Reklama

Gąsawa przegrała ponad pół miliona

Mariusz Kazik (z lewej) i siedzący obok Karol Janicki jako jedyni nie poparli zmian w budżecie

    fot. Arkadiusz Majszak

Gąsawa, gmina, pieniądze, wykonawca, kanalizacja
     Gąsawa przegrała ponad pół miliona
    Gmina Gąsawa przegrała procesy w dwóch instancjach z wykonawcą kanalizacji w Szelejewie i będzie musiała mu zapłacić ponad pół miliona złotych. Jeśli pieniądze nie wpłyną na konto wykonawcy, to finanse gminy zostaną zajęte przez komornika.

     Przypomnijmy, iż budowa kanalizacji sanitarnej na trasie Łysinin - Komratowo - Oćwieka - Szelejewo została rozpoczęta 2 września 2009 roku. Prace przy budowie kanalizacji jako zakończone zgłoszono do odbioru 14 lipca 2011 roku. Wykonawcą robót kanalizacyjnych było Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjno-Budowlanych Hydrad z Piły. Prace były mocno opóźnione, ich zakończenie zgodnie z umową planowano na 30 października 2010 roku. W dniu zakończenia robót w myśl umowy firma z Piły miała do wykonania jeszcze pół kilometra kanalizacji grawitacyjnej w drodze gruntowej Gopło - Szelejewo z odtworzeniem nawierzchni drogi wapiennej, ogrodzenie i utwardzenie terenu przepompowni w Szelejewie oraz naprawienie wielu usterek: uformowanie poboczy dróg gminnych, wymianę zamków w przepompowniach, naprawę nierówności w odtworzonej nawierzchni drogi gminnej w Szelejewie. Wykonanie tychże prac przedłużyło termin zakończenia robót do 14 lipca 2011 roku.
     9 lipca 2009 roku gmina Gąsawa złożyła wniosek o przyznanie dofinansowania z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na realizację inwestycji Kanalizacja sanitarna wraz z przyłączami na trasie Szelejewo - Oćwieka - Komratowo - Łysinin. Po weryfikacji wniosku 22 lutego 2010 roku podpisano umowę na dofinansowanie w wysokości 2.369.146 zł. Dofinansowanie pierwszego etapu inwestycji opiewało na 1.325.696 zł, a drugiego etapu - na 1.043.450 zł. Z dokumentacji przedstawionej przez beneficjenta wynikało, że całkowity koszt zadania to 5.816.662,82 zł. Był to koszt inwestorski przed postępowaniem przetargowym.
     W wyniku rozstrzygnięć przetargowych koszty inwestycji zmniejszyły się do 3.109.394,61 zł całkowitej wartości inwestycji. Obliczone zgodnie z procedurami unijnymi dofinansowanie wynosiło 1.273.863 zł. Zmiany te zostały zapisane w aneksie do umowy z gminą Gąsawa.
     Gmina poprosiła o przesunięcie terminu złożenia wniosku o płatność na grudzień 2010 roku oraz wypłacenie pomocy w jednym etapie. Zostało to ujęte w aneksie z 9 sierpnia 2010 roku. Później wnioskodawca poprosił o zmianę terminu złożenia wniosku o płatność na: maj 2011 r. - aneks z 23 lutego 2011 roku; na grudzień 2011 roku - aneks z 31 maja 2011 roku; na styczeń 2012 roku - aneks z 27 grudnia 2011 roku. Wreszcie 30 stycznia 2012 roku do marszałkowskiego departamentu rozwoju obszarów wiejskich wpłynęło pismo, w którym gmina Gąsawa odstąpiła od umowy z uwagi na współfinansowanie inwestycji z innych źródeł (Agencji Nieruchomości Rolnych). Tego samego dnia umowa została rozwiązana na wniosek beneficjenta.
     Kanalizacja była budowana zgodnie z projektem technicznym. Zarząd Dróg Powiatowych i Urząd Gminy na bieżąco kontrolowały wykonanie odtworzenia nawierzchni dróg, a zauważone usterki kwalifikowano do poprawy nawierzchni. Kanalizację pod drogami powiatowymi w poboczach ułożono na długości około 950 metrów, w poboczach i skraju jezdni dróg gminnych ułożono na długości 1.700 metrów oraz pod drogami gruntowymi ułożono kanalizację na długości 4.400 metrów. Pozostała kanalizacja o długości 5.032,87 metrów ułożona została w gruntach rolnych.
     Wobec wykonawcy gmina zastosowała kary za nieterminowe wykonanie robót. Wójt Zdzisław Kuczma uznał, iż za opóźnienie wykonania robót odpowiada przedsiębiorstwo Hydrad z Piły. Dlatego za przekroczenie umownego terminu wykonania prac gmina naliczyła kary umowne wynikające z umowy podstawowej za nieterminowe wykonanie zadania. W pierwszym etapie wykonawca otrzymał karę umowną w kwocie 26.987,20 zł za przekroczenie terminu o 16 dni. W drugim etapie na wykonawcę nałożono karę umowną w wysokości 364.208,64 zł za przekroczenie terminu wykonania robót o 256 dni. Łączna kara za nieterminowe wykonanie powyższego zadania wynosiła 391.195,84 zł.
     Spór o zapłatę tej kwoty znalazł swój finał w sądzie. Gmina przegrała przed sądem z dawnym właścicielem firmy Hydrad (firma obecnie jest w stanie upadłości) zarówno w pierwszej, jak i w drugiej instancji. A to oznacza, że wyrok jest prawomocny i gmina Gąsawa będzie musiała zwrócić wykonawcy ponad pół miliona złotych (jest to nieuregulowana dotąd kwota wraz z odsetkami). W tym celu gąsawscy radni otrzymali projekt uchwały dotyczącej zmian w budżecie gminy.
     Radny Mariusz Kazik zwrócił uwagę, iż o fakcie, że gmina przegrała sprawę i trzeba będzie zapłacić 560.000 zł, dowiedział się dzień przed sesją na posiedzeniu komisji. Dodał, iż nie ma pieniędzy na wiele zadań. Zaznaczył, iż zabiera się sołectwom należne pieniądze, po kilka lub kilkanaście tysięcy, które mieszkańcy potrafili swoją pracą pomnożyć.
     - A tutaj musimy wydać w prywatne ręce ponad pół miliona złotych. Ja za tym ręki nie podniosę. Chcę wiedzieć, dlaczego tak się stało. Od początku tej inwestycji są same problemy - zaznaczył radny. I dociekał: - Przy konstruowaniu budżetu na to zadanie podpisano umowę z marszałkiem na 2,5 mln zł, ale straciliśmy połowę dofinansowania, bo się nie należało. Po co podpisano więc umowę na 2,5 mln zł, a potem po rozstrzygnięciu przetargu kwotę pomniejszono do 1.276.000 zł dofinansowania, skoro się nie należało? Po co 6-krotnie aneksowano ją od 2009 roku, skoro wiedziano, że się nie należy? Dlaczego kwota pomniejszona, tj. 900.000 zł, trafiła do budżetu na 2012 rok, skoro się nie należała? Dlaczego w obecności pana Banaszaka, wicemarszałka Sejmiku Województwa, w kwietniu 2012 roku pytano o 900.000 zł refundacji, jakie ma wpłynąć do budżetu i usłyszeliśmy, że do tematu tej kwoty wrócimy, a okazało się później, że 4 miesiące wcześniej rozwiązano umowę z gminą. Dlaczego nikt nam nie powiedział o tym? Tutaj nie postąpiono fair. Jakoś to przetrawiliśmy. Świadomie zmniejszono zakres prac. Odbierając tę inwestycję zgodzono się na jej wykonanie techniczne, więc ktoś to zrobił. Co do sądu powiedziano nam, że oddajemy sprawę, ale firma oddała równocześnie nas do sądu. W uzasadnieniu wyroku jest informacja, dlaczego sąd przyznał rację inwestorowi, a nie gminie, dlatego chcemy poznać to uzasadnienie. Chcemy wiedzieć, kto zawinił. Wiemy tylko tyle, że gmina musi zapłacić ponad pół miliona złotych po wyroku w drugiej instancji. Pytam, kiedy przegraliśmy w pierwszej instancji. Też nikt nie informował, a pytałem o to przed miesiącem. Mariusz Kazik przypomniał również, iż w swoim czasie radny Wiesław Zajączkowski (którego na ostatniej sesji nie było) zwracał uwagę, że Urząd Gminy nie nalicza odsetek karnych za zwłokę w realizacji prac, a płaci się za dodatkowe prace poza zakresem.
     Przewodniczący Rady Gminy Marek Maciejewski dziwił się, skąd wzięło się takie płomienne wystąpienie radnego, kiedy dzień wcześniej na posiedzeniu komisji niewiele na temat przegranej przez gminę sprawy powiedział.
     Mariusz Kazik odpowiedział, iż na sesji Rady Gmina ma prawo powiedzieć, co chce i kiedy chce. Podkreślił, iż podczas obrad komisji został zaskoczony informacją, że gmina będzie musiała zapłacić wykonawcy ponad pół miliona złotych i był oburzony przedstawionymi faktami.
     - Ja nie mówię, czy pan głosi płomienną mowę, czy nie i czasu panu nie mierzę - odpowiedział przewodniczącemu radny. Marek Maciejewski ripostował: - Kiedy pan chce głosu pan nie będzie zajmował, bo o tym decyduję ja.
     Radna Maria Warda stwierdziła, iż Mariusz Kazik wystąpił w tonie oskarżycielskim. Jej zdaniem było to bardzo przykre.
     Wójt Zdzisław Kuczma przyznał, że potrącił wykonawcy 372.000 zł za niewykonanie prac w terminie.
     - Nie zapłaciłem tych pieniędzy. Po wielu konsultacjach z panem mecenasem doszliśmy do wniosku, że chociaż to dotyczyło umowy ryczałtowej, ale był zapis, że umowa ryczałtowa obowiązuje, kiedy wszystkie prace zostaną wykonane. I ja z całą świadomością za to nie zapłaciłem - tłumaczył wójt. Według wyjaśnień Zdzisława Kuczmy, sąd powołał biegłego sądowego, który wydał bardzo niekorzystną opinię dla gminy mówiącą, iż inwestycja jest wykonana bardzo dobrze, spełnia wszystkie wymogi i należy za nią zapłacić.
     - Przed sądem nawet wykonawca przyznał, że nie wykonał prac w terminie, a sąd uznał, że wykonał w terminie. Sąd nie wziął pod uwagę zeznań świadków, tylko opinię biegłego - zaznaczył wójt.
     Radny Karol Janicki pytał, czy była możliwość powołania drugiego biegłego i konfrontacji opinii biegłych.
     Radca prawny Bogusław Szymczak wyjaśnił, iż kwestia powołania drugiego biegłego jest rzeczą trudną, ponieważ gmina musiałaby wykazać, że powołany przez sąd biegły wykonał złą opinię w sensie technicznym. Radca zwrócił uwagę, że opinia biegłego jest traktowana na równi z zeznaniami świadków i stron postępowania, którym sąd może dać wiarę.
     - W tym przypadku sąd oparł się głównie na opinii biegłego i dał wiarę opinii pana biegłego. Zeznaniom naszej strony nie dał wiary - dodał radca.
     Zdzisław Kuczma przypomniał, iż firma z Piły zgłosiła zakończenie robót w październiku 2010 roku. Gmina inwestycji nie odebrała. Podczas kolejnych terminów: w styczniu, lutym i kwietniu 2011 roku prace również nie zostały odebrane.
     - Odebraliśmy je dopiero w lipcu 2011 roku, kiedy inwestor poprawił nawierzchnię drogi w Szelejewie - wyjaśnił wójt. I dodał, że na inwestycję gmina otrzymała 250.000 zł z Agencji Nieruchomości Rolnych. I dlatego nie mogła skorzystać z dofinansowania Urzędu Marszałkowskiego, ponieważ nie mogło być dwóch źródeł finansowania z zewnątrz. Zapewnił ponadto, że spłacając wykonawcy należność, gmina będzie mogła ubiegać się o umorzenie jednej trzeciej (z kwoty 2,4 mln zł) pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Gdyby gmina nie musiała spłacać wykonawcy z Piły, wówczas umorzenie pożyczki z WFOŚiGW nie przysługiwałoby.
     - W efekcie w tych rozliczeniach wyjdziemy na plus - uważa wójt.
     Za zmianami w budżecie, mającymi pozwolić uregulować roszczenia wykonawcy, głosowało 11 radnych, Mariusz Kazik i Karol Janicki byli przeciw. Gdyby gmina nie spłaciła wykonawcy należności orzeczonych prawomocnym wyrokiem sądu, wówczas finanse gminy byłyby zagrożone zajęciem komorniczym. Zaległości wobec wykonawcy kanalizacji w Szelejewie mają zostać pokryte z nadwyżki budżetowej.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1149 (8/2014)

Reklama

 

 

Komentarz

     Na bakier z demokracją

     Gąsawscy radni odrzucili projekt uchwały dotyczący wprowadzenia obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej. Zamiast merytorycznej dyskusji nad projektem jakże demokratycznej uchwały, wychodzącej naprzeciw tworzeniu struktur społeczeństwa obywatelskiego, mieliśmy pyskówkę. Oliwy do ognia dolał przewodniczący Rady Gminy Marek Maciejewski, który uznał, iż w przededniu sesji na połączonym posiedzeniu komisji stałych radni wyrazili opinię negatywną. Owszem, byłem i słyszałem. Swoje negatywne opinie wobec inicjatywy uchwałodawczej mieszkańców wyrazili jedynie Maria Warda, Marek Maciejewski i Mieczysław Gęsicki. Obrońcą inicjatywy był Mariusz Kazik. Pozostali radni swojej opinii nie wyrazili. Dlatego trudno się zgodzić z tak daleko idącym wnioskiem przewodniczącego przed głosowaniem projektu uchwały, wysnutym na podstawie opinii 4 radnych w stosunku 3:1, iż opinia radnych była negatywna. Chyba, że gąsawska rada składa się z 4 radnych. Nie dziwię się, że słowa przewodniczącego oburzyły Mariusza Kazika, który zwrócił uwagę, iż wszyscy radni nie wyrazili swojej opinii nad projektem. Przewodniczący poprawił się i stwierdził, że zdecydowana większość mówiła, iż inicjatywy uchwałodawczej nie ma po co wprowadzać. Biorąc pod uwagę, że - zważywszy na liczbę adwersarzy biorących udział w dyskusji na komisji - przeciwników projektu od zwolenników było trzy razy więcej, to przyznaję przewodniczącemu rację. To rzeczywiście zdecydowana większość.
     Tak naprawdę martwi mnie to, że radni przeszli nad projektem inicjatywy uchwałodawczej lakonicznie i mówiąc kolokwialnie - pokulali ją. Bardziej gloryfikowali swoją pozycję, uniemożliwiając mieszkańcom czynny udział w demokratycznych strukturach naszego państwa. A szkoda, bo sprawa lokalizacji wiatraków pokazała siłę inicjatywy mieszkańców. Gdyby mieszkańcy Gąsawy, Szelejewa i Oćwieki nie wzięli sprawy w swoje ręce, to zaryzykuję stwierdzenie, że elektrownie wiatrowe na terenie gminy by powstały. I temu właśnie ma służyć obywatelska inicjatywa uchwałodawcza.
     10 grudnia w Sejmie odbyło się wysłuchanie publiczne prezydenckiego projektu ustawy o współdziałaniu w samorządzie terytorialnym na rzecz rozwoju lokalnego i regionalnego.
     Projekt reguluje m.in. kwestię inicjatywy uchwałodawczej mieszkańców. Gdy projekt poprą posłowie, a wszystko zmierza w tym kierunku, gminy będą miały obowiązek zapewnić mieszkańcom prawo przedkładania radzie własnych projektów uchwał.
     I tak oto radni gminy Gąsawa mieli okazję uprzedzić projekt ustawy dającej mieszkańcom prawo składania projektów uchwał, lecz szansy nie wykorzystali. Do tematu będą musieli wrócić, kiedy obywatelską inicjatywę uchwałodawczą będzie regulować ustawa. Ciekawe co wtedy będą mówić? Teraz niewątpliwie odniosłem wrażenie, że istnieje podział MY, czyli radni i ONI - społeczeństwo. Jak w PRL. A to z demokracją ma niewiele wspólnego.

Reklama

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1149 (8/2014)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości