Reklama

Liceum pedagogiczne w Bydgoszczy - lata 1953-1958; wspomnienia Teresy Śliwy-Lisieckiej (4) (zdjęcia)

31/10/2023 16:28

Tydzień temu czytaliśmy o okresie stalinizmu w szkole w Mycielewie wspominanym przez Teresę Śliwę-Lisiecką, uczennicę tej szkoły. Dziś ciąg dalszy jej wspomnień, obejmujący naukę w bydgoskim liceum pedagogicznym przy ulicy Seminaryjnej, gdzie do roku 1956 każdy uczeń był członkiem Związku Młodzieży Polskiej.

W szkolnictwie powojennej Polski dały się odczuć poważne braki kadry nauczycielskiej, z którą w bestialski sposób rozprawił się okupant. Nauczyciele, którym udało się przeżyć wojenny koszmar powrócili do szkół, ale nie byli w stanie zaspokoić olbrzymich potrzeb. Pracę więc podejmowali niewykwalifikowani ochotnicy, decydujący się uzupełniać swoje wykształcenie na specjalnych kursach. Zadanie to realizowały również licea pedagogiczne powstałe na bazie przedwojennych seminariów nauczycielskich. Podejmowała w nich naukę młodzież po ukończeniu szkół podstawowych. Najczęściej obowiązywały w nich egzaminy wstępne. Dla naszego terenu najbliższym było liceum w Bydgoszczy zlokalizowane na ulicy Seminaryjnej. Podjęłam w nim naukę w roku szkolnym 1953/54.

Po egzaminach wstępnych przyjęto nas ponad 160 osób tworząc 4 klasy (dwie koedukacyjne z małą ilością chłopców i dwie żeńskie). Ze względu na braki nauczycieli języka rosyjskiego dwie z utworzonych klas miały rozszerzone nauczanie tego języka kosztem innych przedmiotów.

Reklama

W sąsiedztwie naszej szkoły znajdował się szpital gruźliczy i koszary wojskowe. Od szpitala oddzielały nas parki (szkolny i szpitalny), od koszar wysoki mur. Przy szkole było boisko sportowe z bieżniami, skoczniami, rzutniami, strzelnicą oraz boiskami do gier drużynowych. Przy sprzyjających warunkach pogodowych zimową porą czynne było lodowisko.

Posiadaliśmy też wzorcowo zagospodarowaną działkę szkolną, na której pracowaliśmy nie tylko w ciągu roku szkolnego ale i w wakacje przy czym prace należało wykonywać w stroju sportowym, a latem boso. Teren przy w szkole był zawsze zadbany, a to dzięki pracy uczniów pod opieką nauczycieli.

Reklama

Budynek szkolny był bardzo przestronny, w bocznych częściach i sąsiednim mieszkali nauczyciele. W budynku głównym, na parterze miała siedzibę szkoła ćwiczeń, na piętrze - liceum, na drugim i trzecim piętrze - internat. Ponieważ budynek szkolny zlokalizowany był na wzgórzu, odczuwało się deficyt wody i konieczność jej gromadzenia nocą w specjalnych pojemnikach w piwnicach.

Szkoła wyposażona była w małą salę gimnastyczną z przyrządami gimnastycznymi, a część nauczycieli miała pracownie przedmiotowe: biologiczną, geograficzną, fizyczną, chemiczną oraz muzyczną. Izby lekcyjne były obszerne i mieściły nawet ponad 40 uczniów. Coroczny odsiew był tak duży, że zazwyczaj szkołę kończyło około 50% rozpoczynających.Każda klasa miała przypisaną izbę lekcyjną i musiała dbać o jej wystrój.

Reklama

Uroczystości szkolne i apele odbywały się w auli (przedwojenna kaplica seminarzystów). Tutaj też miały miejsce szkolne zabawy, studniówki, bale i pisemne egzaminy maturalne.

Jak już wspomniałam, szkoła była przestrzennym budynkiem z długim korytarzem, gdzie każdego ranka przed godziną ósmą młodzież zbierała się na apelu, ustawiana w odpowiednim szyku, w obecności nauczycieli i dyrektora wysłuchała porannych wiadomości. Nie pamiętam jak długo trwał ten rytuał i w jakim momencie został zaniechany.

W czasie przerw międzylekcyjnych, przy złych warunkach pogodowych spacerowaliśmy na korytarzu parami. Panowała tu “umiarkowana cisza”. Przy dobrej pogodzie obowiązkowo wychodziliśmy na boisko szkolne. Pierwszy dzwonek sygnalizujący zakończenie przerwy mobilizował nas do ustawiania się parami i wejścia do klas.

Reklama

W szkole obowiązywało nas szkolne umundurowanie - ciemny fartuszek z białym kołnierzykiem, w latach późniejszych beret i tarcza szkolna na rękawie. Czasami podczas przerwy pojawiał się na szkolnym boisku dyrektor szkoły, by dokonać naszego umundurowania. Przyznać należy, że czuliśmy przed nim respekt.

Do roku 1956 każdy uczeń był członkiem Związku Młodzieży Polskiej i jako taki szkolny fartuszek mógł zastąpić zieloną koszulą i czerwonym krawatem. Strój ten obowiązywał na każdych zebraniach organizacji oraz pierwszomajowych pochodach. Aby więc nie prezentować się w organizacyjnych mundurkach woleliśmy reprezentować szkołę jako sportowcy, a po roku 1956 jako harcerze. A tak w ogóle lubliłyśmy te pochody, będące urozmaiceniem szkolnej monotonii i pewnego rodzaju przeglądem społeczeństwa bydgoskiego. Tego dnia mieliśmy więcej niż zwykle czasu wolnego.

Reklama

W trosce o sprawność fizyczną i obronność w programie nauczania dużo czasu przeznaczano na wychowanie fizyczne, przysposobienie sportowe i wojskowe. Braliśmy obowiązkowo udział w marszach, marszobiegach, zdobywaliśmy odznaki sportowe. Na lekcjach wychowania fizycznego obowiązywał jednolity strój - ciemne, krótkie spodenki, białe koszulki i sportowe obuwie. W sali gimnastycznej było idealnie czysto. Nikt nie ośmielał się wchodzić w zwykłym obuwiu. Wzorem dla uczniów służyli nauczyciele.

Każda klasa miała przypisaną izbę lekcyjną, w której trzeba było przygotowywać gazetki ścienne, propagandowe hasła sprawdzane przez dyrekcję szkoły i organizatorów (pracowników szkoły) odpowiedzialnych za działalność organizacji młodzieżowych i wychowanie ideologiczne. Ponieważ naszym wychowawcą był nauczycielem rysunków i prac ręcznych Kazimierz Wrzoś, dekoracje klasy wykonywał on sam, a my organizowaliśmy się do pomocy przy wieszaniu i to raczej niechętnie. Mimo naszego mimowolnego zaangażowanie byłyśmy pod tym względem klasą przodującą, zresztą nie tylko pod tym względem. Naszą domeną były też gry drużynowe.

Reklama

Jako uczniowie nie mieliśmy bliskich kontaktów z nauczycielami i pokojem nauczycielskim. Pewnie w czasie pobytu w szkole wielu uczniów nie przekroczyło jego progu. Orędownikiem naszym był nasz wychowawca, który doskonale znał problemy nasze i naszych rodziców. Bronił nas jak “lew” szczególnie wtedy, kiedy groziło nam zawieszenie pobieranego przez nas stypendium. Na zebraniach rodzicielskich i wywiadówkach starał się nie martwić naszych rodziców. O każdym z nas mówił coś pozytywnego by następnie wskazać na negatywy.

W bezpośrednim kontakcie z nami nie szczędził nam cierpkich słów. Woleliśmy więc unikać takich konfrontacji, ale na swój sposób lubiłyśmy go. Niektórzy z nas utrzymywali z nim kontakty po ukończeniu szkoły. Prowadziliśmy wspólnie szczere rozmowy.

Reklama

Szanując naszego wychowawcę liczną gromadką pożegnałyśmy go na bydgoskim cmentarzu na Jarach 6 kwietnia 1987 roku a w następnych latach podczas naszych spotkań odwiedzałyśmy zbiorowo mogiłę, zanosząc kwiaty i zapalając znicze, snując wspomnienia.

Teresa Śliwa-Lisiecka

ciąg dalszy nastąpi

Miejsce zdarzenia mapa Pałuki Żnin
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo palukiznin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości