Kiedy Stefan Czarnecki zobaczył w ostatnią niedzielę nad brzegiem jeziora w Rogoźnie mężczyznę, do złudzenia przypominającego Giuseppe Rossiego, nie mógł uwierzyć, aby na pewno to był on. Podszedł bliżej i przekonał się, że to rzeczywiście włoski mistrz, który zaledwie kilka miesięcy temu otarł się o śmierć podczas zawodów w Żninie.
Spiker zawodów Stefan Czarnecki oraz setki innych kibiców na Motorowodnych Mistrzostwach Świata przeżyło ogromny szok, widząc groźny wypadek, który zdarzył się drugiego dnia czerwcowych zawodów. Uczestniczyli w nim słowacki pilot Marian Jung oraz również utytułowany i doświadczony Włoch Giuseppe Rossi. Ten drugi w stanie krytycznym został przewieziony do bydgoskiej kliniki i tam spędził na leczeniu kilka tygodni. Początkowo był w śpiączce farmakologicznej. Same wydarzenia w Żninie przyprawiały kibiców o ciarki. Najpierw Włoch był długi czas reanimowany. Początkowo nawet jego stan nie pozwalał na transport śmigłowcem do szpitala.Kibice przez dwie i pół godziny z niepokojem czekali na brzegu, wspierając swoją obecnością sportowca.
W ostatni weekend Stefan Czarnecki był również spikerem na Motorowodnych Mistrzostwach Europy w klasie F125 w Rogoźnie. Ku swojej radości spotkał całego i zdrowego oraz uśmiechniętego, włoskiego pilota. Na razie jeszcze nie jako zawodnika, ale tylko kibica. - Giuseppe czuje się dobrze, pozdrawia Żnin. Ostatnie przeżycia w naszym mieście nie zniechęciły go do ponownych przyjazdów i starów w naszym mieście. zapowiedział, że chce przyjechać i wystartować w przyszłorocznych zawodach na Jeziorze Czaplem - powiedział Stefan Czarnecki.
Dodajmy, że Giuseppe Rossi to nie tylko czołowy zawodnik, ale też konstruktor i producent silników. Stąd też jego obecność na zawodach w Rogoźnie.
Karol Gapiński
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze