Przy okazji poświęconego aptekarzom Łabiszyńskiego Wieczoru Wspomnień, nasunęło się pytanie, dlaczego Apteka pod Orłem, mająca ponad 200 lat chlubnych tradycji, nagle znikła z łabiszyńskiego rynku. Odpowiedź nie padła, bo nikt jej nie znał. Poza jedną osobą, czyli Adamem Kantorskim, który kupił kamienicę z apteką od rodziny Pawłowskich i dopiero teraz, po ponad 20 latach, postanowił wyjawić okoliczności tamtych wydarzeń.
Koniec lat 80. ubiegłego wieku to, zarówno w Polsce, jak i całej Europie Środkowo-Wschodniej podporządkowanej Związkowi Radzieckiemu, okres dogorywającego systemu władzy, opartego na komunistycznej ideologii. Postępujący kryzys w gospodarce, opartej na nieracjonalnych zasadach, powodował braki w zaopatrzeniu obejmujące niemal wszystkie produkty spożywczo-przemysłowe.
Sytuacja ta nie ominęła również aptek. - Apteki borykały się z takimi samymi problemami, jak zwykłe sklepy. Brakowało przede wszystkim opatrunków i środków higienicznych. Jeśli chodzi o leki, to poszukiwano zastępczych leków, gdyż brakowało tych przepisanych na recepcie przez lekarzy. Do aptek ustawiały się długie kolejki - wspomina tamten okres dr nauk farmaceutycznych Jan Majewski z Poznania.
KAMIENICA PRYWATNA APTEKA PAŃSTWOWA
W tych niespokojnych czasach w Łabiszynie pojawia się Adam Kantorski. Dnia 5 grudnia 1986 roku zakupił on kamienicę od Piotra Pawłowskiego. Było to już po śmierci Henryki Pawłowskiej, która zmarła w roku 1982. Zasłużony dla Łabiszyna farmaceuta zdecydował się na sprzedaż kamienicy wraz z pomieszczeniami aptecznymi z uwagi na dojrzały już wiek i wynikający z tego faktu brak możliwości dalszego kierowania apteką, którą już wcześniej jako kierownik oddał w ręce młodszych następców, samemu pracując w ograniczonym wymiarze etatu.
Nowy właściciel kamienicy jest bydgoszczaninem, ale do Łabiszyna trafił po 10 latach pracy w Katowicach, gdzie prowadził dobrze prosperującą prywatną firmę. Jego pracownicy, do tego stopnia byli zadowoleni z pracy w jego zakładzie, że chcieli iść ze swoimi rodzinami w miejsce, gdzie będzie on kontynuował działalność gospodarczą.
Nie ukrywa, że pieniędzy miał wówczas sporo i zamierzał zainwestować je w Łabiszynie kupując kamienicę z apteką, co było związane z tradycjami rodzinnymi. Jego dziadek, ojciec jego matki Stanisław Brazel, był bowiem bydgoskim farmaceutą, współpracującym m.in. z zasłużonym działaczem społecznym i narodowym dr. Emilem Warmińskim, zmarłym na gruźlicę w 1909 roku w wieku 28 lat. - Przez pośrednika nieruchomości miałem możliwość zakupu kamienicy z apteką „Centralną” w Bydgoszczy przy ulicy Gdańskiej, wówczas były to Aleje 1 maja. Zdecydowałem się jednak na Łabiszyn z uwagi na tradycję apteki, o której słyszałem z opowieści mojego teścia Franciszka Golińskiego, zaprzyjaźnionego z Piotrem Pawłowskim od czasu wspólnego pobytu w obozie koncentracyjnym w Mauthausen-Gusen. Traktowałem ten dom jak azyl dla swojej rodziny - wspomina Adam Kantorski.
W zakupionym budynku przy Placu Tysiąclecia 7 znajdowała się Apteka pod Orłem, od 1932 roku należąca do rodziny Pawłowskich, a pod tym adresem funkcjonująca od 1830 roku (z kolei pierwsze wzmianki o jej istnieniu pochodzą z 1778 roku - pisaliśmy o historii tej apteki w Pałukach nr 15/2012).
Problem polegał na tym, iż od 8 stycznia 1951 roku, decyzją ustawy uchwalonej przez sejm Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, wszystkie apteki zostały znacjonalizowane, czyli po uprzednim odebraniu ich prywatnym właścicielom stały się majątkiem państwowym, zarządzanym następnie przez państwową Centralę Aptek Społecznych, później funkcjonującą pod nazwą Przedsiębiorstwa Zaopatrzenia Farmaceutycznego Cefarm. - W umowie zakupu kamienicy wskazaliśmy izby na parterze, stanowiące pomieszczenia apteki jako jeden z elementów transakcji - wyjaśnia Adam Kantorski.
POWITANIE W APTECE I W RATUSZU
Po przyjeździe do Łabiszyna na nowego właściciela czekała duża niespodzianka. - Po otwarciu drzwi apteki chlebem i solą powitała mnie i moją rodzinę pani Chirek, ówczesna kierowniczka apteki, wraz z personelem. Był to piękny moment. Zdawałem sobie sprawę, że nie jest to zwykłe kupno domu, ale coś więcej. Było to bardzo wzruszające i dawało mi okazję połączenia tradycji aptekarskich mojej rodziny z tradycjami rodziny Pawłowskich i kontynuowania ich w tym miejscu. Utrzymanie tych tradycji leżało mi na honorze - stwierdza Adam Kantorski. Apteka po zmianie właściciela kamienicy funkcjonowała więc nadal.
Wkrótce po pojawieniu się w Łabiszynie, a było to jeszcze w 1986 roku, Adam Kantorski udał się do Urzędu Miejskiego, aby załatwić jakieś formalności. Powitanie ze strony władz miasta nie było jednak zbyt przychylne. - Dostałem życzliwe ostrzeżenie, abym nie robił nadmiernych remontów i nie inwestował zbyt dużych pieniędzy w kamienicę, bo oni i tak przydzielą mi lokatorów. Było to na zasadzie my tu rządzimy i nie podskakuj. Pokazali mi w ten sposób swoje i moje miejsce w szeregu - przypomina sobie pierwszy kontakt z łabiszyńską władzą właściciel kamienicy.
Ponieważ formalnie apteka była państwowa, zyski z jej obrotów uzyskiwało państwo, a nie właściciel kamienicy. Otrzymywał on jedynie czynsz za wynajmowane pomieszczenia apteczne, którego wysokość w czasach Polski Ludowej władza urzędowo określała samej sobie. Z racji tego czynsz był niewielki i nie starczał nawet na bieżące remonty. Takie poczynania komunistycznych władz były od początku swego rodzaju formą represji wobec prywatnych właścicieli kamienic, przedsiębiorstw, czy warsztatów. Ich działalność pozostawała bowiem w sprzeczności z założeniami komunistycznej ideologii, co nie przeszkadzało jednak przedstawicielom ówczesnej władzy wykorzystywać prywaciarzy dla własnych korzyści.
NOWE CZASY, STARE ZWYCZAJE
W Polsce właśnie dokonywały się historyczne zmiany ustrojowe, zmierzające w kierunku demokratyzacji systemu społeczno-politycznego, których główne zasady ustalano podczas obrad okrągłego stołu od lutego do kwietnia 1989 roku.
Władz Urzędu Miejskiego w Łabiszynie duch nowych czasów jednak wówczas jeszcze nie objął. Nie zamierzały się bowiem one liczyć z faktem prywatnej własności kamienicy także po decyzji Przedsiębiorstwa Zaopatrzenia Farmaceutycznego Cefarm dotyczącej przeniesienia Apteki pod Orłem do nowo wybudowanego wówczas budynku ośrodka zdrowia przy ulicy Powstańców Wielkopolskich, który oddano do użytku w 1989 roku. Aptekę przeniesiono w marcu tegoż roku i mieści się ona tam do dnia dzisiejszego.
Lekceważący stosunek władz Łabiszyna wobec własności prywatnej wyraził się wkrótce potem w decyzji administracyjnej dotyczącej przydziału osobie trzeciej lokalu po aptece na działalność sklepu, o czym Adam Kantorski został poinformowany listownie. - Decyzja o przydziale na sklep w mojej kamienicy była wywołana likwidacją apteki w tym miejscu i przeniesieniem jej do ośrodka zdrowia, co było już wcześniej zaplanowane. Musiałem wtedy podpisać protokół zdawczo-odbiorczy apteki z „Cefarmem”. Wynieśli aptekę i całą jej tradycję - stwierdza z żalem właściciel kamienicy.
Adam Kantorski znalazł się zatem w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Nie dosyć, że w następstwie decyzji administracyjnej nie mógł otworzyć własnej apteki, co zamierzał uczynić natychmiast po opuszczeniu kamienicy przez Cefarm, to jeszcze chciano mu sprowadzić na głowę sklep, który miał funkcjonować w jego prywatnym domu. - Musiałem wtedy oszukać władzę za to, że chciała mi odebrać prywatną własność. Byłem zmuszony do konspiracji przeciw władzom miasta w celu obrony przed absurdalną decyzją. Dlatego zamalowałem okna na parterze budynku, mówiąc, że robię remont po tak długim okresie funkcjonowania apteki - przedstawia przesłanki swojego działania właściciel kamienicy. Co ciekawe, wspomniana decyzja o przydziale na sklep w kamienicy nie została uchylona przez Urząd Miejski w Łabiszynie do dzisiaj.
Okna były zamalowane aż do roku 1992, czyli przez około trzy lata. Problem w naturalny sposób się wyciszył, tym bardziej, że osoba, która otrzymała przydział na pomieszczenia po aptece, w międzyczasie odzyskała własną kamienicę i tam otworzyła sklep, nie będąc już zainteresowana lokalem w domu Adama Kantorskiego. W tym samym mniej więcej czasie został on zresztą przeproszony przez pełniącego funkcję naczelnika, a po przemianach ustrojowych 1989 roku, burmistrza gminy, który wydał decyzję o przydziale lokalu na sklep w jego kamienicy. - Powiedział mi, że dał się wmanewrować w tę sytuację i wydał decyzję niezgodną z prawem, ale skutkiem tej niefortunnej decyzji było to, że apteka pod adresem Plac Tysiąclecia 7 nie zaistniała do dnia dzisiejszego. Wtedy mogłem już jednak umyć okna, wiedziałem, że nic złego mi się nie stanie - wyjaśnia Adam Kantorski. Okna były zamalowane farbą kredową, więc nie było problemów z jej usunięciem.
Warto w tym miejscu dodać, iż zamalowane przez trzy lata okna kamienicy wywoływały wśród mieszkańców Łabiszyna niezliczoną ilość dyskusji i plotek na temat tego, jaki to remont jest tam przeprowadzany i w jakie bogactwa musi opływać Adam Kantorski, skoro przeprowadza go tak długo. - Nie mogłem dementować tych plotek, ponieważ musiałem ukrywać prawdziwy powód zamalowania okien na okres aż trzech lat. Dzisiaj ujawniam go po raz pierwszy - oznajmia Adam Kantorski.
SIŁA TRADYCJI
Po przeniesieniu przez państwowe przedsiębiorstwo apteki do budynku nowej przychodni, mieszkańcy Łabiszyna nakłaniali Adama Kantorskiego do otwarcia apteki w tak wyjątkowym i utrwalonym ponaddwustuletnią tradycją miejscu, gdzie do niedawna się znajdowała. Nie wiedzieli jednak nic o administracyjnej decyzji władz miasta dotyczącej przydziału pomieszczeń po aptece na sklep. - Chętnie bym sprostał tym prośbom. Nie miałem na to jednak wpływu wobec brzemiennej w skutkach decyzji władz, które mimo przemian działały po staremu. Nie było faktycznej możliwości skarżenia i odwoływania się gdziekolwiek i o cokolwiek. Tak działała młoda demokracja. Nie było się do kogo zwrócić o pomoc, chociaż „Cefarm” był przychylny powrotowi apteki w stare miejsce - zaznacza właściciel kamienicy.
Należy podkreślić, że siła tradycji aptekarskiej w kamienicy na łabiszyńskim rynku była wielka. - Wpływ dotychczasowych właścicieli był tak duży na środowisko lokalne, że po zakupie kamienicy traktowali mnie jak Pawłowskiego. Zwracali się do mnie, jak dzieci pozostawione bez opieki. Jeszcze przez wiele lat mówiono do mnie panie aptekarzu - dodaje Adam Kantorski.
Zapytany, dlaczego nie otworzył w swojej kamienicy apteki już po ustabilizowaniu się sytuacji społeczno-gospodarczej w Polsce, odpowiedział: - Działanie władz Łabiszyna miało decydujący wpływ na to, że wskutek bezprawnej decyzji uniemożliwiły mi otwarcie apteki nawet w późniejszym okresie. Tradycja aptekarska w tym historycznym dla miasta i mieszkańców miejscu została więc, jak dotąd skutecznie, przerwana w 1989 roku. W tej sytuacji nasuwa się proste pytanie: czy jest jeszcze możliwe przywrócenie tej tradycji?
BĘDZIE TABLICA
Można powiedzieć, że Łabiszyński Wieczór Wspomnień, który odbył się przed dwoma tygodniami, był pierwszym aktem przywracania tej tradycji, gdyż poświęcony był właśnie aptekarzom Henryce i Piotrowi Pawłowskim. Podczas uroczystości, na której były obecne dzieci zasłużonych dla miasta farmaceutów, pojawiła się propozycja, aby uczcić ich pamiątkową tablicą, która miałaby się pojawić na kamienicy Adama Kantorskiego, czyli w miejscu, gdzie znajdowała się historyczna apteka.
Temat ten podczas wspomnieniowej dyskusji wywołał Lucjan Borys, członek Naczelnego Sądu Aptekarskiego z Pomorsko-Kujawskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej. Podkreślił on, iż wobec tak dużych tradycji i zasług łabiszyńskich aptekarzy, wskazanym byłoby utrwalenie pamięci o nich w formie tablicy. Zwrócił się zarazem do burmistrza Łabiszyna Jacka Idziego Kaczmarka, który w imieniu władz miasta poparł ten pomysł. - Nie chciałbym jednak wchodzić w kompetencje właściciela kamienicy, dlatego oddaję głos w tej sprawie panu Kantorskiemu - powiedział burmistrz.
Adam Kantorski swoje stanowisko w tej sprawie przedstawił natychmiast: - Nie wiem kto skradł mi ten pomysł, ale dobrze zrobił. Oczywiście wyrażam zgodę na ustanowienie tablicy na moim domu. Słowa te zostały przyjęte gromkimi oklaskami ze strony obecnych na sali gości. Trzeba przy tym zaznaczyć, że przed spotkaniem wśród mieszkańców pojawiały się głosy, że właściciel kamienicy może nie wyrazić zgody na przywieszenie tablicy albo chcieć za to pieniądze. Na szczęście okazało się to nieprawdą. Akceptację i radość wobec tego pomysłu wyraziła także córka aptekarzy Anna Nowicka (z domu Pawłowska) i jej brat Michał Pawłowski.
Obecnie między zainteresowanymi stronami trwają rozmowy nad szczegółami dotyczącymi wyglądu pamiątkowej tablicy. Przyczyniła się do tego uroczysta wieczornica, która stała się okazją do nawiązania kontaktów i wymiany poglądów w tej sprawie. Póki co jest jeszcze zbyt wcześnie, aby już teraz mówić o ostatecznych rozstrzygnięciach. Z deklaracji osób władnych decydować w tej sprawie wynika natomiast, że tablica ku czci Henryki i Piotra Pawłowskich powinna być oficjalnie odsłonięta najpóźniej w przyszłym roku.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1055 (18/2012)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze