Reklama

Kajakiem Gąsawką pod 11 mostami w Żninie. Tylko przy jazie wyszedł na brzeg

Kajakarze na Gąsawce w Żninie? Przed kilkoma dekadami to nie był aż tak egzotyczny widok. Inaczej, niż w ostatnich latach. Rok temu to nawet kajaka nie udałoby się zwodować, bo koryto było wyschnięte. Inaczej jest w ostatnich tygodniach, więc jeden z mieszkańców postanowił to wykorzystać.

Leszek Dolaciński ze Żnina mieszka nad Jeziorem Dużym i w wodzie czuje się jak ryba. A jeszcze lepiej czuje się na wodzie, gdy ma pod nogami jeszcze jakiś pokład. Czy to łódź żaglową, czy to kajak. O jego ciekawych wyprawach Wisłą, czy Wielką Pętlą Wielkopolski pisywaliśmy w poprzednich latach. Ostatni Leszek Dolaciński spacerując po mieście przyglądał się Gąsawce. Skonstatował, że dawno już rzeka ta nie miała tyle wody w swoim korycie. - Osobiście żałuję, że takiego stanu wody w rzece nie mamy zawsze, a tylko teraz. Uważam, że gdyby zaadaptować projekt regulacji rzeki sprzed 200 lat i prawidłowo tę regulację prowadzić, to nie byłoby takich dramatów, jak rok temu, gdy koryto Gąsawki w Żninie przez wiele tygodni było wyschnięte - uważa Leszek Dolaciński.

Pod mostem Żnińskiej Kolei Wąskotorowej, po którym pociąg dojeżdża od roku także na Peron im. Andrzeja Rosiaka za ul. Licealną. fot. Leszek Dolaciński

W każdym razie teraz sytuacja jest inna i stan wody w Gąsawce jest dość wysoki. Dlatego Leszek Dolaciński postanowił przenieść się w czasie o 53 lata. Przypomniał sobie bowiem, że właśnie w 1970 r., gdy miał 16 lat wspólnie z kolegą Staszkiem Pichłaczem (obecnie mieszka w Warszawie), przepłynęli kajakiem z Jeziora Małego Żnińskiego z plaży przy dawnych łazienkach, do Jeziora Dużego Żnińskiego.

53 lata później spływ tym samym odcinkiem Leszek Dolaciński zrobił w środę 17 maja. Wszystko trwało od 16.00 do 1730. Pod każdym mostem zdołał przepłynąć swoim kajakiem, nie wychodząc na brzeg. A mostów tych mamy na tym odcinku 11. Najpierw mostek dla pieszych na ścieżce w parku. Następnie jest jaz z zasuwami i tutaj jedyny raz trzeba było wyciągnąć kajak na brzeg i przenieść go na drugą stronę jazu. Leszkowi Dolacińskiemu pomogli wędkarze. Następny był most kolejki wąskotorowej.  i kolejne - zarówno kładki dla pieszych, mosty drogowe w ciągu ul. Sądowej, 700-lecia, czy Dworcowej, czy kolejowe na już zamkniętych liniach szerokotorowych.

Kajak Leszka Dolacińskiego zbliża się do mostu w ciągu ul. Sądowej fot. Leszek Dolaciński

- Najmniejszy prześwit, około 70 cm okazał się być pod mostem pierwszym, na plantach. Dodatkowo ten prześwit obniżają tam jeszcze założone duże, niebieskie instalacje. Przepływając tam po prostu położyłem się na pokładzie kajaka i zmieściłem się - opowiada Leszek Dolaciński.

Kajakarz jest też członkiem Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego. Nie omieszkał więc przyjrzeć się dokładniej, jak wygląda z lustra wody most w ciągu ul. 700-lecia. To tam zginął w 1919 r.  powstaniec Władysław Lewandowski. Miejsce jest historyczne dla Żnina. Zresztą nie tylko z tego jednego powodu. Kiedyś była tam przecież Brama Toruńska. Teraz w nurcie rzeki są jeszcze pale starego mostu drewnianego. - Pewnie te pale pamiętają czasy Powstania Wielkopolskiego. Bezpośrednio z tym powstaniem nie jest natomiast związana rzeka Bzura. Pośrednio jednak już tak, jak najbardziej. We wrześniu 1939 r. walczyli tam bowiem również zmobilizowani wtedy byli Powstańcy Wielkopolscy. Dlatego pod koniec czerwca wybieram się z kajakiem, aby przepłynąć i tę rzekę. Jeśli warunki pozwolą, to spróbuję jeszcze popłynąć z Wyszogrodu od ujścia Bzury w dół Wisły do Bydgoszczy. Będzie mi towarzyszyła jak zwykle "Tinka", mój mały pies - zapowiedział Leszek Dolaciński.

Selfie przy jazie. Tutaj wędkarze pomogli Leszkowi Dolacińskiemu przenieść kajak fot. Leszek Dolaciński

Karol Gapiński

Aplikacja na Androida

Reklama

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości