Ograniczenie w tym miejscu prędkości nie chroni od wypadków: o ten dom już kiedyś zahaczył autobus, nieopodal zginęły w zeszłym roku dwie młode dziewczyny
fot. Karol Goliński, współpraca Remigiusz Konieczka
Cotoń, wypadek, TIR, dom, zakręt, droga krajowa
Koniec domu na zakręcie
Około 10:00 we wtorek młoda dziewczyna mieszkająca obok feralnego budynku przy łuku drogi nagle oderwała się od swoich porannych czynności. Wsią wstrząsnął potężny huk. Dziewczyna wyjrzała przez okno i zauważyła, iż w dom sąsiadów wjechał TIR. Natychmiast zatelefonowała na pogotowie.
W ostatni wtorek około 10:00 na łuku drogi krajowej Bydgoszcz - Poznań TIR wypadł z jezdni, obalił barierkę zabezpieczającą i wjechał do kuchni i pokoju domu mieszkalnego w Cotoniu (gmina Rogowo).
Ciężarówka przewróciła się na prawy bok. Jej kierowca, poważnie ranny wskutek wypadku przeszedł operację w żnińskim szpitalu. Mieszkańcy staranowanego domu mogą mówić o większym szczęściu. Choć ich rodzinne gniazdo uległo całkowitemu zniszczeniu, sami jednak uratowali życie.
- To się musiało kiedyś stać. Dom stał zbyt blisko ruchliwej krajówki. - usłyszeliśmy od mieszkańców Cotonia, podczas kiedy specjalistyczne służby ratowały sytuację.
Pierwsze przybyły na miejsce dwa zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej z Rogowa. We wraku kabiny ciężarowego volvo strażacy odnaleźli kierowcę. Był on przytomny. Wydostali go z pułapki, którą stała się kabina jego samochodu. Na miejsce dojechała policja, pogotowie oraz dwa zastępy strażaków z JRG ze Żnina.
Kapitan Grzegorz Rutkowski z Państwowej Straży Pożarnej w Żninie powiedział: - Samochód ciężarowy volvo z naczepą wiózł 28 ton śruty sojowej. Auto należy do Przedsiębiorstwa Obsługi Rolnictwa "Rolbis" w Turku. Kiedy kierowca samochodu zabierany był przez pogotowie, tracił już przytomność. Podczas wypadku w domu, który został staranowany znajdowała się kobieta oraz jej dwóch wnuków. Kobieta była w kuchni. Opowiadała później, że zdążyła jeszcze uskoczyć do drzwi. Odniosła tylko drobne potłuczenia, ale też została zabrana do szpitala w Żninie. Jej wnukom nie stało się nic złego.
Ordynator oddziału urazowo-ortopedycznego w powiatowym szpitalu, Wojciech Hoffmann przekazał nam, że poszkodowana kobieta rzeczywiście doznała jedynie ogólnych potłuczeń. Tymczasem zespół operacyjny pod kierunkiem Grzegorza Ostrowskiego, ordynatora oddziału chirurgicznego walczył o życie rannego kierowcy. - Bezpośrednio po wypadku stan poszkodowanego był ciężki. Miał on uraz wielonarządowy klatki piersiowej, brzucha i miednicy. - poinformował Wojciech Hoffmann, kiedy jego koledzy chirurdzy przeprowadzali operację.
W tym samym czasie na łuku drogi w Cotoniu trwało usuwanie skutków wypadku. Pojawiło się pogotowie energetyczne, które musiało zabezpieczyć linię energetyczną prowadzącą do staranowanego domostwa, żeby wyeliminować zagrożenie porażenia prądem. Pojawił się również starosta Zbigniew Jaszczuk i powiatowy inspektor nadzoru budowlanego, Zbigniew Napierała. Strażacy podnieśli ciągnik volvo, a jego naczepą zajęła się firma holownicza. Przybył również właściciel pojazdu z firmy Rolbis, który zdołał uratować część ładunku naczepy. Strażacy pomagali odszukać ofiarom tragedii zaginione w gruzach dokumenty. Trwało zabezpieczanie pozostałości budynku, teraz praktycznie pozbawionego jednej ściany.
- Z tego co wiem, pan Napierała prawdopodobnie jutro wyda decyzję o całkowitej rozbiórce. W tym miejscu, tak blisko drogi nie zostanie też wydane na przyszłość pozwolenie na budowę nowego domu. Pytałem właściciela, dlaczego w ogóle budynek postawiono tak blisko drogi. Odpowiedział mi, że kiedy ów dom stawiano przed laty, to droga chyba była węższa, bo budynek znajdował się od niej znacznie dalej niż obecnie. - opowiadał nam Grzegorz Rutkowski we wtorek około 17:00, po powrocie z akcji w Cotoniu. Dodał również, że na miejsce zdarzenia przybyli przedstawiciele Zarządu Dróg Krajowych, żeby skierować tam w najbliższym czasie ludzi do budowy balustrady.
Zoperowany w żnińskim szpitalu kierowca został przewieziony na tamtejszy oddział intensywnej opieki medycznej. Jego ordynator, Jacek Koszek powiedział: - Pacjent nadal walczy o życie, jest pod respiratorem, miał rozerwaną wątrobę i śledzionę oraz stłuczenie klatki piersiowej. Od momentu przywiezienia go do szpitala jego stan nieco się ustabilizował, jest nieprzytomny, ale następuje pewna poprawa.
Na łuku w Cotoniu zeszłej jesieni zginęły w wypadku dwie kobiety. Naprzeciw staranowanego we wtorek domu, po przeciwnej stronie drogi umieszczone są przy poboczu krzyże upamiętniające te ofiary. Kiedyś już o feralny dom otarł się unikając jednak zderzenia autobus.
Przyczyny wtorkowego wypadku bada policja. Mogła nią być nadmierna prędkość.
Karol Gapiński
Pałuki nr 571 (4/2003)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze