka, ani nie twierdzi, że ktoś odbiera mu wolność. Niestety aktualna rzeczywistość jest smutna, bo w sytuacji, kiedy naród wymiera i mamy 500 zgonów dziennie, przestaje to robić wrażenie na kimkolwiek.

- W obecnych realiach od rodziców przebywających na oddziale pediatrycznym Pałuckiego Centrum Zdrowia wymagane jest uprzednie okazywanie się certyfikatem potwierdzającym zaszczepienie?

Reklama

- Żądam jego okazania, choć niektórzy mają o to pretensje. Większość jednak podchodzi do tego z dużym zrozumieniem. Inaczej nie moglibyśmy normalnie pracować. Osoby niezaszczepione muszą poddać się testowi i dopiero wynik ujemny upoważnia je do wejścia na oddział oraz pozostania na nim do czasu, kiedy wypuścimy dziecko do domu. Rodzice zaszczepieni mogą się wymieniać i opieka jest wówczas zdecydowanie łatwiejsza.

- Jak od strony technicznej będą wyglądały szczepienia dedykowane najmłodszej (jak do tej pory) grupie Polaków w naszym regionie?

Reklama

- Pierwsze szkolenie online odbędziemy 8 grudnia. Szczegółów organizacyjnych na razie nie znamy. Podejrzewam, że dzieci w wieku od 5 do 11 lat będą szczepione we własnych poradniach, w których funkcjonuje punkt szczepień. 

- Bardzo dziękuję za rozmowę. 

Justyna Kulpińska, 7 XII 2021

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości