Stefan Ruzik twierdzi z jednej strony, że podzielniki nie mogą spaść i uszkodzić się bez silnego działania człowieka, ale z drugiej deklaruje, że niedługo przestaną spadać, bo on je zamontuje solidniej. fot. Karol Gapiński
Barcin, Spółdzielnia Mieszkaniowa, Kujawy, podzielniki, wymiana
Lecą podzielniki
Już niedługo po założeniu bezpłatnych - jak podkreślała jesienią Spółdzielnia Mieszkaniowa Kujawy w Barcinie - podzielników kosztów ciepła, niektórym lokatorom zaczęły one spadać z grzejników. Z ampułek wylewał się płyn i konieczne były wymiany. Teraz do spółdzielców, u których wymieniane były ampułki, spływają faktury do zapłaty za wymianę.
Kiedy jesienią ub.r. Spółdzielnia Mieszkaniowa Kujawy w Barcinie informowała swych lokatorów o zakładaniu nowych podzielników na grzejnikach w mieszkaniach, ważnym argumentem było to, że nic nie będą kosztować mieszkańców bloków spółdzielczych. Taką umowę barcińska SM zawarła z Przedsiębiorstwem Organizacji Budownictwa Pobud w Bydgoszczy.
KTO Z KIM
Organizacja rozliczeń kosztów ciepła w mieszkaniach wygląda tak: spółdzielnia podpisuje umowę z firmą, która się tym zajmuje, lokatorzy przychodzą do spółdzielni i podpisują indywidualne umowy ze spółdzielnią w tym zakresie. Jak się okazuje, niektórzy lokatorzy nie mają podpisanych umów z Pobudem. Poprzednio lokatorzy mieli umowy ze spółdzielnią na rozliczanie kosztów poprzez podzielniki założone przez firmę SIM z Zielonej Góry. Umowy takie zawarto 30 września 1998 roku.
SIM założył nowe podzielniki z całą instalacją, co spółdzielców kosztowało wtedy po 860 zł. Aż do 2002 r. realizacją pomiarów kosztów ciepła zajmowała się firma z Zielonej Góry. Jedynie 7 bloków w Barcinie i w Piechcinie należących do SM Kujawy rozliczane było już wówczas przez bydgoski Pobud.
OFENSYWA Z BYDGOSZCZY POD NIEOBECNOŚĆ PREZESA
Na początku czerwca ub.r. w SM Kujawy Rada Nadzorcza odwołała prezesa Stanisława Kulawiaka. Na fotelu szefa zarządu SM był nieco ponad miesiąc wakat (od 6 czerwca do 9 lipca).
26 czerwca została podpisana umowa między spółdzielnią a Pobudem na realizację pomiarów kosztów ciepła przez tę firmę we wszystkich blokach należących do barcińskiej SM.
Z ramienia spółdzielni - pod nieobecność prezesa, którego stanowisko nie było obsadzone - umowę z Pobudem podpisało dwoje ówczesnych członków zarządu spółdzielni: Henryka Koźmińska i Marek Sarna. W ten sposób Pobud przejął rozliczenia w całej spółdzielni, a wspomniani sygnatariusze umowy z ramienia jej zarządu niewiele później zrezygnowali z członkostwa w nim. Od 9 lipca spółdzielnia miała nowego prezesa. Został nim Andrzej Stachowiak.
ZAKŁADANIE NOWYCH PODZIELNIKÓW
Jesienią ub.r. SM informowała swoich lokatorów, że pracownicy firmy Pobud będą zakładać w mieszkaniach nowe podzielniki kosztów ciepła. Za darmo. Nawet, gdyby spółdzielcy mieli płacić za nowe podzielniki, to nie kosztowałyby one tyle, ile 4 lata wcześniej te simowskie. Teraz można już było skorzystać z wykonanych wtedy instalacji, co wielokrotnie obniżyło koszty. Praktycznie tylko do kosztów samego podzielnika, czyli kilkunastu zł. Jednak nie wszyscy mieszkańcy zdecydowali się na nowe podzielniki. Niektórzy pozostali przy tych, które wcześniej założyła firma z Zielonej Góry.
BEZ UZGODNIEŃ Z CZŁONKAMI SPÓŁDZIELNI
Członek spółdzielni, kandydat na jej prezesa w ostatnim konkursie, Andrzej Loks mówi: - Nikt z nami nie uzgadniał tej wymiany. Ostrzegali, straszyli, że ci, którzy pozostaną przy podzielnikach simowskich będą płacić od 1 m2 powierzchni za ogrzewanie. Bez uwzględnienia oszczędności, bo po instalacji nowych podzielników z "Pobudu", nie będzie miał kto tych oszczędności odczytać. Ja jednak zdecydowałem się pozostać przy starych podzielnikach. Zainwestowałem w to w 1998 r. razem z instalacją termozaworów ponad 860 zł. Podobnie, jak i wszyscy spółdzielcy. Podzielniki "SIM" były dobre. Mogą one służyć nawet kilkadziesiąt lat.
Potwierdza to Stefan Ruzik przedstawiciel firmy Pobud w Barcinie. Wcześniej pracował on na terenie SM Kujawy dla firmy SIM. Zajmuje się on interwencjami związanymi z wymianą uszkodzonych podzielników oraz z koniecznością dokonywania międzyodczytów przy przeprowadzkach oraz wynajmowaniu mieszkań. Tak, żeby rozliczeni mogli być dwaj lokatorzy w jednym mieszkaniu podczas tego samego sezonu.
NIE ZERWANE UMOWY
- Łącznie założyliśmy w SM "Kujawy" 4.799 podzielników. Szacujemy, że naszych podzielników nie ma około 0,5% mieszkań - przedstawia sytuację Radosław Kochanowski, zastępca kierownika w Pobudzie.
- Ci, którzy pozostali przy starych podzielnikach, upierają się przy regulowaniu należności według odczytu na podzielnikach z Zielonej Góry. Jeśli oszczędności wykazywane na tych podzielnikach nie zostaną przez spółdzielnię uwzględnione, to ja na pewno oddam sprawę do sądu. Myślę, że zrobią to też inni. Mamy bowiem nie zerwane umowy ze spółdzielnią na realizację zadania przez "SIM" jeszcze z 1998 r. - zapowiada Andrzej Loks.
W tej umowie w paragrafie 11 czytamy: Umowę może wypowiedzieć każda ze stron za 12 miesięcznym wypowiedzeniem.
Umowa na realizację tych samych usług przez Pobud była skonstruowana tak, że spółdzielca podpisując ją zrywał jednocześnie ze skutkiem natychmiastowym poprzednią umowę. Jednak ci, którzy nie podpisali tej umowy, w świetle prawa nadal są związani kontraktem z 30 września 1998 r, gdyż nie wypowiadali tamtej umowy.
- Nie wiem, kto ten paragraf o 12 miesięcznym okresie skonstruował. Zleciłem naszemu prawnikowi, żeby znalazł wyjście z tej sytuacji - mówi prezes Andrzej Stachowiak.
Radcą prawnym w SM jest od kilku tygodni Władysław Karolkiewicz, który zastąpił poprzedniego radcę Annę Lange. Z Władysławem Karolkiewiczem nie udało nam się skontaktować.
LECĄ PODZIELNIKI
Pobud zamontował podzielniki jesienią na własny koszt. Niedługo potem w kilkudziesięciu mieszkaniach zaczęły one spadać z grzejników. Ulegały one zniszczeniu albo wylewał się z ich ampułek płyn, wskutek czego trzeba było je wymieniać. Podzielniki wymieniał Stefan Ruzik.
W jednym z mieszkań podzielnik spadł z grzejnika. Nie uległ żadnemu zniszczeniu. Stefan Ruzik zamontował tylko nową ampułkę z płynem w dotychczasowym pojemniku. Monter działający dla Pobudu nie orzekł w swoim sprawozdaniu z interwencji przyczyny upadku podzielnika. 26 marca lokator otrzymał z SM fakturę do zapłaty na 14,03 zł.
Mieszkaniec jednak nie poczuwa się do winy. Jak zaznacza, jego podzielnik nie był uszkodzony, a Pobud obiecywał go za darmo.
Podobne faktury zaczęły spływać do innych lokatorów, w których mieszkaniach spółdzielnia wymieniała uszkodzone podzielniki.
DEPTANIE I WALENIE
- W grzejnikach skrzynkowych podzielniki zamontowane są na silikon, a w żeliwnych na mEtalowe uchwyty. Po zamontowaniu podzielnik nie może spaść ot, tak sobie. Temu musi towarzyszyć mechaniczne uszkodzenie. W to trzeba pukać młotkiem, żeby rozwalić obudowę - powiedział nam w poniedziałek Stefan Ruzik i dodał, że łącznie interweniował około 120 razy, ale wlicza w to dokonywanie wspomnianych międzyodczytów.
- To trzeba deptać butami i nawet wtedy trudno rozwalić mocną plastikową obudowę - dodaje Radosław Kochanowski.
Podzielniki z Pobudu mają wmontowane ampułki, z których wylewa się płyn, podczas gdy w starych podzielnikach były kapilary, z których ten płyn się nie mógł wylać, bo otwór był węższy.
Stefan Ruzik potwierdził, że obecnie liczba uszkodzonych podzielników jest zdecydowanie większa aniżeli wcześniej. - Podzielniki SIM praktycznie nie spadały. Powody upadków teraźniejszych to jest eksploatacja mieszkań, np. działanie dzieci, bądź przesuwanie mebli. Są też celowe manipulacje lokatorów przy podzielnikach - tłumaczy Stefan Ruzik.
Jeden z członków spółdzielni ripostuje: - Kiedy były stare podzielniki, też były w mieszkaniach dzieci, też dokonywano przemeblowań, ale z grzejników jednak nic nie spadało. Podzielniki miały być za darmo i ja nie zamierzam za to płacić, tym bardziej, że upadek nastąpił nie z mojej winy, a podzielnik nie był uszkodzony.
- Ktoś za to musi zapłacić, jeśli nie jeden lokator, to wszyscy, bo "Pobud" nie da darowizn - mówi Stafan Ruzik. Potwierdza to Radosław Kochanowski.
Wskutek umowy administracji spółdzielni z Pobudem, lokatorzy mają dostawać faktury do zapłaty, a pieniądze będą przelewane do bydgoskiej firmy. - Nie potrafię wytłumaczyć tego faktu, ale rzeczywiście w Barcinie nasze podzielniki spadają dosyć często. Nie wiem, jak to się dzieje, bo np. w Żninie, czy też w spółdzielni szubińskiej są to przypadki co najwyżej jednostkowe - mówi Radosław Kochanowski.
Karol Gapiński
Pałuki nr 580 (13/2003)
Przejdź do forum.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze