Wojciech Szczęsny wyjaśniał Alojzemu Grochowalskiemu, że utrzymywanie ośrodka w Laskach Wielkich jest nieekonomiczne
fot. Arkadiusz Majszak
NZOZ, Gąsawa, ośrodek zdrowia, Laski Wielkie, decyzja
Koniec ośrodka zdrowia w Laskach
Los ośrodka zdrowia w Laskach Wielkich został przesądzony. W wyniku decyzji większości gąsawskich radnych Beata i Wojciech Szczęśni zostali zwolnieni z obowiązku świadczenia usług medycznych w Laskach.
Problem ośrodka zdrowia w Laskach Wielkich ciągnął się od ponad pół roku. Do czasu, kiedy doktor Jan Marańda przyjmował pacjentów, ośrodek był czynny. Po śmierci doktora ośrodek przestał funkcjonować.
Beata i Wojciech Szczęśni zawierając w 2009 roku z gminą umowę na prowadzenie usług medycznych w Gąsawie zobowiązali się, że będą prowadzić również ośrodek w Laskach Wielkich. Radni nie zwolnili dotychczas lekarzy z obowiązku świadczenia usług w ośrodku w Laskach, w którym nadal chce się leczyć ponad 700 mieszkańców, m.in. z Lasek Wielkich, Lasek Małych, Obudna, Nowejwsi Pałuckiej, Chomiąży Szlacheckiej, Piastowa i Annowa. Tyle deklaracji wpłynęło od mieszkańców do gminy.
DZIAŁALNOŚĆ NASTAWIONA NA STRATY
W miniony piątek podczas sesji Rady Gminy w Gąsawie radni zajmowali się tematem ośrodka w Laskach Wielkich, by ostatecznie zdecydować o jego losach. Debacie poświęconej ośrodkowi przyglądali się mieszkańcy z terenów zaleśnych - zwolennicy utrzymania ośrodka w Laskach oraz mieszkańcy Gąsawy, Szelejewa i Łysinina - przeciwnicy utrzymywania ośrodka w Laskach, zwolennicy rozwoju ośrodka w Gąsawie i zachowania w nim usług specjalistycznych. Przewodniczący Rady Gminy w Gąsawie Marek Maciejewski przypomniał, iż 740 mieszkańców z terenu zaleśnego złożyło deklaracje dotyczące chęci leczenia się w ośrodku w Laskach Wielkich. Zaznaczył również, iż wnioski wypracowane dwa tygodnie wcześniej na wspólnym posiedzeniu wszystkich komisji stałych Rady Gminy były takie, by dyrektor NZOZ-u w Gąsawie Beata Szczęsna przedstawiła koszty funkcjonowania ośrodka w Laskach (o debacie na posiedzeniu komisji poświęconej ośrodkowi w Laskach pisaliśmy w wydaniu internetowym).
Beata Szczęsna nie mogła uczestniczyć w sesji. Upoważnienie do jej reprezentowania otrzymał Wojciech Szczęsny. Doktor odczytał pismo skierowane przez panią dyrektor do Rady Gminy. Wynika z niego, iż ustawa z 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej oraz ustawa z 12 maja 2011 r. o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych nakładają na podmioty lecznicze szereg wymagań i obowiązków, a wśród nich m.in.: obowiązek prowadzenia dokumentacji medycznej w formie elektronicznej (informatyzacja placówek), obowiązek ciągłości dokumentacji medycznej, instalację systemu eWUŚ - weryfikacja pacjentów do świadczeń medycznych, konieczność weryfikacji leków refundowanych i dostosowanie budynku do aktualnych wymagań sanitarnych.
W związku z powyższym utrzymanie opieki zdrowotnej w ośrodku zdrowia w Laskach Wielkich wymagałoby dostosowania obiektu do obowiązujących przepisów w świetle aktualnej ustawy. Kontynuacja opieki zdrowotnej na dotychczasowych zasadach stanowiłaby naruszenie obowiązujących przepisów prawa, a koszty dostosowania placówki do wymogów ustawy o zakładach opieki zdrowotnej są niewspółmiernie wysokie w stosunku do przychodów z Narodowego Funduszu Zdrowia - czytamy w piśmie Beaty Szczęsnej.
Koszty dostosowania i utrzymania ośrodka w Laskach Wielkich objęłyby: zapewnienie dostępu do Internetu, instalację systemu dokumentacji medycznej, zakup sprzętu komputerowego, instalację sieci informatycznej, wprowadzenie elektronicznej weryfikacji uprawnień pacjentów do świadczeń zdrowotnych, systematyczny serwis i konserwację systemu, wdrożenie systemu informatycznego, zatrudnienie operatora systemu, koszty przejścia z dokumentacji papierowej na dokumentację elektroniczną, koszty obsługi administracyjnej placówki, dostosowanie budynku do obowiązujących przepisów zgodnie z ustawą o działalności leczniczej, budowę podjazdu dla osób niepełnosprawnych, zatrudnienie lekarza i pielęgniarki z kwalifikacjami zgodnie z wymogami ustawy o działalności leczniczej, koszty centralnego ogrzewania, prądu, wody, ścieków, telefonu, koszty związane z odpadami medycznymi i ich transportem, wywóz śmieci, koszty utrzymania czystości w budynku, koszty dostosowania pomieszczeń zgodnie z bieżącymi wymogami sanitarno-epidemiologicznymi, koszty dokumentacji procedur medycznych wymaganych przez sanepid, koszty wprowadzenia fiskalizacji zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób fizycznych, koszty podatku od nieruchomości oraz koszty zakupu sprzętu niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania ośrodka.
Rosnące koszty utrzymania placówki, a także brak na rynku medycznym lekarzy uniemożliwiają dalsze prowadzenie w Laskach Wielkich usług medycznych na podstawie ustawy o swobodzie działalności gospodarczej oraz ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych, zgodnie z którą nie mogę prowadzić długi czas działalności nastawionej na straty, gdyż może to narazić mnie na odpowiedzialność skarbową - podkreśliła w piśmie dyrektor NZOZ w Gąsawie.
WPROWADZONE W BŁĄD
Wojciech Szczęsny oszacował, iż przystosowanie ośrodka w Laskach do wymogów stawianych przez Narodowy Fundusz Zdrowia pochłonęłoby dziesiątki tysięcy złotych. W samym tylko ośrodku w Gąsawie dostosowanie usług medycznych do zapisów wynikających z ustaw o działalności leczniczej, a także o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych, będzie kosztować około 70.000 zł.
Wojciech Szczęsny zwrócił również uwagę, że wraz z żoną wiele razy argumentował, iż utrzymanie ośrodka w Laskach jest nieekonomiczne. I dodał: - My społeczeństwo o tym informowaliśmy i nie zostawiliśmy tej sprawy na telefon. Nam zależy na utrzymaniu w dobrej kondycji ośrodka w Gąsawie i specjalistów. Nie będę państwa oszukiwał, że Laski można utrzymać. Zależy mi na tym, żeby była zachowana w gminie ciągłość opieki ambulatoryjnej.
Po tych słowach odczytał oświadczenie skierowane do mieszkańców gminy Gąsawa: - Jako wieloletni państwa lekarz ginekolog czuję się w obowiązku poinformowania państwa o zaistniałej sytuacji w ośrodku zdrowia w Gąsawie. Będąc lekarzem obejmującym obowiązki po lek. med. Gustawie Mądroszyku obiecałem mu, iż będę się starał, aby gąsawskie pacjentki miały swobodny dostęp do lekarza ginekologa. Obietnicę tę wziąłem sobie głęboko do serca i do tej pory jak tylko mogłem realizowałem. Dalsze losy poradni „K” są w rękach radnych, którzy jeśli zagłosują za utrzymaniem ośrodka zdrowia w Laskach Wielkich spowodują przerwanie pracy poradni ginekologiczno-położniczej.
Wojciech Szczęsny zaznaczył również, iż dowiedział się telefonicznie od pacjentek z terenu zaleśnego, że kiedy zbierano podpisy deklarujące chęć leczenia się w ośrodku w Laskach, mówiono kobietom, iż ośrodek ten będzie czynny codziennie.
- Stawiając sprawę w takim świetle, to by się każdy podpisał. Panie, które do mnie dzwoniły, mówiły również, że w zasadzie ośrodek w Laskach jest potrzebny, bo chodzi o recepty. W tej sytuacji ośrodka nie da się utrzymać. On nie ma racji bytu. W tej sprawie chodzi o to, że skoro Szczęśni nie mogą utrzymać Lasek, to należy z nimi zerwać umowę na świadczenie usług medycznych. Mnie 50 pacjentek przeprosiło, że się podpisało na listę, bo nie wiedziały, że będą takie reperkusje. Nie możemy w Gąsawie odpuścić rehabilitacji i innej specjalistyki za cenę utrzymania ośrodka w Laskach - podkreślił doktor.
Wojciech Szczęsny zapytał również wójta Zdzisława Kuczmę, czy życzy sobie, by w dalszym ciągu prowadził w ośrodku zdrowia w Gąsawie poradnię ginekologiczną, czy też sobie tego nie życzy. I dodał: - Nie wiem, o co tutaj chodzi. Wszyscy wiedzą, że jestem przeciwko wiatrakom i za czystym powietrzem i naturą. Dla mnie jest to działanie polityczne, żeby za wszelką cenę ten ośrodek utrzymać i pokazać, że może on funkcjonować.
Wójt przyznał, że opinia dotycząca funkcjonowania poradni ginekologicznej jest bardzo dobra. Natomiast o poradni ogólnej - zdaniem wójta - nie ma dobrej opinii. Włodarz dodał, że jest jak najbardziej za dalszym funkcjonowaniem poradni ginekologicznej.
TELEFONY, TELEFONY...
Radna Maria Warda stwierdziła, iż radnym podaje się nieprawdziwe informacje. Podkreśliła również, że radnym należy się wiedza na temat kosztów funkcjonowania ośrodka w Laskach, a jak dotąd Beata Szczęsna mówiła jedynie o oprogramowaniu w Laskach, które byłoby kompatybilne z komputerem w Gąsawie.
- Jeśli zostanie zerwana umowa, to będę wnosiła o ogłoszenie przetargu na usługi medyczne. My co spotkanie się dowiadujemy, że możecie odejść. To taki szantaż bardzo nieładny. Przecież można wyjeżdżać do chorych pacjentów. Macie dobre samochody. Poproszę posła Latosa, żeby przyjechał i powiedział, co trzeba zrobić przy zawieraniu nowych kontraktów. Ludzie chcą być dobrze leczeni - dodała radna.
Alojzy Grochowalski z Chomiąży Szlacheckiej, który zabrał głos w imieniu mieszkańców terenów zaleśnych, chcących leczyć się w ośrodku w Laskach, zwrócił uwagę, iż nie występuje we własnym prywatnym interesie, gdyż ani nie jest wrogiem państwa Szczęsnych, ani nie leczy się w ośrodku w Gąsawie. Podkreślił, iż występuje w interesie mieszkańców terenów zaleśnych.
- Nie za bardzo dbaliście o to, żeby ten ośrodek funkcjonował. To było dla was jak kula u nogi. Tu zabrakło dobrej woli. Nie wszystko się na pieniądze przelicza. To jest wyjście naprzeciw ludziom. Możliwości jest wiele. Jeżeli ten ośrodek funkcjonowałby 3 razy w tygodniu po 3 godziny, to chyba nie są to astronomiczne koszty. Sprzężenie komputera w Laskach z komputerem w Gąsawie nie kosztuje chyba 60.000 zł - zauważył Alojzy Grochowalski.
Wojciech Szczęsny zaznaczył, iż najważniejsze dla niego jest zdrowie i życie człowieka. Podkreślił, iż nie da rady utrzymać ośrodka w Laskach. I dodał: - Dopóki nie było tych ustaw, to funkcjonowaliśmy. Dopóki recepty można było wypisać na kolanie. Nikt nie mówił wówczas o wymogach dotyczących refundacji leków i kartotek. W sytuacji, kiedy trzeba wykonać wszystkie uzgodnienia sanepidowskie, podjazdy, komputery, to żal, żeby to było czynne trzy razy w tygodniu. To tak jakby ktoś kupił sobie superkombajn na dwa hektary pola. My musimy utrzymać silny ośrodek w Gąsawie. Ja bym bardzo życzył mieszkańcom terenu zaleśnego, żeby w Laskach był ośrodek, ale realia są zupełnie inne. Dla tych, co nie będą mogli dojechać do Gąsawy, będziemy organizować białą sobotę w Laskach. Wiem, że to mało, ale podczas takich akcji kilka nowotworów wykryliśmy. To może więc być o wiele bardziej racjonalne i korzystniejsze dla pacjentów niż utrzymywanie ośrodka.
Radny Mieczysław Gęsicki wyjaśnił, iż mieszkańcy terenu zaleśnego wielokrotnie zwracali się do niego z prośbą, by radni utrzymali działalność ośrodka w Laskach. Ubolewał, że w sesji nie bierze udziału dyrektor gąsawskiego NZOZ-u Beata Szczęsna, która zawarła z gminą umowę na świadczenie usług medycznych i zgodziła się na zapis mówiący o świadczeniu usług medycznych w ośrodku w Laskach (z obowiązku takiego może ją zwolnić tylko Rada Gminy).
- Nie ma dobrej woli, żeby te Laski utrzymać. Przedstawiane przez was koszty są mocno przesadzone. Zrobienie podjazdu to nieduży koszt. To jest szantaż. Tak się nie robi - dodał radny. I zaznaczył, że przed sesją otrzymał telefony od kilku kobiet z zarzutami, iż nie będą przez niego przyjęte do poradni ginekologicznej. Dziwił się również, że numer jego telefonu komórkowego kobiety otrzymały od Wojciecha Szczęsnego.
Doktor wyjaśnił, iż w przeddzień sesji dowiedział się, że na posiedzenie ma przyjechać znaczna część mieszkańców terenu zaleśnego. Tymczasem na sesji pojawiło się kilkanaście osób. Na terenie zaleśnym mieszka ponad 1.300 osób. Wojciech Szczęsny pytał o to, gdzie jest te 700 osób, które złożyły deklarację leczenia się w Laskach. Reprezentanci terenu zaleśnego biorący udział w sesji odpowiedzieli mu, że pozostali są w pracy.
Wojciech Szczęsny dziwił się ponadto, że Mieczysław Gęsicki przyjechał na sesję ze swoimi ludźmi, a nie chce wysłuchać pacjentek, iż nie zostaną przyjęte do poradni ginekologicznej kosztem utrzymania ośrodka w Laskach. Zaznaczył również, że radny jest osobą publiczną, więc w podaniu jego numeru telefonu nie widzi nic złego.
UMOWY NIKT NIE PODPISZE
Radny Jacek Mazany zauważył, że radni temat ośrodka w Laskach omawiają już kolejny raz. Apelował, by zamknąć problem raz na zawsze i do niego nie wracać.
- Rozumiem ludzi, że to wielka strata, ale realia, jakie NFZ stawia, przewracają to wszystko do góry nogami. Moje wiadomości są szersze, bo rozmawiałem z panią dyrektor i przedstawicielem NFZ i znam te koszty. Każdy się dziwi, że ten ośrodek w Laskach jeszcze funkcjonuje. Pan doktor wychodzi z propozycją dwóch białych sobót w roku w Laskach. To wyjście pozytywne - zwrócił uwagę radny. I dodał, że argumentując za utrzymaniem ośrodka w Laskach nie powinno mówić się o biedzie ludzi z terenu zaleśnego. - Biednych to mamy w całej gminie - zaznaczył Jacek Mazany. Podkreślił, iż słów Wojciecha Szczęsnego nie odbiera jako szantażu.
- My podejmiemy dziś decyzję albo w lewo, albo w prawo. Jeśli przyjdzie nowy kontrahent, to nie da nam gwarancji, że będzie funkcjonował ośrodek w Laskach - wyjaśnił Jacek Mazany.
Radny Wiesław Zajączkowski zwrócił uwagę, że jeśli obecnie do ośrodka zdrowia w Laskach przypisanych jest 104 pacjentów, to z ich tytułu ośrodek otrzymuje 800 zł. Samo ogrzewanie kosztuje 500 zł miesięcznie, a koszty wywozu śmieci wzrosły, choćby w muzeum w Biskupinie trzykrotnie.
- Lekarz nie przyjdzie na godzinę za 20-30 zł. Jest to cena 70-100 zł. Dowiadywałem się w innych ośrodkach. To są koszty. Wytyczne z NFZ są, ale pieniędzy nie ma - dodał radny. I zaznaczył, że nie tylko Laski są odległe od Gąsawy. - A co mają powiedzieć mieszkańcy Ryszewka czy Drewna. Oni też muszą dojeżdżać. Byłem radnym, kiedy podejmowaliśmy decyzje dotyczące likwidacji szkół. I też musieliśmy świecić oczami przed mieszkańcami. My jako radni musimy mieć odwagę cywilną patrzeć na ogół tej sprawy i podjąć racjonalną decyzję - przekonywał Wiesław Zajączkowski.
Radny Mariusz Kazik przypomniał, że ośrodek w Laskach nie funkcjonuje już od 8 miesięcy. Odwołał się również do posiedzenia komisji, które odbyło się wiosną, podczas którego wójt mówił, że podejmie się rozmów z innymi lekarzami w kwestii przejęcia ośrodka w Laskach.
- I też się nie udało. Umocowania prawne to jedyny argument, który mógłby nas dzisiaj obronić. Jeżeli NFZ ma takie, a nie inne wymagania wobec prowadzenia ośrodka, to jest to argument - zwrócił uwagę radny. I dodał: - Wydawało mi się po ostatnim posiedzeniu komisji, że pogodziliśmy się z tym, że ten ośrodek przestanie funkcjonować. Był taki klimat. Wczoraj natomiast otrzymałem telefon, nie powiem od kogo. Ta osoba mi mówiła: głosuj tak i tak. Byłem tym bardzo zaskoczony.
Radny Adam Adamczyk zaznaczył, że zerwanie umowy z Beatą Szczęsną może zakończyć się w sądzie, gdyż będzie chciała odzyskać pieniądze poniesione na remont ośrodka.
- I będziemy się tak bujać, a ośrodek w Gąsawie zacznie gasnąć - dodał radny.
Radca prawny Bogusław Szymczak podkreślił, że zapis w umowie na świadczenie usług medycznych w gminie Gąsawa dotyczący utrzymywania ośrodka w Laskach jest niefortunny. Przyznał, iż był przeciwny temu zapisowi, gdyż wiedział, że problem ośrodka w Laskach powróci. Zwrócił uwagę, że w myśl przepisów NFZ znacznie wzrosły koszty funkcjonowania ośrodka.
- Bez względu, jaką umowę podejmiecie, ośrodka w Laskach nie będzie. Ktokolwiek by tu przyszedł, to dam sobie głowę uciąć, że nie podpisze umowy na Laski. Ja patrzę na to z ekonomicznego punktu widzenia - wyjaśnił radca.
Wójt Zdzisław Kuczma poinformował, że bez względu, jaką decyzję podejmą radni, budynek ośrodka pozostanie z przeznaczeniem pod usługi medyczne. Zdradził, iż jest dwóch lekarzy ze szpitala w Żninie, którzy chcieliby w Laskach prowadzić praktykę prywatną, jeśli radni zrezygnują z prowadzenia w ośrodku podstawowej opieki zdrowotnej.
Za zaprzestaniem prowadzenia usług zdrowotnych w ośrodku w Laskach głosowało 9 radnych, 4 było przeciw, a 2 wstrzymało się od głosu.
Arkadiusz Majszak
Pałuki nr 1135 (46/2013)
Komentarz
O szpitalu w Mogilnie
Śledzimy w Pałukach na bieżąco wszystkie fakty związane z dziejami szpitali w Szubinie, Żninie, Strzelnie i Mogilnie. Żnin kiedyś zadłużył się tak potężnie, że był już w stanie śmierci klinicznej. Decyzja o likwidacji szpitala i utworzenia z jego majątku nowej spółki zaowocowała zapaścią finansów powiatu na długie lata, ale szpital uratowała. Nakielsko-szubińskie (dwa szpitale w tym samym powiecie) boje o szpital zakończyły się prywatyzacją szpitala w Szubinie. Szubiniacy chcieli mieć szpital i mniej ważne dla nich było czy jest publiczny, czy prywatny.
Przyczyna kłopotów zawsze jest jedna: skończona, taka a nie inna ilość gotówki przekazywanej przez NFZ w ramach kontraktu.
Mogileński szpital długie lata zasilała gotówka przeznaczona na podstawową opiekę zdrowotną. Powstanie prywatnych przychodni we wszystkich gminach powiatu uszczupliło ten fundusz. Część pieniędzy przeznaczonych na POZ wędruje teraz do prywatnych przychodni. Złożone z dwóch szpitali i pięciu przychodni (Gębice, Wylatowo, Markowice, Strzelno, Mogilno) przedsiębiorstwo w anachronicznej formie organizacyjnej jest coraz droższe. Gdy zarządzający takim przedsięwzięciem manager wie, że w trwały sposób wydatki (pensje, podatki, ogrzewanie, leki, wyżywienie) przewyższają przychody (kontrakt z NFZ), trzeba coś zmienić.
W końcu decyzje zostały podjęte. Ale nie podejmował ich dyrektor Ogrodowicz. To były decyzje polityczne.
Przypomnijmy sprawę sprzed dwóch lat - audyt. Generalne zalecenie: rozbudować szpital w Strzelnie - nie zostało zrealizowane. Autorem ekonomicznej części tego audytu był dzisiejszy dyrektor całego zespołu - Ogrodowicz. Teraz ten sam dyrektor Ogrodowicz za jedyną możliwość utrzymania szpitala w powiecie uważa przeniesienie oddziałów szpitalnych do Mogilna. Wyjaśnić można to krótko: decyzji nie podejmował on.
A kto? Przecież nie starosta Barczak, który ma zawsze kłopoty z ostatecznymi wyborami i najchętniej każdą sprawę pozostawiałby jak najdłużej w zawieszeniu, aby cały czas wszyscy oczekujący mieli nadzieję, że starosta załatwi ją po ich myśli.
Mam wrażenie, że od czasu spotkania w Chacie Wiejskiej w Kwieciszewie i zbudowania tam koalicji wyborczej SLD z PSL (jeśli ta informacja jest nieprawdziwa, proszę o sprostowanie) politykę tego tandemu zaczął kształtować wicestarosta mogileński Tadeusz Szymański: „Szpitalem wygrywamy wybory burmistrza Mogilna. Kandydatem jesteś ty, Tomciu. Ja robię wszystko, aby ci pomóc, ale musisz mnie słuchać. Ty zostajesz burmistrzem, ja - nawet, jak ty przerżniesz wybory - starostą. Więc nie możesz ich przegrać.”
Skąd to wiem? Niedługo po słynnym spotkaniu odwiedziłem Chatę Wiejską. Zawsze trzeba znać miejsca ważne dla historii regionu. Pochodziłem, powąchałem zapachy, jakie po pobycie polityków jeszcze się tam unosiły, popatrzyłem na wystrój ścian...
Nie wierzę, że decyzje restrukturyzacyjne są merytoryczne. Zadajmy pytanie - gdzie te oddziały mają być przeniesione? Jeżeli do starego szpitala, to od razu można być pewnym, że Narodowy Fundusz Zdrowia nie podpisze kontraktu ze szpitalem, mającym takie warunki lokalowe i sanitarne. Skąd ta moja pewność? Czytałem dwa lata temu audyt...
W technicznym tego słowa znaczeniu czas na mogileńskich korytarzach zatrzymał się w drugiej połowie ubiegłego stulecia. Wtedy był czas na takie zmiany, jakie szpital w Żninie przeszedł w latach siedemdziesiątych, a w Strzelnie - w latach osiemdziesiątych. W budżecie powiatu leżą unijne pieniądze na modernizację szpitala w Strzelnie. 4 miliony 300 tysięcy złotych już wydano. Zostało 1,7 mln złotych. Aby je wykorzystać na modernizację szpitala w Mogilnie, potrzebna jest zgoda Torunia. To oczywiście da się załatwić (nawet burmistrz Mogilna w tym pomoże, rola dla niego też jest napisana). Problem w tym, że remont w Strzelnie i remont w Mogilnie, to zupełnie inne pieniądze. W Mogilnie nie starczy 1,7 mln złotych, trzeba co najmniej piętnaście razy więcej (może nawet dwadzieścia). A jeżeli nie do starego szpitala, to gdzie? Będzie budowany nowy budynek? Pieniędzy na nowy szpital w sytuacji, gdy w powiecie są dwa budynki szpitalne, nie da nikt.
Kampania wyborcza się już zaczęła. W Strzelnie szpital ma być wehikułem do zdobycia poparcia wyborców dla obecnego burmistrza (jemu bardzo pasuje ta impreza do pokazania, jak stara się o dobro Strzelna). Kiedy Mogilno proponowało władzom Strzelna, by w budynku szpitala utworzyć oddział psychiatryczny, było święte oburzenie. Kiedy to samo proponuje Inowrocław, okazuje się, że nie jest to taka znowu zła propozycja.
W Mogilnie szpital ma być rakietą nośną dla szykującego się na to stanowisko starosty Barczaka. Żelazny kanclerz wytyczył już kierunek ataku na burmistrza Duszyńskiego, strategię i aprowizację szturmowych sił oraz wykorzystanie ruchów przeciwnika w celu zagonienia go w kozi róg.
Pierwsza ofiara tej kampanii już jest - to oczywiście szpital. I jeden, i drugi. Można się z dużym prawdopodobieństwem domyślać, jak się to wszystko skończy. Zanim walka dobiegnie kresu, zanim dokończy się modernizację (nieważne - w Strzelnie, czy w Mogilnie) - szpitala w powiecie mogileńskim po prostu nie będzie w ogóle.
Jeśli ta informacja jest nieprawdziwa, chętnie wydrukuję sprostowanie.
Dominik Księski
Pałuki nr 1135 (46/2013)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze