Reklama

Izba w obronie rynku trzody

Kujawsko-Pomorska Izba Rolnicza, trzoda, wieprzowina, hodowla
     Izba w obronie rynku trzody
     Kujawsko-Pomorska Izba Rolnicza oczekuje od nowego ministra rolnictwa konkretnych działań w sprawie uregulowania rynku wieprzowiny. Bez takich działań hodowla z polskich stad matecznych zniknie.

     Zmienił się rząd i minister rolnictwa, ale problemy rolników pozostają te same. Od co najmniej dwóch lat dotykają one producentów mięsa wieprzowego. Wykrycie ogniska afrykańskiego pomoru świń, rosyjskie embargo, spadek cen - to wszystko wpływa na opłacalność produkcji, a tak naprawdę brak opłacalności. Kujawsko-Pomorska Izba Rolnicza (KPIR) i jej prezes Ryszard Kierzek (również rolnik z Janowca i radny sejmiku) cały czas domagają się od ministra rolnictwa podjęcia działań, które obniżyłyby rozmiary kryzysu w produkcji wieprzowiny.
     19 listopada KPIR wystosował pismo do ministra rolnictwa i rozwoju wsi Krzysztofa Jurgiela, w którym zostały opisane problemy producentów wieprzowiny. Czytamy w nim, że na przełomie października i listopada tego roku nastąpił drastyczny spadek cen żywca wieprzowego do 3,20 zł za kilogram. Dotknął on szczególnie województwo kujawsko-pomorskie oraz Pałuki, które są przodującym regionem, jeśli chodzi o produkcję mięsa wieprzowego. Kryzys cenowy dotknął przede wszystkim gospodarstwa wysokotowarowe, które zainwestowały w modernizację procesów technologicznych, by skutecznie konkurować na wspólnym rynku.
     W piśmie zostały przez rolników wskazane przyczyny złej sytuacji. Głównej przyczyny rolnicy upatrują we wspólnym działaniu zakładów przetwórstwa mięsnego w celu obniżania cen skupu wieprzowiny. KPIR twierdzi wprost, iż stosowane są przez zakłady praktyki monopolistyczne, ale bardzo trudne do udowodnienia w warunkach wolnego rynku.
     Zastanawiającym jest fakt, że spadek cen skupu następuje w okresie przedświątecznym, gdy popyt na mięso i jego przetwory jest większy.
     Kolejną z przyczyn złej sytuacji na rynku wieprzowiny mogą być nieprawidłowości w prowadzeniu i rozliczaniu produkcji w systemie nakładczym. System ten polega na świadczeniu określonego rodzaju usług przez rolników na rzecz zakładów przetwórczych produkujących pasze i inne środki do produkcji rolnej. W ramach podpisanej umowy rolnik otrzymuje wszelkie niezbędne środki do produkcji (prosięta lub warchlaki, pasze, dodatki paszowe, leki). Ze swojej strony rolnik gwarantuje budynki potrzebne do chowu i własną pracę. Umowa przewiduje zryczałtowane wynagrodzenie dla rolnika, zależne od efektów ekonomicznych, mierzone kosztem wyprodukowania kilograma żywca wieprzowego. W umowach takich nie ma odniesienia do cen skupu wyprodukowanych tuczników. Materiał do dalszego odchowu pochodzi najczęściej z Holandii, Belgii, Danii, Niemiec, Litwy i Łotwy. Zwierzęta te są przypisywane rolnikom, ale ich faktycznym właścicielem jest zleceniodawca usługi. Ta sytuacja, w ocenie KPIR, daje mylne wyobrażenie o ilości pogłowia świń w Polsce. Z drugiej strony jednak trudno określić, jaka jest skala tego zjawiska poprzez dokładne oszacowanie udziału chowu nakładczego w odniesieniu do całkowitej produkcji żywca wieprzowego w kraju. Według rolników chów nakładczy stanowi bardzo duży udział w produkcji wieprzowiny w naszym kraju i w takim wydaniu niszczy rodzimych producentów, przyczyniając się do spadku cen w skupie.
     Zdaniem Ryszarda Kierzka, w najgorszej sytuacji są ci producenci, którzy prowadzą hodowlę w cyklu zamkniętym i ci, którzy na własny koszt kupują warchlaki. System nakładczy w oparciu o obowiązujące zasady jest niedobry, bo rolnik dostaje 40 zł za wykonanie usługi, a nie ma w tej kwocie podatku, nie ma kosztów faktur za pasze, a w dokumentach stado nie jest zleceniodawcy, a wpisane jest na rolnika. - Z papierów wynika, że świnia jest rolnika, a w praktyce on świadczy tylko usługę - tłumaczy Ryszard Kierzek.
     KPIR ocenia, że na spadek cen miał wpływ komunikat Światowej Organizacji Zdrowia o rzekomej szkodliwości mięsa czerwonego dla ludzi, z którego można wnioskować, iż spożywana w nadmiarze wieprzowina zwiększa ryzyko wystąpienie nowotworu. Zdaniem rolników, każda spożywana w nadmiarze potrawa jest szkodliwa dla zdrowia. Najbardziej szkodliwe są dodatki chemiczne. Dlatego producenci domagają się sprostowania od WHO tych informacji. Uważają ponadto, że środki pochodzące z Funduszu Promocji Mięsa powinny promować polską wieprzowinę, a nie wyroby powstałe z surowców sprowadzanych z zagranicy. Rolnicy wnioskują do ministra o pilne powołanie zespołu kryzysowego do spraw rynku mięsa wieprzowego. Proszą też ministra o spotkanie.
     Prezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej Ryszard Kierzek powiedział, że jest kilka rozwiązań, które można by wprowadzić, żeby poprawić sytuację na rynku wieprzowiny. Można rozważyć możliwość stworzenia konkurencji poprzez np. udział skarbu państwa w stworzeniu koncernu spożywczego. Producenci nie są przeciwni systemowi nakładczemu jako takiemu, ale sprzeciwiają się zasadom, na jakich on funkcjonuje. Na rynku są obecnie trzy różne ceny. Inaczej płaci się rolnikom drobnym, inaczej producentom wielkotowarowym, a w zupełnie innych realiach obraca się cena w systemie nakładczym. - Uważamy, że trzeba to ucywilizować - powiedział Ryszard Kierzek. - Dlatego chcemy się spotkać z ministrem i przedstawić plany uzdrowienia sytuacji. Jeżeli nic się nie zrobi, to za rok nie będzie hodowli ze stad matecznych z Polski.
     Przedstawiciele ośmiu izb rolniczych z terenu Polski spotkają się 27 listopada, by omówić sytuację na rynku wieprzowiny. Chcą lobbować za tym, by nowe szefostwo resortu rolnictwa pomogło zażegnać kryzys. Ryszard Kierzek powiedział, że rolnicy mają gotowe propozycje, które można wdrożyć w życie. Prezes nie ukrywa, że jeśli propozycje nie zyskają przychylności, to producenci będą oczekiwali od ministra stwierdzenia, czy w ogóle zamierza wspierać polska wieprzowinę. - Może trzeba będzie sobie uczciwie powiedzieć, że rezygnujemy z produkcji trzody w Polsce. Będzie to przynajmniej jakaś konkretna informacja ze strony ministerstwa - dodał prezes. - Na razie czekamy na rozmowy. Jesteśmy otwarci i czekamy, co one przyniosą.

Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1241 (47/2015)

Reklama

 

Przejdź do forum.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości