Reklama

Jak PGM rozwiązuje problem szczurów

Anna Górna dziwi się, że szopka, która stoi od 15 lat, nagle zaczęła prezesowi PGM przeszkadzać. Twierdzi, że budynek, który wykorzystuje jako pomieszczenie gospodarcze, jest jej bardzo potrzebny.

         fot. Arkadiusz Majszak

Żnin, szopa, PGM, problem, szczury
     Jak PGM rozwiązuje problem szczurów
     Na Wodnej są szczury. Żnińscy decydenci przedstawiają odmienne koncepcje rozwiązania problemu - prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej w Żninie zakłada, że sytuację uzdrowi rozebranie starej szopki, burmistrz liczy, że szczury znikną w wyniku przesunięcia studzienki kanalizacyjnej.

     W sierpniu 2008 roku Anna Górna zamieniła się na mieszkanie. Wcześniej mieszkała na ulicy Klemensa Janickiego. Teraz mieszka na Wodnej. Po poprzednim lokatorze ma do dyspozycji mieszczącą się na podwórku niewielką szopę, którą wykorzystuje jako pomieszczenie gospodarcze. Przechowuje w niej drewno, którym pali zimą w mieszkaniu. - Trzymam drewno w tym garażu, bo w piwnicach jest wilgotno - mówi kobieta.
     Podwórko nie wygląda na takie, o które by dbał właściciel. Woda z rynny płynie przez piasek, wsiąka w najniższym miejscu w ziemię. Tu i ówdzie jest kilka studzienek kanalizacyjnych, przykrytych cienkimi, niedopasowanymi, pordzewiałymi blachami.
     Spokojne życie na Wodnej wiosną ubiegłego roku zakłócił Stanisław Wiciński, prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej w Żninie.
     - W zeszłym roku zaczęły się problemy z garażem, który pan Wiciński chce rozebrać. Pan Wiciński mi najpierw powiedział, że w garażu zbierają się szczury. Później mówił mi, że studzienka kanalizacyjna znajduje się wewnątrz garażu i dlatego trzeba go rozebrać, żeby był do niej dostęp. A przecież to w niczym nie przeszkadza. Ja zawsze udostępniałam pracownikom dojście do studzienki kanalizacyjnej. Zawsze garaż otwierałam, kiedy była taka potrzeba, by zajrzeć do studzienki kanalizacyjnej - mówi Anna Górna i otwiera garaż. Rzeczywiście - w środku usytuowana jest studzienka kanalizacyjna - odlany z żeliwa ciężki krąg, dopasowany do obrzeża, przykryty podpróchniałymi deskami.
     - We wrześniu zeszłego roku pan Wiciński pytał, po co mi tyle drewna. Mówił też, że nie muszę go przetrzymywać w garażu, tylko kupić sobie worek i też mi to starczy - opowiada Anna Górna. - On przychodzi i mówi, że to mienie komunalne. Nie zaprzeczam, że mieszkam w budynku komunalnym, więc po co w taki sposób mi o tym przypomina? On mi też mówi, że mi udowodni. Że może mi tu gnój zrobić i zrobi. Mówi, że może tu zrobić wszystko, a ja nic. Nie mam już siły się z nim kłócić. Powiedział mi też, że przyjdzie z policją i mi pokaże, kto tu rządzi. Nie wiem, może mnie nie lubi, a jeśli postępuje tak wobec mnie tylko z tego powodu, to ma problemy w relacjach międzyludzkich i na prezesa się nie nadaje. Jak tak dalej pójdzie, to oddam pana Wicińskiego do sądu za nękanie.
     Anna Górna wyjaśnia, że garaż nie jest jej własnością, dlatego go nie rozbierze. Nie widzi ku temu powodu również z innej przyczyny. Podkreśla, że pomieszczenie jest jej bardzo potrzebne. W szopce trzyma nie tylko drewno, ale również pralkę. Udostępnia również pomieszczenie sąsiadce, jako przechowalnię rowerów. Czy może przechowywać drewno w piwnicy? Nie może, bo po pierwsze - tam jest wilgotno, a po drugie z powodu wysokiego ciśnienia ma problem, żeby zejść do piwnicy. Schodząc i wchodząc po schodach dostaje zawrotów głowy. - A jak mi się zakręci w głowie i spadnę ze schodów, to PGM mi odszkodowanie zapłaci? - pyta retorycznie kobieta.
     Szopka, która znajduje się zaledwie kilka metrów od drzwi wejściowych do jej mieszkania, jest dla niej bardzo dogodnym rozwiązaniem. Anna Górna przyznaje, że w szopce grasują czasem szczury. Nieraz jakiegoś zatłukła. Zaznacza, że prezes PGM powinien się z szopki cieszyć, bo zawsze, kiedy pojawiają się szczury, wykłada trutkę przeciw gryzoniom, a PGM - odkąd ona tu mieszka - ani razu nie wyłożył w budynku trutki ani nie przeprowadził deratyzacji.
     Anna Górna zwraca też uwagę, że kiedy wprowadzała się na ulicę Wodną, to od prezesa PGM otrzymała klucze do mieszkania, piwnicy i garażu. - Najpierw prezes mówił, że garaż stoi, należy do mieszkania i jest przeznaczony do użytkowania, a teraz każe mi go rozbierać - dziwi się kobieta. I dodaje, że garaż użytkuje za darmo, ponieważ prezes nigdy nie chciał za niego pieniędzy. - Ja nawet chciałam za ten garaż płacić, ale on nie kazał mi za to płacić dodatkowo do czynszu - mówi Anna Górna.
     Lokatorka zwróciła się z prośbą o pomoc do burmistrza. W miniony piątek złożyła też w żnińskim magistracie pismo o zezwolenie na użytkowanie garażu. - Opisałam przy okazji całą sytuację. To w końcu burmistrz jest właścicielem mienia i niech on podejmuje decyzję. Ja mogę za to co miesiąc płacić i mieć święty spokój, bo w tej chwili czuję się zaszczuta przez pana Wicińskiego, który zapomniał, że człowiek jest tyle wart, ile jest w stanie pomóc drugiemu człowiekowi - zaznacza Anna Górna.
     Stanisław Wiciński, prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Mieszkaniowej w Żninie, tłumaczy, że Anna Górna użytkuje garaż za darmo i nikomu za korzystanie z pomieszczenia nie płaci. Dodaje, iż decyzję w sprawie szopki rzeczywiście podejmie burmistrz, ponieważ właścicielem pomieszczenia jest gmina. Zaznacza, że przyczyną nakazania rozbiórki jest to, że w garażu zbierają się szczury. Takie sygnały otrzymał od sąsiadów Anny Górnej. - To, co się stanie z garażem, nie zależy ode mnie. Ja nie mogę o nim decydować, ponieważ garaż jest własnością Urzędu - wyjaśnia Stanisław Wiciński.
     Burmistrz Leszek Jakubowski w rozmowie z Pałukami zwraca uwagę, że główny problem tkwi w kanalizacji. W tym, że w szopce znajduje się studzienka kanalizacyjna.
     Jak problem rozwiązać? - Dlatego, że ta studzienka znajduje się w szopce, jest problem szczurów. Pracownicy usytuują więc tę studzienkę w innym miejscu, tak by nie znajdowała się ona w szopce - wyjaśnia burmistrz. Wyjaśnia, że gdyby rozebrać szopkę, Anna Górna nie będzie miała gdzie przechowywać drewna, które jest jej opałem. Dlatego kobieta dalej będzie mogła z pomieszczenia korzystać. - Gdzieś to drewno musi trzymać - podkreśla burmistrz.

Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1056 (19/2012)

Reklama

 

 

 

Komentarz

     O szczurach na Wodnej

     Czytałem artykuł Arkadiusza Majszaka o kłopotach mieszkanki ulicy Wodnej. Wstałem, ubrałem kurtkę i poszedłem zobaczyć. Ten garaż, to podwórko, piwnicę, ten piasek, drewno.
     Nie to, żebym nie wierzył. Właśnie wiara w słowo pisane sprawiła, że mój mózg okazał się za mały.
     Gdy zobaczyłem pokrywę włazu kanalizacyjnego w garażu, od razu zrozumiałem. No tak, trzy większe szczury podważają klapę od dołu plecami i łapkami, a czwarty przez uchylony właz wchodzi do garażu. Jeśli przeniesiemy tę studzienkę - sprawa będzie rozwiązana.
     Popatrzyłem na pozostałe studzienki, na podwórko, przeszedłem się też do piwnic - wszędzie raj dla szczurów. Podłoga w piwnicy - jak marzenie każdego dentysty. Pełna dziur, zadziorów, krzywo położonych i niepołożonych cegieł, trudno zrobić krok, aby kilku zębów sobie nie wybić. Wszędzie dziury, szpary, zakamarki. Studzienki kanalizacyjne na podwórku - marzenie każdego szczura. No tak, pomyślałem - rzeczywiście rozebranie szopki na 100 procent sprawi, że szczury nie będą miały się gdzie gnieździć.
     A potem przypomniałem sobie, jak pisałem, że gmina nie powinna fundować jakiemuś lokatorowi remontu, bo przecież ludziom, którzy kupili (czy wybudowali) mieszkanie i z tego powodu ponieśli wielkie wydatki, burmistrz mieszkania nie pomaluje. A tu tak bardzo chciałoby się napisać, że przecież gmina (właściciel nieruchomości) powinna wyrównać podłogę w tych piwnicach, zrobić wszędzie dobre drzwi, dachy (także w szopie-garażu), porządne studzienki, rynny wpuścić w deszczówkę i położyć na całym podwórku kamienie, zdjęte pół roku temu z płyty rynku, aby się szczury z piasku nie wykopywały.
     Więc jak? Powinna gmina fundować remonty, malunki, kafelki, kraniki? Czy nie?
     Myślę, że trudno tu o doktrynę, łatwiej o wnioski dotyczące konkretnych spraw. Po krótkiej wizycie na Wodnej jestem jednak pewien, że PGM, które administruje tą nieruchomością i toleruje taki - nie zawaham się użyć tego słowa - syf-malarię, źle zarządza swoimi środkami. Nieruchomości miejskie powinny być dla prywatnych właścicieli wzorem, jak dbać o substancję mieszkaniową. Jest odwrotnie.
     Za szczury w mieście trzeba się wziąć (ostatnio widziałem jednego podpalanego szczurka w biały dzień na rogu Spokojnej i Kościuszki), to prawda. Mam jednak wątpliwości, czy metody (i zasięg akcji) dobrane są optymalnie.

Reklama

Dominik Księski
Pałuki nr 1056 (19/2012)

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości