W żnińskich punktach sprzedaży nawozu azotowego nie ma, i nie wiadomo kiedy się pojawi. Optymizmem nie napawają też wciąż rosnące ceny. - Koszty uprawy wzrosły tak naprawdę o 500%. Kiedyś za samochód saletry płaciło się 27.000 zł. Teraz za ten sam tonaż zapłaciłbym 150.000 zł - mówi Marek Błażejewski, rolnik z Posługowa.
WSTRZYMUJĄ I ODWOŁUJĄ
W ubiegłym tygodniu należący do PKN Orlen Anwil ogłosił wstrzymanie produkcji nawozów azotowych z powodu szybujących cen gazu. Podobne kroki podjął chemiczny gigant - Grupa Azoty, która z tych samych przyczyn zdecydowała się zmniejszyć produkcję (ograniczyła pracę instalacji w trzech spółkach do minimum, tj. do 43% dla jednostki produkcyjnej nawozy). Po tej informacji zawrzało nie tylko na polskiej wsi, ale również w branży mleczarskiej, mięsnej, spożywczej czy farmaceutycznej. Pod znakiem zapytania stanęła bowiem dostępność produktu ubocznego czyli CO2 oraz suchego lodu, które są strategicznym surowcem dla wielu sektorów gospodarki. Dwutlenek węgla wykorzystuje się m.in. do produkcji napojów gazowanych, procesów chłodniczych i pakowania żywności.
29 sierpnia Anwil zdecydował się na wznowienie produkcji nawozów azotowych. - Bezprecedensowy wzrost cen gazu uderzył w branżę nawozową nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. (...) Widzimy jednak olbrzymie zapotrzebowanie ze strony branży spożywczej, ale też medycznej, w tym transplantologii na skroplony CO2 oraz suchy lód. Mając na uwadze potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego w Polsce zdecydowaliśmy o uruchomieniu instalacji nawozowych, co umożliwi przywrócenie również dostaw półproduktu wytwarzanego we włocławskim zakładzie produkcyjnym - surowego CO2. Podejmiemy przy tym działania, aby ograniczenia wynikające z wysokich cen gazu miały możliwie minimalny wpływ na Grupę „Orlen” - przekazał w specjalnym komunikacie dla mediów Daniel Obajtek, prezes Zarządu PKN Orlen.
Tego samego dnia Grupa Azoty wycofała się z radykalnych planów i poinformowała, że ograniczenie produkcji nawozów zostało zaplanowane w sposób zapewniający dostępność newralgicznych produktów, w tym m.in. ciekłego CO2, suchego lodu oraz wody amoniakalnej, niezbędnej do funkcjonowania energetyki zawodowej i tym samym będzie realizować ich dostawy do swoich klientów.
NAWOZU BRAK
Aby przekonać się, jak sytuacja wygląda na naszym lokalnym podwórku skontaktowaliśmy się z przedsiębiorstwami handlującymi nawozami w Żninie. Jednym z nich są Zakłady Zbożowe Marek Adamski. - Na tę chwilę nawozów azotowych nie mamy - usłyszeliśmy od jednego z pracowników. Wielu rolników dzwoni i dopytuje czy i kiedy się pojawią, jednak odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. - Nie mamy żadnych informacji. Nie wiemy w jakim momencie to nastąpi. Nie prowadzimy też zapisów. Ostatnia cena tony nawozu azotowego wynosiła tutaj 4.635 zł. Dla porównana - w zeszłym roku kształtowała się na poziomie niższym o ponad 300%.
W Chemirol Sp. z o.o. we wtorek nawóz był również nie do zdobycia. - Pytań jest dużo. Nie mamy listy oczekujących, nie przyjmujemy żadnych zamówień. Wszystko to co mieliśmy, sprzedaliśmy - powiedziała nam pracownica firmy. Saletra wyprzedała się w minionych dniach i tygodniach. W tej chwili cena saletry amonowej Pulan od Grupy Azoty wyniosłaby 4.800 zł. W ubiegłym roku kosztowała ok. 1.500 zł.
INTER-VAX
Wacław Górny zajmuje się dystrybucją nawozów w punkcie sprzedaży w Hucie koło Czarnkowa. Przedstawiciel handlowy firmy ostrożnie przyznał, że problem z dostępnością środków azotowych jest znaczny. Nawozy bywają na stanie, ale jest ich znacznie, ale to znacznie mniej niż wcześniej.
SPECJALIŚCI NIE WIEDZĄ
St. specjalistka ds. ekonomiki Justyna Kryger z Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie wskazała, że ceny nawozów azotowych w różnych miejscach zmieniają się z godziny na godzinę. Można je obserwować na stronie internetowej KPODR, otwierając zakładkę Kujawsko-pomorskie notowania cen rolniczych. Znajdują się tam szczegółowe informacje nie tylko na temat nawozów, ale także płodów rolnych, żywca, materiałów siewnych czy komponentów. Wracając do nawozów - według zamieszczonych na stronie ośrodka danych 30 sierpnia cena decytony saletry amonowej w Ampol-Merol Mogilno wynosiła 540 zł, czyli 5.400 zł za tonę. Saletrzak w tym samym miejscu kosztuje 4.700 zł za tonę.
Natalia Narewska, specjalistka ds. produkcji roślinnej w KPODR w Minikowie przekazała natomiast, że aby poradzić sobie z brakiem nawozów rolnik może stosować ich wersję organiczną, naturalną. - To są możliwości zastępcze, jednak nie do końca skuteczne. Nawozów mineralnych nie da się w stu procentach zastąpić niczym, nawet jeśli stosuje się pełne dawki nawozów odzwierzęcych. Mineralne zawsze są potrzebne, choćby w niewielkiej ilości. Jeśli chce się oczywiście osiągać plony odpowiedniej jakości i wysokości - tłumaczy Natalia Narewska.
WYPROWADZENI W POLE
Marek Błażejewski z Posługowa (gm. Janowiec Wielkopolski) od kilkunastu lat prowadzi gospodarstwo, którym wcześniej zajmował się jego ojciec Henryk Błażejewski. Uprawia 38 hektarów ziemi i jak mówi tylko hobbystycznie hoduje trzodę chlewną. Kładzie nacisk na słowo hobbystycznie, ponieważ zauważa, że w obecnych czasach jest to interes zupełnie nieopłacalny.
Na jego posesji dostrzegliśmy worki wypełnione nawozem azotowym i na nim właśnie skupiła się nasza rozmowa. Rolnik już w pierwszych zdaniach podkreślił, że dla osób uprawiających ziemie nawóz jest tematem bardzo drażliwym. - Jeśli go nie damy, kombajn nie będzie miał w czasie żniw czego szukać w polu - mówi. Nawóz udało mu się zakupić na początku sierpnia. Jest świadomy tego, że teraz mógłby mieć z tym duży problem. Kilka tygodni temu płacił za tonę ok. 4.000 zł. W ubiegłym roku firma, z którą współpracuje początkowo oferowała tę samą ilość za 1.500 zł. Teraz prognozuje, że jesienią będzie kosztować 7.000-8.000 zł. - Od producenta wszystko idzie do dealerów, oni narzucają marżę, a firmy handlujące też muszą swoje zarobić. W ubiegłym roku, kiedy nawozy drożały, to były w magazynach. Wstrzymano sprzedaż świadomie, a to nakręciło spiralę cen - zwrócił uwagę.
Marek Błażejewski, pomimo wysokiej ceny, jest zabezpieczony w nawóz, jednak do tej pory każdego roku kupował go znacznie więcej. Zamierza wysypać na pola 50% dotychczas stosowanej ilości. Wiąże się to bez wątpienia z gorszym plonem. Przyznał, że w najbliższej okolicy zna zaledwie dwóch rolników, którzy już zakupili nawóz. Pozostali go nie mają. Zauważył też, że gospodarze, którzy zdecydowali się na nawożenie upraw wyłącznie obornikiem odzwierzęcym uzyskali bardzo słabe plony. - To nie jest alternatywa. Może udałoby się to, gdyby pojawiały się opady deszczu. U nas go nie ma. Obornik w pewnym momencie zaczyna się palić, wysusza rośliny - zauważa. Z jego obserwacji wynika, że modny w ostatnim czasie roztwór saletrzano-mocznikowy również nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Głównie za względu na brak opadów.
WARSZAWA
Rządzący, w tym wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk zapewniają, że w Polsce nie zabraknie ani żywności, ani nawozu, którego są jeszcze zapasy.
Justyna Kulpińska, 2 IX 2022
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze