Od najmłodszych lat rozwija swoją pasję do koni i jeździectwa. W wieku 16 lat stała się szczęśliwą posiadaczką siwki Costy. Marzy o swojej własnej stajni z końmi, do czego wytrwale dąży. - Takim moim małym marzeniem jest spanie obok rumaków. Niestety na to będę musiała trochę poczekać - mówi Roksana Wojtkowiak, 18-letnia mieszkanka Tupadł w gminie Kcynia.
Angelika Uścińska: - Jak wyglądały początki twojej przygody z końmi?
Roksana Wojtkowiak: - Jak byłam mała to już chciałam jeździć, ale w okolicy nie było odpowiedniego miejsca. Dopiero koleżanka mojej mamy poleciła w Studzienkach stajnie "KonJarka". W wieku 11 lat zaczęłam się uczyć jeździć na koniu. Na początku to była zabawa. Jeździłam na kucykach albo troszkę większych, tak do 150 cm w kłębie. Gdy miałam więcej umiejętności, mogłam dosiadać duże konie. Z moich ulubieńców pamiętam Ambicję, gniadą klacz. Fajnie mi się na niej jeździło. I jeszcze Gotti, kara klacz. Wygodnie się na niej galopowało.
- Kiedy jazda na koniach stała się dla ciebie sportową pasją?
Przez 3 lata jeździłam w tamtej stajni rekreacyjnie, a potem przeniosłam się do innej, ponieważ moim marzeniem było startować w zawodach. Wybrałam stajnie w Górkach Zagajnych. Należałam do klubu Pałucki Klub Jeździecki. Ogólnie bywałam tam raz w tygodniu od 1 do 2 godzin. A przed zawodami to dwa razy w tygodniu po 1,5 godziny.
- Czy wtedy uczestniczyłaś w zawodach?
W miarę możliwości starałam się uczestniczyć w zawodach. Moje pierwsze zawody były w Turzynie. Tam skakałam w klasie LL. Przeszkody mają 60 cm i jest ich 9. Towarzyszyła mi siwa klacz o imieniu Blackberry. Kolejna moja ulubienica. Wtedy nie udało mi się nic wygrać, bo to były zawody, które rozpoczęły moją wielką przygodę. Szczerze mówiąc, jeszcze nigdy nic nie wygrałam, jednak to nie podcięło mi skrzydeł. Dla mnie najważniejsza jest miłość do koni i do tego co robię. Może kiedyś się uda.
![]() |
| fot. z archiwum Roksany Wojtkowiak |
- Jak narodził się pomysł zakupu konia?
Chciałam być blisko koni. Niestety nie zawsze mogłam dojeżdżać. Nie miałam jeszcze wtedy prawa jazdy. Wiązałam przyszłość z jeździectwem, dlatego postanowiłam namówić rodziców. Jakoś nie byli z tego zadowoleni, ponieważ ktoś musiał zajmować się tym koniem, gdy chodziłam do szkoły. O dziwo zgodzili się po dwóch latach błagań. Na początku planowaliśmy kupić konia rocznego, żeby od początku go uczyć, ale potem stwierdziliśmy, że jednak lepiej kupić konia, który jest już wszystkiego nauczony. Dzięki rodzicom spełniłam swoje marzenie! Są najlepsi na świecie!
- Jak wybrałaś swojego ulubieńca?
Przez 3 miesiące miałam jazdy na Coście i to było w stajni w Górkach Zagajnych. Costa Brawa L jest rasy SP, co znaczy szlachetna półkrew. Jest siwkiem i ma aktualnie 11 lat. Ma ok. 170 cm w kłębie. Gdy na nią wsiadłam po raz pierwszy, to pojawiło się to uczucie. Można to określić jako miłość od pierwszego wejrzenia. 7 sierpnia 2018 zakupiliśmy ją, ale niestety musiała zostać w stajni, ponieważ wraz z rodzicami musieliśmy wybudować dla niej boks obok domu. Tydzień przed rozpoczęciem roku przyjechała do domu. Niestety nie mogłam jej powitać, gdyż byłam na obozie jeździeckim. Gdy tylko wróciłam, pobiegłam do Costy, ubrałam ją i jeździłam na podwórku.
- Jak wygląda twój dzień, gdy wiesz, że musisz opiekować się koniem?
Zanim zaczęła się pandemia i trzeba było chodzić do szkoły, to zawsze rano o 7 karmiłam konia. Tata zawoził mnie do szkoły i przejmował moje obowiązki w opiece nad Costą. O 8 wyprowadzał ją na padok. Gdy wracałam ze szkoły, to szybko jadłam obiad, przebierałam się i biegłam do Costy. Codziennie ją czyszczę przed jeżdżeniem, co zajmuje jakieś pół godziny. Na początku, gdy nie mogłam się nią nacieszyć, jeździłam na niej dwie godziny. Teraz jakąś godzinkę dziennie. Przez to, że zajęcia są zdalne, mogę spędzać z nią więcej czasu.
- Czy uczestniczyłaś w zawodach z Costą?
Niestety brałyśmy udział tylko w jednych zawody w skokach, ale to było wtedy, zanim pojawiła się u mnie w domu. Wtedy jechałam w klasie mini LL oraz LL. Był ogromny stres! Najpierw jeździ się na rozprężalni. Są tam trzy przeszkody, gdzie można przygotować się do głównego przejazdu przed komisją. Na zawodach trzeba mieć odpowiedni strój. Choć to były moje pierwsze zawody z Costą nie byłam szczególnie zadowolona. Popełniłam wiele błędów. Aktualnie nie jeździmy na zawody z Costą, ponieważ nie mam czasu na profesjonalne treningi. W tym roku piszę maturę.
- Czy posiadasz profesjonalny strój do jazdy konnej?
Na początku jeździłam w wygodnych rzeczach, czyli zakładałam leginsy, bluzę i adidasy. W sumie to od początku chciałam kupić wszystkie potrzebne akcesoria jeździeckie. Gdy uzbierałam odpowiednią ilość pieniędzy, w końcu mogłam zrealizować swój cel. Strój jeździecki konkursowy składa się z białych bryczesów, czyli spodni, koszuli konkursowej, a na to zakłada się frak. Do tego trzeba mieć buty oficerki oraz kask. Niektórzy używają bata albo ostróg. Ja posiadam tylko krótki bat do jazdy.
- Czy spadłaś kiedyś z konia?
To często się zdarzało. Po 10 razie przestałam już liczyć. Gdy miałam 17 lat, jeździłam na Coście po podwórku. Chciałam zagalopować, ale było wtedy ślisko i koń się poślizgnął. Wywaliłam się wraz z nią. Uderzyłam głowa o ziemię, co było tak nagłe, że ja nie byłam pewna co się stało. Na szczęście Coście nic się nie stało, a ja miałam mroczki przed oczami. Bolała mnie głowa. Rodzice zawieźli mnie szybko do szpitala w Szubinie, a potem skierowali nas na Bydgoszcz. Leżałam tam dwa dni i napisałam list pożegnalny do rodziców, w którym prosiłam ich, aby nie sprzedawali Costy. Byłam bardzo przerażona, bo jeszcze nigdy nie miałam tak groźnego upadku. Wtedy myślałam tylko o najgorszym!
- Czy kiedykolwiek miałaś nieprzyjemną sytuację z Costą?
To było latem. Na podwórku mieliśmy basen, a ja się kąpałam. Ogólnie nie można podchodzić do konia w klapkach, ponieważ jest to bardzo niebezpieczne. Niestety to zrobiłam. Costa jadła i nagle się przestraszyła. Nie wiem czego, ale zareagowała gwałtownie. Zerwała cały pastuch i uciekła w pole. Najpierw poszłam do garażu, aby wziąć wiadro z paszą, bo wiem, że podchodzi do jedzenia. Nie przyszła. Wtedy goniło ją 6 ludzi po polu. Wróciła, gdy za trzecim razem ją zawołałam.
![]() |
| fot. z archiwum Roksany Wojtkowiak |
- Jakie masz plany na przyszłość?
Kiedyś chciałam być weterynarzem lub instruktorem jazdy konnej. Jak zacznę pracować, chciałabym uzbierać pieniądze na większą stajnię. Na razie mam jeden boks dla mojej Costy. W przyszłości chciałabym mieć od 4 do 5 koni. Mogłabym mieć karego, gniadego, siwego i kasztanowatego oraz słodkiego kucyka. Na razie mam tylko siwkę Costę.
- Czy podjęłaś jakieś kroki, aby zostać instruktorem?
Posiadam dwie odznaki jeździeckie. Pierwszą zdawałam, gdy miałam 14 lat i to było po obozie jeździeckim, na którym przygotowywałam się do zdobycia odznaki. Tydzień po tym obozie miałam egzamin na brązową odznakę. To było w sobotę o 10 obok Bydgoszczy, w Brzozie, OJK Cavallino. Na tym egzaminie jest ok. 300 pytań na temat koni i jeździectwa. Dzieli się on na trzy etapy. Pierwszy z nich to ujeżdżenie, drugi to skoki a trzeci to teoria. Rok później zdawałam na srebrną odznakę. Egzamin również ma trzy etapy, ale one są o wiele trudniejsze. Planuję zdobyć złotą odznakę jeździectwa, ale to po maturze.
- Czy mówisz do swojego konia?
Oczywiście! Gdy mówię imię mojej klaczy, to ona reaguje! Rży, parska, przybiega do mnie, żebym ją podrapała czy wyczesała. Wiem, że kocha mnie tak samo jak ja ją kocham!
Angelika Uścińska, 15 IV 2021
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze