Żnin, GMO, spotkanie, Starostwo Powiatowe
Kontrowersyjne GMO
O tym, czym jest GMO, i w jakim stopniu zagraża roślinom, zwierzętom
i człowiekowi rozmawiali uczestnicy debaty zorganizowanej przez Józefę Błajet, przewodniczącą Rady Powiatu w Żninie.
Spotkanie w Starostwie Powiatowym rozpoczęło się projekcją filmu zatytułowanego Ziarna prawdy. Przekaz tego filmu był jednoznaczny: rośliny genetycznie modyfikowane to samo zło. Wbrew opinii nie mają wyższej wartości odżywczej niż rośliny tradycyjnie uprawiane, ich plony nie są większe, do tego pola z roślinami GMO są zachwaszczone.
Monika Heinrich z Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi ICPPC mówiła, że uprawa roślin genetycznie modyfikowanych i straty na polach prowadziły do samobójstw wśród rolników. Takie przypadki odnotowywano w Indiach. Prelegentka stwierdziła też, że koegzystencja roślin normalnych i tych genetycznie modyfikowanych jest niemożliwa.
Radna Rady Powiatu Grażyna Janicka powiedziała, że wiatru się nie zatrzyma i że pyłki roślin GMO zawsze będą przenoszone i że strefy buforowe między uprawami normalnymi i genetycznie modyfikowanymi nie ochronią tych pierwszych. - Nie wybudujemy 50-hektarowych namiotów - powiedziała Grażyna Janicka. Zdaniem radnej uprawa roślin GMO to zniszczenie rolnictwa i ekosystemu.
Poseł Jan Krzysztof Ardanowski podkreślił, że siejąc rośliny GMO człowiek wprowadza do ekosystemu rośliny, które w naturze nigdy nie występowały. Dodał, że rośliny są modyfikowane po to, aby uodpornić je na szkodniki, ale w praktyce odporność roślina uzyskuje, kiedy spryska się ją dodatkowo środkiem danej firmy. Kiedy rolnik chciałby stosować inny, tańszy środek, odporności nie uzyska. Tak samo jest z owadami. Podczas dyskusji padł przykład tzw. kukurydzy 810, która jest genetycznie modyfikowana, uodporniona na szkodniki, ale zabójcza dla pszczół. - Ingerencja w jedno miejsce powoduje ingerencję w inne miejsce - mówił poseł. - Nie ma żadnych możliwości współistnienia. Mitem jest to, że rolnicy będą mieli większe zyski. Stosowanie roślin skutkuje uzależnieniem rolników od jednej firmy, która swobodnie będzie ustalać ceny na wysokim poziomie. Parlamentarzysta dodał, że stosowanie roślin GMO nie jest powszechne w UE. Osiem krajów wprowadziło zakaz, ale w kilkunastu krajach nie stosuje się ich, mimo braku oficjalnego zakazu.
Prowadząca gospodarstwo ekologiczne w Ciężkowie Danuta Pilarska, przewodnicząca Zarządu Głównego Stowarzyszenia Producentów Żywności Metodami Ekologicznymi Ekoland, wskazywała, że ważne jest oznakowanie opakowań produktów, do produkcji których stosowano rośliny GMO, i na to należy kłaść nacisk. - Jeżeli takie oznakowanie będzie, to klient zdecyduje, co kupi: produkt naturalny czy ten z GMO - powiedziała i na dowód tego, że żywność ekologiczna jest dobra, przyniosła do degustacji chleb ekologiczny.
Ryszard Kierzek, prezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej zauważył, że w dyskusji nad GMO trzeba rozróżnić dwie kwestie. Pierwsza, to stosowanie upraw roślin genetycznie modyfikowanych. W tym temacie zgodził się z przedmówcami, że jest to niebezpieczne dla środowiska, ale też podkreślił, że inaczej rzecz się ma w paszach. Chodzi o pasze wytwarzane z soi genetycznie modyfikowanej, która jest podstawowym źródłem białka w hodowli trzody chlewnej. - Zakaz zniszczy produkcję i rację bytu wielu rolników - powiedział Ryszard Kierzek. Jego zdaniem, wobec braku zgody UE na stosowanie mączek mięsno-kostnych w żywieniu (przypomnijmy, że UE wprowadziła zakaz ich stosowania po ujawnieniu przypadków tzw. choroby szalonych krów), powinna być zgoda na stosowanie pasz z soi modyfikowanej. Józefa Błajet wyjaśniła, że stosowanie mączek mięsno-kostnych u tych samych gatunków zwierząt (kiedy w żywieniu bydła stosowano mączkę wytworzoną z bydła) prowadziło do patologii, a stosowanie i żywienie krzyżowe jest dla zwierząt bezpieczne.
- Rzucanie haseł typu Polska bez GMO, kujawsko-pomorskie bez GMO, nie oddaje obrazu prawdy - dodał Ryszard Kierzek. - Samo rolnictwo ekologiczne nie jest w stanie zabezpieczyć polskiego rolnika. Trzeba odpowiedzieć na pytanie i znaleźć rozwiązanie, jak zabezpieczyć środowisko naturalne i jednocześnie zabezpieczyć interesy rolników.
Remigiusz Konieczka
Pałuki nr 1050 (13/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze