Lubostroń, festiwal, Muzyka w świetle księżyca
Kulturalna uczta w murach pałacu
W różnych zakątkach kompleksu pałacowego w Lubostroniu od 28 do 31 lipca zostało zorganizowanych dziewięć wyjątkowych i na najwyższym poziomie artystycznym wydarzeń kulturalnych, wśród których były koncerty, wystawy i spektakl.
Kwartet „S`il vous plait“ zagrał w plenerze fot. Bartosz Woźniak PROJEKT 966 NA OTWARCIE
Jubileuszowy festiwal rozpoczął się w czwartek 28 lipca wernisażem wystawy Projekt 966. Narodowy Jubileusz. Sztuka Polska 2016, która nawiązywała w swej treści do obchodzonej w bieżącym roku 1050. rocznicy chrztu Polski. W klimat wystawy wpisywała się towarzysząca jej muzyka Hildegardy von Bingen (1098-1179), benedyktynki piszącej pieśni, komponującej muzykę, ale też uzdrawiającej chorych.
Wystawa, którą będzie można zwiedzać do 15 września, ma charakter ogólnopolski, a swoje wyjątkowe dzieła zaprezentowało na niej aż 76 znakomitych artystów, reprezentujących różne kierunki sztuki, od malarstwa, przez rysunek, witraż, po rzeźbę. Jak powiedziała na wstępie prowadząca cały festiwal Urszula Guźlecka, wystawa stanowi artystyczny komentarz do tego, co wydarzyło się w 966 roku.
Oficjalnego otwarcia festiwalu i zarazem wernisażu dokonał dyrektor Pałacu Lubostroń Andrzej Budziak, który powitał przybyłych gości. - Zaprezentujemy państwu to, co zawsze wychodzi spod kopuły lubostrońskiego pałacu, czyli sztukę przez duże S i kulturę przez duże K. Dziś papież Franciszek odprawia na Jasnej Górze w Częstochowie mszę świętą z okazji jubileuszu chrztu Polski, a my otwieramy wyjątkową wystawę nawiązującą do tamtych wydarzeń. Podziwiajcie i cieszcie się tym, co dla was przygotowaliśmy na najbliższych kilka dni - powiedział dyrektor.
Kuratorami wystawy są Mirosława i Kazimierz Rocheccy z Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, którzy zwrócili uwagę, iż nawiązuje ona do patriotycznej sztuki XIX w. i niezależnej twórczości lat 80. XX w., a prezentowane dzieła stanowią upamiętnienie i celebrację wydarzeń z 966 r., odnosząc się do trzech symbolicznych słów-kluczy, a mianowicie: woda, krzyż, światło. Zaznaczyli przy tym, że wystawa nie jest zamknięciem poruszonego na niej tematu, a wręcz przeciwnie - ma stanowić inspirację dla kolejnych projektów. Jest to zarazem wystawa łącząca pokolenia, gdyż prezentują się na niej zarówno artyści dojrzali, jak i będący dopiero na początku swojej twórczej drogi. O aranżację dzieł sztuki w Oranżerii Pałacowej zadbał Andrzej Prokopiuk, który podkreślił, że swoją tematyką oddaje ona treść wybitnego obrazu jego ulubionego malarza Paula Gauguina Skąd przychodzimy? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?
W NOCNYM KLIMACIE
Miłośnicy wysokiej kultury jeszcze nie odetchnęli z zachwytu po kontakcie ze sztuką, a już czekała na nich uczta muzyczna. Tego samego wieczoru miał bowiem miejsce recital fortepianowy jednego z najbardziej wszechstronnych polskich muzyków Pawła Kowalskiego. Pianista występował w 40 krajach, na czterech kontynentach, był jurorem sześciu międzynarodowych konkursów pianistycznych. Wykonuje ponad czterdzieści utworów na fortepian i orkiestrę od Mozarta i Chopina, po muzykę kameralną, filmową i jazz. Pianista był pierwszym po Krystianie Zimermanie wykonawcą Koncertu fortepianowego Witolda Lutosławskiego, który zagrał w Warszawie pod osobistą dyrekcją tegoż kompozytora.
Repertuar recitalu, który odbył się w sali rotundowej pałacu, Paweł Kowalski przygotował specjalnie z myślą o klimacie festiwalu oraz miejscu i czasie, w którym się on odbywa, a więc w świetle księżyca. Rozpoczął zatem spokojnym i nastrojowym nokturnem b-dur opus 16 Ignacego Jana Paderewskiego, po czym zagrał sonatę fortepianową c-dur Wolfganga Amadeusza Mozarta. Następnie publiczność mogła usłyszeć utwory Fryderyka Chopina. Na początek jeden z najbardziej dramatycznych utworów tego romantycznego kompozytora, charakteryzujący się konfliktem harmonii i dużą siłą ekspresji, czyli nokturn f-moll opus 55. Kolejne utwory to 5 preludiów, będących kopalnią uczuć i emocji, wyrażających się wielką, muzyczną głębią i siłą. Następnie widzowie usłyszeli bardziej wesołe i taneczne utwory, a mianowicie 5 mazurków, a na koniec spotkania z Chopinem jego scherzo b-moll opus 31.
W drugiej części recitalu Paweł Kowalski zagrał menueta g-moll Georga Friedricha Haendla, następnie preludium, fugę i wariację h-moll opus 18 romantycznego kompozytora i organisty pochodzenia belgijskiego Cesara Francka, którego utwór na fortepian zaaranżował Harold Bauer. Pianista zwieńczył koncert uznawaną za nieziemską i doskonałą, o wyjątkowo uduchowionym charakterze, wpisującą się zarazem w klimat pałacowego festiwalu, sonatą cis moll opus 27 (Sonata quasi una Fantasia) Ludwiga van Beethovena, zwaną popularnie Sonatą księżycową. Artysta wzbudził zachwyt publiczności, z którą nawiązał bardzo dobry kontakt, opowiadając w przerwach m.in. o okolicznościach powstawania granych przez siebie utworów.
Dyrektor Andrzej Budziak następnego dnia poinformował gości przybyłych na kolejne wydarzenia, że odpowiadając na prośbę melomanów przygotowuje już termin następnego koncertu Pawła Kowalskiego w lubostrońskim pałacu, tym bardziej, że ten wybitny pianista zachwycił się tym urokliwym miejscem na Pałukach.
Prace Anny Sroczanki przykuwały wzrok na dłużej fot. Bartosz Woźniak WYSTAWA ZAPOMNIANEJ ARTYSTKI
Drugi dzień festiwalowy rozpoczął się w Piwnicach Pałacowych, gdzie miało miejsce otwarcie wystawy prac Anny Sroczanki, żyjącej w latach 1914-1991, a od 1956 roku związanej z Bydgoszczą. Wydarzenie to zostało zaplanowane z myślą o przypadającej w tym roku 25. rocznicy śmierci tej zapomnianej nieco artystki, która swoje życie poświęciła twórczości, rezygnując z pracy zawodowej, wybierając los samotniczki, bez oglądania się na konwenanse i polityczne układy, przez co zmuszona była do funkcjonowania na marginesie świata sztuki. A malarskiego warsztatu i wrażliwości twórczej uczyła się u nie byle kogo, bo takich mistrzów, jak Xawery Dunikowski czy Józef Mehoffer. Jej prace, w których można znaleźć wiele ciepła, delikatności i melancholii, charakteryzuje zachwyt nad naturą i dziełami człowieka funkcjonującymi dziś jako zabytki. Z jednej strony szukała inspiracji w świecie przyrody, z drugiej w sferze miejskiej, ale też w duszy człowieka.
Taki charakter ma wystawa dzieł Anny Sroczanki w pałacu, a pochodzą one ze zbiorów Biura Wystaw Artystycznych w Bydgoszczy oraz jej siostrzenicy Anny Pawłowskiej. Na wystawie widzimy prace przedstawiające m.in. pejzaże, zwierzęta, budynki i abstrakcyjne kompozycje, wykonane różnymi technikami, takimi jak: linoryt, gipsoryt, drzeworyt, tempera. Swoisty sposób wyrazu Anny Sroczanki przyciąga uwagę, zmuszając do refleksji nad otaczającym nas światem, ale i ukazując jego piękno.
ROMANTYCZNIE I NA WESOŁO
Po zwiedzeniu czterech sal wystawowych goście festiwalu udali się do sali rotundowej, gdzie w piątkowy wieczór odbył się koncert Agaty Schmidt (mezzosopran). Występująca obecnie w Paryżu artystka jest absolwentką bydgoskiej Akademii Muzycznej, w latach 2011-2014 uczestniczyła w Atelier Lyrique Opery Paryskiej, a za tytułową rolę w Orfeuszu i Eurydyce w paryskiej Opéra Garnier otrzymała dwie prestiżowe nagrody: Prix L`AROP i Prix Cercle Carpeaux dla najlepszego młodego śpiewaka 2014 roku. Przy fortepianie akompaniował jej Bartłomiej Wezner, absolwent tej samej uczelni w klasie fortepianu, studiował również klawesyn. Od 2008 r. współpracuje z Vadimem Brodskim.
W pierwszej części Agata Schmidt zaśpiewała intymne, delikatne, ale zarazem przepełnione emocjami utwory liryczne. Najpierw publiczność usłyszała Zmierzch z muzyką Ottorino Respighiego do poematu angielskiego poety romantycznego Percy Bysshe Shelley`a. Następnie artystka zaśpiewała cztery pieśni Johannesa Brahmsa, będące kwintesencją romantyczności: Stara miłość, Zwątpienie, Serenada, Odwieczna miłość. Druga część koncertu miała odmienny klimat, gdyż była wesoła i zabawna, choć temat miłości pozostał. Agata Schmidt zaśpiewała m.in. dwie pieśni Feliksa Rybickiego do wiersza Leopolda Staffa Dziewicze brzozy i wiersza Leona Rygiera Nie wolno mi o tobie śnić. Następnie można było usłyszeć wesołe piosenki Witolda Lutosławskiego do słów Juliana Tuwima Spóźniony słowik i O panu Tralalińskim, a także realistyczne pieśni Modesta Musorgskiego Z nianią i W kącie, przedstawiające historię z punktu widzenia dziecka. Zachwyty publiczności nad występem artystów sprawiły, że nie opuścili oni pałacu bez bisów i zostali pożegnani gromkimi brawami.
Zespół „Na tak“ i jego żywiołowa twarz - wokalistka Dorota Krempa fot. Bartosz Woźniak PEJZAŻ, PLENER, NA TAK
Sobotni dzień festiwalowy rozpoczął się otwarciem wystawy Pejzaż Danuty Michałowskiej, która w tym roku obchodzi 30-lecie pracy artystycznej. Malarka ceni sobie przede wszystkim kontakt z naturą, co szybko można dostrzec na jej wielobarwnych obrazach. - Malowanie przyrody, z którą w dzisiejszych czasach obcujemy coraz krócej, pozwala mi przedłużyć chwile, w których mam kontakt z naturą i cieszyć się nimi jeszcze w domu. Bycie w naturze sprawia mi przyjemność - mówiła artystka, dla której największą inspiracją są dzieci, z którymi od wielu lat pracuje.
Na wystawie, którą zaaranżował mąż malarki, artysta plastyk Stanisław Stasiulewicz, można zobaczyć wielobarwne elementy pejzażu, głównie drzewa i liście, które w zależności od kolorystyki oddają stan ducha autorki w momencie ich tworzenia.
Następnie przy stawie obok oranżerii, w plenerowych warunkach odbył się koncert Kwartetu S`il vous plait w składzie: Maciej Drapiński - akordeon, Krzysztof Biernacki - klarnet, Michał Kwaśniak - skrzypce, Krzysztof Sypek - kontrabas. Zespół, który tworzą absolwenci Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, zaprezentował przede wszystkim muzykę bałkańską, ale nie zabrakło też melodii ukraińskich czy tańca węgierskiego Johannesa Brahmsa. Artyści zagrali także tango argentyńskiego mistrza Astora Piazzolli oraz walca francuskiego wirtuoza akordeonu Richarda Galliano. Publiczność przy pięknej pogodzie, szumie drzew i tryskającej wodą fontannie rozkoszowała się wyjątkowymi dziełami muzycznymi.
Artystyczny wieczór zakończył występ zespołu Na Tak w składzie: Dorota Krempa - głos, keyboard, teksty, Piotr Kala - bas, teksty, Sebastian Napierała - gitara, syntezator gitarowy, syntezator, bit, saksofon. Członkowie grupy pochodzą odpowiednio z Mielca, Lubostronia i Bydgoszczy, a studio nagrań mają w stodole we wsi Bychawka na Lubelszczyźnie.
Swój koncert zagrali w miejscu o odpowiednim klimacie dla prezentowanej przez nich muzyki, a mianowicie w piwnicy w fosie. Grupa do tej pory wydała trzy płyty: Na raz, 13 i najnowszą zatytułowaną Ewolucja, z której utwory dominowały na sobotnim koncercie, aczkolwiek można było usłyszeć też wcześniejsze. Muzycznie umiejscawiają się jako kontynuatorzy nurtu new wave (nowa fala), wywodzącego się z punk rocka. Całkowicie autorskie, dające do myślenia teksty i wyjątkowa muzyka, wytyczające oryginalną i eksperymentalną drogę, jaką przyjęła grupa w swojej działalności twórczej, zostały ciepło przyjęte przez lubostrońską publiczność. Duże wrażenie na licznie przybyłej widowni zrobiła lekkość śpiewania i interesujący głos Doroty Krempy, która swoje atuty wokalne wzbogaca dodatkowo żywiołowym stylem poruszania się na scenie, tworząc choreograficzny spektakl. Ważne w tym wszystkim są skromność artystów oraz sceniczny luz bez niepotrzebnego nadęcia i gwiazdorstwa. Jednym słowem - koncert zdecydowanie na tak.
Dużą ciekawość zwiedzających wzbudziło dzieło Andrzeja Kałuckiego „Katedra“, wykonane ze szkła hutniczego formowanego na gorąco fot. Bartosz Woźniak MONODRAM I JAZZOWA WIRTUOZERIA
Ostatni dzień festiwalu odbywał się już tylko w sali rotundowej pałacu. Niedzielne popołudnie publiczność spędziła oglądając monodram Małgorzaty Witkowskiej. Aktorka zaczynała od studiów filozoficznych, ale ostatecznie skończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną we Wrocławiu. Nie mając tam propozycji pracy, całkiem przypadkowo w 1990 r. trafiła na scenę Teatru Polskiego w Bydgoszczy, gdzie do tej pory zagrała ponad 80 ról. Występowała też w popularnych serialach telewizyjnych: Klan, Na dobre i na złe, Lekarze, M jak miłość.
W Lubostroniu Małgorzata Witkowska zaprezentowała autorski występ, będący wędrówką przez jej role podczas 25 lat kariery aktorskiej, bo taki jubileusz swojej pracy w tym zawodzie obchodziła w ubiegłym roku. Wcielając się w różne postaci, które z dużą dozą ekspresji kreowała, z jednej strony bawiła, z drugiej wzruszała zachwyconą jej występem publiczność.
Zwieńczeniem festiwalu był koncert jazzowy zespołu Paweł Kaczmarczyk Audiofeeling Trio w składzie: Paweł Kaczmarczyk - fortepian, Dawid Fortuna - perkusja, Kuba Dworak - kontrabas. Występujący w różnych zakątkach świata, znakomity pianista i kompozytor, zarazem lider zespołu Paweł Kaczmarczyk, zachwycił publiczność niepowtarzalnym brzmieniem i sposobem grania, wyzwalając wśród słuchaczy zarówno sporą dawkę emocji, jak i pozytywnej energii. Była to pianistyka jazzowa na najwyższym poziomie, wychodząca wprost z wrażliwej duszy artysty. Muzycy zagrali utwory z ostatniej, wyjątkowej płyty Something Personal, która stanowi formę podziękowania i wyraz hołdu złożonego przez Pawła Kaczmarczyka osobom, które wpłynęły na jego artystyczny rozwój.
Miłośnicy kultury wysokiej z pewnością mogli czuć się usatysfakcjonowani programem tegorocznego festiwalu i poziomem twórczości występujących artystów. Każdy z gości mógł znaleźć coś dla siebie, a pewnie i jeszcze więcej. Kolejny festiwal już za rok.
Wydarzenie zostało dofinansowane z budżetu województwa kujawsko-pomorskiego i zostało objęte honorowym patronatem marszałka województwa Piotra Całbeckiego.
Bartosz Woźniak
Pałuki nr 1277 (31/2016)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze