Reklama

Ku czci aptekarzy Henryki i Piotra Pawłowskich

W przyszły piątek w Łabiszynie odbędzie się wieczornica poświęcona zasłużonym dla miasta i społeczeństwa łabiszyńskim aptekarzom Henryce i Piotrowi Pawłowskim. Apteka, którą kierowali jako pierwsi Polacy, stanowiła przez kilkadziesiąt lat ważny punkt życia społecznego miasta i choć przechodziła różne koleje losu, dzięki poświęceniu i zapałowi jej właścicieli zawsze służyła mieszkańcom.

Henryka i Piotr Pawłowscy w swojej aptece w 1978 roku w 200-lecie istnienia apteki fot. archiwum rodzinne Anny Nowickiej

     PIERWSZA W POWIECIE
     W roku 1778 aptekarz Hering założył aptekę w Łabiszynie. Apteka została utworzona w sytuacji, kiedy Łabiszyn był już od kilku lat pod zaborem pruskim. Była to pierwsza apteka w ówczesnym powiecie szubińskim. W 1817 roku aptekę przejął Wilhelm Kuster, który z kolei w 1830 roku przekazał ją swojemu zięciowi Gieserowi.
     13 kwietnia 1825 roku w Łabiszynie wybuchł wielki pożar, wywołany przez nieostrożność żony piekarza Fellinga. W jego wyniku doszczętnie spaliło się 2/3 miasta. Spłonęło 95 budynków, w tym apteka, którą po pożarze uruchomiono tymczasowo w domu wdowy po pastorze Heningu na Nowym Mieście. Od października 1926 roku mieściła się zaś w domu sukiennika Gotfrieda Gewickiego na Starym Mieście.
     W roku 1830 Gieser przeniósł aptekę na rynek, do nowego dwupiętrowego budynku. Prowadziły do niego dwa wejścia. Pomieszczenia z materiałami i ziołami mieściły się na drugim piętrze, gdzie wchodziło się po drabinie. Przy aptece był także prowadzony handel winem. Po Gieserze aptekę przejął Wilhelm Freynark Friedrich, który kierował nią do 1895 roku.
     W POLSKIE RĘCE
     Kolejnym właścicielem był Georg Mauzek, którego ludzie wspominali jako dobrego i spokojnego człowieka, zarazem lojalnego wobec odrodzonej po zaborach Rzeczpospolitej.
     Apteka w czasach zaborów nosiła nazwę Adler-Apothek, a po odzyskaniu przez Polskę niepodległości funkcjonowała jako Apteka pod Orłem. Mauzek umarł w 1932 roku, ale jego jedyny syn, który był spadkobiercą, przebywał wówczas w zakładzie psychiatrycznym.
     Wobec tego trzeba było wyznaczyć kuratora majątku Mauzeka, którym został łabiszynianin Bronisław Wieczorowski. Sprzedał on aptekę Piotrowi Pawłowskiemu, który do jej kupna był skutecznie namawiany przez ks. proboszcza Teofila Kłosa, traktującego zakup apteki w kategoriach czynu patriotycznego. Dzięki temu 7 maja 1932 roku Piotr Pawłowski kupił aptekę od kuratora i stał się w ten sposób pierwszym jej właścicielem narodowości polskiej.
     W tym czasie w aptece pracowały trzy osoby: małżeństwo farmaceutów Piotr i Henryka Pawłowscy, którzy uzyskali tytuły magistra farmacji na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie oraz sprzątaczka.
     Nowi aptekarze szybko zasymilowali się w Łabiszynie, angażując się w miejscowe życie społeczno-polityczne. Piotr Pawłowski został radnym i członkiem Prezydium Rady Miejskiej, z kolei jego żona wygłaszała pogadanki na temat higieny, pielęgnacji niemowląt oraz uczestniczyła w imprezach organizowanych na rzecz bezrobotnych. Była też członkiem zarządu Polskiego Czerwonego Krzyża. Aptekarze zaopatrywali się w towar w firmie Hadrega w Bydgoszczy i w firmie Barcikowski z Poznania. Działalności łabiszyńskich aptekarzy przyświecało motto: Salus aegroti - suprema lex, czyli: zdrowie cierpiącego najwyższym prawem.
     CZAS WOJNY
     W obliczu niebezpieczeństwa wybuchu wojny, w sierpniu 1939 roku do apteki przyszła tajna korespondencja z poleceniem zaopatrzenia się w towar na trzy miesiące ponad stan. 1 września Niemcy napadli na Polskę. - Dzieją się niesamowite rzeczy. Ogarnięta paniką ludność, tłum uchodzących w pośpiechu uciekinierów zalewa aptekę. Zdenerwowani zadają opatrunków, środków uspokajających, płynów do maseczek przeciwgazowych. Uprosiłam do pomocy kuzyna - studenta z Poznania i razem dokonywaliśmy nadludzkich wysiłków, aby zaradzić nowej sytuacji. W kuchni bez przerwy gotowało się dla uciekinierów - wspominała pierwsze dni wojny Henryka Pawłowska.
     W aptece nie było w tym czasie Piotra Pawłowskiego, który w ostatnich dniach sierpnia został zmobilizowany do wojska, z rozkazem stawienia się w Toruniu. Podczas kampanii wrześniowej brał udział w obronie Warszawy w Szpitalu Ujazdowskim. Po kapitulacji stolicy wrócił do Łabiszyna. Jeszcze przed wybuchem wojny 7-letni syn Michał został odesłany do rodziny w Lublinie.
     W pierwszych dniach września, kiedy Niemcy wkroczyli do miasta, a polska ludność, w tym Henryka Pawłowska, ratowała się ucieczką, apteka została zniszczona i obrabowana. Budynek ocalał, ale wskutek bombardowania powypadały szyby i poodpadały tynki. Świadek tamtych wydarzeń wspominał o ładowaniu przez Niemców dużych skrzyń na ciężarówkę ze znakami Czerwonego Krzyża.
     Po zajęciu przez Niemców Łabiszyna i przerwaniu działań zbrojnych Henryka Pawłowska wróciła do apteki. Klucze otrzymała w magistracie od Niemki o nazwisku Prymus, Niemcy zdążyli już bowiem przejąć polityczno-wojskową kontrolę nad miastem. Pierwsze wrażenie, jakie odniosła po wejściu do apteki, było takie, że rabunku sprzętu i leków dokonywali fachowcy, gdyż zginęło wszystko, co najcenniejsze.
     - Apteka zniszczona była straszliwie. Zastałam przewrócony pulpit do opisywania recept, rozlany na podłodze klej, atrament. W niedojedzonych słojach miodu pełno pestek kompotowych wiśni i os. W papierach, listach, fotografiach, podartych książkach brodziło się po kolana - opisywała stan apteki farmaceutka.
     Następnego dnia została wezwana do niemieckiego landrata (odpowiednik starosty) w Szubinie, który wydał kategoryczny rozkaz otwarcia apteki. - Bardzo ciężko było samej, bez towaru, usuwać zniszczenia i porozumiewać się amatorską niemczyzną. Jechałam 5 godzin do Bydgoszczy rozklekotanym wozem zaprzęgniętym w nędznego konika z trzynastoletnim woźnicą, aby przynieść skrzynkę mydła. Czasami ludzie przynosili na sprzedaż skradzione leki i opatrunki - wspominała Henryka Pawłowska.
     Na szczęście 20 października do Łabiszyna wrócił mąż. Choć był wycieńczony, stanowił ogromne wsparcie dla małżonki, dzięki temu, że otrzymał tymczasowe zezwolenie na prowadzenie apteki. - Żyliśmy pod terrorem. Okrutny był zwłaszcza niemiecki burmistrz Łabiszyna, Licht. Nocą przeprowadzał rewizję w mieszkaniu, w dzień nachodził nas w aptece z żandarmami, czyniąc dochodzenie w sprawie miejsca pobytu naszych znajomych z inteligencji.
     W marcu 1940 roku w Łabiszynie pojawił się niemiecki aptekarz spod Rygi Alfred Neppert, który z wieloma tysiącami innych Niemców z krajów bałtyckich (tzw. Baltendeutsche) trafił na Pałuki, aby zasiedlić i zgermanizować ten obszar. Apteka, dom, ogród i cały dobytek zostały skonfiskowane na rzecz Niemca, który zaproponował Piotrowi Pawłowskiemu pracę w aptece. Dzięki temu państwo Pawłowscy otrzymali pokój z niezbędnym wyposażeniem.
     Małżeństwo nie cieszyło się tym jednak długo, gdyż 5 maja 1940 roku Piotr Pawłowski podczas przerwy obiadowej został aresztowany przez 5 żandarmów gestapo i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau, a następnie Mauthausen-Gusen, gdzie spędził resztę wojny. Wobec braku farmaceutów Neppert zaproponował pracę w aptece Henryce Pawłowskiej, która pozostała w Łabiszynie. Ta propozycję przyjęła, jednak w obliczu alkoholizmu Nepperta i despotycznego sposobu prowadzenia apteki przez jego niewykształconą w tej dziedzinie żonę, zrezygnowała. Po długich staraniach, w maju 1941 roku, Henryce Pawłowskiej udało się uzyskać zgodę na wyjazd go Generalnego Gubernatorstwa. W Lublinie odnalazła swoją rodzinę i przetrwała tam do końca wojny.
     Przed wyjazdem udało się jej załatwić pracę w aptece polskiej nauczycielce Marii Śmierzchalskiej, która została zatrudniona na stanowisku księgowej i pracowała tam przez całą okupację niemiecką.
     Zbliżająca się w styczniu 1945 roku do Łabiszyna radziecka ofensywa skłoniła Alfreda Nepperta, jego żonę i wielu innych Niemców do ucieczki. Opuścili aptekę i Łabiszyn zabierając ze sobą najcenniejsze przedmioty. Nie udało się im jednak umknąć przed radziecką ofensywą, która dopadła ich pod Czarnkowem, gdzie zostali otoczeni przez czołgi. Neppert wówczas zginął, a jego żona została zawrócona do Łabiszyna jako jeniec wojenny. W tym czasie apteka była przez 3 miesiące zamknięta, a klucze znajdowały się w Zarządzie Miejskim.
     POD WŁADZĄ LUDOWĄ
     W marcu 1945 roku z Lublina do Łabiszyna wróciła Henryka Pawłowska. Farmaceutka otworzyła aptekę na życzenie urzędującej w magistracie Radzieckiej Komendy Wojskowej. Władza w mieście po wkroczeniu Armii Czerwonej została opanowana przez ludzi wywodzących się z partii komunistycznej lub przez nią popieranych. Reprezentant tej władzy w Łabiszynie o nazwisku Walczak wręczył Henryce Pawłowskiej klucze do apteki, którą ponownie prowadziła sama, gdyż mąż jeszcze nie wrócił z obozu. Nominację na zarząd apteką otrzymała 1 sierpnia 1945 roku ze starostwa w Szubinie. - Apteka tym razem nie była zniszczona, ale najcenniejszy towar zabrali Neppertowie na swą tragiczną ucieczkę. Apteka wygląda inaczej niż przed wojną, gdyż przemalowane jest urządzenie z czarnego na jasnokremowy kolor. Zaprowadzono wszędzie elektryczność - taki obraz apteki zobaczyła farmaceutka po wojnie.
     Komuniści nie ułatwiali jej odbudowy zakładu. W tym czasie poprzez Urząd Likwidacyjny przeprowadzili w aptece remanent, aby oszacować rzekomo poniemiecki majątek, od którego właściciele musieliby zapłacić nadzwyczajny podatek. Było to oczywistym absurdem komunistycznego systemu i jedną z metod represji wobec prywatnych właścicieli warsztatów i przedsiębiorstw. Państwo Pawłowscy stracili bowiem w trakcie wojny niemal wszystko, a teraz musieli zapłacić podatek od wzbogacenia wojennego, tak jakby okres wojny przyniósł korzyść ich przedsiębiorstwu oraz im samym. Ostatecznie, decyzją Sądu Grodzkiego w Szubinie z 13 sierpnia 1945 roku, sprawa własności domu i apteki zostaje uregulowana po myśli ich właścicieli.
     Pod koniec sierpnia 1945 roku do Łabiszyna wrócił Piotr Pawłowski i objął aptekę, dla której nadrzędną władzą była wtedy Okręgowa Izba Aptekarska. Aptekarze natychmiast po powrocie do Łabiszyna zaangażowali się w pracę na rzecz miejscowego społeczeństwa, które potrzebowało różnego rodzaju wsparcia i pomocy. - Bywały dni i tygodnie wzmożonej, pełnej poświęcenia pracy personelu w czasie wybuchających raz po raz epidemii. Nie było wtedy określonych godzin pracy, farmaceutom nie wolno było chorować. Wysiłek był wielki, ale cichy i bez reklamy - wspominała Henryka Pawłowska, która przez 16 lat stała na czele łabiszyńskiego PCK i klubu Hemoglobinka krzewiącego oświatę zdrowotną.
     Położenie apteki zmieniło się od 9 stycznia 1951 roku, kiedy wszystkie apteki w Polsce zostały przez komunistyczne władze upaństwowione. Tym samym apteka przestała być prywatną własnością państwa Pawłowskich, bez prawa odszkodowania z tego tytułu. W Centrali Aptek Społecznych w Bydgoszczy łabiszyńska apteka otrzymała nr 65.
     Wkroczenie państwa na teren prywatnego zakładu skutkowało niemal codziennymi kontrolami ze strony różnego rodzaju urzędników. Mnożyły się inspekcje i remanenty. Pod lupą komunistycznych kontrolerów znalazły się przechowywane w aptece towary i urządzenia. Po podatku od wzbogacenia wojennego były to kolejne formy represji wobec prywatnej inicjatywy.
     KADRA Z SUKCESAMI
     Po upaństwowieniu kierownictwo apteki powierzono Piotrowi Pawłowskiemu. Poza tym pracowały w niej wówczas Henryka Pawłowska i Lubomira Małek. Nieco później zatrudniono księgową Jadwigę Jagodzką, a z czasem personel apteki rozrósł się do 8 osób. Państwo Pawłowscy przez kilkadziesiąt lat kierowania apteką współpracowali z wieloma lekarzami. - Z wszystkimi stosunki były jak najlepsze, a współpraca owocna, z korzyścią dla chorych - podkreślała Henryka Pawłowska.
     W 1968 roku Piotr Pawłowski obchodzi 50-lecie pracy zawodowej, a apteka 190 lat istnienia. Z tych okazji została zorganizowana wystawa zbiorów muzealnych znajdujących się w łabiszyńskiej aptece. Wśród nich były m.in. naczynia, moździerze, wagi i dokumenty. Jako coś zupełnie wyjątkowego, jeśli chodzi o działalność aptek, wystawa cieszyła się dużym zainteresowaniem. O dużych zasobach łabiszyńskiej apteki w tym zakresie świadczył fakt, iż część jej zbiorów w dwóch skrzyniach trafiła 10 lat wcześniej do krakowskiego Muzeum Farmacji.
     Apteka stała się popularna nie tylko w środowisku lokalnym, ale także na skalę wojewódzką, o czym świadczą artykuły prasowe i audycje radiowe na jej temat. W 1975 roku łabiszyńska apteka zdobyła nagrodę za III miejsce w wojewódzkim konkursie aptekarskich wystaw. W 1976 roku nastąpiła zmiana numeracji apteki. Dotychczasowy numer 65 został zastąpiony przez 09-057. W tym czasie na emeryturze znajdują się już państwo Pawłowscy, którzy starają się pomagać młodszym kolegom pracując jeszcze w aptece w niepełnym wymiarze godzin.
     W 1978 roku Apteka pod Orłem uroczyście obchodziła 200 lat istnienia. Wówczas jej personel tworzyli: kierownik Weronika Paradny, zastępca kierownika Róża Kuchta-Kwaśniewska, w niepełnym wymiarze etatu asystent Piotr Pawłowski, technicy farmacji Irena Leis i Barbara Mazur, referent finansowy Wanda Rzeszutek, fasowaczka Leokadia Kołomańska i pomoc Urszula Kubiak.
     TABLICA KU PAMIĘCI
     Po przejściu na emeryturę i wyprowadzce z Łabiszyna kamienica, w której mieściła się apteka, została przez rodzinę Pawłowskich sprzedana, a jej nowi właściciele nie kontynuowali działalności w tym zakresie. W związku z tym po aptece na łabiszyńskim rynku nie ma żadnego śladu, a muzealne eksponaty z niej pochodzące znajdują się w aptece przy ulicy Powstańców Wielkopolskich.
     W planach Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918/1919 w Łabiszynie, które jest organizatorem Łabiszyńskich Wieczorów Wspomnień, jest umieszczenie na budynku kamienicy, gdzie mieściła się Apteka pod Orłem, pamiątkowej tablicy. - To już piąte nasze wspomnieniowe spotkanie. Staramy się upamiętniać wybitne i zasłużone dla naszego miasta i regionu postaci. Kolejne pokolenia dzieci i młodzieży powinny wiedzieć, że obok tej wielkiej historii jest ta najbliższa w małej ojczyźnie, gdzie też żyli i działali wybitni ludzie, o których należy pamiętać, bo oni zrobili dla nas najwięcej - tłumaczy cel wieczorów wspomnień prezes towarzystwa Ewa Leżoń.
     Ponieważ kamienica od 1986 roku znajduje się w rękach prywatnych, będzie musiał na to wyrazić zgodę jej właściciel. Wobec tak chlubnych tradycji, z jednej strony łączących się z zacnymi mieszkańcami Łabiszyna, z drugiej będących ważną częścią historii miasta, nie powinno być z tym raczej problemów.

Reklama

Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1052 (15/2012)


S2UFLADA

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 06/06/2024 11:42
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości